Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
Też w końcu widziałem. Na plus skupienie się na samych członkach zespołu, niekoniecznie na płytach. O samym procesie powstania poszczególnych krążków nic nie ma, przez co pewnie niektórzy będą rozczarowani, ale to można by zrobić 2h dokument o każdym albumie i trasie z osobna. Za to dużo ciekawych wypowiedzi na temat relacji i vibe'u między poszczególnymi członkami zespołu, np. z okresu odejścia i powrotu Bruce'a, co powoduje, że 2h mijają bardzo szybko. Fajny wątek o Polsce i polskie gadające głowy, wypowiedzi pozostałych fanów jak to w takich laurkach - dużo cukru, mało treści. Na minus na pewno to, że masa wątków potraktowana powierzchownie albo w ogóle, co spowodowało parę zgrzytów, np. można by pomyśleć, że Burr odszedł z zespołu, bo zmarł, albo już wcześniej dyskutowany wątek syntezatorów. Nie ukrywam, że liczę na jakiś porządny, co najmniej kilkunastogodzinny dokumentalny serial omawiający dokładnie poszczególne lata krok po kroku, ale to już pewnie jak już zakończą karierę. Ogólnie fajnie, że film powstał, ale raczej nie zapisze się w historii filmografii.
Re: Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
Nadrobiłem i ja. Ogólnie film jest niezły.
To, co mi się podobało: montaż ujęć koncertowych ze wszelkimi dodatkami - zwłaszcza w części filmu opowiadającej o okresie IM-PS. Naprawdę fajnie to wyszło. Trooper, podczas którego zmieniały się klipy i tym samym zespół na przestrzeni lat, to mi szczególnie zapadło w pamięć. Oraz "wycinanie" sylwetek muzyków, to też było fajne. Ogólnie te rzeczy archiwalne były bardzo fajnie ukazane (choć ten list Paula to akurat mocny babol). Jednocześnie za plus uważam to, że nie rozgrzebywano losów kapeli sprzed uformowania się składu z debiutu. Tak postąpiono w The Early Days i, no sorry, nikogo nie obchodzi, kto grał ze Stevem w jakiejś piwnicy w 1976. Tutaj ten błąd nie został powtórzony, całe szczęście.
Fajne były wypowiedzi fanów i osób w różny sposób związany z zespołem - zasadniczo, bo niekiedy szło to w truizmy (i do tego wrócę potem). Szkoda, że nie było więcej wypowiedzi pokroju tej fanki z Libanu, bo to właśnie one najlepiej nakreślały, dlaczego ten zespół gra nam już 50 lat.
Widziałem głosy, że wątek Polski był za długi. Jestem poniekąd w stanie zrozumieć tę krytykę, ale z drugiej strony film zaczyna się od mówienia o fanach. Uważam, że akurat przytoczenie tamtych wydarzeń bardzo dobrze wpisało się w charakter produkcji. Znaliśmy je doskonale z Behind the Iron Curtain, ale ten materiał został sprawnie wpleciony w całość. Jedyne, czego mi w tym zakresie zabrakło, to jakiegoś podsumowania typu "zespół zawsze inwestował w swoich fanów i dlatego 40 lat później wyprzedaje stadiony" - akurat spokojnie można było dodać do tego fotkę z wypełnionego PGE, czy nawet jakiegokolwiek innego koncertu zagranego w 2025.
Podobało mi się, że cyfrowe modele znane z animacji na RfYL wykorzystano także w filmie, ale w inny sposób. Aces High akurat jest powtórzone, ale taki Powerslave to już totalnie inna perspektywa na ten sam, dobrze znany zresztą widok.
Do zarzutów zaliczam przede wszystkim... Chyba to, że nie do końca wiem, do kogo adresowany był ten film? Do fanów? Niby oczywista opcja, ale umówmy się, prawie nic nowego się z tego obrazu nie dowiedzieliśmy. Do normików, którzy wiedzą, że bije dzwon, ale nie wiedzą, w którym kościele? No właśnie kurde też chyba nie... Mam wrażenie, że to film dla ludzi, którzy metalu w ogóle nie słuchają. Bo te wszystkie gadki o sile muzyki, blood brothers i wszystkim innym, to są rzeczy dość oczywiste nawet dla ludzi, którzy niekoniecznie wiedzą, ile koncertów zespół zagrał podczas World Slavery Tour i kto napisał jaki utwór, ale ogólnie lubią twórczość Maiden i są jakoś tam z nią zaznajomieni. Natomiast gadanie o Eddiem, o więzi na linii zespół-słuchacze i wszystko inne to kwestie, które dla osób w ogóle z metalem (czy nawet muzyką rockową, bo Maiden nie jest pod tym względem szczególnie oryginalne) nie mieli dotychczas styczności. I w tej roli Burning Ambition sprawdza się świetnie, natomiast dla pozostałych odbiorców są to, jak wspomniałem, oczywistości.
Inna sprawa, zresztą podnoszona przez moich Przedmówców: traktowanie poszczególnych okresów historii Maiden po macoszemu. I okej, ja rozumiem, trudno uwzględnić każdy fakt z dziejów Żelaznej Dziewicy w filmie, który trwa 1h45. Nie będę też krytykował olewania nowszych płyt i tras, bo umówmy się, taka era Dance of Death nie obfitowała w zbyt wiele ciekawych wątków (ale o graniu całego AMOLAD akurat można było powiedzieć słowo czy dwa, to jednak raczej ewenement). Natomiast odnoszę wrażenie, że miejscami marnowano czas ekranowy na jakieś kompletne pierdoły. Bruce krwawił podczas gigu na Rock in Rio w 1985 - super, nie musicie tyle o tym gadać xD Recytowanie tekstu RttH też było nie wiem po co. Naprawdę, zamiast tego można było przynajmniej powiedzieć "a potem wyszło Somewhere in Time oraz Seventh Son", zwłaszcza że w filmie pojawia się słynny dialog Bruce'a z Polakiem na temat grania metalu z syntezatorami. Bez poruszania wątku tych krążków decyzja Adriana o odejściu z zespołu jawi się jako kompletnie niezrozumiała (i w ogóle to trochę brzmiało tak, jak gdyby do rozłamu doszło po erze Powerslave).
Era Blaze'a przedstawiona była... Okej, ale trochę zbyt pesymistycznie? Jakby, SotC i The Clansman to przecież jedne z powodów, dla których Rock in Rio cieszy się tak legendarnym statusem. Można było wspomnieć o tym, że te kompozycje znalazły swoich odbiorców, nawet po czasie.
Co do ex-członków (a nawet po prostu członków zespołu), to głupim pomysłem było ukazywanie ich historii w ten sposób, że pojawiali się w Maiden znikąd i potem znikali w niewyjaśnionych okolicznościach i słuch o nich ginął. Kurde, no przecież ta zbiórka dla Clive'a aż prosiła się o wzmiankę. Dlaczego Adrian był ważnym elementem składowym Maiden i dlaczego chcieli go z powrotem? Nie jest to powiedziane. Janick przychodzi do zespołu i ostatecznie w nim zostaje, ale w sumie to tyle na jego temat xD Simon pojawia się na 3 sekundy na sam koniec filmu. "A tak w ogóle to mamy nowego perkusistę" - tak to wyglądało. Dlaczego on? Kto to w ogóle jest? Skąd się wziął? Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz. Wyjątek tutaj stanowił Bruce i to w taki sposób, że można było odnieść wrażenie, iż Dickinson to Iron Maiden xD
Czego się dowiedziałem z tego seansu? Tego, że Montsegur w jakiejś formie istniało już w 1999, to mnie akurat naprawdę zaskoczyło. Może ów fakt był znany wcześniej, ale jeśli tak, to jakoś mi umknął.
Nie był to zmarnowany czas, Burning Ambition oglądało mi się okej, choć nie widzę żadnych powodów, by do niego wracać. Wiadomo, że jest to rzecz w dużej mierze będąca narzędziem marketingowym dla trwającej trasy, ale jeśli jakiś dzieciak obejrzy film i zacznie grzebać głębiej, to znaczy, że obraz spełnił swoją rolę.
To, co mi się podobało: montaż ujęć koncertowych ze wszelkimi dodatkami - zwłaszcza w części filmu opowiadającej o okresie IM-PS. Naprawdę fajnie to wyszło. Trooper, podczas którego zmieniały się klipy i tym samym zespół na przestrzeni lat, to mi szczególnie zapadło w pamięć. Oraz "wycinanie" sylwetek muzyków, to też było fajne. Ogólnie te rzeczy archiwalne były bardzo fajnie ukazane (choć ten list Paula to akurat mocny babol). Jednocześnie za plus uważam to, że nie rozgrzebywano losów kapeli sprzed uformowania się składu z debiutu. Tak postąpiono w The Early Days i, no sorry, nikogo nie obchodzi, kto grał ze Stevem w jakiejś piwnicy w 1976. Tutaj ten błąd nie został powtórzony, całe szczęście.
Fajne były wypowiedzi fanów i osób w różny sposób związany z zespołem - zasadniczo, bo niekiedy szło to w truizmy (i do tego wrócę potem). Szkoda, że nie było więcej wypowiedzi pokroju tej fanki z Libanu, bo to właśnie one najlepiej nakreślały, dlaczego ten zespół gra nam już 50 lat.
Widziałem głosy, że wątek Polski był za długi. Jestem poniekąd w stanie zrozumieć tę krytykę, ale z drugiej strony film zaczyna się od mówienia o fanach. Uważam, że akurat przytoczenie tamtych wydarzeń bardzo dobrze wpisało się w charakter produkcji. Znaliśmy je doskonale z Behind the Iron Curtain, ale ten materiał został sprawnie wpleciony w całość. Jedyne, czego mi w tym zakresie zabrakło, to jakiegoś podsumowania typu "zespół zawsze inwestował w swoich fanów i dlatego 40 lat później wyprzedaje stadiony" - akurat spokojnie można było dodać do tego fotkę z wypełnionego PGE, czy nawet jakiegokolwiek innego koncertu zagranego w 2025.
Podobało mi się, że cyfrowe modele znane z animacji na RfYL wykorzystano także w filmie, ale w inny sposób. Aces High akurat jest powtórzone, ale taki Powerslave to już totalnie inna perspektywa na ten sam, dobrze znany zresztą widok.
Do zarzutów zaliczam przede wszystkim... Chyba to, że nie do końca wiem, do kogo adresowany był ten film? Do fanów? Niby oczywista opcja, ale umówmy się, prawie nic nowego się z tego obrazu nie dowiedzieliśmy. Do normików, którzy wiedzą, że bije dzwon, ale nie wiedzą, w którym kościele? No właśnie kurde też chyba nie... Mam wrażenie, że to film dla ludzi, którzy metalu w ogóle nie słuchają. Bo te wszystkie gadki o sile muzyki, blood brothers i wszystkim innym, to są rzeczy dość oczywiste nawet dla ludzi, którzy niekoniecznie wiedzą, ile koncertów zespół zagrał podczas World Slavery Tour i kto napisał jaki utwór, ale ogólnie lubią twórczość Maiden i są jakoś tam z nią zaznajomieni. Natomiast gadanie o Eddiem, o więzi na linii zespół-słuchacze i wszystko inne to kwestie, które dla osób w ogóle z metalem (czy nawet muzyką rockową, bo Maiden nie jest pod tym względem szczególnie oryginalne) nie mieli dotychczas styczności. I w tej roli Burning Ambition sprawdza się świetnie, natomiast dla pozostałych odbiorców są to, jak wspomniałem, oczywistości.
Inna sprawa, zresztą podnoszona przez moich Przedmówców: traktowanie poszczególnych okresów historii Maiden po macoszemu. I okej, ja rozumiem, trudno uwzględnić każdy fakt z dziejów Żelaznej Dziewicy w filmie, który trwa 1h45. Nie będę też krytykował olewania nowszych płyt i tras, bo umówmy się, taka era Dance of Death nie obfitowała w zbyt wiele ciekawych wątków (ale o graniu całego AMOLAD akurat można było powiedzieć słowo czy dwa, to jednak raczej ewenement). Natomiast odnoszę wrażenie, że miejscami marnowano czas ekranowy na jakieś kompletne pierdoły. Bruce krwawił podczas gigu na Rock in Rio w 1985 - super, nie musicie tyle o tym gadać xD Recytowanie tekstu RttH też było nie wiem po co. Naprawdę, zamiast tego można było przynajmniej powiedzieć "a potem wyszło Somewhere in Time oraz Seventh Son", zwłaszcza że w filmie pojawia się słynny dialog Bruce'a z Polakiem na temat grania metalu z syntezatorami. Bez poruszania wątku tych krążków decyzja Adriana o odejściu z zespołu jawi się jako kompletnie niezrozumiała (i w ogóle to trochę brzmiało tak, jak gdyby do rozłamu doszło po erze Powerslave).
Era Blaze'a przedstawiona była... Okej, ale trochę zbyt pesymistycznie? Jakby, SotC i The Clansman to przecież jedne z powodów, dla których Rock in Rio cieszy się tak legendarnym statusem. Można było wspomnieć o tym, że te kompozycje znalazły swoich odbiorców, nawet po czasie.
Co do ex-członków (a nawet po prostu członków zespołu), to głupim pomysłem było ukazywanie ich historii w ten sposób, że pojawiali się w Maiden znikąd i potem znikali w niewyjaśnionych okolicznościach i słuch o nich ginął. Kurde, no przecież ta zbiórka dla Clive'a aż prosiła się o wzmiankę. Dlaczego Adrian był ważnym elementem składowym Maiden i dlaczego chcieli go z powrotem? Nie jest to powiedziane. Janick przychodzi do zespołu i ostatecznie w nim zostaje, ale w sumie to tyle na jego temat xD Simon pojawia się na 3 sekundy na sam koniec filmu. "A tak w ogóle to mamy nowego perkusistę" - tak to wyglądało. Dlaczego on? Kto to w ogóle jest? Skąd się wziął? Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz. Wyjątek tutaj stanowił Bruce i to w taki sposób, że można było odnieść wrażenie, iż Dickinson to Iron Maiden xD
Czego się dowiedziałem z tego seansu? Tego, że Montsegur w jakiejś formie istniało już w 1999, to mnie akurat naprawdę zaskoczyło. Może ów fakt był znany wcześniej, ale jeśli tak, to jakoś mi umknął.
Nie był to zmarnowany czas, Burning Ambition oglądało mi się okej, choć nie widzę żadnych powodów, by do niego wracać. Wiadomo, że jest to rzecz w dużej mierze będąca narzędziem marketingowym dla trwającej trasy, ale jeśli jakiś dzieciak obejrzy film i zacznie grzebać głębiej, to znaczy, że obraz spełnił swoją rolę.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
Dajcie znać, kiedy wyjdzie na nośniku fizycznym.
Re: Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
Zgadzam się, że sporo zmarnowano. Dla mnie też ta opowieść o weselu zbyteczna, bo to nic do historii nie wnosi. Zabrakło pokazania dlaczego fani tak kochają ten zespół. Można było wspomnieć o merchu od pierwszych lat, że to tworzyło wspólnotę. O twórczości opartej na popkulturze (książki, filmy), co pomagało ludziom znaleźć wspólny mianownik. O tym, że każda kolejna trasa (inpłyta też) to było inne przedstawienie wizualne (nie tylko Eddie)... i wiele więcej.
Tutaj wszystkiego po trochu dali i wyszło trochę średnio.
www.MetalSide.pl
Re: Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
XD
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12164
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
To było przed próbami jak coś
Lubie Iron Maiden i Megadeth
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
Re: Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
Vengeance will be mine, take what is yours and leave you to die, Fortune unachieved, riddled with spite, destroying your life, Liar that you are, facing yourself; you think you're a star.
Re: Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
film pojawił się na torrentach "u putina"
Najbliższe koncerty w 2026: ZZ Top, Eric Johnson, Savatage, Judas Priest ...
Re: Iron Maiden Film - Burning Ambition - 7 maja (a u nas 15)
Na torrentach jest od około 3 tyg, nawet mam polskie napisy (z AI chyba) - całkiem przyjemnie się to obejrzało "na spokojnie".
Zamówiłem te wersję kolekcjonerską z amazon, ale pewnie będzie zaraz na emp.pl to najwyżej zmienię - jak za 60euro to niezły zestaw, ale chciałoby się dostać jakieś dodatkowe materiały z nagrywek. Oby w nowym DVD z koncertu dali jakieś bonusy.
Zamówiłem te wersję kolekcjonerską z amazon, ale pewnie będzie zaraz na emp.pl to najwyżej zmienię - jak za 60euro to niezły zestaw, ale chciałoby się dostać jakieś dodatkowe materiały z nagrywek. Oby w nowym DVD z koncertu dali jakieś bonusy.


