SanktuariuM - Polski Fan Klub Iron Maiden


wywiad + relacja z wizyty w studio

Zwyciężczyni Ellie 'Little Trooper' Howlett pisze dla IronMaiden.com...

Kiedy zostałam odebrana na stacji metra Cockfosters w Północnym Londynie przez Laz & Sue, wsiedliśmy w M25, żeby rozpocząć finalną część naszej podróży do studia nagraniowego. Jadąc autostradą wsłuchiwaliśmy się w przyjemne dźwięki Ken’a Bruce w Radio 2 (odtwarzacz płyt Laz’a nie działał). Byłam pewna, że jeszcze nigdy w swoim życiu nie byłam tak przerażona! Nie chodzi o Ken’a Bruce oczywiście, ale byłam w drodze, żeby przeprowadzić wywiad z Janick’iem i Nicko!

Do Hook End Sarm Studios przyjechaliśmy zaraz przed porą na lunch – ogromna tablica z Eddiem i skrzyżowaną bronią powiedziała nam gdzie jest właściwe miejsce! Od razu w środku zostaliśmy poprowadzeniu w studiu do specjalnego „punkt przesłuchań” gdzie miałam ten zaszczyt posłuchania pierwszych czterech utworów z „A Matter of Life and Death” (Different World, These Colours Don't Run, Brighter Than A Thousand Suns and The Pilgrim). W tym momencie mój rozum funkcjonował na podstawowym poziomie. Niecierpliwiłam się przed nadchodzącym wywiadem (który w tym momencie był odległy w czasie tylko o godzinę), więc większość szczegółów piosenek mi umknęła. Jednak pamiętam, że zostałam zmieciona tym, jak ciężki jest album! To nie było to, czego się spodziewałam. Czytając pamiętniki ze studio Kevin’a Shirley’a spodziewałam się czegoś bardzo progresywnego i może trochę zbyt delikatnego jak na mój gust, ale piosenki, które słyszałam, były surowe i mocne. Nie że piosenki nie są progresywne, bo są – może bardziej niż jakiekolwiek wcześniejsze dokonania Maiden. Ale po prostu progresywność została połączona z pełnym czołowym atakiem metalu!

Kiedy siedziałam na zewnątrz ciesząc się słońcem z Laz’em, Sue i moim partnerem Alex’em, powiedziano mi, że czas na wywiad jest już bliski. Kiedy przeszłam przez hol zauważyłam tablicę z nazwiskami wszystkich członków Maiden na górze i ich harmonogram zajęć poniżej. Chwila moment – reszta chłopaków też tam była? Na pewno nie! Ale myślałam o ważniejszych rzeczach w tym szczególnym momencie!

Kiedy weszłam do pokoju gdzie miałam przeprowadzić wywiad, powiedzenie, że byłam zdenerwowana byłoby nieporozumieniem stulecia! Ale chłopacy natychmiast mnie uspokoili, Janick podał mi rękę, a Nicko pocałował w policzek. Po bardzo nerwowym starcie, wywiad posuwał się do przodu – przemienił się bardziej w nieformalną pogawędkę o nowym albumie. Jan i Nicko byli tak przyjaźni i genialni, że było to niemożliwe, żeby być ciągle przestraszonym. W każdym razie, Nicko był wystarczająco głośno, żeby nadrobić mój spokój! Więc dla wszystkich, którzy mówią, że nie powinno się poznawać swoich bohaterów – jesteście w błędzie! Po prostu trzeba mieć właściwych bohaterów!

Po wywiadzie pozowaliśmy wszyscy do zdjęć a potem wyszłam, żeby pograć w darmowe gry arcade (tak, było bardzo wiele korzyści ubocznych tego dnia!). Jednak na zewnątrz nie byłam długo, bo nagle pojawił się Bruce! Podszedł, żeby się przywitać i zrobić sobie ze mną zdjęcie, co było zupełnym zaskoczeniem. Ale pozytywnym zaskoczeniem rzecz jasna.

Największym szokiem dnia było poznanie Steve’a! Dla wszystkich tych którzy mnie znają nie będzie to niespodzianką, ale dla tych, którzy mnie nie znają – jestem OGROMNĄ fanką Steve’a! Poznanie go to absolutny zaszczyt i cieszę się mówiąc, że nie bełkotałam nieskładnie czy nie cieszyłam się histerycznie, ale zdołałam zachować spokój!

Zbliżając się ku końcowi dnia miałam wystarczająco szczęścia, żeby spotkać Dave’a i Adrian’a i strzelić sobie z każdym z nim fotkę (w tym momencie mam tak wiele zdjęć, że zaczęłam się czuć jak gwiazda rocka!). Po ostatnim przesłuchaniu 4 piosenek na płycie, wyruszyliśmy do domu, w taki sposób kończąc najbardziej ekscytujący i niezapomniany dzień w moim życiu!

JANICK I NICKO W WYWIADZE PRZEPROWADZONYM PRZEZ ELLIE HOWLETT

EH: Tytuł płyty „A Matter of Life and Death”. Chciałabym wiedzieć kto o tym zadecydował i skąd się ta nazwa wzięła.

NM: Myślę, że to Steve. Mieliśmy dwa albo trzy pomysły, jednym z nich było „A Matter of Life and Death” i nagle Bruce wymyślił tytuł, który wszyscy uważaliśmy za olśniewający w tym czasie. Potem zdecydowaliśmy przespać się z tym parę nocy i na końcu wszyscy zdecydowaliśmy, że „A Matter of Life and Death” jest lepsze, wiec był to tytuł roboczy, który skończył jako najlepszy. Ale to albo Bruce albo Steve na niego wpadli. Zawartość płyty porusza wiele tematów wojny – „The Longest Day” jest dobrze znanym sprawozdaniem z wojny, a „Brighter Than a Thousand Suns” jest o Bombie H. Dalej, jest parę piosenek, które poruszają lżejsze stronę, ale wszyscy wiemy, że wojna generalnie znaczy morderstwo, a morderstwo jest największym grzechem. Ale na końcu dnia myśleliśmy o innych rzeczach – doświadczenie życiowe etc. Ale odpowiadając na twoje pytanie, wydaje mi się, że to coś pomiędzy Steve’em i Bruce’em.

JG: To mógłby być Rod!

NM: Mógłby. Nie wiem, to jedna z takich sytuacji, że tak naprawdę nikt nie wie, pomysł krążył i czekał na aprobatę. To mógłby być Drew (inżynier w Sarm West Studio).

JG: To mógłby być Eddie!! LOL

NM: Tytuły są ważne......

JG: W przeszłości mieliśmy zwyczaj nazywania albumu tytułem piosenki, ponieważ czasem tytuł wskakuje na ciebie jako oczywisty wybór, a tym razem tak się nie stało.

NM: Taaa, to jeden z pierwszych albumów, gdzie nie użyliśmy tytułu piosenki jako tytuł całej płyty.

EH: Tak, wydaje mi się, że wspomniano o tym na forumowym czacie.

NM: Tak, więc może z tego punktu widzenia to o trochę historyczny fakt. Ale rozmawialiśmy o użyciu tytułu piosenki na tytuł albumu i przejechaliśmy przez wszystkie nazwy – „A może The Pilgrim? Nie, tak się nie uda, brzmi jak Progres Pielgrzymów, nie. A The Legacy… hmmm The Legacy, nie jest to zły pomysł, ale myśleliśmy, że kto inny nagrał album z tytułem „The Legacy”...”

JG: Wydaje mi się, że nazywanie albumu The Legacy [Dziedzictwo] jest aluzją, że byłaby to ostatnia płyta, a tego zdecydowanie nie chcieliśmy!

NM: Taa, więc mieliśmy stertę wiesz czego!!! A dalej idąc przez resztę tytułów myśleliśmy, że nie możemy płyty nazwać „For the Greater Good of God”... to byłoby naprawdę przegięcie. Naprawdę nie możemy nazwać jej „Lord of Light”, to trochę za wiele. Nie było niczego co by się naprawdę nadawało wizualnie.

EH: OK, więc macie album, który pokazuje dobre i złe strony życia, czy jest coś z conceptu w takim razie?

NM: Nie, nie ma! Jedynie koncepcyjna jest kolejność piosenek według mnie. Ale to nie jest wiadomość. To po prostu naprawdę kawał świetnej muzyki. Od początku każda piosenka podnosi cię, a kiedy dojdziesz do środkowej, która jest trochę tak balladą, daje ci odrobinę wytchnienia i myślisz „uff”, dzięki Bogu za tą minutkę, a potem szturm czterech czy pięciu finalnych utworów naprawdę znowu cię podnosi. Więc dla mnie to jedyny koncept w tym albumie.

EH: Czy są jakieś instrumentalne albo akustyczne piosenki?

NM: Absolutnie nie. Chociaż są jakieś akustyczne wstawki.

EH: B’side’y to same covery, mam rację?

JG: Kto ci o tym powiedział?

EH: Ah, po prostu gdzieś o tym słyszałam.

NM: Nie, to po prostu kontrolowana plotka.

JG: Nie. Jeślibyśmy ci powiedzieli musielibyśmy cię zabić!!

NM: Nie, poważnie, nie lubię nazywać ich B’side’ami. Wolę mówić o nich po postu extra tracks. Ale drugorzędne utwory na singlu będą zawsze coverami. Jeśli nie zrobimy drugiego „Sheriff of Huddersfield” albo „Black Bart Blues”, albo „Roll Over Vic Vella”. Oczywiście „Twilight Zone” jest jedynym wyjątkiem, ale nie wydaje, żebyśmy zrobili to znowu.

JG: nie jesteśmy cover-bandem, więc jeśli coverujemy czyjś utwór, nie uczymy się do dokładnie na pamięć. Co robimy, to słuchamy piosenki, potem idziemy i próbujemy odtworzyć to, co czujemy z utworu, więc nie próbujemy naśladować zespołu, który coverujemy, ale staramy się zrobić to w sposób Maidenowski.

NM: I zawsze próbujemy zrobić to sprawiedliwie. Rzecz jasna nie chcemy nagrać czyjegoś utworu byle jak. Bo nie chcemy oczywiście, żeby osoba, która go napisała pomyślała „O mój Boże, co oni zrobili z moją piosenka?”. Chcemy po prostu wejść do studia i świetnie się bawić.

JG: Taaak, to wszystko dla zabawy.

NM: Siadamy w studiu i wpadamy na pomysły, które piosenki scoverować. Jak już zdecydujemy, zdobywamy utwór i właściwie go słuchamy. Potem każdy odchodzi, uczy się swoich partii i nagrywamy. 80% czasu, który przeznaczamy na nagrywanie to są pierwsze ujęcia, nie spędzamy wiele czasu na miksowaniu, jak tylko może walenie dodatkowego solo i trochę tego i tamtego to tu to tam.

JG: Właściwie na coverach, które tym razem nagraliśmy, nie było żadnego dogrywania.

NM: Prawda. Podczas gdy album był zmiksowany jak przechodziliśmy i potem potrzebował troszkę drobnego strojenia to te covery były zmiksowane jak zagraliśmy je i Kevin Shirley powiedział „Dobrze, to to, to jest miks tej piosenki.”. I pozamiatane.

EH: Macie swoją osobistą ulubioną piosenkę?

NM: Moja osobista ulubiona piosenka na chwilę obecną to „Lord of Light”, ale „For the Greater Good of God” ciągle chodzi mi po głowie. Przez cały czas na golfie dzisiejszego ranka nie mogłem przestać jej śpiewać! (natychmiast wdając się w „pub singer mode”!)

EH: Może powinieneś zaśpiewać ten utwór na płycie...

NM: Zaśpiewałem!! LOL

JG: Tak, ale chodzi o to, że gdybyśmy wzięli Nicka, żeby to zaśpiewał pierwszoplanowo, to wszystkie kobiety by padły z zachwytu. Od razu stałby się punktem centralnym zespołu... zespół rozpadłby się na kawałki.... Bruce musiałby zostać odłożony na tyły a to by nie wypaliło tak naprawdę więc... pozwoliliśmy Bruce’owi zaśpiewać wszystko, ale Nicko naprawdę zrobił to w studiu!

NM: Ahaaa, Tom Jones musiałby się zacząć obawiać!!

EH: Więc Janick, a jaka jest twoja ulubiona piosenka?

JG: Zmienia się każdego dnia. Naprawdę.

NM: Janick także napisał parę piosenek, które są naprawdę doskonałe i moją ulubioną z tych jest „The Legacy”. Akustyczne intro jest po prostu, jak to powiedzieć, ekhm, to koncert! Sztuka. Ostatni akord, chodzi mi o TEN ostatni akord jest po prostu jak „pieprzyć moje stare buty”, kończy się teraz! (Czy mogę iść odpocząć?) (Janick zrywa boki). Po prostu posłuchajcie gry Jan’a, jest tam głęboka, sądzę.

JG: To głęboki album.

EH: No, z czterech piosenek jakie słyszałam, zgodziłabym się. Uważam, że jest o wiele bardziej progresywny i cięższy niż poprzednie płyty,

NM: Słyszałaś tylko cztery pierwsze piosenki? Rany, musisz usłyszeć sześć ostatnich utworów!

EH: Chciałabym!

JG: Tylko pierwsze cztery?!!!

NM: Kurczę, pierwsze cztery to tylko taka zapowiedź!! Z tych pierwszych czterech uważam, że „Brighter Than a Thousand Suns” jest absolutnie cudowna.

JG: Jest coraz lepiej im więcej słuchasz. To bardzo bardzo głębokie doświadczenie – słuchanie, uważam. Ale cały album brzmi lepiej za każdym razem jak się go słucha. Nie wydaje mi się, żeby wiele zespołów tak robiło. Ludzie są skłonni do „natychmiastostwa” a potem po tygodniu zapominają i chcą następnego „natychmiastostwa”. Ale ten album jest zbyt głęboki jak na takie coś. Jest w nim dużo głębi. Totalnie sprawdzą się to jako album. Wszystko kończy się akustycznie i, jak powiedział Nicko, ostatni akord sprawia, że mówisz „uuuuuuuufffff”! I czujesz, że słuchałaś muzyki, która trwała ponad 70 min. Jest prawie zainspirowane klasycznie.

NM: Aha, zdecydowanie to intro w „The Legacy”. Znaczy, brzmi jak byłoby tam pełno gitar, ale to tylko sposób w jaki Jan wziął wszystko do kupy, a potem zespół wchodzi z ogromną ścianą gitar elektrycznych a ty myślisz „o jaaaaaaaaaa” i odfruwasz. Jest jak overture, kopie i brzmi przerażająco dobrze!

EH: Nicko, jak to się stało, że nie napisałeś żadnej piosenki?

JG: Napisał! Ha ha

NM: Mój wkład w pisanie był bardziej muzyczny – jak partie perkusyjne do piosenek etc. Naprawdę miałem dużo wkładu w ten album. Zazwyczaj chłopacy przychodzą i mówią „.....to bym chciał, żebyś zrobił tak” etc. Ale tym razem nie zdarzało się to często. Mimo, że Steve chciał ode mnie parę specyficznych rzeczy, żebym zagrał. Ale wiele razy skonstruowałem partie perkusyjne i rytm, to był mój udział w pisaniu, tak przypuszczam. Pod względem przynoszenia piosenek do zespołu, wyleciałem całkiem dawno z okresu pisania. A co się stało, to to, że chłopacy mieli już dziesięć utworów gotowych. Spotykali się w różnych kombinacjach, żeby zebrać je do kupy. Gdybyśmy potrzebowali jedenastu piosenek to wziąłbym i zmiksowałbym mój utwór, jako, że był już głównie skończony i mógłby albo nie mógłby być użyty. Ale chodzi o to, że mieliśmy dziesięć fenomenalnych piosenek! Jan miał trochę więcej pomysłów, Adrian miał trochę więcej utworów, a Steve miał już trzy właśnie napisane. I niesamowite jest to, że mieliśmy za dużo materiału! Podczas gdy normalnie mamy jakieś osiem utworów i wygląda to w ten sposób „.... yyy, ma ktoś jeszcze jakieś pomysły?”. Więc nie ma moich utworów z żadnego innego powodu jak to, że mieliśmy już wystarczająco piosenek. Ale żeby być szczerym ze standardem istniejących piosenek – nawet nie rozważałem użycia moich utworów.

EH: A Eddie ze skrzyżowaną bronią. Czy będzie to okładka albumu czy singla?

JG: Nie. Ale będzie to wykorzystane jako część całego konceptu. Ale gdybyśmy ci powiedzieli to znowu byśmy musieli cię zabić!! Grafika jest już blisko, ale ciągle jest nie skończona. Ciągle są jakieś zmiany, nawet jeśli chodzi o scenografię.

EH: Czy wasz wkład w grafikę był duży?

JG: Jeśli chcesz to tak. Normalnie Rod prezentuje nam wszystkie pomysły. Potem dyskutujemy nad tym, co jest dobre a co nie. Potem Rod zestawia wszystkie pomysły, które rozpracowaliśmy, a potem siada ze Steve’em, żeby dopracować wygląd finalny etc. Steve jest zarządcą jeśli chodzi o to i jego pragnienia są bardzo specyficzne, jak kolory czy szczególiki. Jeśli chodzi o scenografię to wszyscy mamy swoje za i przeciw. Na przykład Nicko może powiedzieć, że wzniesienie pod perkusję powinno być trochę większe albo Bruce’owi mogą nie odpowiadać jego chodniki itp. Ale są to rzeczy, które można zmienić nawet od razu podczas trasy, jeśli jakaś część produkcji nie współgra całym widokiem.

EH: Czy całe tło i sceneria jest już ukończona?

JG: Nie. Są prawie zaprojektowane, ale jeszcze nie pomalowane. Ciągle się zmieniają. W rzeczywistości do wczoraj ciągle rozmawialiśmy z naszym menadżerem ds. produkcji na temat projektu podłogi. To długo trwający proces. Alan i Chrissie Chesters, którzy napędzają Hangman, którzy robili przez tyle lat naszą scenografię, odwalili kawał fantastycznej roboty. Naprawdę wiedzą, gdzie są razem ze scenografią Maiden i zawsze ze wszystkim zdążają. Naprawdę możemy na nich polegać. Nawet będąc odpowiedzialnym na przedprodukcyjnych ćwiczeniach, kiedy widzieliśmy Eddiego, nie wyglądał albo działa dobrze, wyglądał świetnie jako model, ale po prostu nie chodził dobrze będąc w pełnym rozmiarze, musieli zrobić innego, który został wykorzystany po paru gigach.

NM: Jesteśmy nieźle ustawieni z tym gdzie jesteśmy teraz. To naprawdę jest niezła przygoda i myślę, że ludzie będą oszołomieni jak to zobaczą.

JG: Właściwie, lubię jak coś idzie nie tak. Jeśli wszystko jest zbyt sprawnie zrobione to staje się zbyty kabaretowe i wytworne jak dla mnie. Nie powinniśmy być zbyt wytworni. Uważam, że zawsze powinniśmy iść nad urwiskiem, ponieważ kiedy coś nie wychodzi to staje się ekscytujące.

EH: Aha, fani to uwielbiają.

JG: Mają coś ekstra, żeby wspominać.

EH: Cóż, Trivium tym razem was supportuje. Jak było z decyzją?

JG: Wydaje mi się, że zależy to od tego, kto w tym czasie jest na trasie. Kto wydał album itp. Potem patrzysz, kto jest dostępny i kto by najlepiej pasował. Nie mam naprawdę nic przeciwko supportowaniu nas, jeśli jest to tylko dla zespołu odpowiedni czas. Trivium pasuje do wszystkiego, więc to dobrze dla nas i dla nich.

EH: Myślicie, że przyciągną młodszych fanów? Zdecydowanie ich mają.

JG: Mam taką nadzieję. Powinno być świetnie.

NM: Nie możemy wziąć po prostu zespołu, ponieważ go lubimy. Musisz spojrzeć, co oni mogą wnieść w naszą trasę. Więc młodsze dzieciaki, które być może przyjdą zobaczyć Trivium, to pierwotnie nie przyjdą zobaczyć nas, ale mam nadzieję, że możemy ich sobie pozyskać. Są dobrym zespołem, więc jeśli jedziemy w trasę, to mamy dobry zespół w supporcie.

EH: Możecie powiedzieć jaki będzie pierwszy singiel?

JG: Nie bardzo, bo jeszcze się nie zdecydowaliśmy.

EH: Ważne pytanie. Czy to będzie ostatni studyjnym album?

NM: Absolutnie nie!

JG: Jeśli by tak było, to prawdopodobnie nazwalibyśmy go „The Legacy”.

NM: Właśnie. Nie myślałem o tym, ale prawdopodobnie masz rację. Już nie jesteśmy młodzi, ale ta płyta udowodniła mi, że wciąż mamy ogromne pokłady muzyki. Więc zdecydowanie to nie będzie ostatnia płyta. Jak zwykle będziemy mieli przerwę po trasie, a potem wyciągniemy te pokłady.

EH: Jedno ostatnie pytanie. Kim jest Benjamin Breeg?

(Pokłady śmiechy Nicka i Jan’a) NM: Nie nas pytaj. Musisz porozmawiać ze Steve’em................

Tłumaczenie EvE

© Sanktuarium - Polski Fan Klub Iron Maiden & Iron Maiden Holdings Ltd. 1999-2010