The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Wszystko na temat nowej płyty

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Jak oceniasz nowy album Iron Maiden

10
35
27%
9
37
29%
8
23
18%
7
15
12%
6
5
4%
5
8
6%
4
1
1%
3
4
3%
2
1
1%
1
0
Brak głosów
 
Liczba głosów: 129

Awatar użytkownika
Cybul
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 396
Rejestracja: czw sty 06, 2005 11:55 pm
Skąd: Siedlce

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: Cybul »

beaviso pisze:
erosinho pisze:przy czym wydłużone na siłę utwory typu The Red And The Black zwyczajnie męczą.
No popatrz, a ja od 3 dni chodzę jak zaczarowany The Red and The Black - nie ma w nim zbędnego taktu, jedyną wadą jest to, że się kończy :) Już nie mogę doczekać się jego wykonania na koncertach.

M.
Dokładnie, mam to samo ! Nic a nic mi się nie nudzi. Polać M. Koźlaka :pijak:
Awatar użytkownika
MaidenFan
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5363
Rejestracja: śr cze 09, 2010 8:04 pm
Skąd: Rzeszów

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: MaidenFan »

Mnie też nic w TRATB nie nudzi. Nie ciągnie się.
Pierwsze 6 minut mija jak 2.. :D
Awatar użytkownika
brezdi
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 671
Rejestracja: sob lut 23, 2013 4:33 pm

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: brezdi »

Clanowy pisze:
brezdi pisze:
hipcio_stg pisze: (...)
Wracając do diesla - gruba rozkmina Panowie :D Czy to jest tak samo, jak jest stary osąd, który krąży po memach jakoby blondynki były głupie - ja mam kobietę blondynkę, której wcale nie uważam za głupią, ale jednocześnie zaczynam robić jej quizy z wiedzy o świecie?:D
Diesel/blondynka/... - można każdą analogię wstawić. Chodzi o to, że eksperci od dźwięku mówią, że produkcja (silnik diesla zamiast benzyny/blond włosy a nie czarne) psuje album i co teraz?? Przesiąść się na benzynę (Bonamassa) i zostawić blondynkę dla jakiejś innej czarnowłosej? Oczywiście blond włosy można przefarbować ale ona (Harris) tego nie chce :D

Temat produkcji mamy chyba rozpracowany :D
Tu już nastąpiła zbyt głęboka incepcja ;)
Deleted User 626

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: Deleted User 626 »

brezdi pisze:
Clanowy pisze:
hipcio_stg pisze: (...)
Wracając do diesla - gruba rozkmina Panowie :D Czy to jest tak samo, jak jest stary osąd, który krąży po memach jakoby blondynki były głupie - ja mam kobietę blondynkę, której wcale nie uważam za głupią, ale jednocześnie zaczynam robić jej quizy z wiedzy o świecie?:D
Diesel/blondynka/... - można każdą analogię wstawić. Chodzi o to, że eksperci od dźwięku mówią, że produkcja (silnik diesla zamiast benzyny/blond włosy a nie czarne) psuje album i co teraz?? Przesiąść się na benzynę (Bonamassa) i zostawić blondynkę dla jakiejś innej czarnowłosej? Oczywiście blond włosy można przefarbować ale ona (Harris) tego nie chce :D

Temat produkcji mamy chyba rozpracowany :D
Tu już nastąpiła zbyt głęboka incepcja ;)
Mogę głębiej jak się znajdzie chętny do dyskusji. Ale tak nie odbiegając od tematu to album przeleciał kolejny raz i znowu poleci. W ogóle się nie nudzi.
Awatar użytkownika
Tadeo
-#Wrathchild
-#Wrathchild
Posty: 66
Rejestracja: pn wrz 07, 2015 7:34 pm

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: Tadeo »

Jestem po wielu odsłuchach całego albumu jak również wałkowałem potem pojedyncze utwory i muszę przyznać, że nowe wydawnictwo IM bardzo mi się podoba. Podeszło mi praktycznie za pierwszym razem. Moim zdaniem prawie wszystkie kompozycje są na wysokim lub bardzo wysokim poziomie (nie do końca podchodzi mi i pasuje do całości SOL, ale i ten numer jest przyjemny). Ogólnie gdyby wyrzucić SOL, to mielibyśmy bardzo spójną płytę jeśli chodzi o brzmienie kompozycji. Obiektywnie (o ile można obiektywnie oceniać muzykę) trzeba wyróżnić IESF, TRATB, TBOS oraz EOTC - to są najlepsze utwory na albumie, chociaż pozostałe wcale nie są wiele gorsze. Krótkie też są bardzo dobre i słucham ich z wielką przyjemnością. W ogóle w tym roku przesłuchałem wiele nowych płyt kilku wykonawców i tylko przy IM mam tak wiele radości ze słuchania i chęci, aby znowu wcisnąć replay. Dostrzegam też kilka autoplagiatów, ale nie są one dla mnie problemem - w końcu zespół z takim stażem ma z czego czerpać inspiracje. ;)

Wracając do SOL, to nie nazwałbym go słabym wypełniaczem, ale pozostałe utwory są po prostu lepsze. Uważam, że każdy inny z krótkich utworów na tej płycie byłby lepszy na singiel, np. WTRRD. :)

Posumowując uważam TBOS za bardzo mocną pozycję w dyskografii zespołu. Można czepiać się produkcji i innych rzeczy, ale dla mnie liczy się radość i emocje towarzyszące przy słuchaniu muzyki, a w przypadku TBOS byłem bardzo miło zaskoczony i nie mogę oderwać się od tego materiału. Ocena subiektywna i daje 10/10.
Awatar użytkownika
Daniel Wu.
-#Charlotte
-#Charlotte
Posty: 24
Rejestracja: pt lut 21, 2014 6:11 pm
Skąd: Sopot

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: Daniel Wu. »

Myślę, że po tygodniu praktycznie codziennego katowania najnowszego krążka, jestem w stanie w miarę obiektywnie ocenić najnowsze wydawnictwo Maidenów, chociaż wiadomo, że za 2-3 lata mogę dane utwory odbierać zupełnie inaczej, myślę, że to całkiem normalne ;)
Na wstępie od razu muszę oddać chłopakom, że tym razem naprawdę dali radę. To dobra, a nawet bardzo dobra płyta, zdecydowanie najlepsza od Brave New World. Przyznam, że gdy zobaczyłem pierwsze zajawki i screena tracklisty, nastawiłem się dość sceptycznie... mając w pamięci zawód po odsłuchaniu nieudanego jak dla mnie TFF, informacja o 92-minutowym materiale + liczba 18 przy ostatnim utworze o dość patetycznym tytule wywołały u mnie lekkie przerażenie - bałem się, że otrzymamy udziwnione połączenie AMOLAD-u z TFF, gdzie znajdzie się wszystko oprócz klimatu i jakże potrzebnej słuchaczowi przestrzeni.
Uspokoił mnie nieco singiel. Ze zdziwieniem czytam wypowiedzi, w których SOL określa się jako najgorszy utwór na płycie. Przede wszystkim jest to mocny ukłon w kierunku lat 80-tych. Numer ma typową dla Maidenów konstrukcję - dobry riff na początku, prosty rytm i przyjemne melodie w zwrotkach, chwytliwy refren, szybkie solówki, spokojnie mógłby znaleźć się na takim Piece of Mind ;) dodatkowo spodobał mi się bardzo oryginalny jak na XXI wiek teledysk - Eddie naparzający się z Bestią na ringu a'la Mortal Kombat rozwalił mnie doszczętnie :D
W końcu nadszedł ten dzień. Przyznam się bez bicia, że płytę ściągnąłem dobę przed oficjalną premierą (ale już na drugi dzień oryginał zawitał na mojej półce) i po ciężkim dniu w pracy mogłem w spokoju odsłuchać co tam ciekawego tym razem panowie nakombinowali. Po wciśnięciu play zaczęło się...
1. TBOS moim zdaniem nie mógł zacząć się lepiej. Intro do "If Eternity..." od razu pomogło wczuć się w klimat płyty, oczywiście na myśl przyszedł mi solowy Dickinson, ale ja tu słyszę (kto wie, jak było naprawdę) również inspirację samym Led Zeppelin - posłuchajcie sobie ich "In The Evening", załapiecie co mam na myśli ;) generalnie cały utwór jest bardzo mocnym punktem płyty - cenię dobre openery, bo to one w końcu mają zachęcić odbiorcę do wysłuchania krążka w całości - pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. Z tego właśnie powodu nigdy nie mogłem odżałować fatalnego początku w genialnej przecież "The Number Of The Beast"... w IESF mamy jednak udany eksperyment + typowe w drugiej części utworu Iron Maiden oraz niezły szok na sam koniec :D Cieszę się, że Harris nie jest już typowym Stev'em, któremu ego każe komponować wszystko od A do Z i dał Bruce'owi wolną rękę. To wyszło płycie tylko i wyłącznie na dobre. Reasumując, myślę, że IESF będzie znakomitym otwieraczem koncertów na trasie promującej Księgę Dusz ;)
2. O Speed Of Light już się wcześniej wypowiedziałem. Powtórzę tylko, że nie rozumiem tak dużej liczby negatywnych komentarzy pod adresem tego numeru.
3. The Great Unknown - kolejny bardzo dobry, klimatyczny utwór (bardzo spodobał się mojej żonie :D) - moim zdaniem idealnie pasowałby również na AMOLAD ;) świetnie brzmią tu gitary, znakomicie bębni Nicko (ten pan też mnie baaardzo zaskoczył, ale o tym jeszcze się wypowiem). Bruce w jednym momencie troszkę się dusi - wiadomo, że to już nie ten wiek i tak jak w latach 80-tych pewnych dźwięków nie wyciagnie, ale i tak jak zwykle dał z siebie wszystko. Generalnie utwór zdecydowanie na plus, chociaż solówki mogłyby być trochę lepsze (zwłaszcza ta grana przez Dave'a).
4. The Red and The Black - co do tego kawałka mam chyba najbardziej mieszane uczucia. Zastanawiam się cały czas, czy Harris chciał tu połączyć typową maidenowską galopadę z jakże lubianymi przez niego ostatnimi czasy epicami, jednak momentami mam wrażenie, że mocno się pogubił. Zgodzę się z kilkoma wypowiedziami, gdzie stwierdzono iż utwór miał niesamowity potencjał, ale niestety panowie za bardzo przekombinowali. Po pierwsze - niesamowicie irytuje mnie gitara grająca unisono z wokalem w zwrotce. O ile w refrenie razem z "oooo" brzmi to fajnie, to w zwrotce wręcz prostacko - tak grają początkujący gitarzyści, którzy chcą, żeby w każdym momencie piosenki było ich słychać. Właśnie, jeszcze jedno słówko o "oooo", bo też zdążyłem już tu przeczytać, że utwór jest przez to wieśniacki i nadaje się do śpiewania w karczmie. Jestem przekonany, że ta przyśpiewka została stworzona z myślą o koncertach, gdzie Bruce będzie w domyśle szalał na scenie i integrował się z publicznością. Poza tym... ile już takich oooo Maideni mieli w karierze? Hallowed Be Thy Name, Siódmy Syn, The Wicker Man... toż to klasyki, tak uwielbiane przez fanów, a jednak krytyki za "oooo" nigdy pod swoim adresem nie otrzymały ;) wracając jeszcze do samego utworu - świetne rzeczy dzieją się od 5 minuty - kojarzy mi się to z klimatem Brave New World. I gdyby granie skończyło się w 12:27, przeżyłbym te wkur*iające zwrotki i mój odbiór utworu mógłby być wyłącznie pozytywny. Niestety, Harris popełnił typową dla siebie gafę - po raz kolejny sztucznie wlepił na sam koniec refren. Po co? Klimat kawałka przez to został totalnie zj*bany, mielibyśmy świetne outro, a tak otrzymaliśmy chamsko wręcz wlepiony fragment, o którym po tych kilku minutach zdążyliśmy już zapomnieć. Niestety, za ten moment płyta ma u mnie sporego minusa, a samo TRATB już zawsze będzie dla mnie definicją muzycznego przedobrzenia a'la Steve Harris.
5. When The River Runs Deep - drugi zgrzyt na płycie. Utwór zaczyna się obiecująco, po intrze mamy ciekawy riff trochę a'la Deep Purple czy nawet Whitesnake, niestety zarówno zwrotki, jak i refren jakoś nie wpadają mi w ucho. Z wielkim smutkiem muszę wręcz przyznać, że WTRRD to pierwszy na TBOS wypełniacz.
6. The Book of Souls - na szczęście utwór tytułowy w całości wynagradza chwilowy niesmak spowodowany końcówką TRATB i WTRRD. Wszystko jest tutaj znakomite - akustyczne intro a'la The Legacy i The Talisman przechodzące w kapitalny riff (jak dla mnie jeden z najlepszych w całej karierze Maidenów!), a potem mistrzowskie zwrotki, refren i znakomite pierd**nięcie w drugiej części utworu. Fantastycznie brzmi tu perkusja Nicko - chłopak zagrał chyba najlepiej w karierze, czym mnie bardzo zaskoczył, bo już zdążyłem go zaszufladkować i nieraz śmiałem się z jego stylu, gdzie bez ride'a nie ma grania :D Nicko jest dla mnie osobiście największym odkryciem tego albumu, a tytułowy track to zdecydowanie najlepszy utwór na CD1 i być może najlepszy z całego TBOS. Być może, bo na sam koniec napiszę o jeszcze jednym wyjątkowym songu ;)
CD2
1. Death or Glory - mocarny początek drugiego krążka. Zauważyłem, że opinie na temat tego utworu również są dość podzielone, ale osobiście odbieram go raczej pozytywnie. Mamy tu galopadę, wokalne harmonie, zapamiętywalny refren i dobrą wstawkę w stylu Powerslave'a w drugiej części numeru.
2. Shadows of The Valley - drugi dość mocny zgrzyt na płycie. Nie wiem czy intro celowo miało być inspirowane Wasted Years, ale nawet osoba bez obycia muzycznego usłyszy prawie że kopię słynnego wstępu. Potem jest jeszcze gorzej, bo mamy zrzynkę z The Fallen Angel i niestety jako wieloletni fan Maidenów i znawca ich dyskografii, nie jestem w stanie zaakceptować tego utworu. Wielka szkoda, bo obniża on ogólny odbiór albumu.
3. Tears of a Clown - dobry utwór, bardzo często go nucę, refren szybko wpada w ucho. Hołd dla Robina Williamsa, mamy tu trochę paradoks, bo numer, który z założenia miał być raczej smutny, brzmi dość... wesoło. Dla mnie kandydat na drugiego singla, dobrze przyjmie się w radiu.
4. The Man of Sorrows - ciężko mi się przekonać do tego kawałka. Tak, jakby czegoś mi tu brakowało, ale nie jestem w stanie wyrazić czego. Zalatuje wypełniaczem, najzwyczajniej w świecie nie wpada w ucho, chociaż ma dość ciekawy, posępny klimat. Drugi najgorszy utwór na płycie.
5. Empire of The Clouds - ten kawałek to jest temat na zupełnie odrębną dyskusję. To, czego się najbardziej bałem, czyli na maksa przekombinowane 18 minut, na szczęście nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dzięki Bogu, który skruszył serce Harrisa i Bruce mógł tutaj sobie poszaleć - dzięki temu wyszedł pierwszy tak świeży i tak oryginalny utwór spod znaku Iron Maiden, bo nie oszukujmy się, czegoś takiego jeszcze wcześniej panowie nie nagrali. Piękny wstęp na pianinie, niesamowicie wpadający w ucho motyw główny, wspaniały wokal Dickinsona, no i przede wszystkim konstrukcja utworu... przez te 18 minut dzieje się tu tyle, że trzeba co najmniej 18-stu przesłuchań, żeby wyłapać wszystkie smaczki, jakie Maideni umieścili w tym dziele. Bardzo, ale to bardzo udany eksperyment - założę się, że chłopaki na pewno mieli wątpliwości, czy umieszczać coś takiego na płycie, ale w końcu zaryzykowali i chwała im za to. Imperium Chmur nie tylko znacznie podnosi ocenę drugiego CD, ale bardzo wyraźnie wpływa na ogólne podejście do całej płyty. Bez tego epica mielibyśmy zapewne kolejny solidny album od Harrisa i spółki, któremu jednak znowu czegoś by brakowało. Na szczęście na TBOS to "coś" w końcu jest, a nazywa się "Empire of The Clouds". Z każdym przesłuchaniem ten utwór podoba mi się coraz bardziej, a 18 minut mija jak 5 :D

Podsumowując moją dość długą recenzję - The Book of Souls umieszczam dokładnie w środku stawki wszystkich płyt Maidenów. Nie jest to materiał na miarę wspaniałych dokonań z lat 80-tych, ale też stoi znacznie wyżej niż wszystko, co zostało wydane po Brave New World. Nie nazwałbym też tej płyty genialną - 10/10 czy 9/10 to oceny zarezerwowane dla płyt z okresu 1982-1987, jednak z pewnością jest tutaj znacznie więcej momentów dobrych aniżeli średnich czy słabych. Wszystkie mankamenty dość skrupulatnie opisałem, jednak w moim odczuciu suma plusów zdecydowanie przewyższa minusy :) Płycie daję ocenę 7,5/10, w ankiecie zaokrągliłem do 8/10.
Awatar użytkownika
brezdi
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 671
Rejestracja: sob lut 23, 2013 4:33 pm

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: brezdi »

Daniel Wu. pisze:Myślę, że po tygodniu praktycznie codziennego katowania najnowszego krążka, jestem w stanie w miarę obiektywnie ocenić najnowsze wydawnictwo Maidenów, chociaż wiadomo, że za 2-3 lata mogę dane utwory odbierać zupełnie inaczej, myślę, że to całkiem normalne ;)
Na wstępie od razu muszę oddać chłopakom, że tym razem naprawdę dali radę. To dobra, a nawet bardzo dobra płyta, zdecydowanie najlepsza od Brave New World. Przyznam, że gdy zobaczyłem pierwsze zajawki i screena tracklisty, nastawiłem się dość sceptycznie... mając w pamięci zawód po odsłuchaniu nieudanego jak dla mnie TFF, informacja o 92-minutowym materiale + liczba 18 przy ostatnim utworze o dość patetycznym tytule wywołały u mnie lekkie przerażenie - bałem się, że otrzymamy udziwnione połączenie AMOLAD-u z TFF, gdzie znajdzie się wszystko oprócz klimatu i jakże potrzebnej słuchaczowi przestrzeni.
Uspokoił mnie nieco singiel. Ze zdziwieniem czytam wypowiedzi, w których SOL określa się jako najgorszy utwór na płycie. Przede wszystkim jest to mocny ukłon w kierunku lat 80-tych. Numer ma typową dla Maidenów konstrukcję - dobry riff na początku, prosty rytm i przyjemne melodie w zwrotkach, chwytliwy refren, szybkie solówki, spokojnie mógłby znaleźć się na takim Piece of Mind ;) dodatkowo spodobał mi się bardzo oryginalny jak na XXI wiek teledysk - Eddie naparzający się z Bestią na ringu a'la Mortal Kombat rozwalił mnie doszczętnie :D
W końcu nadszedł ten dzień. Przyznam się bez bicia, że płytę ściągnąłem dobę przed oficjalną premierą (ale już na drugi dzień oryginał zawitał na mojej półce) i po ciężkim dniu w pracy mogłem w spokoju odsłuchać co tam ciekawego tym razem panowie nakombinowali. Po wciśnięciu play zaczęło się...
1. TBOS moim zdaniem nie mógł zacząć się lepiej. Intro do "If Eternity..." od razu pomogło wczuć się w klimat płyty, oczywiście na myśl przyszedł mi solowy Dickinson, ale ja tu słyszę (kto wie, jak było naprawdę) również inspirację samym Led Zeppelin - posłuchajcie sobie ich "In The Evening", załapiecie co mam na myśli ;) generalnie cały utwór jest bardzo mocnym punktem płyty - cenię dobre openery, bo to one w końcu mają zachęcić odbiorcę do wysłuchania krążka w całości - pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. Z tego właśnie powodu nigdy nie mogłem odżałować fatalnego początku w genialnej przecież "The Number Of The Beast"... w IESF mamy jednak udany eksperyment + typowe w drugiej części utworu Iron Maiden oraz niezły szok na sam koniec :D Cieszę się, że Harris nie jest już typowym Stev'em, któremu ego każe komponować wszystko od A do Z i dał Bruce'owi wolną rękę. To wyszło płycie tylko i wyłącznie na dobre. Reasumując, myślę, że IESF będzie znakomitym otwieraczem koncertów na trasie promującej Księgę Dusz ;)
2. O Speed Of Light już się wcześniej wypowiedziałem. Powtórzę tylko, że nie rozumiem tak dużej liczby negatywnych komentarzy pod adresem tego numeru.
3. The Great Unknown - kolejny bardzo dobry, klimatyczny utwór (bardzo spodobał się mojej żonie :D) - moim zdaniem idealnie pasowałby również na AMOLAD ;) świetnie brzmią tu gitary, znakomicie bębni Nicko (ten pan też mnie baaardzo zaskoczył, ale o tym jeszcze się wypowiem). Bruce w jednym momencie troszkę się dusi - wiadomo, że to już nie ten wiek i tak jak w latach 80-tych pewnych dźwięków nie wyciagnie, ale i tak jak zwykle dał z siebie wszystko. Generalnie utwór zdecydowanie na plus, chociaż solówki mogłyby być trochę lepsze (zwłaszcza ta grana przez Dave'a).
4. The Red and The Black - co do tego kawałka mam chyba najbardziej mieszane uczucia. Zastanawiam się cały czas, czy Harris chciał tu połączyć typową maidenowską galopadę z jakże lubianymi przez niego ostatnimi czasy epicami, jednak momentami mam wrażenie, że mocno się pogubił. Zgodzę się z kilkoma wypowiedziami, gdzie stwierdzono iż utwór miał niesamowity potencjał, ale niestety panowie za bardzo przekombinowali. Po pierwsze - niesamowicie irytuje mnie gitara grająca unisono z wokalem w zwrotce. O ile w refrenie razem z "oooo" brzmi to fajnie, to w zwrotce wręcz prostacko - tak grają początkujący gitarzyści, którzy chcą, żeby w każdym momencie piosenki było ich słychać. Właśnie, jeszcze jedno słówko o "oooo", bo też zdążyłem już tu przeczytać, że utwór jest przez to wieśniacki i nadaje się do śpiewania w karczmie. Jestem przekonany, że ta przyśpiewka została stworzona z myślą o koncertach, gdzie Bruce będzie w domyśle szalał na scenie i integrował się z publicznością. Poza tym... ile już takich oooo Maideni mieli w karierze? Hallowed Be Thy Name, Siódmy Syn, The Wicker Man... toż to klasyki, tak uwielbiane przez fanów, a jednak krytyki za "oooo" nigdy pod swoim adresem nie otrzymały ;) wracając jeszcze do samego utworu - świetne rzeczy dzieją się od 5 minuty - kojarzy mi się to z klimatem Brave New World. I gdyby granie skończyło się w 12:27, przeżyłbym te wkur*iające zwrotki i mój odbiór utworu mógłby być wyłącznie pozytywny. Niestety, Harris popełnił typową dla siebie gafę - po raz kolejny sztucznie wlepił na sam koniec refren. Po co? Klimat kawałka przez to został totalnie zj*bany, mielibyśmy świetne outro, a tak otrzymaliśmy chamsko wręcz wlepiony fragment, o którym po tych kilku minutach zdążyliśmy już zapomnieć. Niestety, za ten moment płyta ma u mnie sporego minusa, a samo TRATB już zawsze będzie dla mnie definicją muzycznego przedobrzenia a'la Steve Harris.
5. When The River Runs Deep - drugi zgrzyt na płycie. Utwór zaczyna się obiecująco, po intrze mamy ciekawy riff trochę a'la Deep Purple czy nawet Whitesnake, niestety zarówno zwrotki, jak i refren jakoś nie wpadają mi w ucho. Z wielkim smutkiem muszę wręcz przyznać, że WTRRD to pierwszy na TBOS wypełniacz.
6. The Book of Souls - na szczęście utwór tytułowy w całości wynagradza chwilowy niesmak spowodowany końcówką TRATB i WTRRD. Wszystko jest tutaj znakomite - akustyczne intro a'la The Legacy i The Talisman przechodzące w kapitalny riff (jak dla mnie jeden z najlepszych w całej karierze Maidenów!), a potem mistrzowskie zwrotki, refren i znakomite pierd**nięcie w drugiej części utworu. Fantastycznie brzmi tu perkusja Nicko - chłopak zagrał chyba najlepiej w karierze, czym mnie bardzo zaskoczył, bo już zdążyłem go zaszufladkować i nieraz śmiałem się z jego stylu, gdzie bez ride'a nie ma grania :D Nicko jest dla mnie osobiście największym odkryciem tego albumu, a tytułowy track to zdecydowanie najlepszy utwór na CD1 i być może najlepszy z całego TBOS. Być może, bo na sam koniec napiszę o jeszcze jednym wyjątkowym songu ;)
CD2
1. Death or Glory - mocarny początek drugiego krążka. Zauważyłem, że opinie na temat tego utworu również są dość podzielone, ale osobiście odbieram go raczej pozytywnie. Mamy tu galopadę, wokalne harmonie, zapamiętywalny refren i dobrą wstawkę w stylu Powerslave'a w drugiej części numeru.
2. Shadows of The Valley - drugi dość mocny zgrzyt na płycie. Nie wiem czy intro celowo miało być inspirowane Wasted Years, ale nawet osoba bez obycia muzycznego usłyszy prawie że kopię słynnego wstępu. Potem jest jeszcze gorzej, bo mamy zrzynkę z The Fallen Angel i niestety jako wieloletni fan Maidenów i znawca ich dyskografii, nie jestem w stanie zaakceptować tego utworu. Wielka szkoda, bo obniża on ogólny odbiór albumu.
3. Tears of a Clown - dobry utwór, bardzo często go nucę, refren szybko wpada w ucho. Hołd dla Robina Williamsa, mamy tu trochę paradoks, bo numer, który z założenia miał być raczej smutny, brzmi dość... wesoło. Dla mnie kandydat na drugiego singla, dobrze przyjmie się w radiu.
4. The Man of Sorrows - ciężko mi się przekonać do tego kawałka. Tak, jakby czegoś mi tu brakowało, ale nie jestem w stanie wyrazić czego. Zalatuje wypełniaczem, najzwyczajniej w świecie nie wpada w ucho, chociaż ma dość ciekawy, posępny klimat. Drugi najgorszy utwór na płycie.
5. Empire of The Clouds - ten kawałek to jest temat na zupełnie odrębną dyskusję. To, czego się najbardziej bałem, czyli na maksa przekombinowane 18 minut, na szczęście nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dzięki Bogu, który skruszył serce Harrisa i Bruce mógł tutaj sobie poszaleć - dzięki temu wyszedł pierwszy tak świeży i tak oryginalny utwór spod znaku Iron Maiden, bo nie oszukujmy się, czegoś takiego jeszcze wcześniej panowie nie nagrali. Piękny wstęp na pianinie, niesamowicie wpadający w ucho motyw główny, wspaniały wokal Dickinsona, no i przede wszystkim konstrukcja utworu... przez te 18 minut dzieje się tu tyle, że trzeba co najmniej 18-stu przesłuchań, żeby wyłapać wszystkie smaczki, jakie Maideni umieścili w tym dziele. Bardzo, ale to bardzo udany eksperyment - założę się, że chłopaki na pewno mieli wątpliwości, czy umieszczać coś takiego na płycie, ale w końcu zaryzykowali i chwała im za to. Imperium Chmur nie tylko znacznie podnosi ocenę drugiego CD, ale bardzo wyraźnie wpływa na ogólne podejście do całej płyty. Bez tego epica mielibyśmy zapewne kolejny solidny album od Harrisa i spółki, któremu jednak znowu czegoś by brakowało. Na szczęście na TBOS to "coś" w końcu jest, a nazywa się "Empire of The Clouds". Z każdym przesłuchaniem ten utwór podoba mi się coraz bardziej, a 18 minut mija jak 5 :D

Podsumowując moją dość długą recenzję - The Book of Souls umieszczam dokładnie w środku stawki wszystkich płyt Maidenów. Nie jest to materiał na miarę wspaniałych dokonań z lat 80-tych, ale też stoi znacznie wyżej niż wszystko, co zostało wydane po Brave New World. Nie nazwałbym też tej płyty genialną - 10/10 czy 9/10 to oceny zarezerwowane dla płyt z okresu 1982-1987, jednak z pewnością jest tutaj znacznie więcej momentów dobrych aniżeli średnich czy słabych. Wszystkie mankamenty dość skrupulatnie opisałem, jednak w moim odczuciu suma plusów zdecydowanie przewyższa minusy :) Płycie daję ocenę 7,5/10, w ankiecie zaokrągliłem do 8/10.
Świetnie napisane. Na prawdę szacun. Jedynie co to może za bardzo się czepiłeś tego TRATB, ale to wiadomo nie musi być zgodności kropka w kropkę ;) Daj jeszcze szansę Shadows Of The Valley i When The River Runs Deep (oprócz Wasted Years w tym pierwszym - ja w początku River Runs Deep słyszę wstęp do Moonchild; ) - na początku totalnie pomijałem te utwory przez to, że były całkowicie przytłumione przez 2 kolosy je rozdzielające i również raziły mnie te same rzeczy co Ciebie. Jak osłuchasz resztę albumu to daj im szansę serio i posłuchaj kilka razy pod rząd, przez kilka dni dobrze się wsłuchując - docenisz :) Podobnie miałem z The Great Uknown (u Ciebie zaskoczyło od razu). Co do The Man Of Sorrows również baaardzo podobne wrażenia. Reszta jak wyżej.
Awatar użytkownika
erosinho
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1848
Rejestracja: czw sie 19, 2010 6:35 pm
Skąd: Góra Kalwaria

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: erosinho »

Daniel Wu - gdzie Ty masz "oooooo" w Hallowed Be Thy Name? No i zastanawiam się, jaką płytę z 1987 roku masz na myśli :-)
To tak ode mnie co by się czepnąć przy niedzieli, poza tym z większością Twoich opinii się zgadzam, poza jedną: Man Of Sorrows mi osobiście bardzo się podoba.
Ostatnio zmieniony ndz wrz 13, 2015 1:32 pm przez erosinho, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
remi
-#Weekend Warrior
-#Weekend Warrior
Posty: 2997
Rejestracja: pn mar 14, 2005 7:01 pm
Skąd: Białystok

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: remi »

Rzeczywiście dobra recenzja. U mnie WTRRD od pierwszego odsłuchu jest najlepszym rockerem na płycie.
Do R&B jestem coraz bardziej przekonany i skłonny bym był zmienić ocenę z 8 na 9.

Shadows i Man of Sorrows - nadal najsłabsze momenty płyty. Przy czym ten pierwszy jest i tak o niebo lepszy od "nieporozumienia" Dave'a.
Awatar użytkownika
Daniel Wu.
-#Charlotte
-#Charlotte
Posty: 24
Rejestracja: pt lut 21, 2014 6:11 pm
Skąd: Sopot

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: Daniel Wu. »

erosinho pisze:Daniel Wu - gdzie Ty masz "oooooo" w Hallowed Be Thy Name? No i zastanawiam się, jaką płytę z 1987 roku masz na myśli :-)
To tak ode mnie co by się czepnąć przy niedzieli, poza tym z większością Twoich opinii się zgadzam, poza jedną: Man Of Sorrows mi osobiście bardzo się podoba.
W Hallowed chodziło mi o zaśpiew Dickinsona w refrenie. No fakt, nie jest to ooooo, tylko bardziej jeeejeeejeee, ale koncept mamy podobny, a nikt HBTN wieśniackim nie nazwie ;-) z data sie rabnalem, mialem na mysli oczywiscie 1988, kiedy swoja premiere mial Siódmy Syn - moja pomyłka wynikła zapewne z faktu, iż ostatnio katowałem płytę Toto o bardzo podobnej nazwie "The Seventh One", a miała ona premierę właśnie w 1987 ;-) tak czy siak, dzięki za czujność ;-)
Awatar użytkownika
beaviso
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1975
Rejestracja: pn mar 31, 2003 4:15 pm
Skąd: Gdańsk

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: beaviso »

Daniel Wu pisze:W Hallowed chodziło mi o zaśpiew Dickinsona w refrenie.
Podeślij linka. Chętnie posłucham refrenu z HBTN - nie znałem dotąd tej wersji utworu. :P

M.
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16169
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: gumbyy »

U mnie w końcu pierwszy odsłuch :)
www.MetalSide.pl
Awatar użytkownika
nurni
-#Invader
-#Invader
Posty: 249
Rejestracja: sob sie 12, 2006 2:31 pm

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: nurni »

gumbyy pisze:U mnie w końcu pierwszy odsłuch :)
Zakończony czy rozpoczęty? Jak wrażenia? :wink:
If 50 million people say a stupid thing, it's still a stupid thing.
Awatar użytkownika
brezdi
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 671
Rejestracja: sob lut 23, 2013 4:33 pm

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: brezdi »

Ktoś jeszcze wspomniał wcześniej na temat albumów, które najbardziej w ostatnim czasie podobają się pod względem produkcji - to ja tylko dorzucę od siebie, bo wcześniej nie zdążyłem i już do produkcji wracał nie będę - jest to World On Fire - Slash i o dziwo Hipertrofia - naszej polskiej Comy (słuchana w całości, a słuchawkach i dobrym sprzęcie - powala). Ot takie moje przemyślenie ;)
Awatar użytkownika
krieg
-#Invader
-#Invader
Posty: 225
Rejestracja: wt lip 30, 2013 12:16 pm
Skąd: 3miasto

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: krieg »

nurni pisze:
gumbyy pisze:U mnie w końcu pierwszy odsłuch :)
Zakończony czy rozpoczęty? Jak wrażenia? :wink:
Daj mu czas jest pewnie w szoku po pierwszym odsłuchu i nie wie co myśleć, jak większość z nas była :D
Awatar użytkownika
matik
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 752
Rejestracja: czw sie 12, 2010 9:17 pm

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: matik »

krieg pisze:
nurni pisze:
gumbyy pisze:U mnie w końcu pierwszy odsłuch :)
Zakończony czy rozpoczęty? Jak wrażenia? :wink:
Daj mu czas jest pewnie w szoku po pierwszym odsłuchu i nie wie co myśleć, jak większość z nas była :D
+1 :mryellow:
Who motivates the motivator
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16169
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: gumbyy »

nurni pisze:
gumbyy pisze:U mnie w końcu pierwszy odsłuch :)
Zakończony czy rozpoczęty? Jak wrażenia? :wink:
No już zakończony ;)

Generalnie szału nie ma... tragedii też nie ;)

Pierwsze wrażenia:

1. Produkcja leży i kwiczy (podobnie jak na "TFF")... gitary ledwo bzyczą gdzieś w tle, perkusja mocno "kartonowa" - ale tego się spodziewałem
2. kilka bardzo fajnych (instrumentalnych) momentów
3. za mało wyrazistych riffów - kurna 3 gitarzystów!
4. ze 2 numery polepione na siłę i autocytaty mogli sobie podarować ;)
www.MetalSide.pl
RidingOntheWind
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 317
Rejestracja: czw cze 18, 2015 7:25 am

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: RidingOntheWind »

Dokładnie tak, autocytaty. Iron Maiden już od wielu, wielu lat czerpało ze swojej dawnej twórczości, ale tutaj pobili rekord wszechczasów. Takiego utworu jak Shadows of the Valley w historii zespołu nie było. Niektóre momenty są jak 1 do 1 z wcześniejszymi utworami, przede wszystkim początek identyczny z Wasted Years, riff z pierwszej minuty identyczny z Fallen Angel i refren bardzo niewiele się różniący od Reincarnation of Benjamin Breeg. W The Red and the Black mamy oczywiste nawiązania do Rime of the Ancient Mariner (jakieś pierwsze 2-3 minuty), w końcówce melodie praktycznie zerżniętą z Clansmana, słychać też echa ostatnich epików Steve'a. W Great Unknown, który bardzo lubię wejśćie jest niemal identyczny z Longest Day, potem klimatem wyraźnie nawiązuje do These Colours Don't Run a Bruce śpiewa melodie bardzo podobną do Mother of Mercy (druga i pół minuty). Nawet w Empire of Clouds Dickinsona motyw z 9 minuty jest zaczerpnięty lub tak bardzo podobny "przypadkowo" do przyspieszania w The Legacy . Jedna z melodii w tytułowym Book of Souls to kopia Montsegur a jeden z moich kolegów jeszcze tam się dopatrzył Losfer Words.
Trochę dużo jak na jeden album, najśmieszniejsze, że te utwory, które wymieniłem to praktycznie moje ulubione z płyty. Tears of a Clown, który mi w ogóle nie podchodzi poza niektórymi wokalizami Bruce'a i If Eternity Should Fail to faktycznie jak na Iron Maiden kompozycje nowatorskie. Tylko, że akurat to zupełnie nie "moje Iron Maiden'

Autoplagiaty autoplagiatami, można to jakoś wybaczyć choć przyjemność słuchania lekko obniża. Najgorszą wadą Book of Souls jest czas trwania płyty. W okolicach 8-9 utworu czuje już ogromny przesyt a przecież czeka nas jeszcze ze 25 minut muzyki. Ironi nigdy nie zagrali aż tak długiego albumu i to niestety odbija się na słuchaniu. Przynajmiej u mnie. Mam wrażenie, że oni stali się zakładnikiem czasu trwania płyt. Jest też inna opcja, tak ich długość utworu fascynuje, że odbija się to na jakości.

Zwróćcie uwagę, że epiki Steve'a poza Marynarzem i może Seventh Sonem w latach 80 jakieś specjalnie długie nie były. Czy to Phantom of the Opera, Hallowed Be thy Name, To Tame a Land czy Alexander the Great są to kompozycje na 7 a 8 minut. Dzisiaj tyle mają zwykłe utwory Iron Maiden. Przecież taki Phantom czy Hallowed gdyby były nagrywane dziś mogłoby trwał spokojnie 10-12 minut jak Red and the Black, tylko właśnie wydaje mi się, że muzycy Iron Maiden znali wtedy pojęcie umiaru.
W utworach Iron Maiden z lat 80 ale też późniejszych które trwały w okolicach 5-6 minut jak Prodigal Son, 22 Acacia Avenue, Die With Your Boots On, Still Life, Powerslave, Stranger in the Strange Land, Loneliness of Long Distance Runner, The Prophecy, Infinite Dreams, No Prayer for Dying, Chilhood's End, Aftermath, Ghost of Navigator czy Face in the Sand działo się tak wiele. Teraz 5 minut mają krótkie utwory Iron Maiden takie jak El Dorado (ten ma nawet dłużej) czy Death or Glory gdzie nie dzieje się prawie nic. Mało tego, w Shadows of the Valley któremu do 8 minut brakuje pół minuty ma potencjał może na 3-4. Wtedy byłby to fajny szybki utwór heavy-metalowy. Z kolei The Red and the Black byłby jednym z najlepszych utworów Steve'a od czasów Seventh Son gdyby trwał minut 8 może 9. Tyle co trwa The Clansman. To też oczywiście tylko moja opinia. Takie wrażenie miałem od pierwszego przesłuchu i podczas kolejnych tylko się w nim utwierdzam.

Gdy album przesłuchałem pierwszy raz stwierdziłem, że jest mocniejszy niż Final Frontier i Sprawa życia i śmierci dziś mi się to bardzo wyrównuje. Forma Ironów z tych trzech płyt wydaje mi się bardzo zbliżona, każdy z tych albumów ma 4-5 bardzo dobrych utworów i utwory dużo słabsze, każdy jest za długi i każdy nie brzmi już jak "stare, dobre Iron Maiden" Tak jeśli chodzi o brzmienie jak i same zagrywki gitarowe, głównie solówki.
Adrian, Janick i Dave zbyt często próbują grać coś pod prog-rock lat 70 co średnio im wychodzi.
Uczciwie trzeba przyznać, że najlepszy wokalnie jest najnowszy album Iron Maiden i jeśli czymś Book of Souls ma wygrywać to właśnie tym aspektem.

Jeszcze na koniec co do Empire of Clouds, długo walczyłem z tą tezą próbując odkrywać dla siebie coś w tym utworze. Teraz jednak mogę powiedzieć na 100 %, ten utwór powinien być piękną heavy-metalową balladą. Mógłby nawet na stałe trafić do setu koncertowego zespołu zawsze wzruszając publiczność, te fragmenty są doskonałe. Bruce śpiewa w nich najlepiej od czasów tytułowego epika z Dance of Death. Wszystko jednak psuje dalsza część utworu. Powiedzmy, że jeszcze bardzo fajne jest solo Daveya. Na siłę wydłużone momenty, niektóre trwające ze dwie minuty gdzie jest jeden i ten sam motyw są zagrane bez żadnego pomysłu. Zapomina się podczas nich o tym pięknym początku bo w ogóle do niego nie pasują. Tak, rozumiem utwór ma muzyką nawiązywać do lotu i jego kolejnych etapów aż do katastrofy ale w Iron Maiden nigdy tekst nie przytłaczał tak muzyki. Bruce chyba nie jest specjalistą od pisania utworów epickich i zdecydowanie lepiej czuje się w krótszych utworach.

Book of Souls oceniam teraz gdy już opadły trochę emocje jakoś między 7 a 8 na 10. Tak samo oceniam Final Frontier, A Matter of Life and Death ale już Dance of Death ma u mnie mocne 8. Brave New World to według mnie zupełnie inna liga, jedyny album Iron Maiden po powrocie Brusa i Adriana gdzie wszystko jest na 100% dopracowane i świeże.
Podsumowując album raczej lepszy niż Final Frontier i A Matter...ale niestety w wielu miejscach powielający jego wady. Smuci mnie fakt, że podobałby mi się o wiele, wiele bardziej gdyby nie te autoplagiaty i gdyby nie te dłużyzny, zwłaszcza to drugie. Nawet mnie to trochę wnerwia gdy tak o tym myślę.

Na plus wokal Bruce'a, nieco większa niż na dwóch ostatnich płytach ilość heavy-metalowego czadu (chyba najwięcej w fajnie galopującym When the Rivers Run Deep), świetny utwór tytułowy, ciekawe Great Unknown, balladowa część Empire of Clouds i bardzo dobre zagrywki gitarowe w paru innych utworach, głównie Red and the Black. Jeszcze wracając do minusów można czepić się do tekstów, Bruce w Speed of Light niemal kopiuje tekst z Satellite 15..The Final Frontier. Ze spraw pozamuzycznych; okładka. Wprawdzie odkąd zespół pozbył się Dereka Riggsa to już nie ma dla mnie takiego znaczenia, ale ta nowa jest wyjątkowo kiepska i do tego jakaś taka biedna. Podejrzewam, że 3/4 grafik robionych przez fanów byłoby lepsze niż ta grafika. Jeszcze te czarne tło, w ogóle nie pasuje do muzyki Iron Maiden.
Miszka
-#Charlotte
-#Charlotte
Posty: 14
Rejestracja: pt lip 05, 2013 12:30 pm

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: Miszka »

hipcio_stg pisze:Aleście polecieli z tym Shirleyem. Mnie akurat strasznie drażni ściszanie utworu po wejściu w nową frazę. Słychać to bardzo wyraźnie. Nie wiem czy to wina sklejania utworu z kilku sesji czy świadomego kręcenia gałami, ale zamiast "pierdolnąć" w miejscu gdzie bym sobie tego życzyć głośność spada poniżej poziomu wcześniejszej frazy.
Z płyty słuchasz? A nie masz Ty chłopie włączonego jakiegoś wyrównywania poziomu w swoim sprzęcie? Bo z Twojego opisu wynika, że jakiś kompresor Ci tam szaleje i tnie utwory. Normalnie tego nie ma.
Awatar użytkownika
Daniel Wu.
-#Charlotte
-#Charlotte
Posty: 24
Rejestracja: pt lut 21, 2014 6:11 pm
Skąd: Sopot

Re: The Book Of Souls - opinie na temat nowego albumu

Post autor: Daniel Wu. »

beaviso pisze:
Daniel Wu pisze:W Hallowed chodziło mi o zaśpiew Dickinsona w refrenie.
Podeślij linka. Chętnie posłucham refrenu z HBTN - nie znałem dotąd tej wersji utworu. :P

M.
No tak tak, chodziło mi o codę, już się nie czepiajcie, mam ciężki tydzień za sobą :-P
ODPOWIEDZ