Damnation OK. Lost Soul kiedyś miałem kasete demo "Superior Ignotum" pamiętam. Później przyszedł czas na dużą płytę i bardzo dużo ich wałkowałem tak w 2000-2001 roku po tym jak ukazał się właśnie "Scream Of The Mourning Star". Na prawdę wtedy ta płyta dawała nieźle po ryju. Cała płyta od początku do końca. Dalej już ten "Ubermensch..." takiego wrażenia na mnie nie zrobił. "Immerse On Infinity" słuchałem kiedyś kilka razy i wydaje się przyzwoity. Ostatnio widziałem ich na gigu kiedy to grali przed Nile w tamtym roku i kawałki z tej płyty wypadały co najmniej dobrze. Jednak i tak cały czas na pierwszym miejscu jest debiut.
Od Behemocza 666 razy bardziej wole Azarath! Taki "Infernal Blasting" do dziś kruszy zęby i rozp**rdala wszystko co wyszło z pod ręki Nerdżala.
Lubię też z polskich nowszych rzeczy Throneum i Anima Damnata. Split i debiut Animy na prawdę zaje**sta rzecz!
Jakiś Dies Irae, Esqarial i Scepticów nie lubię. Bardziej już Devilyn, choć to inna muza. Miałem na cd kiedyś "Anger", ale komuś tam pogoniłem. Nie za dużo teraz z tego pamiętam.
Jak już wcześniej ze sto razy wspominałem ja wole o wiele bardziej starsze rzeczy, ewentualnie z tych nowszych to takie, które po staremu grają, bądź przemycają stare, klasyczne klimaty i patenty.
Do dziś bardzo wysoko stawiam Necrophil "Cannibal Sex". Jedna z lepszych rzeczy tamtych czasów w naszym kraju! Często też katuję Imperator. Moim zdaniem jedna z ważniejszych death metalowych załóg na miare Possessed, Necrovore, Morbid Angel, Vader..... Bardzo lubiłem obie pozycje Vehement Thrower z Żor. Te drugą death metalową odsłonę szczecińskiego Merciless Death. Znałem jeszcze dużo innych starych polskich kapel, ale bez podniety raczej, bo miałem na kasetach różne pozycje Necrolatry, Hazael, Oppressor, Epilepsy, Genital Putrefaction, Violent Dirge, Infernal Death, Armagedon, te późniejsze death metalowe Dragony, Rotting Head, Crom Cruach, Obsessed Mord i całą masę innych.
Te które bardziej utkwiły mi w pamięci to "Festung Breslau" wrocławskiego Nuctemeron, "The Fall Of Lucipher" Condemnation, "Massacre On The Earth" Aberration w bardziej amerykańskim stylu, "Sicken Crazy" Morbid Insane, obie taśmy łódzkiego Dark Opera oraz "mojego" Masturbathor z demem "Blood Of Vanity" na czele. To co Grzechu dzisiaj reprezentuje z tą swoją kolejną metamorfozą tej kapeli (pamiętam grali wcześniej tez jako Absurdity) to dla mnie jakaś kpina. Tak czy siak "Blood Of Vanity" kiedyś bardzo dużo słuchałem.
Z rzeczy niepolskich to w większości to co powklejałem i opisałem wcześniej. Kiedyś nieźle zajarany byłem death metalem pamiętam. Dużo kapel łykałem bezkrytycznie swego czasu, wystarczyło, ze ktoś napier**lał w klimatach Cannibal Corpse, Morbid Angel czy Hate Eternal i od razu mnie chwytało za gardło. Stąd ta fascynacja późniejszymi klimatami typu Massmurder, Severe Torture, Agiel, Origin, Internal Suffering, Misery Index, Putridity czy Malignancy.
Dobrze pamiętam też sytuacje z 6 klasy szkoły podstawowej kiedy to jechaliśmy razem z inną klasą na wycieczką do Kołobrzegu. Większość była tak przesiąknieta tym wyapdem, ze całą kase wydawali na jakieś pierdoły typu pamiątki, bursztyny, oscypki i sam nie wiem co tam jeszcze. Ja natomiast trafiłem przy starym rynku nieistniejący już niestety sklep, który mieścił się przy kawiarni "Porzegnanie z Afryką"

z bardzo konkretnymi rzeczami. Całe siano, które dostałem na ten wypad od matki, babki, ojca, ciotki wydałem na kasety, głównie death metalowe

Okupiłem się wtedy nieźle, choć wiadomo, że to nie to co teraz. Kasety stały wtedy mniej więcej 15-20 zł. Wziąłem w tym sklepie min. Immolation "Here In After", Sinister "Hate", Angelcorpse "Hammer Of Gods", Krabathor "Lies", Malevolent Creation "Eternal" oraz Deicide "Once Upon The Cross" z pozycji, których jeszcze nie miałem. Nie moglem się doczekać powrotu do chaty. Póżniej to wiadomo - słuchanie tych mc w każdej wolnej chwili. Chłonąłem to jak głupi

Przez bardzo długi czas przypominam sobie "Once Upon The Cross" Deicide rządził na moich rolkach. Z resztą do dziś ten lp mnie kładzie na łopatki, tak jak techniczny "Legion" (który mógłby być uważany swobodnie za podwaliny pod styl jakiegoś Cryptopsy czy innych tego typu historii) i surowy "Deicide".
Wkleiłem też "Scream Bloody Gore" Death, ale w miejscu tej okładki, mogłaby być również każdy inny cover tej kapeli w zasadzie. A pierwsze trzy płyty to dla mnie maksymalny kult! Ta sama sprawa ma się z pierwszymi czterema płytami Cannibal Corpse, starym Bolt Thrower, który nigdy jako jeden z niewielu się tak na prawdę nie zeszmacił (tak jak Entombed czy Grave).
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.