
Wielki kombak
Po pewnym odwyku od NM , znów przyszedł czas na to, aby móc się spotkać z muzyką tego zespołu. Dosyć długo się zastanawiałem, którą płytę sobie wziąć dziś na tapetę, aż w końcu los szczęścia padła na „Dreaming Neon Black”..Bardzo jestem ciekaw, jaki materiał znajduje się na tej płycie. Może teraz mnie coś podkręci i wpadnę w gorączkę NM
Płyta zaczyna się klimatycznym nitro „Ophidian”, które w nieco schoziwaty sposób wprowadza w płytę. Ucinający się sygnał akcji serca gładko przechodzi w szaleńczy riff „Beyond Within”. Początkowo piosenka porywa, nastepnie ściana dźwięku spada na słuchacza. Śpiew i gitary bardzo ładnie współgrają w zwrotkach. Lecz gdy nadchodzi refren wszystko się burzy. Jakoś nie za bardzo do mnie to tafia. Natomiast bardzo podobaja mi się zejścia z refrenu , które za 2 razem przeradzają się w uspokojenie klimatu. Wchodzi ładna gitarka i robi świetne tło dla całego zespołu. Solo natomiast bardzo mnie zdziwiło
W kolejnym „The Death Of Passion”, daje się słyszeć jaka moc drzemie w tej płycie. Zaczyna się świetnie. Perkusja taka progresywna na początku świetnie współgra z gitarami i daje to genialny efekt. Następnie było parę chwil, w których muzyka nudziła. Taki przebudzenie następuje podczas tego, kiedy to wokalista śpiewa „I feel so hollow”. Świetny, jęczący głos wokalisty daje czadu. Cieszy mnie fakt, iż później znalazło się miejsce dla części progresywnej
„I Am The Dog” zaczyna się świetną partią gitarową. Takie klimatyczne wejścia uwielbiam. Następnie mamy krótką pauzę, która niespodziewanie przeradza się w szaleńcze riffy, które miażdżą :] I znów chciałbym zwrócić uwagę na świetny wokal, który oddaje w pełni emocje. Podoba mnie się to, że te pauzy są stosowane jeszcze w trakcie utworu. Riff jest świetny. Wywołuje u mnie takie skojarzenia panicznej ucieczki przez miasto w XXI wieku, pełne policji, blokersów, hulignaów,ćpunów, prostytutek.
Następnie znów mamy zagrywki gitarowe z początku utworu, które są świetne ! Można je słuchać cały czas ;] Solo tylko utwierdza mnie w przekonaniu o mych skojarzeniach. To brzmi tak jak rozpaczliwe krzyki niemocy tych uciekających, którzy nie mogą już wytrzymać szaleńczej gonitwy. Piosenka naprawdę rozpala ogień w sercu i póki co jest najlepszym utworem na płycie. Po takim świetnym graniu spodziewam się, że pomiędzy tym utworem a następnym nie będzie dużej przepaści. A oto i kawałek tytułowy „Dreaming Neon Black”. Zaczyna się niepozornie. Tak kontrastowo do „I Am The Dog”. I tutaj mam znów przed oczyma jakieś miasto arabskie. Kiedy wchodzi już przester, wokal momentalnie się podbija na tle innych instrumentów. Świetny balans głosem. Chyba dopiero na tej płycie zauważam warunki, świetne warunki wokalisty NM. Śpiew przy wtórze gitary brzmi zdumiewająco. Ta gra emocjami w głosie jest zachwycająca. I znów ten świetny refren. Świetny jest moment od 3:15. Taki hm… melancholijny, wprowadzający słuchacza w zamyślenie. A do tego genialna harmonia, która się tworzy przy współpracy gitar, jest powalająca
Piosenka kończy się i pozostaje na długo w podświadomości słuchacza.
Kolejną pozycją jest „Deconstruction”. Początek rodem z filmów grozy. Taki świetny klimat, który powoduje , że przed oczyma staje cmentarz, grupa nekrofilii, satanistów. Mgła unosząca się lekko ponad ziemią wygląda przy świetle księżyca złowieszczo. Gdzieś na grób pada cień krzyża, którzy jest porośnięty bluszczem. Z tych, nieco dziwnych wizji, budzi nas mocne uderzenie i zespół NM wraca nasz umysł do rzeczywistości. Zwrotka jest równie klimatyczna. Przypomina mnie się gra Painkiller. Nie wiem dlaczego. Może dlatego własnie, że tam się łaziło po cmentarzach i walczyło z trupami, ect. Następnie, gdy wchodzi gitara akustyczna, tworzy się taki „sielankowy” klimat. Rodem, jak z jakiegoś popowego hiciora ( tylko tytułu nie pamiętam ). Ten akustyk przeradza się w elektryka i idzie cięta solówka. Wielkim atutem tych solówek, które były do tej pory, jest to, że nie ma tych nieszczęsnych sweepów, tak często nadużywanych przez gitarzystów NM
Końcówka, kiedy to śpiewa się „Deconstructiooooooooooooooooooooooooooooooon” emanuje ciemnością i znów powracamy na tzw. Cmentarz. Klimat, niczym w horrorach utrzymuje się do samiutkiego końca co daje wysoką ocenę dla tego utworu.
P.S. Wybaczycie, ale głody pisać nie będę
Mhmm… Pierogi ruskie – mistrzostwo świata
Także wracamy do płytki :
Czas na “The Fault Of The Flesz”. Mocna uderzenie od samego początku I o mało się nie zachłysnąłem napojem
Po niezbyt udanym utworze rozbrzmiewa „The Lotus Eaters”. Gitary przypominają mi Testament. Bardzo podobne brzmienie tych czystych gitar, bez przesteruj. Utwór widzę ( słyszę ) nieco daje nam odetchnąć. Taki spokojny, melancholijny, kolejna zwrotki śpiewane ze swoistym patosem. Mięsiste brzmienie gitar wciąga słuchacza w pewna czasoprzestrzeń, z której nie chce się wracać. To tak jakby oglądać początek odcinka „X Files” i wpatrywac się w te różne, różniste, okrągłe , kuliste formacje zniekształconego obrazu.
Utwór niestety się jakoś tak szybko urywa. Zaraz po tym zaczyna się „Poison Godmachine”, który już od początku emanuje mocą, niespożytą energią. Taki w sam raz na koncert. Gra gitar bardzo ciekawa , i chyba jakiej jeszcze nie było na tym krążku, wnosi powiew świeżości w całą tę płytę. „Poison Godmachine” kojarzy się natomiast z filmem Armagedon. Szaleńcza walka z czasem, z siłą wyższą, która może zniszczyć ziemię. Słuchając tego utworu stają mi przed oczyma właśnie sceny z tego filmu „Armagedon”. Heh, nie wiem co jest dzisiaj ze mną, ale mam chyba jakieś dziwne skojarzenia
„All Play Dead” ma znów te mieszankę klimatów, która mnie imponuje na tej płycie i wielce się podoba. Kurcze, znów słyszę Testament. Instrumentalnie miejscami naprawdę tak słychać.
Utwór tra już ponad 2 minuty, a nie powalił mnie na kolana. Baa, nie zaciekawił poza ta lekką mieszanką klimatów. Solo teraz jedynie zasługuje na wspomnienie. Znów jest to poukładane solo a nie pitolenie, „aby szybciej”. Utwór nie porywa. Nie podszedł kompletnie.
„Cenotaph” zaczyna się ciekawym klimatem, który tworzą gitary. Ciche szepty uruchamiają wyobraźnię. Tak jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się obraz przed oczyma : Noc. Tajemniczość oraz pewna lekkość można odczuć kiedy wchodzi wokal, który swobodnie balansuje po takiej harmonii, która bardzo lubię
Gruby basowy głos przeradza się wlanie w taki lekki wokal z głębią i pogłosem, co niewątpliwie świetnie się prezentuje. Póki co, śledzę z zapartym tchem to co się dzieje w tym utworze. Naprawdę klimat jest tu przedni, a od tych szeptów dostaje się gęsiej skórki
Teraz „No More Will”. Wstep
Po 1. – Te gitary na początku są genialnie, i tak musi być
Po 2. – Melodia, która wchodzi wraz z ciężkim riffem jest równie genialna jak początek.
Jeśli ten utwór będzie taki świetny jak jego początek, to będzie super !
Aż musze sobie puścić po raz 4 ten wstęp, bo mną zawładną na chwile obecną
Wokal wchodzi! Aaa, orgazm! Od razu pojawiło się skojarzenie z grą Gothic. Taki baśniowy wręcz wokal w zwrotce przyczynił się do tego niewątpliwie. Późniejsze riffy jak żylety, tną wszystko co popadnie. Takie szybkie. To co się dzieje, to po prostu miazga
Miejscami wokal brzmi jak Ozzy
Przed solówka mamy świetne, progresywne zagrywki. Późniejsze momenty jakoś mi umknęły z pamięci. Ale końcówka postawiła kropkę nad „i”. Utwór zdecydowanie w czołówce, jeśli chodzi o jedne z najlepszych na płycie :]
I tak nadszedł czas na ostatnią pozycję na tej płycie. „Forever” zaczyna się nader spokojnie. Takie bardzo łagodne wyprowadzenie z tematu płyty. Cóż mogę napisać o tym utworze. Świetne wyczucie wokalisty znów daje znać o sobie. Genialna gra emocjami w głosie. Bardzo podoba mi się tekst w tym utworze :
„"What has been put asunder
shall again be whole"
In this neon black gloom I still see her face
She comes to me bringing darkest hour, I am forlorn
The pain is reborn
You are forever in my heart you never died
You are forever I still wonder where you are
I know you're dreaming, I know you're at peace
I'll meet you in the dreamtime
Whenever you call me I'll go under, I'll swim through you
You are forever in my heart you never died
You are forever I still wonder where you are
I know you're dreaming neon black
"As the curtain calls, and the cast recedes,
I am all that ever was and all that ever will be.
In wither and repose this frayed chapter
now does close, and fade into neon black"”.
Niektóre miejsca są świetne
Ciekawiło mnie, dlaczego ten utwór ma aż ponad 9 minut. Specjalnie nie wyłączałem go, tylko pozwoliłem dobić do końca wskaźnikowi. Zaskoczyło mnie zakończenie ;] Coś podobnego zrobił Marillion na jednej z płytek.
Reasumując : Jeszcze niegdy nie spotkalem się z takim…specyficznym, żeby nie napisać dziwnym,albumem Nevermore I nie tylko. Płyta bardzo nierówna, kontrowersyjna lecz nieco intrygująca. Zwłaszcza dlatego, ze wywoływała u mnie NIECO dziwne skojarzenia
6/10




















