Pierwsze wydania vs. remastery

Recenzje albumów i innych dokonań Iron Maiden!

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Pieron
-#prowler
-#prowler
Posty: 2
Rejestracja: czw sie 27, 2015 4:45 pm

Pierwsze wydania vs. remastery

Postautor: Pieron » czw sie 27, 2015 6:51 pm

Witam!
Jak w temacie - moje pytanie brzmi:
czy lepiej słuchalne są pierwsze wydania płyt IM (mówimy o płytach wydanych do 1993) czy remastery?
Słyszałem tylko remastery z 1998 roku z dodatkami.
Piszcie :mrgreen:

MaidenZary
-#charlotte
-#charlotte
Posty: 18
Rejestracja: czw lip 30, 2015 3:05 pm

Re: Pierwsze wydania vs. remastery

Postautor: MaidenZary » pt sie 28, 2015 12:03 pm

Przez wiele lat słuchałem tylko remasterów, a oryginalne nagrania poznałem wraz z edycją winylową. Muszę przyznać, iż zaskoczyła mnie różnica w brzmieniu. Nie do końca wiem czy nie jest to również spowodowane przeskokiem z CD na winyle, gdzie jakość dzięki i w ogóle ilość słyszalnych dźwięków jest większa, mimo to postaram się podzielić moimi spostrzeżeniami co do poszczególnych płyt w formie "co mnie zaskoczyło".

1. Iron Maiden - tu miałem największe zaskoczenie, miejscami zastanawiałem się czy aby na pewno to ta sama płyta, którą słuchałem od lat? Bas tak klekotał, że musiałem ograniczyć basy, i całe pierwsze przesłuchanie bas przesłonił mi całość płyty. Za drugim podejściem udało mi się skoncentrować i jest dużo różnicy, w moim mniemaniu na plus, super brzmi Charlotte i Phantom. W ogóle zauważyłem że okładka CD remasterowanego i winyla się znacznie różnią - może z powodu tak znaczących zmian w remasterze.

2. Killers - tutaj szoku nie przeżyłem i w zasadzie nie mam nic do powiedzenia.

3. TNOTB - Wydaje mi się, iż wszystkie płyty z okresu złotych lat tj. 82-88 zostały zremasterowane w ten sposób, że gitary wysunięto do przodu, i jakoś je podkręcono, tak, że słuchacz mimochodem skupia się na gitarach. Mam wrażenie, iż w oryginałach było inaczej. Przodował bas, wokal Bruca był klarowny bardzo klarowny, bardziej klarowne są też chórki - w Run to the hill zdziwiłem się słysząc, że ktoś śpiewa refren z Brucem: ) Abstrahując od tego co napisałem TNOTB wydaje mi się mimo wszystko w remasterach najbardziej zbliżony do oryginału, ale mimo wszystko na plus dla winylów.

4. Peace of mind. Mając powyższe doświadczenia na uwadze, myślałem że winyle urwią mi jaja. Ale tak się nie stało. Remastery dzięki podkręceniu gitar wydają się mieć więcej powera, winyle bardziej dostojnie kroczą. Także w zależności od tego czego chcę posłuchać, tzn czy wymian gitarowych i powera - odpalę CD, ale jeśli chcę posłuchać Bruca to odpalę winyla. I to z resztą tyczy się wszystkich płyt. Na winylach, czyli oryginałach wokal Bruca nie jest przesłonięty gitarami, jest czysty, czasami wydaje mi się że gitary tylko bzyczą w tle.

5. Powerslave - tutaj też nie dostrzegłem narazie znaczących różnic, może mi się zmieni za jakiś czas to coś napiszę.

6. SIT - Oj tutaj, w moim mniemaniu największa różnica ze wszystkich płyt. Tak jak poprzednio gitary schowane, mniej jakby przesterowane. Przym wiodą Harris i Nicko. Oni prowadzą utwory, gitary są dodatkiem. A Bruce, jakbym słuchał innej płyty, coś wspaniałego. Jednak jest ale. SIT zawsze miał wg mnie największy power, przez te przesterowane gitary. Na winylu power przygasł i jeśli chcę mocnego kopa to odpalę jednak CD. Na CD uważam, że lepiej np wypada Caught somewhere, Stranger. Mają więcej mocy, bo gitary mocniejsze.Na winylu np o niebo, wg mnie, Deja Vu i Sea of Madness - na cd w zasadzie nie przepadałem za nimi, ale odkryłem je na nowo, głównie dzięki temu że na winylach Bruca słychać lepiej i naprawdę warto go posłuchać z czarnego krążka. Także tutaj jestem w rozdarciu, CD odpalę gdy jestem nabuzowany i chcę potrzepać łepetyną, natomiast gdy usiądę w fotelu i chcę "na spokojnie" posłychać to winyl, bowiem na nim Bruce tak fajnie śpiewa i dopiero można docenić jego partie wokalne.

7. O siódmym synie nie napiszę bo za mało odsłuchałem winyla :)

Podsumowując. Remastery są głośniejsze, gitary do przodu, one brylują. Bruce miejscami wydaje się przesłoniety przez gitary, ale to też nadaje mocy (a może po prostu lata słuchania CD mnie spaczyły). Na winylach bryluje bas, dudni jak szalony on prowadzi resztę, perkusja również, w ogóle sekcja rytmiczna przoduje moim zdaniem. Przez to, że gitary nie są tak eksponowane zyskuje wokal Bruca. Trudno ocenić co lepsze, może zależy od sytuacji. Winyle czasami wydają mi się powolne, ociężałe, bez mocy, ale z biegiem czasu chyba jednak częściej odpalam winyle i podziwiam kunszt muzyczny Ironów. Wraz z postępującym wiekiem zauważyłem, że częściej słucham Ironów z naciskiem na bas, myśląc, co tam Harris zaraz stuknie i to na nim się koncentruję (dawniej liczyły się dla mnie tylko gitary), a do tego winyle zdecydowanie się nadają.


Wróć do „Iron Maiden 1980-2015”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość