SanktuariuM - Polski Fan Klub Iron Maiden


Paul Di'Anno

ex Iron Maiden - Paul Di'Anno W listopadzie 1978 r. Steve Harris był w kropce. Jego zespół, nazwany Iron Maiden potrzebował nowego, dobrego wokalisty. Gdy ten nieznany jeszcze wtedy basista odwiedził jeden z londyńskich pubów, przedstawiono mu pewnego kolesia... Gość wyglądał jak ówczesny punk, zachowywał się jak punk a przede wszystkim słuchał i śpiewał punk'a. Steve był jednak bardzo zdesperowany, więc po krótkiej rozmowie i małej próbie zaproponował temu początkującemu wokaliście pracę w swojej kapeli. Paul Di'anno - bo tak nazywał się ten dziwny koleś - zgodził się bez oporów. W końcu on również ostatnio zafascynował się muzyką, która zaczęła powoli ogarniać całą Anglię. A taką właśnie muzykę podobno grał też ten nowy zespól Harrisa... Początki - jak to początki - były trudne. Ciągłe przetasowania gitarzystów i perkusisty utrudniały podpisanie dobrego kontraktu i przebicie się dalej niż za Londyńską dzielnicę East-End. Muzycy byli jednak mocno zdeterminowani i aby "pchnąć jakoś ten wózek do przodu", z własnych kieszeni sfinansowali pobyt w studio w Cambridge 31 grudnia 1978 (bo w sylwestrową noc było najtaniej), gdzie nagrali demo pt. "The Soundhouse Tapes". To był dobry początek. Dzięki tej taśmie, Iron Maiden poznało świetnego menadżera Roda Smallwooda, który załatwił tej początkującej, ale obiecującej kapeli kontrakt z wytwórnią EMI na nagranie płyty. Rok 1980 upłynął pod znakiem koncertów promujących świeży studyjny album "Iron Maiden" oraz składankę "Metal For Muthas". Zespół występował jako support zespołów Judas Priest oraz Kiss. Wraz z końcem trasy "Iron Maiden UK Tour" z kapeli wyrzucono Dennisa Strattona (gitarzysta ten pojawi się jeszcze później w naszej historii) a na jego miejsce poproszono dobrego znajomego - Adriana Smitha. W 1981r. zespól Iron Maiden nagrał nową płytę Killers i rozpoczął światowe tournee. W połowie "World Killer Tour", w czasie, kiedy ze swoją muzyką zespół przebijał się w USA, Japonii oraz w egzotycznych krajach Europy (byli nawet w Jugosławii), problemy z Paul'em stawały się coraz większe. Coraz większe - ponieważ wcześniej Di'anno także nawalał. Koncerty w latach 1979-1980 to dla niego oprócz stania na scenie także gorzałka oraz całkiem spore ilości koki. To wszystko jednak Steve oraz Rod potrafili jakoś przeboleć, gdyż występy w rodzinnym Londynie czy innych miastach Anglii można było zawsze przełożyć i zagrać dzień czy dwa dni później. Ale już podczas światowej trasy, kiedy wszystko było zapięte na ostatni guzik nie można ot tak odwoływać koncertów bez przyszłych konsekwencji. Di'anno coraz więcej pił, coraz częściej spotykał się z dealerami i nierzadko nie był w stanie wyjść na scenę, aby zaśpiewać. Harris wraz ze Smallwoodem podjęli decyzję - potrzebny jest inny wokalista. Po koncercie w Kopenhadze 10 września 1981 i rozmowie z Rodem, Paul musiał szukać nowej pracy. W wielu późniejszych wywiadach Dianno pytany o tamten okres w swoim życiu, odpowiadał krótko: "Byłem młody, niedoświadczony i sfrustrowany kierunkiem, w którym podążało Iron Maiden. Oczekiwałem, iż będziemy zwykłym lokalnym zespołem grającym od czasu do czasu dla paczki przyjaciół z East End'u. Po wydaniu płyty Killers i światowym tournee wszystko się zmieniło. Nowy album nie był tym, czego oczekiwałem od muzyki Maiden a długa trasa i koncerty w miejscach oddalonych o 1000 km od domu po prostu mnie przerażały i przerastały."

Wielu fanów NWOBHM po odejściu Di’Anno odwróciło się od Iron Maiden, uważając, iż zespół postąpił bardzo niesprawiedliwie i nierozważnie. Czy można się z tym zgodzić? W owym czasie Paul naprawdę nie dawał sobie rady w Ironach. Słuchając bootleg'ów z końca trasy World Killer Tour rzec można jedynie: ręce opadają. Na tych występach głos Di'anno brzmiał tak, jakby Paul przez ostanie tygodnie nie robił nic innego jak pił i ćpał (swoją drogą zapewne tak właśnie było he he). Co prawda słychać tą charakterystyczną zadziorność i drapieżność w głosie lecz to już wtedy nie wystarczało aby dać przyzwoity koncert.

Lata 1982-84 to chyba najgorszy okres w karierze naszego bohatera. Paul nie potrafił znaleźć sobie miejsca jako były członek zespołu, który właśnie z nowym wokalistą Brucem Dickinsonem osiągał największe sukcesy. Wprawdzie próbował zorganizować swój czas, grając z grupą przyjaciół koncerty pod szyldem Lonewolf, jednak ta kapela nie zdołała zainteresować swoją muzyką żadnej wytworni i nie wydając płyty zespół rozpadł się. Paul popadł w poważne tarapaty finansowe.

Namówiony przez "znajomych" - pierwszy głos IM sprzedał swoje wszystkie majątkowe prawa do utworów napisanych dla Iron Maiden nowo powstałemu "Sanctuary Managment". Dzięki tej sprzedaży Di'Anno uzyskał sporą kwotę pieniędzy, którą przeznaczył na inwestycje w kokainę oraz w swój nowy projekt "Dianno". Po zebraniu kilku muzyków, wynajęciu studia i podpisaniu kontraktu z "Heavy Metal Records" w 1984 r. oczom muzycznego świata ukazał się winyl zatytułowany po prostu "Di'anno". Na albumie znajdziemy 10 melodyjnych kompozycji, odbiegających nie tylko od dokonań Iron Maiden ale i w ogóle od nurtu NWOBHM. Gdyby porównywać te kompozycje z którymś ze znanych zespołów, to na myśl przychodzą mi: Bon Jovi, Whitesnake czy późne Def Leppard. Album pomimo względnie dużej promocji - wydania 2 singli i kasety VHS - nie spotkał się jednak z zainteresowaniem fanów i krytyków muzycznych. Stara gwardia wychowana na Iron Maiden oraz Killers odrzuciła nowe brzmienie, a nowi fani hard'n'heavy woleli jednak Def Leppard czy Bon Jovi. Paul dał w Europie kilkanaście koncertów promujących swój krążek i potem znowu wszystko ucichło. Tylko jedno państwo doceniło to wydawnictwo - Japonia. W kraju kwitnącej wiśni zmieniono jednak okładkę oraz tytuł płyty i tym razem bez dorzucenia bonusów album wydano ponownie.

Kolejny projekt Di'anno powstał za namową Jonathana Kinga i miał stanowić tzw. super-grupę mającą na celu nagrania rock-opery. Z dużej chmury spadł jednak mały deszcz i zamiast wielkiego projektu powstał niewypał. Założenia były świetne! Śpiew Paul Di'Anno, bębny - sam Clive Burr a na gitarze bezrobotny wówczas, przyszły członek Maiden - Janick Gers. Jakby na to nie patrzeć to przecież prawie skład Iron Maiden! Prawie - bo brakowało tu geniuszu Steve'a Harrisa. Wiele z tego nie wyszło, a zamiast płyty nagrano tylko EP'ke. Gogmagog - bo tak się nazwali - nie osiągnął nic za wyjątkiem okrutnych recenzji w prasie. Zespół zjechano całkowicie, płytę nazwano "niesłychanym kiczem" a cały projekt zakończył żywot szybciej nim go zaczął. Z perspektywy czasu uważam jednak, iż opinie krytyków były bardzo krzywdzące, bo choć rzeczywiście "ósmego cudu świata" nie było, to muzyka na tej EP'ce ma swój specyficzny klimat, a całość nadaje się do słuchania. Wszystkie 3 kompozycje dobrze wpadają w ucho a refreny jeszcze długo chodzą po głowie.

1986 r. to rok dużych zmian, gdyż Paul skompletował nową ekipę muzyków, podpisał nowy kontrakt i rozpoczął swój nowy solowy projekt "Paul Di'anno's Battlezone". Muzyka na płycie pt. "Fighting Back" to typowy metal lat '80. Dziennikarze muzyczni pytali: Dlaczego taka nagła zmiana? Di'Anno odpowiadał: "mój pierwszy album to było poszukiwanie własnego stylu, nie byłem pewien, czego chcę i jak chcę to robić." Niestety "Battlezone" także nie było tym, czego oczekiwali fani. Płyta sprzedawała się kiepsko a koncerty nie przyciągały tłumów. Ludzie chcieli słuchać numerów z dorobku Iron Maiden a tego na koncertach "Battlezone'a" nie było, bo Paul nie chciał zarabiać na utraconej sławie.

Po Fighting Back przyszła pora na kolejny album pt. "Children Of Madness" wydany w 1987 r. W moim odczuciu ta płyta rządzi: spójne kompozycje, świetne przebojowe numery, dobra produkcja (na Fighting Back dobrej produkcji trochę brakowało). Krótko mówiąc - heavy metal bez żadnych kompromisów. Tradycyjnie przyszła kolej na koncerty i... znowu to samo. Przeciętne recenzje w prasie muzycznej, niewielka promocja i ponownie występy jedynie w niewielkich klubach. Muzycy Di'Anno nie czuli się do końca usatysfakcjonowani z tego co robią w "Battlezone", a kilku z nich założyło rodziny i po prostu nie mieli już czasu na wspólne granie. Kontrakt wiążący Paul'a z wytwórnią płytową wymógł na nim jeszcze wydanie składanki "Warchild- The Best Of Battlezone" , na której znajdziemy 2 nowe utwory plus najlepsze numery z Fighting Back oraz Children Of Madness . Chwilę później "Paul Di'anno's Battlezone" przestało istnieć.

Czy kolejne 2 lata to lata stracone? Di'Anno idąc za przykładem byłych kolegów z zespołu także postanowił się... ustatkować. Teraz zamiast płodzić nowe utwory zaczął płodzić dzieci, oczywiście każde z inną kobietą. Co chwile inna żona, nowa kochanka. Żaden związek nie trwał dłużej niż kilka miesięcy, a Paul będąc w amoku alkoholowym i narkotykowym bił swoje dziewczyny oraz narzeczone kończąc w taki oto sposób swoje wszelkie miłosne podboje. Takie "amory" trwały aż do roku 1989, kiedy na horyzoncie pojawił się znajomy z lat szczenięcych pan Lea Hart, będący jednocześnie gitarzysta i wokalista w jednej osobie. Stary/nowy przyjaciel z miejsca zyskał sobie na tyle zaufanie Paula, iż ten uczynił go swoim menadżerem. To dzięki niemu wiele osób dowiedziało się, iż Paul Di'Anno ciągle żyje, śpiewa, a nawet nagrywa płyty. Jednak patrząc na to z innej perspektywy, Lea Hart skomercjalizował wizerunek Di’Anno i wymógł na nim aby ten powrócił do śpiewania starych standardów Iron Maiden. Przede wszystkim Hart ze względu na swoją pazerność, spieprzył prawie wszystkie kontrakty płytowe, co w przyszłości zaowocowało wydawaniem nieskończonej ilości składanek (ponad 30!!!).

Wróćmy jednak do zimy roku 1989. W latach '90 skończyła się koniunktura na metal i nastały trudne czasy dla muzyków oraz fanów. Lea Hart wpadł wówczas na interesujący pomysł uczczenia rocznicy nurtu NWOBHM! Podczas pogadanki z muzykami Praying Mantis (chyba znacie tę kapelę?) i jego nowym członkiem Dennisem Strattonem (ex Iron Maiden) rzucono pomysł aby udokumentować tak ważne wydarzenie. Na próbę, Paul wystąpił gościnnie na koncercie Mantis w Tokio, wykonując kilka utworów z pierwszych dwóch płyt Iron Maiden.

Po całkiem udanym występie Lea Hart zwęszył jeszcze większy interes (w Japonii muzycy z nurtu NWOBHM są traktowani jak gwiazdy formatu Iron Maiden czy Saxon i bez problemu zapełniają duże sale) i postanowił wcielić w życie projekt, który od dłuższego czasu chodził mu po głowie. Tak powstała grupa gwiazd NWOBHM zwana NWOBHM All Stars. Swym nowym pomysłem Lea zaraził oczywiście Di'anno, Strattona, Doughie White oraz jeszcze kilku innym mniej i bardziej znanych muzyków, po czym wynajął studio, gdzie rozpoczęło się nagrywanie. Na przełomie lat 1989-1990 wszyscy wyżej wymienieni dostali do "zagrania i zaśpiewania" kilka rockowych przebojów np. "Living In America" czy "Play That Funky Music" oraz dostali możliwość stworzenia czegoś własnego. Podczas tej sesji, nazwanej "True Brits Session", zarejestrowano ponad 60 utworów, z czego kilka z nich w różnych kombinacjach. Na przykład "I've Had Enough" nagrano z wokalem Di'Anno oraz inną wersję ze śpiewem Dennisa Strattona. W ten sposób, z kilkudziesięciu utworów powstało ponad 80 kawałków przy czym większość tych kompozycji była nagrana dosłownie "na kolanie", czy też sposób, w jakim nagrywa się najzwyklejsze dema. Muzycy "zrobili swoje" i licząc na muzyczny zmysł Harta zostawili mu swoje wypociny w celu dalszych obróbek, wybrania najlepszych piosenek a w przyszłości wydania ich na płycie. Jeszcze w czasie trwania sesji grupa gwiazd wystąpiła na kilkunastu koncertach często "wzbogacona" o bębniarza Clive'a Burr'a (ex Iron Maiden). Występy odbywały się głównie w Japonii, choć całkiem przypadkiem ta wędrowna trupa zawitała i do naszego kraju! Występ miał miejsce podczas festiwalu w... Sopocie w 1990r. Zdarzenie to było całkowicie pominięte w mediach i nie zdziwię się, jeśli większość czytelników o tym nie słyszało.

Koncerty grupy NWOBHM All Stars zarejestrowano i wydano na dwóch płytach. Pierwsza to zapis występu Praying Mantis w Tokio, kiedy to gościnnie zaśpiewał tam Paul Di'anno. Na krążku znajdziemy kompozycje z solowego projektu Dennis'a Stratton'a "Lionheart", utwory z płyt Praying Mantis oraz na bis kilka standardów Iron Maiden (m.in. Murders In The Rue Morgue, Iron Maiden czy Running Free), które wypadły bardzo blado. Druga koncertówka pt. "Live At Last" to już własne numery All Stars zarejestrowane podczas kilkunastu występów w Japonii.

Po zakończeniu przygody z grupą gwiazd Stratton wrócił do pracy z Praying Mantis a Di'Anno zebrał nową brygadę i rozpoczął kolejny solowy projekt pt. "Killers". W 1992 r. po wydaniu płyty pt. "Murder One", Paul wraz z Killersami rozpoczął jej promowanie. Tym razem na koncertach oprócz wykonywania numerów z tej płyty, w setlistę wplecionych zostało kilka kawałków Maiden: Remember Tomorrow, Phantom Of The Opera i Wrathchild. Prawdopodobnie dzięki temu zabiegowi, zaleconemu przez Lea Hart'a, album "Murder One" oraz promująca go trasa odniosła względny sukces komercyjny. O Di'anno zaczęło być głośno, o co w końcu przecież chodziło.

W międzyczasie, kiedy Paul był zajęty swoim nowym zespołem, Hart podpisał umowy z kilkoma niewielkimi wytwórniami płytowymi i w 1993 r. wydał WSZYTKIE kompozycje jakie powstały podczas "True Brits Session". Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że Lea wydał wszystkie zarejestrowane numery łącznie z tymi w wersji demo, które zostały poddane zaledwie lekkiej obróbce w studio. Utwory zostały wydane na różnych płytach przez różne wytwórnie i jakby tego było mało, na nich wszystkich powtarzało się wiele tych samych kawałków co w efekcie spowodowało, iż fan, który chciał posiadać wszystkie numery z tej sesji, musiał zakupić aż 10 cedeków! Na koniec Lea Hart oszukał Dennisía Strattona nie wypłacając mu wszystkich tantiem (Dennis po tej aferze poważnie wkurzył się na Lea oraz Paula, iż ten na to pozwolił).
W roku 1993 została także wydana pseudo-koncertówka South American Assault ale tylko w Ameryce Południowej (w Anglii pod nazwą World Wide Web ukazała się dopiero w 2001 r.). Pseudo-koncertówka, ponieważ utwory zawarte na tym albumie nagrano w studio podczas prac nad Murder One, później dodano tylko "krzyki publiczności". Wkrótce po zakończeniu koncertowania z albumem "Murder One", Di'Anno ponownie zamknął się w studio wraz ze swoją kapelą Killers by rozpocząć prace nad nowym studyjnym albumem. "Menace To Society" wydane w 1994 r. troszeczkę rozczarowuje, gdyż brakuje temu albumowi tchnienia świeżości. Jest on nierówny i zdecydowanie najsłabszy z wydanych przez "Killers" ale są tu przecież takie numery jak Faithhealer czy Chemical Imbalance, będące w moim odczuciu faworytami do tronu pierwszeństwa wśród najlepszych kawałków Paula! W latach '94-'95 trwała intensywna akcja koncertowa pod nazwą "Menace To Society Tour" a w tym samym czasie dzięki "fantastycznemu" Hartowi i jego kontraktom z miniaturowymi wydawcami, ukazywały się kolejne składaki z sesji True Brits: The Original Iron Man, As Hard As Iron, Hard As Iron, Made In Iron oraz na gwiazdkę '96 r. płyta z metalowymi aranżacjami kolęd w wykonaniach Di'Anno, Dougie White itd. Powstała też pierwsza prawdziwa płyta koncertowa pt. "Live". Tak jak "Murder One" czy "Menace To Society" były zaledwie dobre, tak "Live" jest bardzo dobry. Świetna atmosfera, niezły dobór utworów i ten głos! Wykonania Phantom Of The Opera, Sanctuary czy Wrathchild to miód na uszy. Dla mnie Dickinson wraz z IM nigdy nie zaśpiewał tych kompozycji z taką dzikością jak to robił i robi Paul. Energia, agresywność, charyzma - wszystkie najlepsze cechy NWOBHM znajdujemy właśnie na tym koncertowym krążku. Cóż, krótko po tym wydawnictwie Di'Anno zamyka swój kolejny etap w życiu pod nazwą "Killers". Jeszcze wypełnienie zobowiązań wobec wytwórni w postaci składanki: Kilers "New, Live And Rare" i splot okoliczności rzuca Paul'a do Stanów Zjednoczonych. Kolejne lata to kolejny kiepski okres w karierze Di'Anno - Paul popadł w bardzo "złe towarzystwo". Podczas pobytu w USA związał swoje interesy z gangiem narkotykowym, podobno handlował nawet kokainą, by ostatecznie zostać złapanym przez policję z gnatem w dłoni i wydalonym ze Stanów. Odtąd Di'Anno ma zakaz wstępu do USA i Kanady.

Paul'a wykopali z USA ale on bynajmniej broni (nie bierzcie tego dosłownie he he) nie złożył. Zaraz po "przygodzie" z władzami Stanów Zjednoczonych, gdy wydawało się, iż znowu nastąpi przerwa w twórczości Paula, nadeszła niespodzianka: reaktywacja Paul Di'anno's Battlezone. Di'Anno był tak zaaferowany tym projektem, iż... ponownie się ożenił wcześniej się rozwodząc, a Mick Wall przygotowujący w owym czasie biografię Iron Maiden pt. "Run To The Hills" musiał przedzierać się do niego przez ponad kilka miesięcy!

Szczerze mówiąc oczekiwałem od nowego Battlezone'a kontynuacji grania z lat '86-88, czyli prostego acz dobrego heavy-metalu. Niedoceniałem jednak Paula, który zmieniał się i wciąż rozwijał. Okazało się bowiem, że tamten Battlezone to okres zamknięty, a "Feel my pain" to granie bardzo agresywne, cięzkie, podchodzące pod podziemny hardcore. Di'anno często śpiewa tu growlingiem, pokazując, że i z taką techniką potrafi sobie radzić bez trudu. Trasa... znów króciutka, przechodząca bez echa. Fani nie zaakceptowali takiego Battlezone'a i zespół znowu się rozpada, tym razem chyba na dobre.

Teraz Paul zaczyna się trochę miotać. Ma - jak zwykle - problemy z prawem, oraz brak pomysłów na muzykę. Gościnnie bierze udział w albumie nie znanego punkowego zespołu Almight In Bredz. W tym składzie powstało jednak kilka nietypowych utworów, jak np. cover Beatelsów pt. "Help", który z oryginałem niewiele ma wspólnego co nie oznacza, że brzmi kiepsko. Jest to, ogólnie rzecz biorąc, niezły żart.

Z obozu Iron Maiden tymczasem zaczynają dochodzić bardzo niepokojące wieści, że Steve Harris oraz reszta chłopaków jest niezadowolona z wokalisty Blaze'a Bayley'a. Szykuje się podobno zawieszenie działalności grupy, co powoduje zintensyfikowanie działań różnych managerów oraz wytwórni płytowych aby robić tributy. Naturalnie Paul również otrzymał propozycje nagrania coverów Iron Maiden. W 1999 r. zostaje wydany tzw. A TRIBUTE TO IRON MAIDEN-"666 - The Number One Beast" (znany także pod nazwą Maiden Story). Ludziom z branży najwyraźniej się to spodobało, gdyż momentalnie zatrudnili Di'anno do nagrania kolejnych płyt Tributy serii Tribute to: Nazareth, UFO, Thin Lizzy.

Europa, mimo wszystko, od pewnego już czasu nie interesowała się ciężkim graniem a tym bardziej Paulem Di'Anno. Co innego w Ameryce Południowej, gdzie kwitł prawdziwy metalowy raj, powstawały nowe zespoły a stare cieszyły się ogromnym szacunkiem oraz poważaniem a i życie, w porównaniu z Europą, było relatywnie tańsze. Te dwa ważne dla Di'Anno powody skłoniły go do przeprowadzki i zamieszkania w Brazylii, gdzie szybko poznał świetnych muzyków, których natychmiast zaprosił do współpracy.

Wydany w 2000 r. "Nomad" zaskoczył słuchaczy świeżym, ciężkim brzmieniem, fantastycznymi kompozycjami i najlepszą produkcją muzyczną w całej dyskografii Paul'a. Album wydała lokalna brazylijska wytwórnia, co niestety utrudniło jej zakup w pozostałych częściach świata. W Europie rozprowadzana była przez niemieckiego dystrybutora a do Polski trafiła dopiero półtora roku po premierze.

"Nomad" okazał się bez wątpienia dużym sukcesem w Ameryce Południowej i był tam długo promowany przez Paul'a. Tak dobre przyjęcie nowego krążka odbiło się echem także w Europie, a Di'Anno został zaproszony na kilkanaście koncertów do Skandynawii i Niemiec. Na miejscu okazało się jednak, że promotorzy nie są do końca zainteresowani trasą "Nomad". Postawili mu warunki aby w celu przyciągnięcia większej publiczności grał również numery znane (tzn. z dorobku Iron Maiden) oraz przy okazji wydał nową koncertówkę. Paul przystał na te propozycje, odnowił znajomość z kolegami z kapeli Killers a następnie rozpoczął nowe tournee reklamujące album mający dopiero ukazać się w przyszłości. W 2001 r. zespół zagrał przed kilkoma tysiącami fanów na festiwalu Wacken Open Air, przy okazji rejestrując kilka utworów na przyszły album koncertowy. Okazało się, ze koncerty odniosły oczekiwany sukces - takiego Paula i takich występów oczekiwali fani w Europie. W tym czasie powstało masę bootlegow co postanowiono wykorzystać wydając koncert w Whiskey nagrany na potrzeby radia. Na krążku znalazło się kilkanaście kompozycji ze studyjnych płyt "Murder One", "Menace To Society" oraz parę, tradycyjne już wykonywanych, standardów Iron Maiden. Pod koniec 2001 r. wyszła obiecana przez wydawców europejskich jeszcze jedna płyta koncertowa. Tym razem na krążku pt. "The Beast Live" ukazały się wyłącznie utwory z dorobku Maiden. Płyta wydana przez SPV i promowana przy użyciu dużych nakładów finansowych osiągnęła spory sukces w Niemczech, Skandynawii oraz w Anglii. Nawet w Polsce krążek ten można było bez problemu kupić w dobrych sklepach muzycznych.

Dociekliwi znaleźli jednak kilka rys na tym wydawnictwie. Okazało się, iż większość utworów z "The Beast Live" nie jest do końca live. Jeśli przysłuchacie się dokładnie z pewnością zauważycie, że niektóre kawałki pochodzą z nagrań w studio z dodanymi głosami publiki. Sprawa ta jednak nie wpłynęła na sprzedaż płyty i cyrk pod nazwa "Killers live" ruszył ponownie, tym razem ze zdwojoną siłą. Ponownie Niemcy, Skandynawia a nawet ostatnio Anglia, gdzie działalność solowa Paula w ogóle jest nie znana

© Sanktuarium - Polski Fan Klub Iron Maiden & Iron Maiden Holdings Ltd. 1999-2010