Muszę przyznać, że im dłużej słucham najnowszego albumu, tym bardziej się do niego przekonuje Choć ocena 7,5 chyba już nie drgnie. Byłoby to niesprawiedliwe wobec starszych krążków
Po pierwszym odsłuchu oceniłbym na 3/4, ale na razie się wstrzymam. Musze tej płyty posłuchać jeszcze kilka razy, bo z "The Book Of Souls" miałem na początku podobnie. Najpierw mnie odrzuciła, a po jakimś czasie, po piątym, szóstym podejściu coś ruszyło.
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
EDIT: Nie traktujesz recenzji tego albumu tutaj poważnie.
Mija kolejnych kilka dni. Osłuchuję na prawo i lewo także ostatnie 5 krążków.
Hell on Earth jest taką esencją stylu Maidenów w tego okresu. Wypada to docenić. To zostanie na dłużej.
Z kolei jak słyszę takie kawałki jak Days of future past to mnie coś strzela. Świetne, nieoczywiste intro. No i co? Dupsko. Chwilę później wchodzi riff, który bez wokalu brzmi jak sample z każdej poprzedniej płyty. Serio wywalcie stamtąd wokale i przygrywajki gitarowe i macie every Maiden song.
Strasznie zmarnowany potencjał. Samego wejścia mogę słuchać i słuchać.
Bo mam wrażenie, że to jest "płyta zmarnowanych szans". Jest tu naprawdę sporo ciekawych pomysłów, świetnych melodii, ale następuje też wiele grzechów głównych z poprzednich płyt, czyli:
- przeciąganie motywów,
- wracanie do nich po kilka razy
- ładowanie na siłę nic nie wnoszących solówek
- autoplagiaty
Gdyby tych grzechów uniknąć, to mogłaby być naprawdę świetna płyta.
Czyli skracając, Twoją listę, wystarczyło popracować więcej w studio i się bardziej przyłożyć do szlifowania wszystkiego, a nie robić na setkę (po kilku próbach), bo to niby najlepiej oddaje ducha zespołu...
erosinho pisze: ↑czw wrz 09, 2021 2:37 pm
Bo mam wrażenie, że to jest "płyta zmarnowanych szans". Jest tu naprawdę sporo ciekawych pomysłów, świetnych melodii, ale następuje też wiele grzechów głównych z poprzednich płyt, czyli:
- przeciąganie motywów,
- wracanie do nich po kilka razy
- ładowanie na siłę nic nie wnoszących solówek
- autoplagiaty
Gdyby tych grzechów uniknąć, to mogłaby być naprawdę świetna płyta.
Dokładnie. Prawie każdy kawałek zawiera niepotrzebne dłużyzny. Do ww. grzechów dodałbym jeszcze:
- niepotrzebne zmuszanie (?) Dickinsona do wyciągania "górek", z którymi sobie od wielu lat już nie radzi (na szczęście jest tego o wiele mniej niż na ostatnich płytach od AMOLAD włącznie)
- zamuloną, ciemną produkcję
Najgorszy album Maidenów ever. Dla mnie skończyli się na AMOLAD i kawałku TFF. Dno i metr mułu, słuchać sie tego nie da.
Weszli do studia i nagrali... no i to słychać, że totalny brak pomysłu. Każdy kawałek na jedno kopyto.
W życiu nie myślałem, że będę pisał coś takiego o moich ukochanym zespole. HA TFU.
widman pisze: ↑pt wrz 03, 2021 10:21 am
No ja słucham Iron Maiden od 2000 roku. Z każdą płytą od Brave było gorzej. Brave poznałem to była świeża muzyka. Potem czekałem na Dance i było dziwne, ale szło słuchać, poza tym też byłem ostro zajarany Iron Maiden i w ogóle metalem. Kolejna A Matter to już coraz głębiej w te progresje. Już pamiętam, że rzadko słuchałem. Final Frontier to uuu nie znam w sumie w całości dziś A Book to też nie znam nawet i tej też pewno prędko nie kupię.
Mam 32 lata teraz i jest tyle ciekawszej muzyki od nowego iron maiden że w sumie jutro już mi to będzie koło ch latać, ale dziś wiadomo, niby człowiek wiedział a jednak się łudził.
To jak można oceniać nie znając albumu nawet w całości?
Mi wystarczy jak fragmenty są nużące i wtórne. Uwierz mi, mam w zanadrzu sporo ciekawszej muzyki niż pałować się nowym iron maiden...
To tak w temacie braku reklamy albumu, wielu zarzucalo calkowite zignorowanie PL pod wzgledem marketingowym. Widocznie tezsze glowy decyduja co warto reklamowac i za ile
widman pisze: ↑czw wrz 09, 2021 9:00 pm
Mi wystarczy jak fragmenty są nużące i wtórne. Uwierz mi, mam w zanadrzu sporo ciekawszej muzyki niż pałować się nowym iron maiden...
Ja co prawda lubię Senjutsu, ale takie zdroworozsądkowe podejście mi się podoba.
erosinho pisze: ↑czw wrz 09, 2021 2:37 pm
Bo mam wrażenie, że to jest "płyta zmarnowanych szans". Jest tu naprawdę sporo ciekawych pomysłów, świetnych melodii, ale następuje też wiele grzechów głównych z poprzednich płyt, czyli:
- przeciąganie motywów,
- wracanie do nich po kilka razy
- ładowanie na siłę nic nie wnoszących solówek
- autoplagiaty
Gdyby tych grzechów uniknąć, to mogłaby być naprawdę świetna płyta.
Dokładnie. Prawie każdy kawałek zawiera niepotrzebne dłużyzny. Do ww. grzechów dodałbym jeszcze:
- niepotrzebne zmuszanie (?) Dickinsona do wyciągania "górek", z którymi sobie od wielu lat już nie radzi (na szczęście jest tego o wiele mniej niż na ostatnich płytach od AMOLAD włącznie)
- zamuloną, ciemną produkcję
Specjalnie o tym nie pisałem, bo na Senjutsu tych górek jest zdecydowanie mniej niż na TFF czy BoS, od razu Bruce brzmi lepiej i lepiej się tego słucha. Produkcja tez jest lepsza niż na poprzednich płytach.
Ja odpoczywam od płyty. Wpędza mnie w jakiś dziwny melancholijny nastrój. Myślę więcej o przyszłości, dokąd świat zmierza i od razu wszystko naokoło zaczyna mnie denerwować.