SanktuariuM - Polski Fan Klub Iron Maiden


Filght 666 Soundtrack

W kwietniu 2009 Ironi zagrali ostatni koncert wielkiej trasy "Somewhere Back In Time World Tour 2008/09". Już od dłuższego czasu zapowiadano specjalne wydawnictwo dokumentalne, opowiadające o życiu grupy w trasie, podczas jej pierwszego i zarazem najbardziej intensywnego etapu. Dokument nazwano "FLIGHT 666" - od oficjalnego miana przelotów Boeinga "ED FORCE ONE", będącego własnością zespołu i niekwestionowaną atrakcją trasy. Spragnieni wrażeń fani otrzymali film dokumentalny, wyreżyserowany przez ekipę Sama Dunna, tego samego który w przeszłości uraczył świat obrazami "Metal Headbanger's Journey" i jego rozwinięciem "Global METAL".

21 kwietnia ogłoszono ogólnoświatowy "MAIDEN DAY" a w wyselekcjonowanych kinach, dysponujących możliwie najlepszą jakością dźwięku i obrazu cyfrowego, fani mogli zobaczyć specjalne biletowane seanse, w 45 krajach, 6 kontynentach i 500 kinoteatrach tego samego dnia.

Wiadomo było, iż na kameralnych pokazach nie poprzestaną, na 25 maja zapowiedziano premierę materiału na nośnikach DVD oraz BLUE RAY DISC, zdeklarowanym maniakom audio zaoferowano zestaw 2CD/2PLP z soundtrackiem koncertowym "Flight 666".

Nie jest to jednak najzwyczajniejszy "kolejny album koncertowy w dorobku grupy". Nie często ukazuje się prawdziwie przekrojowa płyta "live", dokumentująca koncerty z 15 miast na czterech kontynentach świata. Warto więc podejść do "Flight 666" jak do swoistego dziennika podróży (powiedzmy że lotniczej) z tamtego okresu.

Wpis pierwszy: "Aces High" - INDIE, Bombaj - premierowy koncert trasy w miejscu egzotycznym, gdzie IRONI są zespołem otoczonym prawdziwym kultem. Nic dodać nic ująć, posłuchajmy publiczności, taki szał nie bierze się z przypadku i kurtuazji, słychać wyraźnie iż jest to pierwsze "wyjście" MAIDEN na trasie, kilka drobnych wpadek, dość zachowawczy śpiew BRUCEA, ale ileż w tym szczerości.

Dalej witamy Australię, z koncertów w Melbourne i Sydney pochodzą "2 Minutes To Midnight" i "Revelations", doprawdy trudno się w tym wypadku czegokolwiek przyczepić, a chóralny śpiew fanów w "Revelations" zapada w pamięć na dłużej.

Wpis kolejny, Japonia - dla MAIDEN miejsce szczególne, w Kraju Kwitnącej Wiśni byli docenieni już po wydaniu debiutanckiej płyty. "The Trooper" z Tokyo przypomina mały huragan, czy jak kto woli "Tsunami". Wiele mówi się na świecie o wyjątkowej żarliwości tamtejszych maniaków, kto nie wierzy - zapraszam do wysłuchania.

A przed nami Meksyk, "Wasted Years" z Monterrey wprowadza pierwiastek wytchnienia i zabawy całkiem miłej, warto zwrócić uwagę iż w refrenie, w wydatnym stopniu udzielił się wokalnie Adrian Smith, autor kompozycji. Wypada to nawet intrygująco. Z Meksyku lecimy do Stanów, do słonecznego LA, gdzie fani MAIDEN szczelnie wypełnili kultową LA FORUM ARENA (Led Zeppelin, Pink Floyd, Stonesi grali tu przełomowe koncerty).

Tym razem będzie gorąco i to jak w ... piekle! "Number Of The Beast", w tle refrenu słychać momentami szum zapalników przy pirotechnicznych eksplozjach. Nie muszę dodawać, że wersja kompozycji "live" wstydu panom nie przynosi!

W naszym dzienniku przewracamy kolejna kartkę i znów witamy Meksyk, samą stolicę tego wspaniałego kraju. "Can I Play With Madness" z ogromnego Foro Sol Stadium, wypchanego po brzegi - robi wrażenie. Bardzo dobra wersja, jedna z absolutnie najlepszych jakie nagrali na oficjalnym wydawnictwie.

A my wracamy do USA (czyżby deja vu), by w NJ Izod Center Arena wysłuchać wspaniałej kilkunastominutowej opowieści "Rime Of The Ancient Mariner". Jeżeli ktokolwiek zastanawia się nad zasadnością zakupu albumu/filmu "FLIGHT 666", "Rime..." jest właśnie tym utworem, który dobitnie stawia "kropkę nad i". Powiem wprost, ten fragment powala, miażdży siłą, klimatem i niesamowitą Pasją, na dodatek reakcja tłumu i odgłosy efektów specjalnych potęgują doznania, w szczególności jeśli słucha się tego na markowych słuchawkach. W tym momencie uświadamiamy sobie, iż mamy przyjemność obcowania z muzyką, która staje się prawdziwym wyzwaniem a to nic innego jak SZTUKA - Żywa Sztuka.

Wspaniałych doznań ciąg dalszy, Kostaryka i wypakowany Saprissa Stadium, największe show w tym kraju. Monumentalny "Powerslave" zabiera nas w magiczną podróż, kilka tysięcy lat w historii cywilizacji świata wstecz, do Starożytnego Egiptu, gdzie magia i przebiegli kapłani dyktowali ciemnemu ludowi jedynie słuszne "prawdy", w zamian sprawując władzę rękami faraonów. Samo wykonanie, moim zdaniem najlepsze jakie dane mi było usłyszeć, trzy gitary sprawiają, że brzmienie zespołu wydaje się być cięższym niż kiedykolwiek wcześniej. W Ameryce Południowej pozostaniemy na dłużej.

"Heaven Can Wait " przenosi nas do Brazylii, słoneczne Sao Paulo wita muzyków ogromną wrzawą. Prosto stamtąd udajemy się do Kolumbii, gdzie koncert zespołu na Simon Bolivar Park okazał się wydarzeniem roku. "Run To The Hills"- chyba nie mogli tego nagrać w innym miejscu, podobnie jak kolejny na płycie "Fear Of THe Dark".

Argentyna to miejsce gdzie fani zespołu zawsze bardzo aktywnie ich wspierali. Cały utwór jest w zasadzie odśpiewany przez wielotysięczne audytorium. "Fear..." w tej wersji to wręcz mistrzostwo, zdecydowanie jeden z najjaśniejszych punktów wydawnictwa.

Kolejny gwóźdź programu a przy okazji firmowy bonus, "Iron Maiden" z Pista Atletica w Chile pokazuje że MAIDENI na żywo to spontan i wspaniała, nie udawana zabawa.

"Moonchild" nagrany w Puerto-Rico zaskakuje wstępem i dowcipnym anonsowaniem poszczególnych muzyków przez frontmana. Sama wersja, brzmi wspaniale i może się podobać, podobnie jak "Clairvoyant" z Kurytyby (znów Brazylia).

Na sam koniec zostawili to co wielu fanów uznaje za opus magnum Iron Maiden Live - "Hallowed Be Thy Name". Kompozycję kultową, niezwykle dramatyczną i ... piękną. Po raz pierwszy w swej historii mamy rejestrację "na żywo" z Kanady, kraju gdzie fanów grypy nie brakuje. To już ostatni przystanek, pamiętnik z tournee został ukończony, pora na wnioski.

Trudno nie wspomnieć o wspaniałym, silnym i naturalnym brzmieniu płyty. Soundtrack "Flight 666" odsłuchany na markowym sprzęcie robi wrażenie. Wiele złego powiedziano już o producenckich zapędach Kevina Shirleya. Nie wiem jak inni, ja tym co usłyszałem na "Flight 666", jestem zafascynowany. Może młodsze pokolenie fanów będzie mieć inne zdanie, w końcu przywykli do przekompresowanego soundu. Dla mnie jedną z zalet "Flight 666" jest właśnie produkcja, taka jaką powinny mieć koncertówki MAIDEN z 1993 roku!!!

Walor dokumentalny jest tutaj absolutnym priorytetem, sam pomysł zestawienia tych wszystkich miejsc w jedną całość uważam za kapitalny. Dla wielu fanów mankamentem może wydawać się zastosowanie przerw pomiędzy kolejnymi utworami, tylko że w ujęciu autorów to zabieg celowy, przecież każdy track pochodzi z innego miejsca, koncertu, jest odrębnym sprawdzianem MAIDEN na scenie, potwierdzeniem wyjątkowości tej trasy.

Zastanawiam się czy mamy prawo traktować "Flight 666" jako zwykłą płytkę"live", chyba nie, sam podtytuł "SOUNDTRACK" wiele wyjaśnia, nie wspomnę że album jest w zasadzie dodatkiem do DVD, które już na starcie okzało się bestsellerem na 5ciu kontynentach!

Wbrew pozorom warto mieć, dla kolekcjonerów znów przygotowano przepiękny Gatefold PLP, zdecydowanie imponujący. Moja ocena 4,5/5

Rafał Dłużyński

© Sanktuarium - Polski Fan Klub Iron Maiden & Iron Maiden Holdings Ltd. 1999-2010