Pytanie co nazywamy "watersowskimi" płytami. Już na "Dark side of the moon" i "Wish you were here" za większość kompozycji i tekstów odpowiedzialny było Waters. To są moje dwie ulubione płyty, a na nich pocina właśnie Gilmour. Snowy dołączył dopiero na "Animals", ale jego jedyne solo do "Pigs on the Wings" nie weszło na płytę. Najlepsze (moim subiektywnym zdaniem) solówki na "The Wall" też gra Gilmour, a "Comfortably Numb" to jego twótczość. White wspomagał ich koncertowo, a i to tylko na dwóch trasach. Wniosek, jak się zachwycać, to raczej Gilmourem.
Nie wiem co tu jest śmiesznego w zachwycaniu się grą Gilmoura, za to postrzegam jako dość zabawne stwierdzenie, że Snowy miał większy gitarowy wkład w PF niż pan D.G. No chyba, że mowa o "Final Cut"- tam rzeczywiście jest dużo "dobrej" gitary, tak świetnej, że to jedyna płyta PF której nie trawię.
Także bez demagogii proszę...
A Snowy świtnym gitarzystą jest, to fakt. Chociażby "In the Flesh-live", tam pokazuje jak sobie radzi w starych numerach PF