SanktuariuM - Polski Fan Klub Iron Maiden


Iron Maiden dla Rock Hard

Wywiad z Bruce’em Dickinson’em

Na początek chciałbym zapytać jak postrzegasz „A Matter Of Life And Death”; parafrazując tytuł, czy powodzenie albumu dla Iron Maiden jest sprawą życia i śmierci?

Oh. Nie, nie ma takiej obawy. Nie jesteśmy zespołem, który jest pod presją sukcesu komercyjnego; nie mamy już takiej potrzeby. Naszą jedyną potrzebą jest nieutrudniona ekspresja poprzez muzykę. Wiele ludzi wierzy, że musimy komponować muzykę w specyficzny sposób, ponieważ jesteśmy, kim jesteśmy. Dlatego też muszę powiedzieć, że nic nas nie ogranicza, ale szacunek dla naszej nazwy i historii oraz też dla nas samych tworzy mus grania dobrej muzyki. Z tych powodów wierzę i namiętnie wspieram, że nasz nowy album nie jest łatwy czy prosty. „A Matter Of Life And Death” nie jest zwykłym albumem Iron Maiden, nie jest nawet typowy! To coś więcej wg mnie. To najlepsza rzecz, jaką nagraliśmy przez wiele, wiele lat. Jest tak dobry jak nasze najlepsze płyty. A jeśli weźmiesz pod uwagę, że „Piece Of Mind” jest dla mnie najmocniejszym, najbardziej kompletnym i ogólnie najlepszym albumem, jaki kiedykolwiek nagraliśmy, to „A Matter Of Life And Death” umiejscawiam dokładnie w tym samym miejscu. Na szczycie! Możliwe, że jest to najlepsze nagranie od czasów „Piece Of Mind”!! To moje ostateczne i wyraźne oświadczenie!

Jesteś taki pochłonięty. Co w tej płycie jest takiego, co sprawia, że jest ona szczególna i lepsza od pozostałej reszty?

„A Matter Of Live And Death” bez „Dance Of Death” nie zostałby napisany. Postrzegam to jako progres zespołu, który nagrał „Dance Of Death” z pewnymi niewiarygodnie dobrymi momentami takimi jak piosenka tytułowa na przykład, ale nie zachował takiej równowagi jak „A Matter Of Live And Death” z muzycznego punktu widzenia. Byliśmy zadowoleni, ale chcieliśmy pójść trochę w przód, poeksperymentować. Tutaj odnaleźliśmy złoty pierwiastek w naszej muzycznej progresji jeśli chodzi o cel, jaki sobie obraliśmy. Czyli unikanie kopiowania siebie i wypływania z typowych albumów Maiden. Chcieliśmy połączyć nasz klasyczny dźwięk z bardziej progresywnymi elementami, w nowoczesnym kierunku dla zespołu i muzyki. Zauważysz od razu jak posłuchasz płyty, że nie jest aż tak łatwa do ogarnięcia, jest w pewnych momentach zawiła a w pewnych prostolinijna jeśli chodzi o metal. To to o czym mówiłem wcześniej, nie mieliśmy absolutnie żadnych ograniczeń w tworzeniu bardziej nowoczesnego, bezpośredniego metalu, ograniczeń, które pomimo to obrazują, że możemy podążyć jako zespół nawet jeszcze dalej.

Czy to znaczy, że wierzycie, że jest potrzeba na wasz rozwój? Na stworzenie czegoś innego?

Tak, nie ma potrzeby żebyśmy się kopiowali i stworzyli album brzmiący jak kopia naszych poprzedników. To była konieczność, tak samo jak nie stawianie sobie żadnych barier kompozytorskich. Nie zatrzymywaliśmy się, jeśli nie czuliśmy, że każda nasza piosenka jest kompletna pod każdym względem. Jednak muszę zwrócić uwagę na to, że to wszystko widać z perspektywy czasu. Po skończonym nagrywania zdałem sobie z tego wszystkiego sprawę, jak usłyszałem końcowe rezultaty. Tylko wtedy zobaczyłem, że zespół był w końcu wolny, żeby móc się dziś rozwijać i wyrażać. Wiesz, jeśli kończysz coś, ale do końca nie wiesz co, kiedy spoglądasz na to gdy jest już gotowe, ale z dystansem, to zdajesz sobie sprawę co się stało, jak to się stało i dlaczego. Dziś, gdybym miał do ciebie mówić o przeszłych wysiłkach moich czy Maiden, to pewnym jest, że mówiłbym z innego punktu widzenia i w inny sposób niż miałoby to miejsce kiedyś.

Czy wierzysz, że Maiden pod pewnym względem trwało w zastoju i zjadało własny ogon, co teraz skutkuje wysiłkami, żeby pokryć pewne kroki kompozycyjnej ewolucji, którą zespół stracił?

Trudne pytanie. Zawsze i nieświadomie pod wpływem miłości coś się robi, a po pewnym czasie zdaje się sprawę, że nie szło to w odpowiednim kierunku, albo było odgrzewanymi kotletami. Żaden zespół na świecie nie uniknie tej pułapki. Dzisiaj Maiden nic nikomu nie musi udowadniać i nie oglądamy się za siebie tylko przed.

Progresywne elementy na płycie są ewidentne, czy wierzysz, że możemy mówić o „Somewhere In Time” z 2006r?

Masz absolutną rację, „Somewhere In Time” był progresją, taką jak „A Matter Of Life And Death” jest teraz, krokiem naprzód, z progresywnymi elementami i rockowym posmakiem w pewnym momentach, zwróć uwagę na gitary w „The Reincarnation Of Benjamin Brzeg” albo w „The Legacy” i też to zobaczysz. Uważnie wsłuchaj się w perkusję! Słychać klawisze, gitary z syntezatora i, w niektórych miejscach na płycie, specjalne efekty perkusji Nicka! Orkiestra jest lepiej dopracowana niż do tej pory, bardzo złożona, techniczna, ale to pokazuje jak ruszyliśmy jako zespół, chęć zrobienia czegoś nadzwyczajnego i świetną robotę odwaloną przez Kevin’a Shirley’a.

Trudno ci było nagrać nowe piosenki na żywo w studiu?

Nagrywaliśmy tak przez 3 ostatnie albumy, więc nie było to trudne, szczególnie na „A Matter Of Life And Death”. Kevin pozwolił nam się wyrażać w studio po naszemu, pozwolił wystąpić razem, poeksperymentować, wymieniać się pomysłami i zagrać jakbyśmy byli na scenie. Nie było to najłatwiejszą rzeczą na świecie, w jednym momencie nagrywać utwory takie jak „The Legacy”, „Brighter Than A Thousand Suns” czy „For The Greater Good Of God”, które mają złożone przejścia, trwają długo i mają kilka warstw orkiestrowych. Wierzę, że z „A Matter Of Life And Death” wygraliśmy zakład, od momentu jak odnieśliśmy sukces w utrzymywaniu poweru nagrań na żywo, eksponowania naszej mocy w najlepszy możliwy sposób, dodając progresywne elementy do naszej muzyki i łącząc wszystko to na albumie. Więc jak widzisz jest dużo powodów dlaczego wierzę, że to, co fani we wrześniu usłyszą będzie najlepszym nowoczesnym Maiden jaki oferujemy i prawdopodobnie najlepszą rzeczą jaką kiedykolwiek stworzyliśmy od czasów „Piece Of Mind”!

Jestem naprawdę zadowolony, że jesteś tak entuzjastycznie nastawiony. Czy te nowe elementy w waszym brzmieniu, a zarazem to, co świadczy o waszej tożsamości sprawi, że twoje występy jako wokalisty staną się łatwiejsze czy też może trudniejsze?

Naprawdę, zaśpiewanie na „A Matter Of Life And Death” było prawdziwym wyzwaniem. Dokładnie, ponieważ musiałem połączyć mój tradycyjny sposób z czymś bardziej progresywnym, co w pewnym sensie ekscytuje mnie, musiałem stawić czoła temu procesowi i liniom wokalnym, było to największe wyzwanie. Byłem bardzo rozentuzjazmowany za każdym razem jak Steve czy Adrian przynosili melodię i zdawałem sobie sprawę, że robimy coś trudniejszego, bardziej ambitnego dla nas wszystkich. To było to! Wszyscy pracowaliśmy razem w studiu pozwolili mi przewodniczyć nad głosem, w piosenkach, które mnie porywały. Genrealnie „A Matter Of Life And Death” był najbardziej owocnie trudnym albumem, na jakim śpiewałem, chociaż słowo „trudny” nie jest reprezentatywne, słowo „wyzywający” lepiej to opisuje.

Jak odbierasz fakt, że 6 na 10 piosenek jest dłuższa niż 7 minut? Pamiętaj, że nie zwykłeś lubić długich kompozycji.

Nie jesteśmy zespołem popowym, który pisze piosenki maksymalnie 4-5 minutowe. Pozwalamy naszym kompozycjom przewodniczyć i żadna z tych piosenek nie została napisana, żeby była długą albo krótką. Kiedy czujemy, że utwór został ukończony to przestajemy dodawać do niego cokolwiek. Po prostu muzyka idzie do przodu i nie dbamy o to czy ma 5, 10 czy 15 minut. Do jakiegoś momentu jesteś w stanie piosenkę rozwijać i dla żadnego utworu nie zatrzymaliśmy się, żeby pomyśleć czy trwa trochę czy dużo. Kiedy czujemy, że już nie trzeba nic dodawać to piosenka jest skończona, Kevin naciska „Nagrywaj” i zaczynamy grać utwór jeszcze raz. Odpowiadając na Twój ostatni komentarz, to nie jest tak, że nie lubię długich piosenek. Nie lubię utworów opartych na wzorach i przepisach z przeszłości. Z drugiej strony, lubię zakańczać kompletne piosenki bez względu na długość.

Wcześniej powiedziałeś, że „A Matter Of Life And Death” jest w gruncie rzeczy eksperymentem. Czy przestałeś myśleć, że ludziom się nie spodoba? Czy nie czujesz, że ludzie oczekują od was bardzo określonych rzeczy?

W żadnym wypadku. Iron Maiden nie straciło swojej tożsamości, swojej mocy, natężenia w dźwięku i w rezultacie nikt się nie martwi, że ludzie przez pojedynczą minutę odbiorą go negatywnie. Z drugiej strony, nigdy nie odczuwaliśmy najmniejszego napięcie odnośnie naszej muzyki. Mamy największe zaufanie do nas samych i naszego potencjału. Było dużo entuzjazmu, nie napięcia. Mamy ten komfort, jako Iron Maiden, że możemy tworzyć muzykę dokładnie taką jak chcemy. Po tych wszystkich latach zapracowaliśmy sobie na to.

Lirycznie, chociaż mogliśmy zobaczyć teksty przez krótką chwilę, to w zasadzie dotykacie tematyki mitologicznej i wojennej, prawda?

Tak, coś takiego. Na przykład „The Longest Day” porusza sprawę wojny i terroru [mój komentarz: tu musi być błąd, Bruce’owi musi chodzić o „For The Greater Good Of God”], mówi o wojennej atmosferze, którą czuć na całym świecie w ostatnich latach. „The Pilgrim”, którego tekst napisał Janick, jest o Wyprawach Krzyżowych i pielgrzymach Świętej Ziemi. Generalnie wojna jest tematem, który naprawdę mnie martwi, szczególnie w ostatnich latach wpłynęła na mnie jako na tekściarza i niepokoi jako człowieka. Ma bardzo wiele wymiarów i jeśli będziesz chciał poszukać wszystkich jej skutków, pozytywnych czy negatywnych, to z pewnością jest to nigdy niekończący się temat. Wiesz, gdziekolwiek jest negatywny element, to jest też pozytywny. Tak samo z wojną, jakkolwiek brutalnie to brzmi, są pozytywne pierwiastki, które wchodzą w życie podczas jej albo po niej.

Kim jest Benjamin Breeg, o kim śpiewasz w „The Reincarnation Of Benjamin Brzeg”? Plotki mówią, że odnosi się to do Paul’a Di’Anno!!

Ha, ha… Nie!! Nie ma takiej możliwości! Benjamin Breeg jest fikcyjną postacią stworzoną przez Steve’a i niczym więcej. Być może będzie musiał sam rozwiązać tą tajemnicą, bo napisał tekst! Z drugiej strony, zawsze powinno być trochę tajemniczości, ha, ha!

Inne plotki pochodzą z „Tiempos Violentos”, najpopularniejszego Heavy Metalowego radio show w Rock and Pop Radio, które jest nadawane na prawie całą Amerykę Południową. Wspomnieli tam, że zaraz po trasie w 2008 roku Iron Maiden się rozpadnie.

Ha… ha… To fikcja, nie widzę ku temu powodu, ale nic, po tych wszystkich latach już mnie to nie dziwi. Każdy może powiedzieć, co chce i nie możemy go zatrzymać. W rezultacie nie będę się w to zagłębiać. To prawdziwa strata czasu, kiedy mamy przed sobą światową trasę, nowym album z takim entuzjazmem, to nie będziemy tracić czasu na takie ploty.

Co z singlem? Do dziś (27.06.2006) nic nie zostało ogłoszone.

Na pewno „The Reincarnation Of Benjamin Brzeg” będzie pierwszym singlem. To dobry wybór. Ma 7 minut, ale myślmy, że nie jesteśmy zespołem popowym, który musi wydawać „łatwo przyswajalne” pioseneczki. Wspomniany utwór jest bardzo reprezentatywny dla „A Matter Of Life And Death” i da ludziom pewną wizję, co będzie potem.

Czy macie jakieś bonusy na single?

Tak. Scoverowaliśmy utwory, które naprawdę nam się podobają. „Hocus Pocus” (Focus), “Tush” (ZZ Top), “Space Truckin’” (Deep Purple), “Angel Of Death” (Thin Lizzy). To taki mały trybut Iron Maiden do naszych ulubionych zespołów. Te piosenki będą użyte jako b-side’y.



Wywiad z Nicko McBrain’em oraz Janick’iem Gers’em.

Najpierw chciałbym usłyszeć od ciebie Nicko parę słów na temat „A Matter Of Life And Death”. Nie za często udzielasz wywiadów, więc to byłoby naprawdę interesujące gdybyś powiedział, co o niej myślisz, biorąc pod uwagę, że nie brałeś udziału w pisaniu piosenek.

Nicko: Tak, oficjalnie udziału nie brałem, w takim sensie, że nie komponowałem muzyki czy nie pisałem tekstów. Chociaż w zespole, kiedy ktoś zjawia się z melodią i zaczynamy tworzyć strukturę piosenki to wszyscy po równo się w tym udzielamy. Osobiście w procesie pisania „A Matter Of Life And Death” wszedłem stosunkowo późno, wtedy, kiedy podstawowe części dziesięciu piosenek były już gotowe, ale podczas tego procesu pomysły, którymi zarzuciłem zostały wykorzystane. Jeśli chodzi o album to uważam, że „A Matter Of Life And Death” jest arcydziełem i najlepszą rzeczą, jaką Iron Maiden kiedykolwiek nagrało!!

Kiedykolwiek??? Nicko: Tak, to nasza najlepsza płyta, a jeśli z jakąś ma się równać to z „The Number Of The Beast” i „Piece Of Mind”. To nie tak, że nie cenię sobie reszty naszych produkcji, nie do końca, ale „A Matter Of Life And Death” kamieniem milowym dla zespołu.

Co powiesz na to Janick?

Janick: Zawsze czujesz się świetnie jak stworzysz nowy album. Jednak z A „Matter Of Life And Death” jest inaczej. Osobiście postrzegam go jako płytę progresywną w każdym znaczeniu tego słowa. Dlatego, że pojawia się tam wiele elementów muzyki progresywnej, ale także dosłownie pojawia się muzyczna progresja dla nas. To są rzeczy, o których zdasz sobie sprawę po pierwszym przesłuchaniu i stopniowo słuchacz odkryje nowe elementy, których nigdy wcześniej nie było. W zasadzie z naszymi starymi albumami jest tak, że masz na nie kompletny widok po chwili i nic cię potem nie zaskakuje. Z tym jest inaczej, nie ważne jak dużo go słuchasz, zawsze będziesz coś odkrywać, czego wcześniej nie usłyszałeś. To jest według mnie cała magia, jeśli chodzi o „A Matter Of Life And Death”.

Rozumiem entuzjazm związany z nowym albumem, chęć odnowienia, ale jak możecie przekonywać waszych fanów, że jest to najlepsza płyta?

Nicko: Pozwól mi wyjaśnić i mam nadzieję, ze każdy, kto przeczyta ten wywiad, to zrozumie. Po pierwsze, odniosę się do poziomu współpracy z Kevin’em Shirley’em. Kevin teraz jest siódmym członkiem zespołu, nie jest tylko producentem, który pracował z nami na naszych ostatnich kilku albumach. Dodaje do naszych płyt trochę żywotności i pomysłów, których, możliwe, my byśmy nie wymyślili. Nawet do naszych pomysłów zawsze coś dodaje, tak, że unikamy rzeczy, które próbowaliśmy wcześniej. Ale jego główny wkład to świeżość, którą przynosi i zatrzymuje całkowicie na płycie. Wszystkie piosenki zostały w studio nagrane na żywo i co się wydarzyło to to, że pozwolił nam wyrazić się po naszemu, w pokoju gdzie graliśmy, czuliśmy się jak na scenie. Sprawił, że cofnęliśmy się parę lat i znowu poczuliśmy jak zespół, który gra dla przyjemności. Uwierz, że nie mieliśmy tego przez ostatnie 10-15 lat, a na „A Matter Of Life And Death” jeszcze raz odkryliśmy siebie!

Jeśli posłucha się płyty uważnie to dostrzeże się jakieś różnice w brzmieniu pomiędzy niektórymi piosenkami.

Janick: Racja. To prawda, jest tak dlatego, że każda piosenka mając swoją aurę i styl musi mieć swoje brzmienie, co zdarza się po raz pierwszy na płycie Iron Maiden. Jedynym wyjątkiem jest „These Colours Don’t Run” i „Brighter Than A Thousand Suns”, które są na tej samej częstotliwości, heavy z wieloma progresywnymi elementami. Jeśli posłuchasz następnej, „The Pilgrim”, cofniesz się do „Piece Of Mind”! To wszystko robota Kevin’a.

Na pewno jego wkład jest ważny. Ale jeśli zespół nie byłby w dobrym stanie kompozycyjnym albo w formie koncertowej, jak mogłoby się to skończyć?

Janick: Jakąkolwiek masz produkcję, nie ważne jak bardzo producent czuje się członkiem zespołu, a nawet jeśli zespół przyjmuje go jako równego sobie, nie wszystko może pójść dobrze jeśli, na przykład, nie potrafię grać na gitarze albo Bruce nie potrafi śpiewać. Kolejnym powodem, dlaczego tak mocno wierzymy i ogłaszamy, że „A Matter Of Life And Death” jest na szczycie albumów Iron Maiden to wynik działalności każdego z nas. Od momentu jak czujemy wolność do wyrażania się, co Nicko opisał wcześniej, nasze ręce są wolne, nie kładziemy na siebie nacisku, jeśli solo powinno brzmieć tak albo inaczej. Nie poświęcamy czasu na dyskusję o tym, czy rytm powinien być szybszy czy wolniejszy. Przez to wszyscy dajemy z siebie maksimum naszych możliwości, bez konieczności szczytowych zdolności technicznych. Prostota ekspresji, nie ważne jak sprzecznie w ciebie to uderzy, ponieważ są trudne piosenki na płycie, dominują na wszystkich poziomach naszego wysiłku. Te trudne fragmenty są takie, jakie są, ponieważ są spontaniczne, inaczej nie uważam, że dokonalibyśmy tego i odnaleźlibyśmy się pośród muzycznego labiryntu.

Nicko, perkusja brzmi wręcz inaczej.

Nicko: Ponieważ została nagrana w czasie rzeczywistym, live, a styl płyty jest dosyć inny tym razem, to styl mojej gry i brzmienie jest inne. Rytm piosenek różni się, tak samo jak orkiestra; perkusja nie mogła zostać oczywiście taka sama. Jeśli chodzi o jej brzmienie to jest trochę jak z lat 70tych powiedziałbym, trochę cięższa niż zwykle.

Tytuł płyty nie pochodzi z jednej z piosenek, jak to było w większości waszych poprzednich albumów. Jak do tego doszło?

Janick: Początkowo mieliśmy wiele tytułów, z których musieliśmy wybrać. Naprawdę myśleliśmy o „The Legacy”, ale szukając, zobaczyliśmy, że inne znane zespoły nazwały podobnie swoje płyty, więc pomysł został odrzucony. „A Matter Of Life And Death” był pomysłem Steve’a albo Bruce’a, nie pamiętam dokładnie, ale ponieważ większość naszych piosenek mówi o wojnie, w końcu zdecydowaliśmy dać tytuł, który brzmi dramatycznie…

Czy nie uważacie, że płyta, gdzie większość piosenek trwa ponad 7-8 minut, może prawdopodobnie zmęczyć słuchacza? Albo nawet może być trudna do zagrania w radio albo klubach rockowych?

Janick: Ha, ha… dla nas to sprawa informacji, ponieważ postrzegamy naszą muzykę jako wizerunek. Im bardziej się zagłębiasz tym więcej elementów odkrywasz, których nie widziałeś za pierwszym razem. Nie interesowało nas to, żeby grali to w klubach czy radiu, ponieważ wiemy, że i tak tak będzie! Zapracowaliśmy sobie na to prawo i wiemy, że stacje rockowe będą grać nowy album Iron Maiden. Ale czy taki jest nasz cel? Nie. Chcieliśmy dopełnić naszą muzykę i nie mieliśmy ku temu żadnych przeszkód. Jeśli „A Matter Of Life And Death” trwa około 75 minut i ma 10 piosenek, to jest tak ponieważ tak powinno być, ponieważ tak czuliśmy, że tak usatysfakcjonujemy nasze wewnętrzne żądanie. Nikt nie zmusił „The Pilgrim”, żeby ten trwa 5 minut a „The Legacy” 9. „A Matter Of Life And Death” jest obrazkiem, który potrzebuje naprawdę uważnego zbadania albo wielką księgą, do której przeczytania i zrozumienia potrzeba czasu.

A co z graniem tego na żywo na scenie?

Nicko: Już wiele razy graliśmy go na żywo, nagrywając go i to jest powodem, dlaczego zabrało nam tyle czasu, żeby wydać nowy studyjny album. Więc jaką różnicę robi nam zagranie tego ponownie na żywo podczas kolejnej trasy? Na pewno są jakieś momenty, które dopracowaliśmy w studio po nagrywaniu, jak trochę wokalu, trochę gitar, jakieś klawisze i jakieś dźwięki z syntezatora, które dodaliśmy, jakieś bardziej skomplikowane miksy gitary akustycznej i elektrycznej, ale nie zagłębiajmy się w szczegóły techniczne. Mogę szczegółowo wyjaśnić sposób, w jaki cały wokal w „Brighter Than A Thousand Suns” jest zrobiony, w pierwszym i drugim refrenie na przykład, ale zaplątamy się w szczegóły, które nie interesują aż tak bardzo słuchacza. Zazwyczaj słuchacza interesuje to, czy polubi to, co usłyszy na albumie, to czy polubi to, co usłyszy na koncercie, czy będzie takie samo czy może nawet lepsze. Nie wiem czy to dobrze czy źle, niektórych technicznych elementów, które słychać na nagraniu studyjnym, nie da się odtworzyć na żywo albo nie ma w ogóle takiej potrzeby. Jednak nie zmieniają one istoty piosenek.

Jednak macie bardziej artystyczne podejście do waszej muzyki. Czy przeciętny słuchacz, który słucha Maiden, bo to trochę taki bezpośredni metal, nie będzie tym zmęczony?

Janick: Piosenka po piosence była grana w studio tyle już razy, że mogę świadomie powiedzieć, nie ważne jak skomplikowane, jak progresywne są nasze utwory, nie ma absolutnie żadnego problemu z zagraniem ich na scenie i tym, że zanudzą ludzi. Jeśli chodzi o to, że może męczyć ich długość, gwarantuję, że występ będzie tak żywiołowy, że nie ma mowy, żeby ktokolwiek był znudzony. Myślę, że każdy zna szaleństwo, które jest naszą sceniczną wizytówką… ha, ha!

Mówiąc teoretycznie Janick, jesteś najnowszym członkiem zespołu i wiele ludzi, jak podejrzewam wiesz, twierdzi, że twoje sola na scenie są gorsze albo „fałszywe”.

Nicko: Ha, ha… Tak, i normalnie ja gram na basie, ale przez te wszystkie lata leciałem w kulki! Mój Boże! Co ci ludzie wygadują…

Janick: Tak, wiem. Musiałbym odpowiedzieć na to myślę. To pytanie jest uzasadnione, ale co taki zespół jak Iron Maiden chciałby ode mnie na scenie, jeśli nie chcą, żebym grał na gitarze?? Ha, ha, ha…

Nicko: Ha, ha! Właśnie Eddiego mieliśmy za maskotę!!! Ale jak już wspomniałeś o tym, jesteś od niego brzydszy!!! Zasugeruję to Steve’owi, ha, ha…

tłumaczenie EVE

© Sanktuarium - Polski Fan Klub Iron Maiden & Iron Maiden Holdings Ltd. 1999-2010