SanktuariuM - Polski Fan Klub Iron Maiden


Steve Harris dla hiszpańskiego Metal Hammer

Prawie pewne, że fani po przesłuchaniu płyty zmarszczą brwi i nie polubią jej od razu. Dlaczego jest taka mroczna?

Każdy inaczej postrzega różne rzeczy. Przez cały tydzień udzielaliśmy wywiadów i niektórzy z nas w zeszłym tygodniu pojechali z promo do Japonii i każdy miał inne pomysły na temat tego, co ten album znaczy. Teraz udzieliłem wywiadu trzem hiszpańskim dziennikarzom i każdy z nich, włącznie z Tobą, tak powiedział. Poprzednio tylko dwóch dziennikarzy o tym wspomniało. Jednak, naprawdę dobrze współgra to z openerem. „Different World” opowiada o różnych perspektywach postrzegania. Uważam, że nagranie ma więcej nadziei niż ciemności i ma ogromny progresywny posmak. Jest całkiem epickie. Mamy więcej długich piosenek niż kiedykolwiek i nie pytaj mnie czemu, bo nigdy tego nie planujemy. Zazwyczaj wołam chłopaków…

...i mówisz im, że masz dużo piosenek już kompletnie napisanych.

Cóż, mówię im, że pójdę się z nimi zobaczyć w przyszłym tygodniu (śmiech). Mówię im, że musimy się skumać, żeby zacząć pracę nad nową płytą. Myślę, że większość materiału została napisana z Adrian’em, pierwszego dnia jak razem siedliśmy. Jest całkiem spontaniczny i inspirujący. Potem spotkałem się z Dave’em i Janick’iem. Bruce pisał słowa pod moje melodie. Jednak, nie ma żadnego wielkiego planu kryjącego się pod każdym albumem…

Jako pisarz, czy sprawia ci to zabawę, jak ludzie mają inne poglądy na twoją pracę? Śmiejesz się z nich myśląc „frajerzy”?

(Śmiech) Nic bardziej mylnego. Każdy ma inne zdanie. To jest jak czytanie książki: każdy czyta ją inaczej, chociaż książka jest ciągle o tym samym.

Jest to z pewnością progresywny album, chociaż myślę, że wydaje się to być celowe, z powodu liczby powtórzeń grających pierwszoplanową rolę w piosenkach czy pewnych ich częściach. Niektóre z nich przypominają mi „The Angel And The Gambler” z „Virtual XI”. Piosenki są całkiem dobre, ale powtórzenia refrenów bolesne. Znalazłem utwory na „A Matter Of Life And Death” widocznie zbyt długie niż jest to wymagane. Nie sądzisz, że piosenki 2 minuty krótsze byłyby lepsze?

Jesteś pierwszą osobą, która o tym wspomina. To sprawa opinii. Kiedy coś piszemy, myślimy, że jest to poprawne, nie zatrzymujemy się, żeby zastanowić się nad długością. Nie pisaliśmy długich piosenek tylko po to, żeby były one długie.

Czy uważasz, że muzyka Maiden mogła po prostu wejść na progresywną ścieżkę? Dlaczego nie poszliście w kierunku czegoś bardziej ekstremalnego? Tak tylko dla przykładu.

Nie, ponieważ nie dorastaliśmy w Death metalu. W związku z tym nie mógł na nas wpłynąć. Nasze muzyczne wpływy pochodzą z lat 70tych i to jest to, co możesz usłyszeć w naszej muzyce. Death metal gdzieś tam jest, ale nam nic nie dyktuje kiedy piszemy, bo nie dorastaliśmy słuchając takiej muzyki.

Chodziło mi o to, że progresywna ścieżka jest tylko jedna, żeby za nią podążyć w waszej ewolucji.

Ale nie myślimy o tym. Nie myślimy o tym, żeby ewoluować z czegoś w coś. Dlatego właśnie na albumie są piosenki bardziej epickie, ponieważ nawet o tym nie myśleliśmy.

Świetna część utworów została napisana z Adrian’em. Chyba 5 z 10 była z nim napisana. Hipotetycznie: gdyby postanowił znowu opuścić zespół, jak myślisz, jakby to wpłynęło na brzmienie zespołu?

Nie sądzę, że znowu nas opuści, ponieważ już to raz zrobił i miał szanse powrotu (śmiech). Nie sądzę, że drugi raz odejdzie, chociaż nigdy nic nie wiadomo! Nie sądzę, że to się stanie, więc nie postrzegam tego jako prawdopodobnego problemu. Myślę, że na tej płycie, bardziej niż innej, wpływ Adrian’a jest większy. Na następną płytę najpierw pójdę do Janick’a albo Dave’a (śmiech), więc będzie więcej ich piosenek. Tak to wygląda. Nie jesteśmy zespołem, który pisze 20 piosenek z czego 10 wybiera na album. Przestajemy, kiedy uznamy, że mamy już ich wystarczająco.

Metallica przez długi czas pracowała z Bob’em Rock i stał się on ważną częścią zespołu. Wy pracujecie z Kevin’em Shirley’em od ostatnich 3 płyt. Czy uważasz, że zmiana w produkcji byłaby korzystna dla zespołu?

Nie, ponieważ odnaleźliśmy to, czego szukaliśmy. Na tej płycie brzmimy lepiej niż kiedykolwiek wcześniej z Kevin’em. Czujemy się z nim dobrze i pracujemy całkiem szybko. Po co zmieniać coś, co działa? Gdyby nie działało, to byśmy rozważali…

Jeśli coś nie jest zepsute, to tego nie naprawiaj.

Dokładnie.

Aktualnie zespół brzmi bardziej organicznie od innych. Czy szukaliście takiego brzmienia albo czy uważasz, że to określone brzmienie Maiden?

Jedyna rzecz, jaką zmieniliśmy celowo na tę okazję to brzmienie gitary basowej. Na poprzednich 2 płytach uważam, że odszedłem od klasycznego brzmienia basu, z powodu istnienia 3 gitar. Więc spojrzeliśmy w przeszłość i posłuchaliśmy naszego wczesnego materiału, żeby odzyskać brzmienie basu z naszych pierwszych czterech albumów. Powiedziałem to Kevin’owi i uważam, że teraz brzmi o wiele lepiej, z większą przestrzenią dla perkusji. Myślę, że to jedyna rzecz, którą chcieliśmy celowo zmienić, reszta przyszła naturalnie. I zgadzam się z tym, że zespół brzmi o wiele bardziej organicznie. Robimy, co robimy i takie są tego rezultaty. Kevin jest teraz naprawdę osadzony. To jego trzeci album z nami. Wie jak pracujemy razem i wie jak pozyskać z nas możliwie jak najlepsze brzmienie.

Nagranie zostało zrobione głównie na żywo. Mam rację?

Początkowe ścieżki były zrobione prawdziwie szybko. Sposób, który zmieniliśmy tym razem, jest taki, że pracowaliśmy z uczuciem, że gramy na żywo. Pracowaliśmy nad utworem, dodaliśmy jakiś ekstra materiał, zmiksowaliśmy to i przeszliśmy do kolejnej piosenki. To świetny sposób. Czytałem pamiętniki Kevin’a i zauważyłem, ze album został zrobiony naprawdę szybko, w przeciągu zaledwie dwóch miesięcy.

Ponieważ jest to trzeci album Kevin’a i przyśpieszyło to wiele spraw. Pisanie poszło całkiem szybko, więc mogliśmy poświęcić o wiele więcej czasu na pracę z Nicko. W ten sposób poznał piosenki o wiele lepiej, kiedy wkroczyliśmy do studia i mogliśmy podstawy nagrać bardzo szybko. Co więcej, pracowaliśmy dźwięk za dźwiękiem. Nie było ospałe. Jeśli spędzisz zbyty wiele czasu w studio zaczynasz mieć wszystkiego dosyć i napięcie oraz dyskusje rosną. Tym razem skupiliśmy się na każdej piosence i od razu jak ją skończyliśmy przyszedł czas na kolejną.

Co słyszałem to była finalna wersja?

Tak, ale nie była zmasterowana.

Myślę, że wokal Bruce’a brzmi trochę z tyłu na niektórych piosenkach, głównie na „Different World”. Czy to jakiś rodzaj kary za niewłaściwe zachowanie na zeszłorocznym Ozzfeście?

(Śmiech) Nie, nic podobnego. Zależy od piosenki. Czasem wokal musi być wyeksponowany w miksie a czasem troszeczkę schowany. Jeśli wyeksponujesz głos to stracisz ten potężny dźwięk, który chcesz osiągnąć. Dlatego właśnie jego wokal może wydawać się schowany na niektórych utworach. Ale to celowe.

Jego linie melodyczne przypominają przeszłą pracę w niektórych momentach. Szczególnie kiedy przeciąga na końcach wersów (Harris przytakuje). W przeszłości piosenki miały szybsze i bardziej pokręcone linie wokalne, np. „Hallowed Be Thy Name”.

Cóż, to zależy od potrzeb piosenki. W pewien sposób to zależy ode mnie nie od Bruce’a, ponieważ to ja napisałem linię melodyczną na ten album i poprzedni. Jeśli masz kogoś obwiniać, to tylko mnie (śmiech). Chcę żeby to brzmiało w pewien sposób i mam swój własny styl pisania. Niektórym się to podoba, a niektórym nie, ale co ja mogę? Taki mam styl. Nie analizuję go za bardzo. Jeśli słuchasz płyty i analizujesz ją, to możesz mieć inną opinię od jakiegoś innego słuchacza.

Bez wnikliwej analizy, czy uważasz, że przypadkowy maidenowski nastolatek z łatwością przyswoi płytę? Jest trudna do przetrawienia.

Tak nie myślę. Gdybym chciał przyciągnąć uwagę nastolatków to napisałbym materiał w tonie Bullet For My Valentine z linią wokalną bardziej skupioną na tym co jest grane, ale mamy w dupie co jest grane. Chcemy młodych fanów, ponieważ to oni sprawiają, że zespół się rozwija, ale także chcemy innych fanów, chcemy ich wszystkich, starych, nowych i tych pomiędzy. Nie piszemy tego, co chcą usłyszeć ludzie i nigdy tego nie zrobiliśmy, ponieważ ludzie nie wiedzą, co chcą usłyszeć.

Dlaczego wg ciebie Maiden tak długo istenieje? Czy ty jesteś powodem czy inni członkowie, czy wszystko razem?

Głównym powodem jest to, co wspomniałeś wcześniej: robimy, co chcemy. Jeśli spróbowaliśmy pisać dla nastolatków… Po pierwsze, możemy tego nie robić, ponieważ nie jesteśmy już nastolatkami. A jeśli byśmy byli to zmartwilibyśmy fanów w wieku 30 lat. Nie możesz pisać tego, co ludzie chcą usłyszeć. Robimy, co robimy, a potem oni muszą zadecydować czy im się to podoba czy nie. Jeśli tak to świetnie. Jeśli nie, trudno. To nasz stosunek i dlatego wciąż jesteśmy istotni. Jeśli tak by to nie działało, to powinniśmy przeprowadzić ankietę: „OK, jaką muzykę chcesz usłyszeć na kolejnej płycie? Jakie piosenki mamy napisać?” (Śmiech).

A po ankiecie dajcie im lody.

Właśnie (Śmiech).

Teraz zapytam cię o coś innego, chociaż za bardzo nie chcę nalegać: zeszłoroczny Ozzfest. Zawsze byliście profesjonalnym zespołem, który gówno chowa pod dywanem i nie rozmawia na pewne tematy z prasą. Jednak wydaje się, że pojawiły się jakieś problemy pomiędzy Bruce’em i resztą zespołu.

Jesteśmy profesjonalnymi muzykami i tak się zachowujemy. Oni woleliby, żebyśmy zeszli ze sceny, ale nie zrobiliśmy tego. Świetne było to, że publiczność była z nami a kiedy dźwięk PA został odłączony, wspierali nas. Poczułem się przez to dumny i aż mi ciarki przeszły po plecach. To, co się wydarzyło, było niewiarygodne. To nie tak, że obrzucili nas gównem, jak nasza ekipa trasowa zrobiła, kiedy zakończyliśmy inną trasę (śmiech), ale to smutne patrzeć, jak ludzie się w taki sposób zachowują, gdy mają jakiś problem. Jeśli masz problem, czemu nie możesz być... Miałem zamiar powiedzieć „mężczyzną”, ale jestem pewny, że gdyby mężczyzna byłby w to zamieszany, to sprawa potoczyłaby się inaczej. Sprawa zostałaby przedyskutowana i tyle. I pozamiatane. Ale to nie mężczyzna to zrobił, więc zachowanie było kompletnie inne i nawet nie próbuję tego zrozumieć.

Myślałem, że były jakieś problemy z Bruce’em, ponieważ wyrażał swoje niezadowolenie z fanów siedzących w pierwszych rzędach w USA.

Kiedykolwiek pojedziemy do USA to Bruce zabiera głos w tym temacie, ponieważ jest to kompletnie błędne w tym kraju. Fani są świetni i lojalni i przykro mi, że źle zrozumieli tą wiadomość i myślą, że nie sprawia nam radości granie w USA. Problemem są miejsca. Sprzedają bilety na pierwsze rzędy ludziom, których zespół nie obchodzi. Prawdziwi fani są w 20tym rzędzie, a ludzie z przodu zostali zaproszeni, albo mieli kasę na takie bilety i siedzą tam wpieprzając smażonego kurczaka. Wyobraź sobie zagrać przed takimi ludźmi. To jest naprawdę dołujące! Problem jest taki, że jak jesteś w 20tym rzędzie, to nie zawsze widzisz powód, dlaczego jesteśmy tacy zalani, ponieważ nie widzisz, co się dzieje w pierwszych rzędach. W przyszłości musimy grać w innych miejscach. Są inne placówki, ale nie zawsze dostępne. Czasem musisz grać w miejscach gdzie takie rzeczy mają miejsce, ale będziemy się starać zabierać prawdziwych fanów w pierwsze rzędy. Kiedy byliśmy gwiazdą główną w Denver to graliśmy w tym samym miejscu co na Ozzfeście i problem był dokładnie taki sam. Na przedzie siedzą dupki i nie obchodzi ich, co robisz. Poważnie, wyglądają jakby mieli pilot i mogli zmienić kanał (Śmiech). Po co przychodzą na show? Po co tam są? Tacy ludzie powinni być z tyłu. Mają prawo być na show, kupili bilet, ale nie uważam, że powinni siedzieć na przedzie. Reagujemy na ludzi z przodu bardziej niż inne zespoły. Musimy mieć kontakt, żeby cieszyć się koncertem. Możemy być profesjonalnymi graczami i grać, ale nie powinno to wyglądać w taki sposób. Prawdziwi fani powinni być w pierwszych rzędach.

Problemem jest to, że większość miejsc należy do Clear Channel i nikt nie może walczyć z tymi elementami.

Ktoś może i będziemy to my. Zobaczymy, co będzie.

Ludzie nie widzą, co się z przodu dzieje i myślą, że Bruce ma jeden ze swoich napadów złości. Być może z powodu swojej reputacji, chociaż teraz jest bardziej dojrzały niż 20 lat temu.

Ale Bruce zawsze narzekał na sytuacje w USA, ponieważ ten problem nie jest nowy. Jeśli Bruce nie może czegoś zdzierżyć to, to mówi i ja myślę podobnie, chociaż powiedziałbym to inaczej. Kiedy Bruce narzeka na MTV to ma rację, nie chodzi mi The Osbournes. To nie jest tak duże show jak myślą, że jest. Lubię The Osbournes, uważam, ze jest zabawne. Problemem jest to, że MTV kręci reality TV show i rzeczy tego typu, a nie dbają o muzykę. Na to właśnie narzeka Bruce. Im się wydaje, że kiedy krytykujemy MTV i całe to gówno to krytykujemy The Osbournes. Problem ich ego.

Ale ona [Sharon Osbourne] potraktowała to osobiście.

Czemu? Ponieważ jej ego jest wielkości pieprzonej Kalifornii!

Nie wiem Steve, Sharon Osbourne wydaje się być kobietą osobliwą. Ci z was, którzy z nią pracowali mogą ją znać lepiej ode mnie.

Wcześniej nie miałem z nią problemu, ale to, co zrobiła było nieprofesjonalne. Jeśli ma z kimś problem to powinna porozmawiać z Rod’em albo bezpośredni z Bruce’em. Dlaczego czekała na koniec trasy i zachowała się w taki sposób? Jeśli coś jej się nie podoba to powinna z tym skończyć wcześniej. Powiem ci coś. To nie było tak po prostu. Mieliśmy świetny koncert pierwszej nocy na trasie w Boston i nic nie mówiła. Ale na drugim weszliśmy na scenę i nie było dźwięku. Nic z PA nie leciało podczas pierwszej piosenki. Uważam, że jest wysoce nieprofesjonalne.

Czy uważasz, że możliwym tego powodem jest to, że wokalista Iron Maiden wciąż śpiewa a nie jąka się i bełkocze?

Nie mam pojęcia, nie wiem, co ją pociągnęło do takiego zachowania. To gówno… nigdy więcej tego nie zrobimy. Byliśmy w USA gwiazdą główną od pieprzonego 1983 roku i jeśli gramy na Ozzfeście to staramy się dotrzeć do nowego pokolenia fanów. W inny sposób to jest trudne, a to uważam, że działa. Jednak zobacz, co się stało na końcu...

Jak to grać poszerzony set, ponieważ Ozzy nie mógł w pewne dni wystąpić?

Wiedzieliśmy, że to się wydarzy. Wiedzieliśmy, że nie będzie w stanie zagrać na dwóch koncertach z rzędu. Wiedzieliśmy, że to się może wydarzyć.

Więc nie było to dla was zaskoczeniem.

Nie, byliśmy na to gotowi. Z Ozzym nie mieliśmy żadnego zatargu. Jednego wieczora Ozzy nie mógł wystąpić, Bruce powiedział coś ze sceny życząc mu szybkiego powrotu do zdrowia i wszystkiego co najlepsze. Widocznie jego żona nie słuchała...

Ozzy nie jest problemem, to jego żona.

Ah, nic nie mówiłem. Powiedziałem zbyt dużo (Śmiech),

Wracając do płyty. Dwie piosenki mnie zaskoczyły: „For The Greater Good Of God” oraz „The Reincarnation Of Benjamin Breeg”. Są tam dźwięki, które wg mnie są podobne do materiału z „Dance Of Death”. Czy są to resztki z sesji nagraniowej poprzedniej płyty?

Nie, wszystko na tym nagraniu jest nowe. Są po prostu fragmenty piosenki, gdzie użyłem pomysłu na bas z poprzedniej piosenki, ale to nie ma nic wspólnego z „Dance Of Dearth”.

Myślę, że czasem próbujecie stworzyć miejsce na 3 gitarzystów, podczas gdy utwór nie ma na tyle przestrzeni na 3 solo albo wielokrotne harmonie. Myślisz, że 3 gitara jest nadużywana w zespole?

Nie do końca. W przeszłości graliśmy na bliźniacze harmonie i trzecią gitarę rytmiczną. Trzy gitary nie są powodem, dla którego utwory są długie.

Jakie są wasze plany na przyszłość? Kilka lat temu powiedziałeś, że będziecie mniej koncertować, nagrywać albumy w zimie a na trasę jeździć w lato.

Szczerze to nie chcemy koncertować przez 9 czy 10 miesięcy. Fizycznie nie możemy. Jeśli by tak było to zaryzykowalibyśmy wypaleniem się i potrzebowalibyśmy kilka lat odpoczynku. Ostatnia trasa trwała 4 miesiące i kiedy się skończyła wciąż chcieliśmy więcej, to coś, co było naprawdę dobre (śmiech)! Znaczy moglibyśmy wrócić do pracy szybciej, zamiast koncertowania przez 10 miesięcy i rocznej potem przerwy. Jedynym problemem jest to, że nie możemy zagrać więcej niż 1 koncert w Hiszpanii i, że nie gramy w Portugalii, Grecji czy Belgii - miejscach gdzie powinniśmy.

Ale nie macie 7 koncertów w jednym państwie, jak to miało miejsce przed Hiszpanią.

Nie mamy już 20 lat. Problem jest taki, że zespół z każdym rokiem staje się większy, ale nie możemy być w trasie przez 9 miesięcy, bo potem...

Czujecie się staro.

Nie tak, że będziemy się czuć staro; to sprawa jakości i ilości. Lepiej zrobić coś porządnie. Musimy być realistami.

W prasie była masa plotek o końcu Maiden.

Nie możemy trwać wiecznie. Teraz czujemy się silni. Jedynym powodem, dlaczego wciąż działamy to fakt, że lepiej planujemy sprawy. Gdybyśmy dalej zachowywali się jak za dawnych lat to zdalibyśmy sobie sprawę, że nie możemy już grać.

Nie zrozum mnie źle, nie chcę, żeby Maiden się skończyło!

Oczywiście, ale to typowe spekulacje. Musimy planować rzeczy odpowiednio, a potem nasz zespół żyje dłużej.

Wierzę, że zagracie tę trasę albumową. Potem kolejna trasa wspominkowa z piosenkami z „Powerslave”, „Somewhere In Time” itd., a na końcu ostatni album i trasa przed emeryturą.

Jeszcze tego nie wiemy. Chcielibyśmy zrobić wiele rzeczy. Bardzo chcemy nagrać kolejny album studyjny i prawdopodobnie to zrobimy. Albo być może nie. Musi nas pasjonować to, co robimy.

Gdyby nie prywatne odrzutowce to czy kontynuowalibyście trasę?

Kiedy trasa staje się problemem to zdajesz sobie sprawę, że nie chcesz jej robić. Teraz sprawia nam to przyjemność. Z powodu naszej popularności powinniśmy grać znacznie więcej koncertów, ale już nie możemy. Teraz gramy w pewnych miastach jednego roku a w innych następnego. Być może ludzie będą musieli podróżować, żeby nas zobaczyć na żywo…

To to, co wielu klasycznych artystów robi: trasy z tylko 15-20 datami. Ludzie jeżdżą, żeby ich zobaczyć, a nie oni tam gdzie są ludzie.

Cóż, jesteśmy jednym z najciężej koncertujących zespołów w ogóle i zarobiliśmy sobie prawo na rzadsze koncertowanie. Co wolą ludzie? Dziewięciomiesięczną trasę a potem rozpad zespołu, ponieważ dalej byśmy już nie mogli? Myślę, że to nie jest najlepsze możliwe rozwiązanie.

Ludzie powinni sprawdzić rozkład z World Slavery Tour.

Niestety to jest problem dla naszych młodszych fanów, którzy nie widzieli nas na żywo zbyt wiele razy. Ale nic nie możemy zrobić. Nie możemy jeździć na długie trasy. Teraz samoloty są tańsze i fani mają więcej szans, żeby złapać samolot i nas zobaczyć. Wiem, że jest to problemem, ale nic nie możemy poradzić, jeśli nadal chcemy istnieć.

W ten sposób także unikacie bycia widzianym na żywo zbyt wiele razy, tak jak to się stało z Saxon, który gra na każdym europejskim festiwalu co roku.

Masz absolutną rację. Dostaniemy opieprz za nie granie w Portugalii - szczególnie ja, bo mam tam drugi dom - albo Belgii, Grecji, Australii i wszystkie inne państwa. Ale co my możemy? Nie zadowolisz wszystkich.

Tłumaczenie EvE

© Sanktuarium - Polski Fan Klub Iron Maiden & Iron Maiden Holdings Ltd. 1999-2010