SanktuariuM - Polski Fan Klub Iron Maiden


Mystic Festival STADION ŚLĄSKI, CHORZÓW 29 Maj 2005

IRON MAIDEN plus goście- Frontside, Dragonforce, Behemoth, Primal Fear,Kreator i Nightwish.

WIDZÓW: ~40.000

SET LISTA IRON MAIDEN:


1. Intro: The Ides Of March
2. Murders In The Rue Morgue
3. Another Life
4. Prowler
5. The Trooper
6. Remember Tomorrow
7. Where Eagles Dare
8. Run To The Hills
9. Revelations
10. Charlotte The Harlot
11. Die With Your Boots On
12. Phantom Of The Opera
13. The Number Of The Beast
14. Hallowed Be Thy Name
15. Iron Maiden
16. Running Free
17. Drifter
18. Sanctuary


29-ty maja 2005, pamiętam ten dzień tak jakby to było wczoraj, pewne wspomnienia są niepowtarzalne i jednorazowe. To był jeden z najcieplejszych dni tamtego roku, temperatura w szczytowym momencie sięgała 38-miu stopni…
Niedziela, 9:45 rano wyruszam autokarem rejsowym z Łodzi w kierunku Chorzowa.
NIE BYŁEM SAM, otaczała mnie liczna gromada fanów ciężkiej muzyki, równie spragnionych mocnych wrażeń, równie uległych chwilowym emocjom. Mijały kolejne godziny podróży, okolicznościowej wymianie poglądów i dyskusjom, towarzyszyła narastająca ekscytacja, osiągając moment kulminacyjny na wysokości charakterystycznej bryły katowickiego „Spodka”. Z ogromnego billboardu obok areny patrzył na nas - ukrytych w trzewiach autokaru, gigantyczny Eddie, rozrywający w otchłani wszechświata ziemski Glob.
Wiedzieliśmy jedno, jesteśmy blisko, coraz bliżej upragnionego celu, swoistej „mekki” heavy metalu w jaką na ten szczególny wieczór, miał przekształcić się śląski Gigant! Było nas tam wielu, olbrzymi ludzki tłum wędrujący jednym wielkim stadem ku swej oazie, Elizjum ukojenia…

Cofnijmy się kilka miesięcy do tył. W grudniu 2004, niczym grom z jasnego nieba, uderzyła wieść o koncercie Iron Maiden na Stadionie Śląskim w Chorzowie - w ramach muzycznego maratonu Mystic Festiwal! Te 6 miesięcy pozostałych do zapowiedzianej daty show, okazały się istną próbą nerwów i cierpliwości.

Oczekiwania najwyraźniej przerastały możliwości wykonawcze organizatora, albowiem nadęty balon autoreklamy i anonsowanych atrakcji, począł z miesiąca na miesiąc wiotczeć… Z mega-atrakcyjnych supportów, dostaliśmy ledwo namiastkę tego co miał do zaoferowania katalog Mystic Prod. a reklama tak wielkiego przedsięwzięcia w mediach ogólnopolskich była wręcz śladowa.

W Polsce każdy chce zarobić a na wydatki i koszta dodatkowe szkoda tutaj zachodu. Na miejsce przybyłem ok. 15-tej, oczywiście przeoczyłem występ brytyjskiej nadziei powermetalu Dragonforce. Na płycie kilka tysięcy ludzi, żar lejący się z nieba i ogrom przestrzeni w centrum której zbudowano sporą estradę… Właśnie, „sporą” bo o wymiarach stadionowej produkcji jaką wożą ze sobą Maiden, nie mogło być mowy.

Nie dość powiedzieć, iż organizator nie wysilił się nawet na ustawienie choćby pojedynczego telebimu, skandal.Trafiłem na koncert sosnowieckiego Frontside, ich ciosany hard-core może się podobać a prezentacja sceniczna przykuwa uwagę i absorbuje, tak - ten zespół w pełni zasłużył na swój sukces. Perspektywa spędzenia najbliższych godzin na rozgrzanej płycie w kotłującym się tłumie nie przemówiła do mnie in plus i dalsze kapele odsłuchałem już z wałów obiektu. Primal Fear i Behemoth brzmieli dość chaotycznie nawet, drażnić mogła rozchodząca się w eterze buńczuczna konferansjerka Nergala, lidera gdańskiej bestii - cóż, coś dla zwolenników mocnych wrażeń i nimbu wojowniczego black metalu.

Kreator, niemieccy bogowie thrashu, tego nie mogłem nie zobaczyć. Sądząc po frekwencji podobnego zdania było jakieś 20000 ludzi. Otwarciu misterium towarzyszyła eksplozja purpurowego dymu, w dużej mierze zasłaniającego widok na estradę. Ekipa z Essen skupiła się na materiale z podówczas najnowszego krążka „Enemy Of God”, oczywiście nie zabrakło klasyki z lat 80tych.

Niestety w zabiciu atmosfery koncertowej uczty i pogrzebaniu prób stworzenia dobrej akustyki, „pomogli” inżynierowie dźwięku, traktując występ Niemców jako poligon doświadczalny dla monitorowania możliwości aparatury… Wstyd i hańba, nie pierwszy to taki wypadek na polskiej ziemi, może pamiętacie Metal Hammer Festiwal 1997. Po przerwie sceną (już oświetlaną zdalnie) zawładnął fiński Nightwish. Wiele osób przyjechało do Chorzowa dla nich, boska Tarja wspomagała swe operowe popisy wspaniałą choreografią a wielotysięczny tłum jadł jej z ręki. Usłyszeliśmy największe hity z CD „Nemo” z coverem „High Hopes” Floydów na czele. Grupa pokusiła się nawet o zaintonowanie motywu przewodniego „The Trooper”, hitu HEADLINERA na którego wszyscy czekali.

Iron Maiden, gwiazda wieczoru, pojawiła się na estradzie o 21:35. Ich wyjście poprzedziła godzinna przerwa techniczna związana z próbami i reorganizacją sceny. Ileż to osób pracowało nad oprawą tego spektaklu… Kiedy wybrzmiało patetyczne intro „Ides Of March”, cały stadion wypełniony (w 55%) armią fanów - oszalał.

Potężna eksplozja ukazała wspaniałą estradę ze zmieniającą się scenografią niemal co utwór. Całość omiatała ogromna ilość jupiterów zamocowanych na mobilnej koronie, w tle zobaczyliśmy świetlisty trójkąt z obliczem znajomej postaci - Eddie wręcz zawładnął sceną.

Usłyszeliśmy kompozycje znane z pierwszego okresu działalności formacji, wiele nie granych od lat: ”Remember Tomorrow”, „Another Life”, „Where Eagles Dare” czy unikatowy „Charlotte The Harlot”. Dickinson wręcz zdominował estradę, zawładnął tłumem, jego monologi przyprawiały o dreszcze, często odnoszące się do historycznych wizyt formacji w Polsce.

Wspaniałe efekty towarzyszyły kompozycji „Number OF The Beast”, mogliśmy podziwiać ogromnego diabła na boku scenicznego wybiegu i neon z dwóch szóstek - tajemnicą detektywistyczną pozostaje faktyczna przyczyna tego stanu rzeczy!! Eddie pojawił się podczas hymnicznego Iron Maiden, łypiąc ślepiami znanymi z okładki debiutanckiego albumu formacji, w końcu jego wersję a’la „Killers” mogliśmy oglądać podczas „Drifter”.

IRONI to jeden z najwspanialszych bandów w historii rocka i jeden z najwspanialej prezentujących się w wersji „live”. Mimo wielu mankamentów (kłopoty z natężeniem dźwięku) ten występ zapamiętam do końca moich dni!

Życzę pozostałym fanom muzyki Brytyjczyków równie wzniosłych przeżyć. Miałem okazję uczestnictwa w kilku koncertach IRONÓW, każdy z nich mniej czy bardziej udany, okazał się wydarzeniem bezprecedensowym i jednorazowym.

Wiem jedno, jest wiele znamienitych formacji, wspaniałych twórców, lepszych lub gorszych. Jednak prawdziwych legend gatunku jest nie wiele. Do tej elitarnej kasty należy MAIDEN, z pewnością są formacje bardziej popularne i znaczące, jednak nie będzie i nie ma drugiego tak charakterystycznego bandu.

RAFAŁ DŁUŻYŃSKI

© Sanktuarium - Polski Fan Klub Iron Maiden & Iron Maiden Holdings Ltd. 1999-2010