Mam mieszane uczucia co do festiwalu. Od strony organizacyjnej plusem było bardzo szybkie zachowanie technicnzych, którzy faktycznie uwijali się ze sprzętem 15 minut. No, przed Nickiem trochę więcej. Ale to i tak dało się wytrzymać, fajna sprawa.
Za spory minus uznaję to, że w środku sprzedawano tylko piwo bezalkoholowe, a wody z food trucków nie można było wnosić do hali. No serio? Przecież to żałosne.
Co do zespołów:
Amarok - miejscami intrygujące granie, chociaż bywało też nużące. Podejrzewam, że na płytach może to wypadać lepiej.
The Soft Machine - niezły koncert, chociaż oczekiwałem trochę więcej. Bardziej podobają mi się w wersji studyjnej.
Believe - syf jakich mało. Nie znam wielu utworów tak długich, jak ten ze wczoraj...Bo to był jeden numer, prawda?

Monotonne i denne. Beka z image'u wokalisty z pomalowanymi rękami i jego zachowań scenicznych.
Davidów Dwóch - bardzo zacna sztuka. Naprawdę energiczny występ. Nie znam twórczości tego projektu, ale podobało mi się wszystko, co zagrali. Jakbym miał okazję ich jeszcze kiedyś zobaczyć, to postaram się to zrobić.
Mason - klasa. Co by nie mówić, ten zespół to gratka dla fanów Pink Floyd. Tych utworów nie usłyszy się nigdzie indziej, a tutaj dodatkowo wykonane są w bardzo dobry sposób. Nie jestem miłośnikiem wczesnego PF, set mógłby być nieco inny (to była jedyna szansa na Embryo...), ale to był bardzo przyjemny koncert. Magiczne Set The Controls, odjechane Interstellar Overdrive, praktycznie metalowe The Nile Song...Super się tego słuchało. No i muzycy, z którymi gra Nick naprawdę się do tego przykładają. Guy Pratt jest mega. Ciekawe, czy Mason będzie jeszcze kontynuował granie pod tym szyldem. Oby, bo to jednak uczta muzyczna.
Ludzi było na oko jakieś 1,5k. Żałosny wynik jak na taki kaliber. Nie zdziwi mnie, jeśli to była pierwsza i ostatnia edycja Summer Fog.
P.S. bardzo mnie cieszy, że robak z flagą Polski, na której namazał żebraczy slogan o pałkę Nicka jej nie dostał.