Strona 6 z 6

Re: 03/11/2024 - Dream Theater - Łódź

: wt lis 05, 2024 10:36 pm
autor: Deleted User 8556
MaidenFan pisze: wt lis 05, 2024 5:47 pm A co sądzisz o nowym utworze, michalfly?
Mam wrazenie jak bym to juz wszystko slyszal. Nie porwal mnie.
Ze zdumieniem odkrywam jak by sie juz kupiowali.
Ale no wlasnie, wokale sa ladne, ja lubie jego glos.
Nie znam sie na tym kompletnie, jak sie nagrywa muzyke, ale jakies czary z tym gosciem w studiu robia,
jesli on naprawde brzmi tak jak go slyszalem w lodzi.
A Ty co sadzisz?

Re: 03/11/2024 - Dream Theater - Łódź

: śr lis 06, 2024 1:41 am
autor: Mixer
Dobra, czas na moją relację z koncertu + bonus dla zainteresowanych:
Do Berlina nie pojechałem mimo tego, że miałem bilet i wszystko załatwione, ojciec się trochę wkurzył, ale spłaciłem go i jesteśmy kwita, bilet na pociąg przepadł, bilet powrotny na autobus zwróciliśmy. Do Łodzi kupiłem bilet 8 dni przed koncertem, jechaliśmy samochodem, ojciec, kolega siostry i ja. Strasznie męcząca podróż przez korki byliśmy o 19:30 w arenie, quick piss i usiedliśmy na naszych miejscach z ojcem w sektorze S.
Przechodzimy do koncertu: Widać, że to nie już ten sam zespół co przed odejściem MP w 2010, dla mnie najgorszy ich koncert od Bydgoszczy 2009 (a już na pewno z MP) nigdy nie byłem tak daleko od sceny prawie zawsze barierki, 3 razy drugi rząd i kilka razy miejsca siedzące, jak np Kraków 2022, ale wiadomo, że nie dało się wtedy inaczej bo tam były tylko siedziące. 1 rząd pod JP wtedy był, no to jedziemy: Metropolis - dobre otwarce, lasery to mi sie podoba, bardzo dawno nie było Laserów na DT, scena mi się podobała. To mój 2 ukochany wałek DT, ale teraz chyba jest trochę niżej, no nie porwała mnie ta wersja. Następnie wałki z najbardziej przereklamowanej płyty DT moim zdaniem czyli SFAM: Overture 1928/Strange Deja Vu nie było tego czegoś, co by mnie rozwaliło. Co do brzmienia. Pietrucha zlewał się jak grał szybkie sola, Portnoy i Rudess za głośno. LaBrie ok, ale wokalnie mogło być lepiej, stać go jeszcze na to. Myung za cicho poza paroma momentami. Przechodzimy w The Mirror no i to kurwa jest Najlepsze DT obok Images, od razu obudził się we mnie dawny Die-Hard, ostatni raz z końcówką drugie solo z Lie grali taka wersje w 2004 roku, tak wiec miło. Najlepsze moment koncertu to był, ale utwory z Awake zawsze mnie najbardziej rozwalały na koncertach DT nawet bardziej niż te z Images. Panic Attack za to zupełnie niepotrzebny, strasznie słaby wałek, zresztą ja już słucham DT tylko do Six Degrees, reszte płyt sprzedaje. Warrior ciekawe to brzmi z MP za garami, ale też słabiak straszny Hollow Years, drugie najlepsze wykonanie po The Mirror na koncercie, i dla tych dwóch kawałków warto sie było wybrać, Sardi napisał, ze wersja jak budokan, ale to nie prawda bo to była taka sama wersja jak w 2009/2010 czyli '96 version bo są tam dodatkowe fragmenty tekstu, na Budokanie i całej trasie Train tego nie było. Ale jedziemy dalej: Constant Motion straszne gówno kiedyś mi się to na koncertach podobało, ale teraz normalnie sam w głowie miałem myśli czemu taki shit zagrali, ale wiadomo można powiedzieć, ze to też swego rodzaju hit, wiec niech im bedzie, mam nadzieje, ze w przyszłym roku wyleci. Ostatni utwór As I Am - słyszałem go na żywo jakies 40-50 razy, ale ta wersja nawet mi sie podobało ,szybkie staccato Pietruchy, w ogóle gra to o wiele szybciej niż zawsze na koncertach, podobało mi się, tylko szkoda tego brzmienia, ale wierzę, że dźwięk musiał być super na płycie, bo zawsze na płycie jak byłem a ojciec czesto był na trybunach to mówił ze słabo było słychac, a ja na barierkach miałem miód dźwięk. Przechodzimy do aktu drugiego
Night Terror - opinia moja o tym wałku jest taka, że to straszne gówno i mnóstwo plagiatów, michałfly napisał, że zaczeli się powtarzać, oni już to robią od lat i dlatego stracili w moich oczach, to regres metal teraz jest a nie żaden prog, ale na żywo i po nagraniach z yt wiedziałem, że będzie lepiej. Nie było tak źle - odhaczony. Moon - wersja nie powaliła mnie za bardzo, nie wiem tyle razy to słyszałem, że wolałbym coś rzadszego, ale solo JP jak zawsze czapki z głów. This is the Life - nie grali go wcale w Europie w 2012, odhaczony. Vacant - fajne wykonanie, ale jakaś babka przechodziła między krzesłami i na chwilę wyleciałem z rytmu. Stream najgorszy moment dla JP boi się tej solówki podobnie jak wstęp z Glass Prison, ale poradził sobie z tym solo znakomicie, Bóg wiadome. Octavarium, słaby utwór strasznie, bardzo przereklamowany jak wyszła płyta to był w mojej top 10 wałków, ale na szczeście potem mi przeszło. Jedynie ostatnia część z solówką JP miażdży, i krzyki serka w Intervals naprawdę mocne. Kapitalny wokalista. Czas na bisy: Home, miło to było znowu usłyszeć z Portnoyem, ale przed jego odejściem bardziej mi się podobały tamte wersje, tak czy inaczej klasa. Spirit - rzyg ile można to grać, ale Rip Samantha, wiadoma sprawa, tak czy inaczej niech to wyleci w przyszłym roku błagam. Pull - nawet ciekawa wersja w tej Łodzi wyszła. Największy hit DT rządzi się swoimi prawami jednak, oby wyleciał w przyszłym roku, bo ileż można to nie The Mirror czy Learning to Live, którego można słuchać na koncertach w nieskończoność. Koniec koncertu, mieszane uczucia, Portnoy nic nie mówił po koncercie, jak to się zdarzało wcześniej przed jego odejściem czasami, nie miał koszulki Polski, no cóż, czasy się zmieniają i moja przygoda z DT też już nie jest tak eksycytująca jak kiedyś, załuje troche tego Berlina, ale to była świadoma decyzja, jakby zmieniali sety to pewnie bym pojechał. Portnoy mówił, że na następnej trasie (czyt. podczas trasy promujacej następna płytę po Parasomnii być może będzie rotował sety z dnia na dzień, miło by było. Rudess którego nie cierpie na płytach DT po octavarium na koncercie dał radę, ale wolałbym Kevina znowu w zespole albo Sheriniana. Następny kierunek mój z DT to Sopot, a miałem już na nich nie jeździć, ale chcę odhaczyć resztę wałków z tej płyty i mieć spokój. A co u mnie? to właśnie będzie ten bonus

[MOD] Usunięta treść niezgodna z regulaminem