Najpierw przesłuchałem "Kveldssanger" i musze przyznać, że fajny klimat, płytka godna polecenia każdemu. Potem przyszła pora na "Perdition CIty" i całkowicie straciłem szacunek do tej kapeli. Wszystko byłoby ok gdyby nie perkusja. Zrobić taki szajs z tak pieknego instrumentu to jest naprawdę godne pożałowania. Nie jestem w stanie przesłuchać więcej niż 1,5 minuty każdego utworu...
Szymon.Echaust pisze:Potem przyszła pora na "Perdition CIty" i całkowicie straciłem szacunek do tej kapeli. Wszystko byłoby ok gdyby nie perkusja. Zrobić taki szajs z tak pieknego instrumentu to jest naprawdę godne pożałowania. Nie jestem w stanie przesłuchać więcej niż 1,5 minuty każdego utworu...
Nie jestem w stanie przesłuchać więcej niż 1,5 minuty każdego utworu...
przeroslo Cię
na tym polega sztuka :]
Naprawdę doceniam te partie saksofonowe np., ale po prostu ze ściezką rytmiczną totalnie spieprzyli sprawę i musiałbym mieć jakis wichajster, którym bym mógł wyłączyć tylko gary. Wtedy bym przebrnął przez cały album.
ale przeciez gary sa umyslnie wysamplowane, wplatane w stylistyke tego albumu. Nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi. Rytmika jest rewelacyjna, talerze, bit,delikatnie - wszystko to plynie.
Szymon.Echaust pisze:Najpierw przesłuchałem "Kveldssanger" i musze przyznać, że fajny klimat, płytka godna polecenia każdemu. Potem przyszła pora na "Perdition CIty" i całkowicie straciłem szacunek do tej kapeli. Wszystko byłoby ok gdyby nie perkusja. Zrobić taki szajs z tak pieknego instrumentu to jest naprawdę godne pożałowania. Nie jestem w stanie przesłuchać więcej niż 1,5 minuty każdego utworu...
Sugeruję powrócić do słuchania "A Matter of Life and Death", jak sam twierdzisz, najlepszej płyty IM. I nie ośmieszania się więcej
Nicotine-Valium-Vicodine-Marijuana-Ecstasy and Alcohol