Mają niezłą, ale wczoraj to się głównie córką zajmowałem, więc picie odpadało a czas też trzeba było jej poświęcać
Wracając do koncertu, zaczął Rascal. Okazało się, że już ich raz widziałem (w Voodoo), ale zupełnie o tym zapomniałem. Nieźle to wypadło, chyba lepiej niż poprzednio, bo teraz coś zapamiętałem z ich występu. Grali z energią, można było pomachać głową. Jakieś małe pogo się zrobiło. Niektóre kawałki całkiem przyjemnie brzmiały (szok, że dobrze w Potoku

), więc posłucham na spokojnie ich epki. Moje towarzystwo trochę poziewało i się ponudziło, ale na usprawiedliwienie można powiedzieć, że w sali było dość duszno.
Hellhaim dał koncert zdecydowanie lepszy niż w Łodzi. Przede wszystkim było ich lepiej słychać. "Chłopaki" jak zwykle żywiołowy występ. Tym razem zajęliśmy sobie miejsce na barierce. Nie było ziewania i koncert zdecydowanie podobał się również córce

Nowe numery oceniam jeszcze lepiej (wtedy uznałem, ze są niezłe) niż po łódzkim koncercie. W sumie to przesłuchaniu tego na dwóch koncertach najmniej mi się podoba Hell is Coming, czyli ten który grali już w zeszłym roku (a może to było dwa lata temu). W czasie koncertu pojawił się jakiś "dziabnięty" łysy, który robił trochę dymu - jakieś kopanie w barierkę, rozlewanie piwa, prowokacyjne popychanie - nawet pod koniec pojawił się na sali ochroniarz i atmosfera się uspokoiła. W każdym razie polecam się wybrać tym, którzy będą mieli okazje, chociaż koncert w Krakowie ma być w okrojonym składzie (na 1 gitarę).
Lux. Na ten koncert udało się nawet dotrzeć żonie z drugą córką

Posłuchaliśmy chyba "większej" połowy koncertu, bo po 6 numerze (na setliście było 10) dziewczyny uznały, że są zmęczone

Co mogę powiedzieć o samym koncercie... niestety pomarudzę. Po pierwsze zawsze twierdziłem, że klawisze w metalu (zwłaszcza takim podziemnym) to porażka. Słychać było najgorzej ze wszystkich zespołów. Instrumenty i wokal się zlewały. Nowe numery też nie zachwyciły, chociaż na pewno trzeba dać im szansę w lepszej dźwiękowo wersji. Zmiany na wokalu... Paweł ma lepszy akcent niż Rosa, którego angielski zawsze mnie trochę drażnił na koncertach, ale za to wokalnie brzmi słabiej. Mam wrażenie, że było więcej krzyczenia niż śpiewania, a numery w końcu są melodyjne. Ogólnie trochę byłem rozczarowany występem, co nie znaczy, że nie pojawię się na jakimś kolejnym koncercie. Podczas ich koncertu słyszałem głosy z sali, że w Voodoo było lepiej (to chyba było w zeszłym roku).
Oceniając występy, zdecydowanie najlepszy dał Hellhaim. Potem Rascal, a najsłabiej wypadli dla mnie Luxi.