Re: Marilyn Manson
: sob lut 15, 2025 8:42 am
Świetny koncert Mansona w Brnie. Nigdy wcześniej go nie widziałem na żywo i nawet nie byłem jakimś fanem, ale zachęcony nową płytą postanowiłem „odhaczyć” go z listy wykonawców „do zobaczenia”.
Manson jest w znakomitej formie zarówno wokalnej, jak i fizycznej. Wygląda jakby odmłodniał o 10 lat i schudł 15 kg. Całe 90 minut dawał z siebie wszystko, wił się na scenie i krzyczał jakby nie miało być jutra. Bardzo dobrze uzupełniał go jego zespół, którzy również wykazali się fajną energią. Wszystko dopełniała oprawa świetlna i razem stanowiło spójny show.
Sam koncert dzięki ekspresji scenicznej Mansona i zaangażowaniu zespołu był bardzo „dziki” i niezwykle energiczny. Taki Rise the red flag, który moim faworytem nie był to na żywo kosi równo. Nod if you understand jako otwieracz wprawił wszystkich w ekstazę od początku koncertu. Angel with the scabbed wings, Beautiful people, Coma white i wiele innych miażdżyły. Ale najbardziej z butów wyrwało mnie wykonanie Mobscene, doszczętna petarda wczoraj na żywo.
Sam koncert sprawiał wrażenie takiego „testowego”, mała sala, intymna atmosfera i wrażenie, że Manson sprawdza, czy fani są jeszcze z nim. Zresztą otworzył koncert mówiąc „Próbowali mnie zniszczyć, próbowali mi zabrać was, ale im się nie udało”. I po znakomitej reakcji można się spodziewać, że kolejna trasa powinna być w większych obiektach.
Na koniec zostawiam kwestię nagłośnieniowca. Chłopie, za to jak spier**** to znakomite wydarzenie to powinni cię zostawić przywiązanego do drzewa w Brnie. To co śpiewał Manson to czasem trzeba się było domyślać, bo był tak cicho nagłośniony. Regularnie ściana dźwięku na scenie, a solówki praktycznie niesłyszalne, podobnie jak elektronika. Koncert mógł być wybitny, a tak zostaje „tylko” świetny dzięki samemu zespołowi.
Wypad oceniam jako bardzo udany i przekraczający moje oczekiwania dzięki formie Mansona. Czekam na kolejny koncert, na którym obowiązkowo się melduję.
Manson jest w znakomitej formie zarówno wokalnej, jak i fizycznej. Wygląda jakby odmłodniał o 10 lat i schudł 15 kg. Całe 90 minut dawał z siebie wszystko, wił się na scenie i krzyczał jakby nie miało być jutra. Bardzo dobrze uzupełniał go jego zespół, którzy również wykazali się fajną energią. Wszystko dopełniała oprawa świetlna i razem stanowiło spójny show.
Sam koncert dzięki ekspresji scenicznej Mansona i zaangażowaniu zespołu był bardzo „dziki” i niezwykle energiczny. Taki Rise the red flag, który moim faworytem nie był to na żywo kosi równo. Nod if you understand jako otwieracz wprawił wszystkich w ekstazę od początku koncertu. Angel with the scabbed wings, Beautiful people, Coma white i wiele innych miażdżyły. Ale najbardziej z butów wyrwało mnie wykonanie Mobscene, doszczętna petarda wczoraj na żywo.
Sam koncert sprawiał wrażenie takiego „testowego”, mała sala, intymna atmosfera i wrażenie, że Manson sprawdza, czy fani są jeszcze z nim. Zresztą otworzył koncert mówiąc „Próbowali mnie zniszczyć, próbowali mi zabrać was, ale im się nie udało”. I po znakomitej reakcji można się spodziewać, że kolejna trasa powinna być w większych obiektach.
Na koniec zostawiam kwestię nagłośnieniowca. Chłopie, za to jak spier**** to znakomite wydarzenie to powinni cię zostawić przywiązanego do drzewa w Brnie. To co śpiewał Manson to czasem trzeba się było domyślać, bo był tak cicho nagłośniony. Regularnie ściana dźwięku na scenie, a solówki praktycznie niesłyszalne, podobnie jak elektronika. Koncert mógł być wybitny, a tak zostaje „tylko” świetny dzięki samemu zespołowi.
Wypad oceniam jako bardzo udany i przekraczający moje oczekiwania dzięki formie Mansona. Czekam na kolejny koncert, na którym obowiązkowo się melduję.