! Recenzje !

Dyskusje o innych zespołach i albumach

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: ! Recenzje !

Post autor: Zajzajer »

Walne sobię recenzje (od razu mówię, że ostatni raz reckę jako-taką pisałem ponad 20 lat temu w zeszyciku, tych opisówek w top 50 płyt wszech czasów nie licze)

Dream Theater - Train of Thought (2003)

Obrazek

Co tu dużo mówić: DT nagrało płytę cięższą niż wszystkie krążki do tej pory, dzięki temu albumowi zespół zyskał wielu nowych fanów, ale też sporo starych fanów kręciło nosem, że za ciężko itd trzecia płyta studyjna którą produkowali duet Petrucci- Portnoy, świetny mix Kevina Shirleya. Brzmieniowo jest totalny odlot, John Myung słyszalny, perkusja i gitara wysunięte na pierwszy plan, Rudess ma cyrkowe popisy które już zaczynały denerować, ale ma też sporo świetnych partii w tle. Najsłabszym ogniwem jest niestety James LaBrie, którego partie są jałowe i właściwie poza emocjonalnym Vacant nic już się nie broni po latach, w pozostałych utworach (nie licząc instrumentala) jest czasami komicznie wręcz, ale na plus efekty przesterowanego wokalu. John Petrucci gra totalny Shred, ale te solówki już niestety mnie męczą po latach, a końcówka This Dying Soul jest po prostu przesadzona. Z tym albumem mam dziwnie bo na początku mi się nie podobał, potem podobał, potem znowu nie podobał a potem podobał i było tak może jeszcze kilka razy. Szybko Panowie się uwinęli z napisaniem płyty a potem pozostało już tylko ją nagrać. Dokument jest na płytce, gdzie wchodziło się przez stronę internetową i oglądało, teraz już całość dawno można obejrzeć na YT. Najpierw miałem kasetę a dopiero potem kupiłem CD. Dziś już zostało mi tylko jedno Train na winylu i jedno kopertowe wydanie bo reszty się pozbyłem. Przejdźmy do kompozycji:

1. As I Am - jak dla mnie ten metallikowy riff jest świetny i aktualnie uważam, że to najlepszy nr na płycie, na koncertach też zawsze robi robotę, fajne solo Pietruchy, jest ok.

2. This Dying Soul, groch z kapuchą, nie mogę już tego kawałka zdzierżyć, chyba następny odsłuch za 5 lat, końcowe popisy jarały mnie jakoś na początku, ale z biegiem czasu odrzuciło mnie całkowicie od takiej masturbacji.

3. Endless Sacrifice - refren fatalny, początkowy riff bardzo przypomina jeden kawałek Michaela Jacksona, cyrkowy Rudess, LaBrie przynudza (nawet później miał płyty na których lepiej śpiewał i miał ciekawsze partie) do zapomnienia

4. Honor Thy Father - kolejny koszmarek, kiedyś mi kopał dupę, teraz nie mogę go słuchać, jadowity tekst Portnoya i sample to chyba najlepsze części tego kawałka.

5. Vacant - piękny przerywnik między cięższym materiałem, jeden z faworytów, LaBrie śpiewa doskonale, Rudess nie paskudzi, tak trzymać. Świetne wykonanie w Łodzi.

6. Stream of Consciousness - Jordan świetnie gra w tle, Petrucci gra mega techniczne i szybkie solo, ale już nie robi to takiego wrażenia jak te 20 lat temu, jeden z trzech najlepszych kawałków na płycie obok Vacant i As i Am jak na ten moment dla mnie.

7. In the Name of God - wielki finał, kiedyś kochałem ten kawałek zachwycałem się unisonami i solówką Pietruchy, refren brzmi strasznie infantylnie i ten patos w końcówce utworu, dobre dla emerytów. No i to pianie Serka, ale na płycie i tak było ok, na koncertach to była padaka za każdym razem gdy tego słuchałem na koncercie, choć wtedy na to nie zwracałem uwagi. Teraz LaBrie jest na swoim poziomie, już się nie zachwycam tak jego wokalem na koncertach jak jeszcze 2 lata temu, ale to co śpiewał w latach 91-94 to mistrzostwo świata :) teraz większy problem mają z Rudessem który to przejął rolę najsłabszego ogniwa (zaznaczam, że jest to oczywiście moje zdanie)

Ocena końcowa : 3/10 - Bronią się jedynie As I Am, Vacant i fragmenty Stream of Consciousness, od reszty kawałków robię sobie długie ''wakacje''

Dziękuję za uwagę, pewnie polecą hejty, że za niska ocena, a niektórzy powiedzą że za wysoka, ale to moja recka.
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Cold
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 7083
Rejestracja: śr wrz 14, 2005 6:27 pm

Re: ! Recenzje !

Post autor: Cold »

No i leci pierwszy hejcik :mrgreen:
Płyta w pytę! Honor Thy..., Stream of Consciousness i szczególnie In the Name of God - kult!!
Dla mnie "Train of Thought" to co najmniej 7/10.

Ale jeśli chodzi o dyskografię DT, to jestem raczej świeżakiem, więc znać się mogę słabo 8)
Zajebisty band!
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: ! Recenzje !

Post autor: Zajzajer »

Fajnie, ze Ci się podoba, mnie po prostu już takie wygibasy w ich stylu nie podniecają (chyba, że na pierwszych płytach) teraz wole prostszą muzę.

Six Degrees leci - też są techiczne popisy, ale wszystko jest imo lepiej ''poukładane'' lepiej smakuje ta płyta
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: ! Recenzje !

Post autor: Zajzajer »

Dream Theater - Parasomnia (2025)


Obrazek

W 2023 a konkretnie w październiku świat obiegło info, że do DT powraca syn marnotrawny czyli Mike Portnoy, jako stary fanatyk DT nie mogłem się doczekać koncertów, ale też byłem ciekawy jaka będzie ta nowa płyta... o tym za chwilę, kilka uwag:

1. Jest to pierwsza studyjna płyta DT z Mikiem od 2009
2. Producentem jest sam John Petrucci, a nie jak było od sfam duet Pietrucha - Portek
3. Druga płyta DT nagrana w ich własnym studio (tam też było nagrywane LTE 3 czy Terminal Velocity Johna)
4. Na tej płycie jest najwiecej sampli od czasu Legendarnego Awake

A jaka jest ta płyta? no cóż to po prostu muzyka niczym z generatora utworów DT, powrót Portnoya niestety imo niewiele pomógł, płyt brzmi za bardzo sterylnie, okładka trochę mi przypomina Images (tyle, że gorsza) są jazzowe momenty (solo Broken Man czy klawisze w stylu jazz/fusion w tytułowej suicie) ale ma się wrażenie, że to tylko takie ozdobniki, lepiej by na tym wyszli gdyby nagrali cały taki kawałek w takim jednym stylu. James LaBrie ma ciekawsze partie niż na Train of Thought, ale czuć, że obróbka wokalu zrobiła swoje ;) Rudess ma słabe solówki, Johna Myunga słychać słabo - i nie napisał ani jednego utworu. Dominuje Petrucci, choć Portnoy też ma swoje momenty. Instrumentalny utwór który otwiera płytę jest grany na 8 strunowej gitarce, nie jest taki zły. Potem mamy pierwszy singiel z płyty czyli Night Terror (ostatnio mi lepiej wchodzi niż zawsze) ale jakaś rewelacja sezonu to to nie jest. A Broken Man to drugi singiel, ma bardzo fajne linie wokalu, ale teledysk słaby. Dead Asleep ma kiepściutki tekst, Pietruszce chyba zaszkodził Mass Mutant, solówki trochę przypominają te w Beyond This Life. Midnight Messiah - to moim zdaniem najsłabszy utwór z tego zbioru, już pomijając tekst, który zawiera sklejki słów z różnych wcześniejszych kawałków DT. Riff w stylu Metalliki (72 seasons? death magnetic?) wokal słaby i ta maniera trochę przypominająca Mustaine'a, miało być ostro i groźnie a wyszło komicznie (refren to dramat) :| . Szósty utwór to przerywnik i właściwie mogłoby go nie być. Zostały ostatnie dwa utwory które moim zdaniem podnoszą ocenę tego albumu, wspaniała ballada Bend the Clock (najlepszy teledysk DT od 2009) James śpiewa subtelnie, to jedna z najlepszych ballad DT od wielu lat, kapitalne solo w stylu Comfortably Numb, John się spisał, jak chce to jeszcze potrafi wykrzesać z siebie geniusz, bezsprzecznie mój faworyt na płycie. Całość zamyka prawie 20 minutowy kolos - The Shadow Man Incident, dla mnie to najsłabsza suita DT (może z wyjątkiem A View) pełno plagiatów czuć, ale okolice 11-13 minuty to najlepsze co nagrali na tej płycie (brawo Rudess i Petrucci) coś pięknego ten wściekły Riff w stylu starego-najlepszego DT. Po latach zobaczymy jak ten album się obroni, bo sporo fanów DT ceni go wysoko.

Ranking utworów

1. Clock
2. Shadow
3. Broken
4. Dead
5. Night Terror
6. Morpheus
7. Are We Dreaming?
8. Messiah

Końcowa ocena: 3/10 (trochę mocniejsze trzy niż Train of Thought) sam sie sobie dziwie, że Parasomnie stawiam wyżej, ale może dlatego, że jest to wciąż ''świeży'' album DT i potrzebuje trochę odpocząć od niektórych płyt które znam na pamięć, bo nie wszystko DT daję radę po latach słuchać z przyjemnością :)

Dzięki jak ktoś przeczytał te moje wypociny.
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: ! Recenzje !

Post autor: Zajzajer »

Dream Theater - Systematic Chaos (2007)

Obrazek

Ok czas na kolejną reckę Teatru Marzeń... na tapetę biorę Systematic Chaos :P dość kontrowersyjny album DT, opinie w necie były mieszane po premierze pamiętam wyciek Constant Motion a potem The Dark Eternal Night pomyślałem sobie wtedy że chyba będzie to ich najgorszy album w karierze, jeszcze Piotr Kosiński puścił w swojej audycji pierwsze 4 minuty In the Presence of Enemies pt. 1 i odżyła lekka nadzieja, szykowało się kilka gigów DT wtedy i na tym człowiek skupiał uwagę, ale byłem bardzo zainteresowany tym co usłyszę na najnowszej wtedy płycie. Niestety bardzo się rozczarowałem albumem i przez wiele wiele lat uważałem go za najsłabszy album DT (albo jeden z trzech najsłabszych) po premierze zaraz go słuchałem wszędzie jakieś 170 razy pod rząd, ale to i tak nie pomogło, kompozycje ciągnęły się jak flaki z olejem i dawna magia została utracona. A jak jest dziś? czy ta płyta zyskała? czy może jest jeszcze gorzej? o tym właśnie w tej recenzji. Wersja specjalna ma światła na okładce i jest jeszcze tekturka w którą wchodzi jewel, pomarańczowa też ze światłami na niej mam złożone autografy 4 muzyków DT. Wersja specjalna zawiera dodatkową płytę w wersji 5.1 i jest też 90 minutowy materiał z nagrywania krążka, dla mnie nudy, ale dawno tego nie oglądałem, za to na plus fani którzy śpiewają Prophets of War a wszystkim dyryguje Mike Portnoy :) co do tego ostatniego to na tym albumie zagrał naprawdę sporo świetnych partii. Duet producentów Pietrucha- Portek spisał się doskonale fajne się słucha tej płyty, ale jest trochę zbyt jakby to powiedzieć ''robotyczna'', ale partie Portnoya z tej płyty zajęły nawet 2 miejsce w czasopismie Rythm na progresywną perkusyjną płytę wszech czasów, więc fajnie. Płyta nagrywana w legendarnym studio Avatar (Falling Into Infinity się kłania) przejdźmy do kompozycji:

In the Presence of Enemis - zaczyna się technicznymi popisami, potem mamy świetną gitarę Petrucciego (palce lizać :P) następnie trochę atmosfera siada (i ten tekst w klimatach fantastyki, wszystkie Pietruchy na tej płycie takie są, za dużo mass mutant brał) tak czy inaczej dalej niezły numer :)

Forsaken - świetny przebojowy klimat kawałka, tak się pisze hity, teledysk już mnie udany. Tekst to totalne pierdoły, wampirzyce itd, kapitalne solo Johna i boski refren. Rudess też się przykłada. James naprawdę świetnie sobie radzi, na koncertach ten utwór się sprawdza. Dla mnie najlepszy kawałek na płycie od jakiegoś roku-dwóch.

Constant Motion - kawałek Portnoya o jego pracoholizmie i ocd, zabójcze solo Petrucciego, refren przebojowy, do tego kawałka został nagrany pierwszy teledysk od 10 lat który odniósł spory sukces w tv, gęsty mięsisty riff, wokal przesterowany mnie to ten kawałek trochę Opeth przypomina, na koncertach się raczej broni, choć wykonanie w Łodzi 2024 to był dla mnie najsłabszy nr z koncertu. Warto dodać, że MP robi za co-vocal. John Myung dla mnie jest najsłabszym ogniwem na tej płycie, jego partie nie są jakieś wybitne, a też wszystko prawie co gra jest przysłonięte przez resztę zespołu.

The Dark Eternal Night - inspirowany opowiadaniem Lovercrafta, czyli zupełnie nie moje klimaty, kapitalny riff, jeden z najbardziej nowoczesnych kawałków DT do dziś, mnie osobiście te wokale przypominają Slipknot, utwór po latach się broni i studyjnie i na żywo, na początku uważałem za straszne gówno i najgorszy kawałek DT w historii, ale to było wtedy, potem wydali tyle różnych płyt i kawałków, że on na ich tle wychodzi bardzo korzystnie :) dodam, że jest to ulubiony kawałek Manginiego do grania z DT (przynajmniej tak mówił jak jeszcze był perkusistą DT) w środku mamy popisy w stylu The Dance of Eternity, taka technika dla techniki, ale naprawdę fajnie to wyszło, co ciekawe w wersji oryginalnej nie było tego w ogóle w planach. Mega szybkie solo Pietruchy, mnie się trochę kojarzy z Yngwie Malmsteenem. Końcowe solo Rudess mółgłby już sobie darować, bo jest zbędne. Aha bardzo przyjemny refren. Kolejne kompozycje, podsumowanie i finałowa ocena w drugim poście.
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: ! Recenzje !

Post autor: Zajzajer »

Recenzja - Systematic Chaos część druga

Repentance - wolny balladowy kawałek, jest to 4 część sagi alkoholowej Portnoya (8 i 9 stopień dokładnie) kapitalne klawisze Rudessa, mnie ten kawałek się kojarzy trochę z Porcupine Tree (zresztą są tutaj goście grający role alkoholików i jest właśnie Pan Steven Wilson jak i wielu innych, bo mamy : Jona Andersona, Joe Satrianiego, Mikaela Akerfeldta, Chrisa Jericho, Neala Morse'a, Juniora z Megadeth, Daniela Gildenlowa, Coreya Taylora, Steve'a Vaia i Steve'a Hoghartha. Piękne wolne solo Pietruchy, palce lizać, jest to jedyny kawałek z tej płyty którego nie słyszałem na żywo, ale był grany tylko raz i to w Nowym Jorku, ale liczę, że będą grać całą sagę AA i wtedy odhaczę :) wykonanie było nagrane na Progressive Nation 2008 lider Opeth był na nim obecny, bo wtedy grali razem leg. Świetne czasy. Wracając do utworu to końcówka jest trochę przydługa, ale Mike bardzo ładnie tam w niej okłada gary

Prophets of War - utwór Serka, bardzo w stylu Muse/Queen nie przepadam za tymi zespołami, tekst o wojnie w Iraku. Refren może być, ale DT mają lepsze w swoim katalogu, okrzyki fanów bardzo mi się podobają, pamiętam jak Portnoy rozdawał bootlegi 5 sztuk fanom - na pewno najstarszy dostał i najmłodszy, którzy byli wtedy w studio (nie wszyscy się wtedy zmieścili i w środku tylko 60 szczęśliwców) genialna rapowanka Portnoya i ta piękna gitarka - imo najsłabszy wałek na płycie

The Ministry of Lost Souls - epicki numer, mój tata bardzo lubi (na pewno bardziej niż ja) filmowe klawisze, początek trochę leniwy, wlecze się to trochę jak makaron moim zdaniem. Refren fajny, w sumie nie sądziłem, że usłyszę jeszcze kiedyś tego kolosa niż na trasie Chaos in Motion, ale jednak się udało i to jeszcze z Manginim, pamiętam jak w 2007 JP grał ten wałek na czarno-złotym music manie super to się oglądało. Grany na tamtej trasie tylko 28 razy. Ale wróćmy do kawałka, nie podoba mi się tekst. Fajny riff Johna w okolicach 7-8 minuty, Mike naprawdę dobrze gra, Rudess też gra nieźle (swoją drogą dla mnie to jego ostatnia udana płyta, potem jeszcze bylo The Astonishing - coś nowego, dużo pianina) Mamy pierwsze solo Pietruchy okolice 9:30 nic specjalnego, bardziej mi się podoba gitara rytmiczna na drugiej ścieżce. Końcówka za to jest piękna :dance: jeśli chodzi o ten nr to muszę mieć nastrój na słuchanie go, bo nie zawsze mam ochotę.

In the Presence of Enemies part 2 - Ostatni kawałek na płycie, Dark Mastery i tym podobne, ale będzie się tutaj naprawdę działo sporo, kiedyś nie przepadałem za tym albumem i to była jedna z kompozycji które mnie najbardziej denerwowały. Wreszcie słychać Myunga, jest to bardzo dobra suita, u mnie osobiście na 4 miejscu, bo A Mind, ACoS oraz Six Degrees. Piękne klawisze Jordana takie jakby krople deszczu, leniwie się to zaczyna, ale kompletnie inaczej się rozwija niż w przypadku Ministry. Gdy już utwór nabierze tempa to jest ciekawie, refren taki sobie. Okrzyki fanów (ci sami co w 6 numerze) muzycy grają coraz ciekawiej. Popisy są trochę na siłę wydłużone, ale pamiętam jak Pietrucha w tamtych czasach w jednym z wywiadów powiedział że jest na takim etapie w graniu na gitarze, że obecnie potrafi zagrać wszystko i mamy tutaj przykład kapitalne solo prędkość z 250 bpm jak nic, bardzo zakręcone i techniczne, a takich solówek na tej płycie nie brakuje. Najbardziej mi się podobają ostatnie 3 minuty, trochę za dużo patosu tam jest, ale to już wtedy się zdarzało, ten moment gdy wchodzi Serek, coś pięknego. Dobre zakończenie płyty. DT 4 LIFE!!! :jee:

Końcowa ocena - 7/10

Podsumowanie - album udany, po latach u mnie tylko zyskuje i obecnie jest u mnie dosyć wysoko w rankingu :)
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Cold
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 7083
Rejestracja: śr wrz 14, 2005 6:27 pm

Re: ! Recenzje !

Post autor: Cold »

Lubię tę płyt. Zyskuje z każdym przesłuchaniem, mimo że nie dorównuje tym najlepszym.
Timothy Dalton
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 509
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 8:56 pm

Re: ! Recenzje !

Post autor: Timothy Dalton »

Moja recenzja Heavy Horses napisana w 2009 roku.

Nie ma tu jeszcze żadnej płyty Jethro Tull- to duży błąd....dlaczego akurat ta, bo myślałem nad Aqualung ,ale w sumie tą każdy zna, a tak może kogoś zachęce. Album to naprawdę znakomity, wg.mnie jeszcze bardziej niż Songs of the Wood zakorzeniony w tym co w Jethro Tull najlepsze, klimacie szkockiego folka, szlachetnej klasycznej muzyki rockowej, pewnego rodzaju archaizmu a także muzycznej ironii typowej dla Brytyjskich dżentelmenów, starczy zobaczyć teledysk do kawałka tytułowego. Warto dodać że płyta była pewnego rodzaju reakcją obronną na rozwydrzony ruch punk-rockowy.

Ale w sumie chciałbym tu przedstawić kawałek po kawałku

1."...And the Mouse Police Never Sleeps"



Pierwszy utwór na płycie. Już od początku nie ma wątpliwości kto gra tą muzykę po charakterystycznych melodiach. Ian Anderson śpiewa bardzo ciekawą melodią ,a reszta zespołu cicho przygrywa melodię ,w tle mamy interesują dźwięki. Jednak mimo to kompozycja jakoś nie porywa ,jest trochę zbyt jednostajna, choć jako pewnego rodzaju wstęp do płyty nawet się nadaję.

2. Acres Wind



Nr. 2 to Aces Wind, świetny, bardzo krótki i zwarty utwór ocierający się o hard-rock . Bardzo fajny galopujący wstęp przechodzący w utwór i porywający wokal Andersona .Świetna nieco hipnotyzująca melodia oraz bardzo ciekawy mostek między zwrotką a refren oraz sam refren naprawdę porywają. Całego utworu bardzo fajnie się słucha, sprawia wrażenie jakby płynął ,za sprawą świetnych melodii wokali .Poprostu dobry,klasyczny utwór zespołu

3.No Lullaby



Najbardziej psychodeliczny i zakorzeniony we wczesnym okresie twórczości zespołu utwór. Mamy tu dużo zagrywek rodem jakby z Aqualung czy Minstel in the Gallery. Zamiast folkowej harmonii mamy progrockowe dysonanse, ale poprzez "ciepły" wokal Andersona utwór świetnie komponuje się z całością. Wokale Andersona z każdym kolejnym zaśpiewem prowadzą do ciekawych rozwiązań przez co utwór cały czas trzyma w napięciu i zaciekawia słuchacza na co też wpływ mają ciekawe smyczki oraz świetne gitarowe hard-rockowe w pełni riff. To jeszcze jednak nic, bo zaraz przychodzi przyspieszenie i rewelacyjna część instrumentalna z niezwykłymi partiami wszystkich instrumentów i wokal Iana. Zdecydowanie najcięższy utwór na płycie przywołujący na myśl takie kawałki jak My God czy Black Satin Dancer.

4. Moths



Jakby dla kontrastu ,zdecydowanie najbardziej pogodny i bardzo folkowy kawałek. Świetnie pokazuję folkowe oblicze zespołu a także szacunek Iana dla starych ludowych melodii. Utwór krótki i ciężko go jakoś specjalni opisać, po prosta porcja znakomite folku od muzyków Jethro Tull. Warto jeszcze zwrócić uwagę na świetny na natchniony wokal Iana, to jest ta szczerość którą kocham w prawdziwej muzyce oraz na ciekawy zwrot akcji w połowie utworu ,przechodzący w cudowne partie gry na flecie.

5.Journeyman



Kolejny utwór i kolejne zaskoczenie. Pulsujący bus przechodzący w tajemniczy dość wokal Andersona i bardzo ale to bardzo ciekawą melodię oraz świetne gitarowe zagrywki. Właśnie za taką różnorodność nawet na tak zwartej z założenia płycie Jethro uważane jest za klasyków rocka progresywnego. Duzo w tym utworze, smaczków brzmieniowych i instrumentalnych i trzeba się w to wszystko poprostu wsłuchać ,kolejny znakomity utwór na płycie.

6.Rover



Jakżeż cudowny jest ten utwór, to zdecydowanie jeden z moich ulubionych utworów zespołu i ulubionych melodii początkowych. Ta melodia którą wygrywa gitara na początku utworu...to po prostu coś przepięknego,ale jednocześnie bardzo intrygującego, cudo. Ian śpiewa jak zwykle w sposób niezwykły wpasowując się w klimat utworu. Melodia poprostu niesamowita ,podobnie jak sam refren ,który robi nieprawdopodobne wrażenie ,przynajmiej na mnie. Część instrumentalna wchodząca w drugiej minucie to znowóż niesamowity kunszt wykonawczy jednak Anderson szybko ją ucisza a końcówka należy już do instrumentalistów ....mistrzostwo

7.One Brown Mouse



Ta melodia z kolei przywołuję troszkę klimat płyty Warchild, nonszalancki wokal kojarzy mi się bardzo ze Skating Away of Thin Line of New Day ,podobnie brzmienie samego utworu. Wszystko jakby tak ma uspokajać przed ognistym kawałkiem tytułowym, jednak i tu sporo się dzieje. Bardzo fajne melodie, świetne gitary w tle oraz jeszcze bardziej doniosłe klawisze. Harmonia, spokój i klimat, tak można opisać ten utwór.

8.Heavy Horses



Kawałek tytułowy, rewelacyjny utwór, jeden z tych dla których warto słuchać rocka. Dla wielu opus magnum zespołu .
Bardzo szybki rwany wstęp przechodzący w bardzo majestatyczną melodię ,świetne smyczki przeplatające się ze znakomitą melodyjną gitarą. Wokal Iana Andersona to wręcz manifest stylu Jethro Tull, niesamowity wręcz dramatyzm połączony ze swoistą melancholią ,co w połączeniu z piękną melodią daję rewelacyjny efekt. Wraz z każdą kolejną zwrotką jest coraz bardziej wzniośle aż do poprostu niesamowitego refrenu ,który zwala wprost z nóg. Kolejne zwrotki są utrzymane w podobnym klimacie, warto zwrócić uwagę na rewelacyjny tła klawiszowo-fortepianowe . Część instrumentalna również porywa i nie pozostawia wątpliwości jaki zespół wykonuję tą muzykę. Niesamowita gonitwa wszystkich instumentów przeplatana z wokalem Andersona ,czuć w tym niesamowitą harmonię i pasję oraz w co bardziej dosadnych fragmentach moc. Wspaniały utwór !

9. Weathercock

No i na koniec Jethro serwuję nam jeszcze porcję celtyckich wręcz dźwiękach, tutaj chyba najmocniej Anderson wchodzi w rycerskie wokalizy, prawie tak mocno jak na takich kawałkach jak Mistrel in the Gallery czy Velvet Green ,poprostu pełen patos. Cały czas jest bardziej i to bardziej wzniośle, aż mamy w oczach Iana który stojąc na jednej nodze wyśpiewuję tą piękną szkocką melodię. Poprostu doskonałe zakończenie tej wielkiej płyty. A zakończenie instrumentalne to już totalny wręcz majstersztyk.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: ! Recenzje !

Post autor: Zajzajer »

Dream Theater - Metropolis Pt. 2: Scenes from a Memory (1999)

Obrazek

Co mogę napisać o płycie która kiedyś była moim nr 2 wszech czasów? a no pewnie troszkę. Miłość do tego albumu bardzo zmalała (o czym świadczy fakt, że ostatnio w mojej top 50 płyt wszech czasów nawet nie zagościła) Zespół po nagraniu słabo przyjętej Falling Into Infinity miał wreszcie od wytwórni wolną rękę i mógł tworzyć taką muzykę na jaką ma ochotę. Nowy członek zespołu czyli Jordan Rudess wpisał się idealnie w stworzoną przez zespół muzykę, to na tej płycie i następnej błyszczał jak nigdy i nagrał imo swoje najlepsze partie :) czy to jest płyta idealna? niestety moim zdaniem nie... to od tej płyty zaczęły się wyścigi na złamanie karku (Fatal Tragedy, Beyond This Life) onanizmy w The Dance of Eternity nawet nie ma co wspominać, jednak znajdą się tutaj doskonałe kompozycje jak Home (najlepszy na płycie) Finally Free - ależ ten Portnoy okłada perkusję na koniec <3 chyba jego najlepszy moment w karierze czy bajeczny instrumental Overture 1928 który zaraz płynnie przechodzi w Strange Deja-Vu. James LaBrie śpiewa już gorzej niż na wcześniejszych płytach, ale jego partie pasują na tym wydawnictwie i są ładnie zaśpiewane. One Last Time to fajny nr (kiedyś uważałem go za najsłabszy na krązku) wprowadzenie i hipnotyczny wstęp w Regression są fajne. The Spirit Carries On - największy hit z mega solówką Johna, co za wyciskacz łez. Through Her Eyes wcale mu nie ustępuje, no i króciutkie Through My Words - też daje radę ;)

Album nagrywany w tym samym studio co Images i A Change of Seasons (potem jeszcze nagrali tam Six Degrees) od 2006 roku studio jest zamknięte. Pierwszy concept album zespołu, historia ciekawa inspirowana w pewnym stopniu filmem Dead Again, ale nie będę zdradzać szczegółów są morderstwa i ciekawy przebieg akcji.

Plusy i minusy tego albumu:

+
Ciekawa warstwa tekstowa i cały concept płyty
Okładka
Jordan Rudess
Ciekawe partie LaBrie
Portnoy, Petrucci, Myung
Brzmienie płyty

-
Masturbacje Rudessa i Petrucciego
Przerost formy nad treścią w niektórych momentach


To w sumie tyle

Ocena końcowa 7,5/10
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: ! Recenzje !

Post autor: Zajzajer »

Dream Theater - A View from the Top of the World (2021)

Obrazek

A View to pierwsza płyta DT nagrana w ich własnym studio i zarazem ostatnia z Manginim za garami. I to właśnie na tym albumie znalazł się utwór który otrzymał nagrodę Grammy a jest nim oczywiście pierwszy singiel z płyty czyli The Alien, ale przejdźmy do poszczególnych utworów:

The Alien - Perkusja i riff niczym z jakiegoś taniego generatora, chór z klawisza :facepalm: (Rudess mówił, że na tej płycie będą jego najlepsze partie w karierze, oczywiście kłamał) i potem mamy ciekawą gitarkę. Brzmienie tej płyty jest strasznie dziwne, takie sterylne aż do porzygu, Andy Sneap który za zadanie miał zmiksować i masterować płytę wcale się nie popisał, a Petrucci jako samodzielny producent też kuleje. Wokal strasznie bezjajeczny, refren to samo. No właściwie mało tutaj jest ciekawych momentów, to już było ostateczne wypalenie się tego składu. Co ciekawe Mike Mangini to człowiek meczu, gra najlepsze partie, ale to i tak wiele nie pomaga. LaBrie nie zaprezentował nic nowego, linie wokalu na tym albumie są strasznie nijakie. John Myung znowu zdominowany przez Petrucciego a ten drugi nie ma już takich pomysłów jak kiedyś. Jordan to najsłabsze ogniwo, ale tak jest od 20 lat gdzieś. Wrócmy do kompozycji, solo gitarowe w stylu LTE trochę, Rudess gra znowu to straszne pitolenie, no nic słaby numer, jeszcze gitara na koniec fajna. Na żywo ten kawałek na otwieracz nawet szybko zleciał i nawet się sprawdzał, ale nie chciałbym go już nigdy usłyszeć na koncercie DT. Co nie zmienia faktu, że dla mnie jak na dziś to jest najlepszy kawałek na płycie LOL. Bo reszta jest po prostu nudniejsza i gorsza.

Answering the Call - kolejny nr serka na płycie i piąty (ostatni) singiel z tego wydawnictwa. Na żywo mnie ten kawałek bardzo się podobał. Ładna gitara i pianko na początku. Potem atmosfera spada, cyberiada Rudessa jest nie do zniesienia i refren taki se. Solówka nic specjalnego, szybkie kostkowanie i przebiegi, lata 90te czy początek 2000's to nawet nie jest. Potem mamy Rudessa i znowu Johna P. Unisono zerżnięte trochę z outcry tylko wolniej zagrane i znowu refren, koniec tej cienizny uff.

Invisible Monster - drugi singiel z płyty, teledysk nawet mi się podobał. Na koncertach strasznie nuży (przynajmniej mnie), zaczyna się beznadziejnym riffem, ale bas fajnie chodzi i znowu ten bezjajeczny Serek, nie mogę go słuchać na tych nowszych płyt, niby poprawnie/ale zero zmian jego głos od lat brzmi na płytach tak samo a na koncertach wychodzi szydło z worka, czasami się zastanawiam czy nie powinien opuścić zespołu i zostać zastąpionym jakimś Danielem Tompkinsem, ale się boje, że skali świętość kawałków z Images i Awake :( refren tego kawałka bardzo słaby. Ten moment przed solówką krótki jest fajny, tylko wszystko psuje Jordan swoim koszmarnym brzmieniem, solo Johna to niestety znowu nic specjalnego, ale i tak gra 100 lig wyżej niż Rudess.

Sleeping Giant - Na koncercie w Warszawie mi się nie podobało to wykonanie i uważałem, że zmarnowali 10 minut, zresztą ta trasa promująca album jakoś nie powalała setem i w ogóle, ale po pandemii trochę ludzi przyszło... Przejdźmy do wersji studyjnej, początek = straszne nudy (znowu ten generator) refren troszeczkę lepszy i znowu można się poczuć jak sleeping giant xd denerwuje mnie to oooo ooo oo w okolicach 5 minut, ale bas JMX fajnie chodzi chociaż. Można usnąć przy tym kawałku, ale ładna gitara Johna w okolicach 6 minuty, niestety bardzo krótko. Techniczne wygibasy które następują potem to już norma niestety... ten motyw ragtime z dupy wyjęty, Rudess powinien mieć bana na granie wszystkich solówek z wyjątkiem tych na fortepianie. Petrucci może w sumie tez, drugie solo Łysego coś okropnego, JP ratuje się drugim solo, ma czasem jeszcze przebłyski dobrego grania. Końcówka nawet fajna

Transcending Time - czwarty singiel, nigdy nie grany (przynajmniej do dzisiejszego dnia) na żywo, bardzo w stylu Rush, ale to ich największa inspiracja (może z wyjątkiem Rudessa i Manginiego) fajny riff trochę w stylu Limelight? ładne pianko jak wchodzi Serek, tak powinien grać Jordan. Niezły refren, ale odpustowe klawisze niestety budzą u mnie niesmak. Najlepszy moment utworu od 3:48 się zaczyna, fajnie hi-hat MM chodzi, John Petrucci gra solo, dosyć szybkie, ciekawe, fajne pasaże, jak chce to potrafi, najlepszy moment płyty jak na razie, ale to nie mogło długo trwać, bo wracam do szarej rzeczywistości. Od 5:10 kolejny moment dobry, Serek kilka ścieżek wokalu nałożone, gitarka gra swoje aż zostaje tylko pianinko, brawo Łysy.

Awaken the Master - 8 strunowa gitara po raz pierwszy, słuchałem tego kawałka jak babcia umierała, 2 dni po premierze płyty zmarła, na koncertach mnie się podobał. Jest to trzeci singiel z płyty. Tekst napisany przez Johna Myunga, gęste riffy gra nam tutaj gitarzysta. Ładnie potem chodzą klawisze i wchodzi elektryczna, ładny klimat. Refren bezjajeczny. Potem też nic specjalnego, ale basista ma swoje 5 minut nareszcie, zdecydowanie najbardziej niedoceniany człowiek w DT, ma swoje partie świetne a często jest po prostu zagłuszony przez resztę w mixie. Potem już flaki z olejem idzie usnąć, aha jeszcze solówki, te Johna jeszcze warte odnotowania. Panu Rudessowi już dziękujemy :o

A View from the Top of the World - Tutaj głos Jamesa wydaje się bardziej zróżnicowany, może dlatego że kawałek ma 20 minut haha, mamy tutaj fajne partie basu, talerze mega chodzą, nawet Rudess ma takie momenty, że daje radę. Refren niestety padaka. Pamiętam jak na koncertach mój tata który też nie jest fanem tej płyty, myślał że nie grali tej suity bo takie słabe że nie zwrócił uwagi xD 8:40 - nie wiem czemu ma służyć ta masturbacja, straszne, 2 część to wyciszenie jest spokojniej i przyjemniej. Ale powiedzmy sobie szczerze, dla mnie to jest najsłabsza suita DT ever. Okolice 12tej minuty ładna gitara. Potem można usnąć i dopiero od 14 minuty robi się ciekawiej Pojedynek JP-JR-JP-JR wygrywa oczywiście John. Na koniec ten straszny patos, który jest w każdej suicie od Six Degrees, no tak się nie robi suit mili Panowie i Panie. Końcówka bez LaBrie przypomina trochę zakończenie Scarred, więc to na plus chociaż. Koniec koszmaru.

Podsumowanie - dla mnie chyba najsłabszy album Dream Theater, ale zobaczymy jak to wypadnie jak będę recenzować resztę albumów DT.

Ocena końcowa: 2,5/10
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: ! Recenzje !

Post autor: Zajzajer »

Dream Theater - Octavarium (2005)

Obrazek

Ten album jest zupełnie inny od swojego poprzednika, na bonusowym dokumencie Live at Budokan Mike Portnoy spytany jaka będzie następna płyta odpowiedział, że na pewno inna i nie kłamał. Najpierw była akcja z wyciekiem płyty LaBrie - Elements of Persuasion wielu fanów wzięło ją za Octavarium. Dla mnie ten album od samego początku o wiele bardziej się podobał niż Train, a jak jest dziś? a to zobaczymy w tej recenzji. W momencie premiery powstała strona która opisywała cały ten zabieg z tonacją i tymi wszystkimi muzycznymi smaczkami. Ten album jest ostatnią płytą nagraną w The Hit Factory (potem studio zostało zamknięte) na tym albumie też po raz pierwszy zespół gra z żywą orkiestrą (pojawia się w trzech utworach) przejdźmy do kompozycji, ale najpierw link do tej strony znalazłem, pamiętam tam były ankiety na ulubiony album DT, głosowałem codziennie na Images a prowadziło chyba Octavarium albo Sfam :)


https://web.archive.org/web/20191001044 ... varium.php


The Root of All Evil to trzecia saga 12 kroków AA Portnoya, jest słabo, kiedyś naprawdę mi się ten numer podobał, denerwujące solo Rudessa, LaBrie jakoś tak bez wyrazu, jedynie Portnoy ciągnie ten utwór troszeczkę do góry. Kawałek jest jednocześnie lekki i ciężki.

The Answer Lies Within - Ballada o której szybko zapominam, kwartet smyczkowy dodaje blasku, ładnie gra Rudess na pianinie mi się ten utwór trochę kojarzy z Coldplay. Jedyny utwór którego nie słyszałem z tej płyty na żywo (8 razy tylko grany)

These Walls - Świetna gra Rudessa, gitary i początek w stylu Linkin Park (From the Inside się kłania) potem numer staje się nijaki. Jest to jedna z ulubionych płyt Jamesa tak mówił przed i w trakcie premiery a nawet jeszcze kilka lat temu, jak jest teraz nie wiem. Gitara pod koniec fajna i to by było na tyle, jak na razie najsłabszy z tej trójki (a dawno temu był to mój drugi ulubiony kawałek na płycie)

I Walk Beside You - utwór który wielu die-hardów w momencie premiery zjechało doszczętnie a mnie się podobał, do tupania nóżką w stylu U2 tym się inspirowali, Portnoy podczas wywiadów mówił, że nad tym utworem się im najtrudniej pracowało, bo lepiej wychodzi im pisanie długich kawałków jak Octavarium ;) fajny pozytywny refren, mnie się kojarzy z wiosną i latem takim jak na okładce. Stracił ogromnie po latach, zresztą jak i cała płyta :(

Panic Attack - spokojnie mógłby się znaleźć na wcześniejszym albumie, metalowy walec. JP gra na barytonowej gitarze i to jeszcze takie trudne technicznie solo to jest ogromna Sztuka!!! refren nie taki zły, chór z klawisza Łysego drażni mnie niemiłosiernie. Kawałek występuje nawet w grze komputerowej w którą nie grałem.

Never Enough - Utwór a jakże o fanach DT, Portnoy był sfrustrowany tym, że fani DT to najwięksi hejterzy i wiecznie chodzą niezadowoleni i wywołują na zespole presje a ten tylko się oddala od rodziny. Inspiracją muzyczną dla tego kawałka jest zespół Muse co od razu można wyłapać. Doskonała gra Mike'a na talerzach i nie tylko. Refren działa mi na nerwy, LaBrie w ogóle na całej płycie imo nie ma ciekawych partii niby wszystko jest na swoimi miejscu, dopieszczone, ale nie wiem brakuje mi tutaj jakiegoś jaja czy puszczenia oka do fana, zbyt poważne, a szkoda, bo są płyty na których potrafi śpiewać doskonale i dusza sama się cieszy. Unisono bardzo trudne technicznie, nie próbujcie w domu xDDD, ale nie robi to już na mnie żadnego wrażenia, warto wyróżnić świetny bas Myunga. Jak na razie dla mnie najlepszy utwór wraz z Panic Attack :)

Sacrificed Sons - utwór opisujący wydarzenia 11 września (a głównie tekst napisany w hołdzie strażakom/policjantom i wszystkim którzy stracili życie podczas akcji ratunkowej) co ciekawe napisany przez LaBrie, który z Nowym Yorkiem nie ma zbyt wiele wspólnego porównując do reszty chłopaków. Będzie orkiestra w tej piosence. Leniwa atmosfera i ten nieskazitelny śpiew LaBrie, zamiast zaśpiewać agresywnie gdy wchodzi gitara i kolejna zwrotka to ten śpiewa jakby był na harcerskiej wycieczce, tu powinien być jakiś żal/smutek/strata/frustracja może nawet gniew, a on śpiewa jakby śpiewał o podlewaniu kwiatków. Na Score zdecydowanie to lepiej wyszło (takiego dvd i album cd zwieńczający trasę Octavarium jakby ktoś nie wiedział) popisy w połowie kawałka nudy, nie tego teraz szukam w muzyce, za to solo JP dobre (choć wykon na Score lepszy) potem usypiam, końcówka ma jeszcze lekki przebłysk w postaci drum solo Mike'a (jeden z jego najlepszych momentów w karierze) został ostatni utwór czyli nr tytułowy...

Octavarium - w momencie premiery przez krótki czas był moim najlepszym kawałkiem DT ever, nie wiem co ja wtedy miałem w głowie, ale na szczęście to trwało tylko przez chwilę. Dla mnie utwór zlepka, czerpanie od największych pełnymi garściami, dla jednych zaleta a dla innych wada, początek niczym w Shine Flodyów, niebywale stracił u mnie ten utwór, nie mogę go już słuchać praktycznie. pierwsze 8 minut to dla mnie katorga potem dopiero atmosfera rusza. Te wszystkie fragmenty tekstów/nazw piosenek//wersów innych zespołów zacytowane w tej kompozycji budzą we mnie niesmak. Potem mamy techniczne popisy które nic nie wnoszą a wręcz jeszcze pogarszają (jak ktoś lubi podduszanie z workiem na głowie, to może mu się to spodoba albo jest masochistą) wersja alternatywna i taka jak na początku miała być to zakończenie fletem, a wszyscy wiem jakie jest. Denerwujące klawisze Łysego, niech to się już skończy błagam, tortury ;( jedynie w V części: Razor's Edge - John Petrucci leciutko ratuje utwór (świetne solo, na koncertach też zawsze mnie chwyta za serce) ale i tak dla mnie najsłabszy numer na płycie zaraz po These Walls a co ciekawe kiedyś to były dwa ulubione, wyleczyłem się z takiego ''pseudo'' proga, w 7 minutowym Under a Glass Moon dzieje się więcej niż w tym klocu tutaj. Na śmietnik. :x

Podsumowanie - album słaby, niby jest wiele ''nowych'' elementów ale to nie wyznacznik tego że płyta jest progresywna i udana, dla mnie album stracił ogromnie po latach, robię sobie od niej kilkuletnie wakacje, na pewno usłyszę na nadchodzącym bluray dwa utwory z tego wydawnictwa i na jakiejś przyszłej trasie Dream Theater, ale na razie mam dosyć, wole słuchać po raz kilkutysieczny Six Degrees :) a no dobra jeszcze raz sobie puszczę za niedługo, ale to tyle xD kocham Dream Theater, ale już nie łykam wszystkiego jak pelikan.

Ocena końcowa - 2.5/10 naciągane View ma taką samą średnią ale jest lepszy imo, czyli jak na razie Octavarium to najsłabsza płyt z tych co recenzowałem, w życiu bym się nie spodziewał.

Recenzje dedykuje Jameshiedowi Sharifiemu (który zmarł w tym roku niestety :( ) i jego Octavarium orchestra.
Still Reigning...
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4932
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: ! Recenzje !,

Post autor: Zajzajer »

Dream Theater - A Change of Seasons (1995)

Obrazek

Czas na moją ulubioną EPkę wszech czasów (no może na równi z Alice in Chains - Jar of Flies), tytułowa 23 minutowa kompozycja mówi o cyklu życia, czy kilku innych rzeczy z życia jak utrata matki Portnoya (tekst w całości to jego dzieło) która zginęła w katastrofie lotniczej. Moim zdaniem to ostatnie wielkie wydanictwo gdzie LaBrie śpiewa na najwyższym poziomie. Petrucci zagrał tu kilka swoich najlepszych solówek. Sekcja błyszczy a na klawiszach gra ''oficjalnie uznany'' za nowego członka zespołu - Derek Sherinian, który zagrał świetne partie. Okładka też mi się podoba. Fragment utworu z tej suity był używany przez stację telewizyjną podczas zimowych igrzysk olimpijskich 2002. A Change of Seasons początkowo miał się znaleźć na Images and Words (wtedy był krótszy trwał 17-18 minut i miał trochę inny tekst) ale ograniczenia czasowe i nie tylko, ostatecznie pozwoliły temu kawałkowi przeczekać i dojrzeć i w finalnej wersji trwa ponad 23 minuty. Następnie mamy 4 kawałki live z Londynu ze stycznia 1995 (koncert dla fanklubu było 200 fanów) całość utworów jest na bootlegu Uncovered, ale wróćmy do kawałków które tutaj mamy na pierwszy ogień dwa utwory Eltona Johna - Funeral for a Friend/Love Lies Bleeding, świetna gitara na początku i wokal LaBrie, jestem na tak :) następnie Perfect Strangers - Purpli, Pale lizać (dla mnie lepsze niż oryginał) DT grali też ten kawałek z Dickinsonem (gdy ten nie był wtedy aktualnie członkiem Maiden) i ta wersja też jest ok. Potem medley 3 kawałków Led Zeppelin - jest to zespół którego nie lubię, ale te kawałki tutaj naprawdę robią robotę. I na koniec The Big Medley - krótki mix 6 inspiracji dla członków DT, jest i Genesis, Queen, Dixie Dregs, Journey, Pink Floyd i Kansas. Następne wydawnictwa DT (będzie reszta studyjnych albumów) w niedalekiej przyszłości, AcoS to był taki dodatek.

Ocena końcowa - 8/10
Still Reigning...
ODPOWIEDZ