SanktuariuM - Polski Fan Klub Iron Maiden


Steve Harris dla Rock And Folk

Rock&Folk: Czy Iron Maiden jest lepsze, kiedy jest epickie?

Harris: Zawsze w Maiden były długie utwory. Jeśli o mnie chodzi, nie jest to główna charakterystyka naszej muzyki. Nic nie jest obmyślane, tak jest na tym nagraniu, na innym może być inaczej.

R&F: Trzech gitarzystów w zespole - czy to pomaga w komponowaniu długich piosenek?

H: Nie myślimy w ten sposób. Rozumiem, o co ci chodzi, trzech mogłoby zrobić trzy razy więcej sól (uśmiech). To nie o to chodzi. Gitara Janick'a, Adrian'a i Dave'a wie jak upodobnić się do naszej muzyki bez potrzeby spierania się o coś w rodzaju „prowadzenia”. Co więcej, nawet w naszych najdłuższych utworach nie ma konieczności występowania trzech sól.

R&F: Od samego początku śmierć jest centralnym tematem waszej muzyki. Ale porównując do pierwszych wydawnictw wydaje się być mniej karykaturalna, a bardziej uroczysta?

H: Im jestem starszy tym mam większą obsesję na punkcie śmierci. Niektórzy stawiają jej czoło wykorzystując religię. Nie mam nic przeciwko. Ale mam świadomość śmiertelnych wypadków i daremności życia. Więc śmierć stała się poważniejsza w naszych tekstach i czasem kończy się na tym, że stajemy się bardziej religijni, ponieważ wierzę w dobre i złe moce. Ale spoglądając na dzisiejszy świat i na wszystkie konflikty wywodzące się z religijnych pytań, nie mogę uwierzyć w cnotliwość, mimo że pomaga ona ludziom. Nasz pałker ostatnio znowu odrodził się jako chrześcijanin. To sprawa dyskusyjna między nami. Na początku miał skłonność sprzedawania nam swoich poglądów. Szybko zrozumiał, że to nie było warte próbowania.

R&F: W ciągu ostatnich paru lat Maiden wydało liczne kompilacje, DVD. Nawet reedytowaliście wasze single. Co jest takiego ważnego w spoglądaniu wstecz ma wasz stary katalog?

H: Reedycja naszych pierwszych singli czy fakt, na przykład, że podczas naszej ostatnie trasy graliśmy piosenki tylko z naszych czterech pierwszych albumów, jest powiązany z tym, że nasi najmłodsi fani byli urodzeni w czasie, kiedy te albumy zostały już wydane. Niektóre utwory z ostatniej trasy nie były grane przez 20 lat.

R&F: Jesteście ojcem chrzestnym heavy metalu. Łatwo mogliśmy zobaczyć wasze imprezowanie po każdym koncercie. Ale wydajecie się być nieoczekiwanie spokojni i stonowani. Czy ma to coś wspólnego z byciem Anglikiem?

H: Na pewno nie chce mówić nic złego o kimkolwiek, ale w pewnym sensie, mam wrażenie, że dla wielu amerykańskich grup ważniejsze to odnieść sukces niż mieć zabawę z tworzenia muzyki, którą się lubi. To jest zasadniczy aspekt sukcesu w amerykańskiej muzyce, którego nigdy nie mieliśmy. W dniu, w którym jadłem z Nikki’m Sixx wszystko szło dobrze aż fanka Motlëy Crue znalazł się przy naszym stoliku. Nagle tak jakby mnie tam nie było. Nikki zaczął się popisywać, robił grymasy, dotykał jej piersi. Zaśpiewał jej album, dziewczyna odeszła i potem był znowu normalny. Zapytałem go: „Po co do diabła ten cyrk?”. Odpowiedział z pożałowaniem: „Muszę! To imane, jakiego ludzie po mnie oczekują!”. Naprawdę wierzę, że jesteśmy bardziej naturalni niż takie coś. Jeśli zmuszasz siebie do wykonywania tego, czego ludzie się po tobie spodziewają, to może stać się to niebezpieczną grą.

R&F: Czy śledzisz uważnie karierę swojej córki?

H: Oczywiście. Wracam z trzytygodniowej trasy z nią, podczas której byłem kierowcą jej vana, jak za starych dobrych lat! Jestem z niej dumny i cieszę się widząc jak dorasta i gwałtownie broni swoich ostatnich artystycznych projektów.

Tłumaczenie EvE

© Sanktuarium - Polski Fan Klub Iron Maiden & Iron Maiden Holdings Ltd. 1999-2010