Uwaga ! SPOILER !!
Jak ktoś nie chce wiedzieć co go czeka na koncertach w Katowicach i we Wrocławiu to proszę mojego posta nie czytać
Do Hali dotarłem lekko po 19. Kurteczka do szatni i dwie minuty później jestem pod barierką. Poważnie. Po prostu sobie przespacerowałem przez płytę (już dość gęsto zaludnioną) i dotarłem do drugiego rzędu ot tak sobie.
Odnośnie SBB. Nie wypowiadam się po się nie znam. Widziałem jedynie że z boku sceny dość długo oglądał sobie ich występ Don Airey. Klaskał energicznie, mniemam że się mu podobało.
Purple zaczęli punktualnie o 21:00. Zaczęli od Hard Lovin' Man. Nie wiem czemu ale bałem się że go jednak nie zagrają

Myślałem że wydygają, że pójdą na łatwiznę (czyt. Highway Star). Bo muszę obiektywnie przyznać że im ten numer kompletnie nie idzie

Ale po prostu zajebiście że się go trzymają.
Kolejny leci Things I Never Said. Potem świetnie wykonany Maybe I'm a Leo, a następnie pierwszy duży przebój tego wieczora czyli Strange Kind of Woman. Wszyscy muzycy z szerokimi bananami na ustach, tylko Gillan wkurzony i to na maksa. Cały czas pokazuje na kolejne osoby w tłumie, grożąc im palcem. Wyjaśniło się jak skończyli grać czwarty numer. Ian podziękował za miłe powitanie po czym poprosił żeby nie świecić w nich lampami z aparatów. Zaznaczył że każdy może zrobić zdjęcie, tylko żeby nie świecić. I kolejny Rapture of the Deep zadedykował "wszystkim idiotą z lampami błyskowymi"
I tak sobie ten koncercik mijał. Publiczność się rozkręciła, nad głową mi nawet kilka osób przeleciało. Chłopaki z "Fosy" liczyli chyba na spokojny wieczór ale się lekko przeliczyli. Bez zbędnych przerw między kolejnymi utworami usłyszeliśmy Fireball, Silver Tongue, tylko nieco wydłużony Contact Lost który kapitalnie przeszedł w pięknie wykonany When a Blind Man Cries. Potem popis Steve`a czyli The Well Dressed Guitar w którym Gillan, jak zwykle zresztą, zachęcał do rytmicznego klaskania. Po nim kapitalnie wręcz wykonany Almost Human. Mkną Lazy, No One Came. Potem na scenie zostaje Don Airey. I zgadnijcie co zaprezentował ? Oczywiście cytaty z twórczości Szopena a potem Mazurka Dąbrowskiego. Niesamowita niespodzianka

Ale dobra - przyjmuje że ktoś mógł być na Purplach pierwszy raz, mogło mu się podobać takie zagranie klawiszowca. Ja się czułem tak jakbym pięć dni pod rząd jadł jedno danie. Niby fajnie, niby dobre - ale zjadłby człowiek co innego.
Następnie usłyszeliśmy, owacyjnie przyjęty Perfect Strangers, Space Truckin' oraz , poprzedzony interesująca zagrywką Steve`a , Smoke on the Water. W tłum lecą liczne kostki, Airey rzuca ręcznik (on je z hotelu wynosi czy jak ?

), Paice pałeczki. Wszyscy wiedzą że wrócą. I wracają. Bisy bez niespodzianek czyli najpierw Hush, potem Black Night. I koniec.
Hala pełna jak już ktoś napisał. Martwiłem się trochę o frekwencję w związku z tym że koncerty są aż trzy, ale w Rzeszowie ładnie to wyglądało. Zobaczymy co będzie w Katowicach i Wrocku.
Jak prezentują się ogólnie ? Dobrze. Powiedziałbym nawet bardzo dobrze. Było dużo lepiej aniżeli rok temu we Wrocławiu. Ale już nie tak dobrze jak 4 lata temu w Spodku i na Torwarze. Gillan dalej suchy jak patyk, ale śpiewał dobrze. Swoją drogą facet wygląda jakby był cały czas natrąbiony

Ale śpiewał wyjątkowo dobrze. Jak Ian suchy, tak drugi Ian z coraz większym brzuchem. Glover i Morse cały czas uśmiechnięci.
Minusy. Oczywiście można się czepiać. Można powiedzieć że są statyczni. Że grali zachowawczo. Można ale po co ?
Z drugie strony : ile mamy takich zespołów które bez oporu zaczynają koncert od utworu którego nie grali przez ponad 40 lat (Hard Lovin' Man) ? Ile zespołów poprawiło by taki początek numerem który jest teoretycznie tylko na japońskiej edycji ich ostatniego albumu (Things I Never Said)? I do tego wszystkiego potrafią jeszcze w środku setu zaczarować całą halę stroną b singla sprzed 4 dekad (When a Blind Man Cries)?
Zasadniczo tyle ode mnie. Jak sobie coś przypomnę to napiszę.
Set :
01. Hard Lovin' Man
02. Things I Never Said
03. Maybe I'm a Leo
04. Strange Kind of Woman
05. Rapture of the Deep
06. Fireball
07. Silver Tongue
08. Contact Lost
09. When a Blind Man Cries
10. The Well Dressed Guitar
11. Almost Human
12. Lazy
13. No One Came
14. Perfect Strangers
15. Space Truckin
16. Smoke on the Water
17. Hush
18. Black Night
PS. Ciekawej konwersacji mogłem się przysłuchać jak sobie spacerowałem w kierunku sceny. W bliskiej jej sąsiedztwie znawca hard`n`heavy (na oko lat 50) znalazł podatny grunt do nauki w osobie chłopaka (na oko lat 20) i jego dziewczyny (na oko : rówieśniczka chłopaka). Nie wiem od czego się zaczęła rozmowa ale przytoczę 3 najważniejsze jej punktu :
1. Chłopak pyta od czego zaczną, znawca odpowiada "To oczywiste:
wszystkie koncerty Purpli od 40 lat zaczyna Highway Star". To że mógł nie wiedzieć czym zaczną wczoraj to jego prawo. Ale, po tym jak się chwalił ile razy i gdzie to on Purpli nie oglądał to trochę dziwne co mówił.
2. Chłopak wyraża nadzieję że chciałby usłyszeć Soldier Of Fortune. No cóż ... chcieć to i ja bym chciał. Ale mamy naszego znawcę który obdziera nas ze złudzeń "Nie, nie ma szans. Gillan nie śpiewa "nie swoich" utworów". I mógł tutaj skończyć i byłoby OK. Ale nie. Dorzuca jeszcze że "Soldier Of Fortune to tylko Joe Lynn Turner śpiewał"
3. "Wszyscy Ci muzycy to jedna banda jest. Raz grają tu, raz tam. Teraz na przykład w Whitesnake gra ......taki młody , blondyn, gitarzysta. No jak mu tam.......nieważne....... on kupę lat u Ozziego grał". I tak sobie koncypuje że "młody blondyn z Whitesnake" to chyba będzie 46-letni Doug Aldrich. Tylko że ten etat u Ozza mi nijak nie pasuje

Ma ktoś jakieś sugestie ?????
* Oczywiście cytaty nie są dosłowne. Ale znaczenia nie przekręciłem. Najgorsze było to że chłopak słuchał z zaciekawieniem i chyba w to wszystko wierzył
