5. Slayer - Live Undead (1984)

Ja wiem, że część odgłosów z widowni dodano później w studiu, ale jednak jest to album zagrany na żywo. Wielki sentyment, a po obejrzeniu The Ultimate Revenge for Disco uważam, że byli najlepszą załogą koncertową lat 80. I jeszcze słowa Toma przed Die by the Sword, już kultowe "they say the pen is mightier than the sword, I say fuck the pen, cos you can die by the sword". Klasyka.
4. Helloween - Live in the U.K. (1989)

Pierwszy koncertowy album jaki usłyszałem. Był wtedy nowością, a ja uwielbiałem Helloween. Te wersje utworów brzmią ostrzej niż na płytach studyjnych. No i mamy tu Michaela Kiske śpiewającego How Many Tears. Lepsze niż oryginał.














