Rage Against The Machine, pozostał jedynym spośród moich ulubionych zespołów, którego jeszcze nie widziałem na żywo. Marzyłem o tym wydarzeniu od dawna. W 2008 roku otarłem się o koncert w Anglii, ale zabrakło „kilku stówek”, poza tym kupione już były bilety na Iron Maiden i inne koncerty.
Niemniej jednak, na początku tego roku czyli 17 lutego udało mi się wylosować dwa bilety w loterii z okazji zwycięstwa singla RATM „ Killing In The Name” nad singlem zwycięzcy programu X factor - Joe McElderryego w ramach gwiazdkowego notowania UK Singles Chart. Pod koniec ubiegłego roku, w ramach kampanii Rage Factor prowadzonej na portalu Facebook, grupa osób zebrała się by zaprotestować przeciw chłamowi wydawanemu przez Simona Cowell’a. Efekt kampanii przerósł nawet samych organizatorów, wygrywając notowanie, RATM miało sprzedanych 502 000 szt., o 50 000 sztuk więcej nad drugim McElderrym !
Sam udział w losowaniu uważam za szczęśliwy traf, sprawdzałem stonkę ratm.com i napisane że każdy może wziąć udział. Zalogowałem się i czekałem do losowania. 9:40 w środę udało się! Jedziemy! Bilety miały być wysyłane do zainteresowanych na tydzień przed koncertem, a na każdym bilecie widniało dodatkowo zdjęcie podawane w momencie rejestracji do loterii, tak więc sprzedać biletów nie miała miejsca. Na 2 dni przed koncertem nie otrzymałem jeszcze biletów, więc po kontakcie z infolinią organizatora uzyskałem informację, że wejściówki są do odbioru w punkcie informacyjnym przed wejściem na teren imprezy.
4 czerwca pojechałem do brata, by na spokojnie 6 przed południem wyjechać na koncert do Londyńskiego parku
Finsbury. Dojechaliśmy ok. 15 do
Finsbury park i zgłosiliśmy się z dokumentami potwierdzającymi tożsamość i adres wysyłki, aby po kilku minutach dostać upragnione wejściówki!
Czekając na koncert siedzieliśmy sobie przed wejściem, gdzie policja z psami i tajniaki zatrzymywali osoby posiadające „drobne używki”, szczerze mówiąc w ok. 20 minut złapali dobre 50 osób! Masakra! Komu to przeszkadza, że sobie spalą małe co nie co.
Teren parku był ogrodzony wysokim ogrodzeniem, co jednak nie przeszkodziło kilkudziesięciu osobom, by dostać się na teren imprezy bez biletu
Fajne zaplecze gastronomiczne i 2 stoiska z koszulkami. Ceny nawet znośne 3,5 funta piwko i 15 koszulka. Scena była w lekkiej niecce, więc publika stała na stoku, który opadał w kierunku sceny, co gwarantowało super widoczność. Sektor pod sceną był otwarty, kto chciał to mógł wchodzić i wychodzić. Żadnych opasek. Co oczywiście wykorzystałem.
Cała impreza zaczęła się planowo, parę minut po 16. Jako pierwszy zaprezentował się brytyjski zespół punkowy GALLOWS, fajny koncert, ale nie mój klimat.
Następnie na scenie pojawił się londyński raper ROOTS MANUVA z zespołem. Fajne granie, spokojne i całkiem całkiem przypadło mi do gustu.
Trzecim i najlepszym suportem było GOGOL BORDELLO, super połączenie muzyki punkowej eggae i klimatów cygańskich. Żywioł na scenie i zabawa, to najlepsze określenia dla tego koncertu. 45 minut dobrej muzyki.
Po około 40 minutach oczekiwania, czyli ok. 21:10 na scenie zaczęła się najważniejsza część wieczoru.
W ramach intra, na telebimach został wyświetlony animowany filmik przedstawiający Simona Cowella w pieluszce, który narzeka na Rage Factor oraz RATM, którzy „pobili” jego pupilka. Na koniec jednak zapowiada koncert najlepszej grupy, która kiedykolwiek istniała. Wtedy zaczyna się to na co czekałem.
Odgłos syren przeciw lotniczych i magiczne słowa „ Good evening. We’re Rage Against The Machine from Los Angeles, California” i Testify! Z Początku nie mogłem uwierzyć, marzenia się spełniają! Jedyna rzecz jaka nasuwa się na myśl to MOC! Doskonały dźwięk, zaangażowanie zespołu, które było do ostatniej sekundy koncertu. Utwory szybko mijały, a poziom nasycenia ich muzyką wzrastał.
Zobaczyć Hendrixa naszych czasów, czyli co wyprawia Morello na gitarze, bezcenne. Utworem, na który czekałem najbardziej było Bulls On Parade. Słuchanie w domu, nawet bardzo głośno nie oddaje klimatu koncertu. Stopa w perkusji, aż bebechami rzucała
Dla mnie ewidwentnie najlepszy moment. Przed Township Rebelion, który był moim drugim „marzeniem” Zack nawiązał do sytuacji w Palestynie, która ostatnio znowu się zaostrzyła. Po Bullet In The Head, zespół zaprosił na scenę organizatorów Rage Fatcor i wręczył im czek o wartości 162 000 funtów, na poczet fundacji Shelter. Kwota ta stanowi zysk zespołu z tytułu sprzedaży singla Killing In The Name. Zagrany został również cover The Clash – White Riot, grany przez RATM na tej mini trasie po europie w ramach powrotu do historii muzyki.
Pierwsza część szybko mi minęła, zespół skończył grać Freedom i zniknął na chwilkę ze sceny. W trakcie przerwy na telebimach wyświetlane były cytaty gazet i osób, dotyczące Rage Factor. Do tego w tle leciał utwór zwycięzcy X Factor. Ostatnimi hasłami było zestawienie ilości sprzedanych singli i napis z tym związany, YOU MADE HISTORY. Kilka sekund mija i pierwsze dźwięki utworu wieczoru, Killing In The Name. Tak głośnej i mocnej publiki daaawno nie widziałem. Utwór petarda i szczyt emocji koncertu! Dla takich chwil warto żyć i jechać specjalnie pół europy. Jak słyszysz kilkanaście tysięcy ludzi krzyczących FUCK YOU I WON’T DO WHAT YOU TELL ME, to ciary na plechach gwarantowane!
6 minut i koniec. Koniec tego widowiska. 70 minut muzyki na najwyższym poziomie. Spełnienie marzenia. Świadomość bycia na RATM! Cudowne uczucie mimo gorąca i zmęczenia. W głownie dalej słyszę bass Tima i gitare Morello. Niewątpliwie jeden z lepszych wieczorów w życiu.
Set list:
Intro
Testify
Bombtrack
People Of The Sun
Know Your Enemy
Bulls On Parade
Township Rebellion
Bullet In The Head
White Riot
Guerrilla Radio
Sleep Now In The Fire
Freedom
bis
Killing In The Name
