SanktuariuM - Polski Fan Klub Iron Maiden


The Ultimate Metal Band

„Nigdy nikogo nie zawiedliśmy. Na przestrzeni lat zmieniliśmy się, ale zmieniliśmy się wraz z publicznością i dzieliliśmy się z nimi aniżeli narzucaliśmy. Zawsze mówiliśmy jak jest i kiedykolwiek graliśmy na żywo to wywiązywaliśmy się z obietnicy.”

Tak ostry i pewny siebie jak nigdy, frontman Iron Maiden - Bruce Dickinson, wykłada swoją teorię, jak jego zespół zdołał dotrzeć do tego miejsca, w 2006 roku, na szczyt popularności, wyżej niż to miało miejsce w latach 80tych podczas rozkwitu, teraz ich oczekiwania sięgają wyżej niż kiedykolwiek, ponieważ zbliża się ich 14sty album studyjny. Wyłącznie dla Kerrang! układając się w pozycji pół leżącej na lśniącej, miękkiej ławce, przylegającej do Sarm West Studios w Londynie - gdzie album „A Matter Of Life And Death” został wcześniej nagrany - wokalista ubrany w zdecydowanie niemetalowy zwykły podkoszulek i dżinsy, wyglądający bardziej jak bogaty, 48-letni stary tata aniżeli wokalista najdłużej na świecie czczonego heavy mealowego zespołu. Na górze, 49-letni basista i założyciel, Steve Harris, stąpa po tej samej bezpretensjonalnej ścieżce, jego piłkarski podkoszulek odkrywa ręce z wyblakłymi tatuażami.

Obaj mężczyźni z ugruntowanymi przekonaniami, pewny siebie Dickinson i bardziej małomówny Harris, udzielają wywiadu oddzielnie, a dni, kiedy ich relacje były oparte na zatargach oraz konfliktach już dawno poszły w niepamięć. W rzeczywistości atmosfera w obozie Maiden, 6 lat po powrocie Dickinson’a i gitarzysty Adrian’a Smith’a, nie może być bardziej rozluźniona.

Nie tylko Iron Maiden stworzyło swój najlepszy album od długiego, długiego czasu, ale też wydaje się, że ludzie są bardziej niż kiedykolwiek chętni, żeby go usłyszeć. Metal przeżywa swoje ogromne odrodzenie, jeśli chodzi o popularność, a nowe pokolenie zespołów, począwszy od Funeral For A Friend i Bullet For My Valentine poprzez Mastodon a skończywszy na Trivium, wymienia ich jako swój główny wpływ. Dla Maiden nigdy nie było lepszej pory na powrót większy i jaśniejszy. Od ich wybuchowych i cieszących oczy występów na żywo do niewiarygodnie epickiej i odważnej muzyki, zespół przyzwyczaił się do tworzenia za każdym razem w swojej karierze dzieła, które wydaje się być wydarzeniem. A ich pragnienie wielkiego show nie daje znaków roztrwonienia.

„To nagranie jest spektakularne, album, który przeniósł zespół na całkowicie nowy poziom,” uśmiecha się Dickinson. „Wiele ludzi go pokocha, będą tańczyć w przejściu, a ludzie, którzy chcą abyśmy już zeszli, będą się drapać po głowie myśląc, ‘Jak kurwa te stare gnoje cały czas to robią?’.”

UWALNIAJĄC BESTIĘ
Gdziekolwiek nie pojedziecie to znajdziecie ludzi, którzy namiętnie kochają Iron Maiden, prawie wbrew rozumowi. Bardziej zaskakujący jest fakt, że zespół cieszy się tym poziomem podziwu i szacunku przez ponad 20 lat, od 1982 roku - wydania znakomitej trzeciej płyty ‘The Number Of The Beast’. Dwa pierwszy albumy Maiden też były udane, ale to się stało, kiedy Dickinson zastąpił niepewnego oryginalnego wokalistę – Paul’a Di’Anno - jego przybycie zwiastowało takie klasyki jak ‘Run To The Hills’ i złowrogą piosenkę tytułową, zespół z wysoko cenionych nowicjuszy stał się największą na świecie kapelą metalową, zdobywając po raz pierwszy pierwsze miejsce na brytyjskiej liście przebojów.

„Na tej płycie było napięcie, wielkie czasy,” stwierdza Steve Harris. „Nie wiedzieliśmy jak ludzie zareagują na Bruce’a. Wiedzieliśmy, że stworzyliśmy mocny album, ale czasem to nie wystarcza. To jak wyszło potem było fantastyczne i ulżyło nam. Napięcie może wyzwolić w Tobie to, co najlepsze, i tym razem pomogło nam nagrać świetną płytę, którą każdy pokochał.”

„Ten album rozpoczął coś, co określiłbym jako pięcioletni rollercoaster,” wspomina promieniście Dickinson. „Cały czas szliśmy mocno na przód! (śmiech) To był jeden wielki, nieustanny przypływ adrenaliny, a ten album to zaczął. W ciągu trzech miesięcy każdy fan metalu stawiał nas na szczytach.”

„Kiedy płyta stała się Numerem Jeden,” kontynuuje, „to była to niedziela rano, byliśmy w takim średnim miejscu w Szwecji i musieliśmy wyskoczyć z naszego tour-bus’u żeby go zepchać z wzgórza. Nagle ktoś pojawił się z wiadomością, że jesteśmy na pierwszym miejscu, a my pomyśleliśmy, ‘Tak, ale to właściwie nie uruchomi pojazdu, prawda?’ Nigdy tak naprawdę nie daliśmy szansy, dopuszczenia takiej myśli! (śmiech)”

NIEWOLNICZA HARÓWKA
Historia rocka jest zawalona paskudnymi historiami zespołów, które odniosły globalny sukces, ale potem zdołały wszystko spieprzyć nie stroniąc od przyjemności albo coś. To jest świadectwo niezależności Iron Maiden oraz siły ludzi, którzy przetrwali wszystko to, co rock’n’rollowe życie im zaoferowało. Nie tak, że nie wykorzystywali sławy, jednak…

„Mieliśmy ponad 20 lat jak staliśmy się gwiazdami rocka, mieliśmy złote karty i jeździliśmy kabrioletem po LA, więc tak, świetnie się bawiliśmy!” trąci Dickinson. „Widzę takie zespoły jak Lostpropets i to jest ten sam rodzaj gówna.”

Oczywiście wraz z sukcesem przychodzi pewność siebie i Iron Maiden wyruszyło na trasę ‘World Slavery Tour’ w 1984. Wierzyli, że byli niepokonani. Ale nie było to zwyczajna trasa. 9 sierpnia 1984 zaczęli w Polsce, kontynuując ten gigantyczny wypad przez kolejne 322 dni, grając w ponad 20 państwa i zaliczając blisko 100 000 mil podróży.

„Myślę, że to było za dużo i się wypaliliśmy” wzrusza ramionami Dickinson. „Żyjesz na ciągłym adrenalinowym brzegu i staw temu czoła, nie myśli się tylko przez pryzmat testosteronu. Do tego jesteś napełniony obfitymi ilościami czegokolwiek, co chcesz, czy to piciem, szybkimi samochodami, laskami, a twój system nerwowy po prostu szaleje.”

Czy rozważałeś opuszczenie zespołu na tym etapie?

„Cóż, w najlepszym razie nie mogę siedzieć bezczynnie, więc po byciu w zasadzie przywiązanym przez trzy lata po prostu chciałem odejść i zrobić coś innego. Na końcu mieliśmy kilka miesięcy przerwy a potem wróciliśmy i zaczęliśmy wszystko jeszcze raz od nowa. Ale to prawie nas zabiło!”

KRÓLOWIE ZAMKU
Po zdumiewającym sukcesie, którym cieszyli się w latach 80tych, istniała prawdziwa szansa, że sława Iron Maiden wyblaknie, gdyż dekada zbliżała się ku końcowi. Z tylko garstką oczekiwań, zespoły metalowe zmagały się z pozostaniem istotnymi, a gatunek potrzebował odnowy. Jednak minęło zanim Maiden zdało sobie sprawę, że to, co fani najbardziej kochają to brak umiaru. Więc to im dostarczyli.

20 sierpnia 1988, Iron Maiden był po raz pierwszy główną gwiazdą legendarnego festiwalu ‘Monsters Of Rock'’w Castle Donington. Pomimo zepsutego setu spowodowanego śmiercią dwóch fanów podczas występu Guns N’Roses, przedstawienie zespołu było pełnym triumfem. Podtrzymany przez krytyków sukces komercyjny ówczesnej płyty – ‘Seventh Son Of A Sevent Son’, Maiden zagrali swój dwugodzinni set jak opętani, ogłuszający wrzask przeładowanego, silnego 100 tysięcznego tłumu dzwonił w ich uszach.

„Pierwszy występ w Donington był ogromny,” przytakuje Dickinson. „Był to największy festiwal jaki tam kiedykolwiek się odbył i jestem pewny, że to się już więcej nie powtórzy. Tysiące ludzi.”

„Przez takie koncerty dostaję gęsiej skórki,” uśmiecha się szeroko Steve Harris. „W pewne wieczory to nie tak, że publika była dobra albo nie, ale tam była po prostu ta iskra. Nie mogę tego wyjaśnić. Czasem na pierwszy rzut oka to jest po prostu niewiarygodne.”

Cztery lata później, kiedy metal był prawie w połowie lat 90tych, Maiden ponownie było gwiazdą główną w Donington. Znowu koncert był wyprzedany, znowu Maiden wypadło jak burza. Ale magia 1988 nie miała być powtórzona.

„Drugi raz był okay, ale to był drugi raz, jeśli wiesz o czym mówię,” mówi Dickinson. „Występ był w porządku i prawdopodobnie był troszeczkę lepszy od pierwszego, ale dla mnie osobiście to podniecenie i szaleństwo było lepsze za pierwszym razem. Początek lat 90tych był dziwnym okresem dla metalu. Wiele zespołów nie dostrzegło innej strony. Inne nie [? nie dało się odczytać ze skanu] śmiech. To był jeden z takich okresów, podczas których ludzie nachylali się do tyłu, żeby powiedzieć, że nie tamci nie grają metalu, ale my to przetrwaliśmy i wyszliśmy na drugą stronę.”

POTWORY ŻYJĄ
Tak naprawdę, Maiden nie uciekło od upadku metalu całkowicie nietknięte. Dickinson opuścił zespół w 1993, aby skoncentrować się na swojej karierze solowej i różnorakim dobrze publikowanym hobby, w szczególności lataniu. Maiden mimo to kroczyło dalej, zatrudniając byłego wokalistę Wolfsbane, Blaze’a Bayley’a i nagrywając z nim dwa albumy, gdzie żaden z nich nie podbił świata.

Zatem nie było niespodzianką to, że kiedy 21 wiek zaświtał, Bayley został odprawiony i zarówno Bruce Dickinson jak i gitarzysta Adrian Smith - który odszedł w 1989 - wrócili, żeby dopełnić sześcioosobowy męski skład obok Harris’a, gitarzystów Dave’a Murray’a i Janick’a Gers’a oraz perkusisty Nicko McBrain’a. Reunion stał się wydarzeniem rockowym roku 2000 i prawdopodobnie stał się katalizatorem w UK, który zabłysnął odrodzeniem się metalu oraz obecnego stanu nieprzyzwoitego zdrowia.

„Wiedzieliśmy, że musimy zrobić to właściwie albo wcale,” stwierdza Dickinson. „To była ważna sprawa dla wielu ludzi. Ostatecznie nie mogło być lepiej. Kiedy z powrotem skumałem się z zespołem, to było to jak pęknięta tama. Podświadomie sprawy się z czasem odbudowały, więc cały ten zdławiony materiał, którego razem nie byliśmy w stanie nagrać przez te wszystkie lata ulewnie wyszedł. ‘Brave New World’ (pierwszy album Maiden po reunion) był nagraniem miażdżącym.”

„Była kwestia pójścia na emeryturę,” stwierdza Harris, „ale teraz jesteśmy na takim etapie, ż nie ma o tym mowy! Dlaczego powinniśmy? Nagrywamy świetne albumy. Jest tyle świetnych nowych zespołów, które mówią, że są naszymi fanami. Musielibyśmy oszaleć, żeby teraz przestać.”

„Najlepszy wpływ jaki możesz dać to inspiracja nowego pokolenia” mówi Dickinson. „Nie chodzi o to, że ludzie po prostu dosłownie kopiują twój dźwięk, ale kiedy próbują się zagłębić w to ,co robisz. Na przykład Trivium, naśladują Maiden robiąc to co chcą robić i nie pierdoląc tego, więc zawsze dają świetne przedstawienia. Są razem i świetnie to widzieć.”

SHOW MOCY
Być może najmocniejszy wskaźnik tego, że Iron Maiden pozostaje głównym zespołem metalowym, pojawił się zeszłego lata, kiedy to kapela była głównym supportem Black Sabbath podczas trasy Ozzfest po Stanach. Przez całą kampanię, raporty w mediach, dano do zrozumienia, że Maiden było prawdziwą cieszącą tłumy gwiazdą główną, jako że tysiące amerykańskich fanów pojawiło się z nazwą zespołu zdobiącą pierś.

Bruce Dickinson ze sceny przebiegle najeżdżał na Ozzy Osbourne’a każdego wieczora, podkreślając - celnie - fakt, że Maiden nigdy nie musiało wystąpić w żadnym TV, żeby utrzymać swoją popularność. Oczywiście Sharon Osbourne nie była zachwyconą tą sytuacją, więc na ostatnim Ozzfeście w San Bernardino w Kalifornii całkowicie celowo zsabotażowała występ Maiden. Jej kumple siedzieli w pierwszych paru rzędach i kiedy Maiden zaczęło grać to zostali obrzuceni jajkami, zapalniczkami i plastikowymi butelkami. Kiedy show się posuwało do przodu nagle został odcięty prąd, w trakcie najbardziej dramatycznego momentu, a scena została parę razy najechana przez nienazwanych pracowników Ozzfestu wymachujących flagą amerykańską, najwyraźniej, żeby przeciwstawić ją the Union Flag, którą Dickinson wymachiwał podczas ‘The Trooper’ każdego wieczoru.

W obronie, Dickinson pomaszerował na brzeg sceny, z każdą flagą w ręku, i słownie zaatakował ludzi za to odpowiedzialnych. Reszta zespołu z mocą przeszła przez resztę swojego setu ładując każdą piosenkę dodatkową agresją i pasją. Było to, nawet nawet jak na standardy Maiden, przedstawienie zapierające dech w piersiach. Opuścili scenę z dźwiękiem tysiąca fanów skandujących ich nazwę.

Ani Dickinson ani Harris do teraz nie chcą o tym rozmawiać. Jedyny dowód na to całe wydarzenie można znaleźć na nowej płycie Maiden. Druga piosenka, mroczny, tajemniczy i groźny siedmiominutowy epik, zatytułowany jest ‘These Colours Don’t Run’ - frazą, którą Dickinson użył stojąc na scenie tej nocy w San Bernadino machając the Union Flag niczym pociskiem i spluwając.

„Cóż, jest to często stosowane wyrażenie,” wzrusza ramionami. „Ale tak, wyskakując z tym podczas show zacząłem myśleć czy go nie użyć. Piosenka jest o ludziach, którzy walczą, żeby zarobić pieniądze na życie, więc jest to w użyte w innym kontekście. Ale tak, jest symboliczne dla tego czasu w życiu, kiedy się po prostu nie wycofujesz. Idziesz przez historię i czasem reżim zmienił się, ponieważ jeden facet powiedział, ‘Wiecie co? Pierdolcie się! Nie wycofam się’. Ludzie mogą robić rzeczy nadzwyczajne z mocą i wiarą. A do pewnego stopnia jest to historia naszego zespołu. Nigdy się nie wycofaliśmy z tego, w co wierzymy.”



„Maiden znam od zaledwie paru lat, ale kiedy usłyszałem wokal Bruce’a pomyślałem ‘Jasna cholera! Są znakomici.’” - MATT TUCK, Bullet For My Valentine

„Ich dźwięki naprawdę mnie zainspirowały. Kocham głos Bruce’a Dickinson’a. Jest tak wysoki, kocham wszystko w tym zespole.” - CLAUDIO SANCHEZ, Cohead And Cambria

tłumaczenie EVE

© Sanktuarium - Polski Fan Klub Iron Maiden & Iron Maiden Holdings Ltd. 1999-2010