Strona 51 z 56
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 1:33 am
autor: Deleted User 8263
Koncert w Birmingham to od początku był dla mnie lekki roller coaster emocji. W momencie ogloszenia było dla mnie jasne, że trzeba się pojawic, w zasadzie dla samego faktu że bedzie tam Bill Ward i zagra z resztą Sabbs. Jednak w miarę zblizania się eventu miałem dużo wątpliwości, od finansowych i logistycznych, po line up w którym coraz więcej pojawialo się ludzi, ktorych albo mam w dupie, albo wrecz nimi gardze za niski poziom muzyczny. No i fakt, że obecność w Birmingham wymagała poświęcenia 1-2 Maiden...
Natomiast decyzję trochę podjął za mnie Slayer oglaszajac dodatkowe sztuki w UK, jak i niemiecki skyrwiel tusk, bo przez brak cpk trasa WAW-LIS jest tak droga, że szkoda gadać. Kilka dni przed koncertem moj kolega z instagrama nie mogac się do mnie dodzwonić w ciemno kupił mi goldena, a potem jeszcze skontaktował z chętna na moje trybuny. Także od razu po AC/DC szybka drzemka i dzida do Birmingham (w którym dopiero co byłem na Maiden lol).
Na stadion wszedłem kiedy gral Mastodon, Golden był nabity całkiem mocno, ale dało się przejsc miedzy ludzmi na środek, gdzie zauważyłem znajomego kolumbijczyka. Zawołałem go na tyle głośno, że uslyszal a przy okazji oszołomilo to trochę lud dookola także wykorzystalem momemtum i byłem za chwilę w drugim rzędzie, a potem na barierce.
Na Rival Sons jeszcze się ustawialem, więc pierwszy koncert to niestety Halestorm i o ile przed Maiden az tak mnie nie bola, tak na Villa Park zupełnie nie pasowali. To nie jest poziom stadionu, to nie jest poziom tego towarzystwa, ruda podarła ryja i poszła. Wypierdalac.
Anthrax wjechal jak do siebie, szkoda że tak krociutko. Lamb of God nie słucham, ale występ dali dobry. Porwali się na gruby cover, ale wstydu tym Childrenem nie przyniesli. Supergrupa slodko gorzka, bo Jake E Lee był jednym z najważniejszych gosci wydarzenia, ale z drugiej śpiewała najpierw Lzzy z Halestorm która spiewac nie umie, a potem Draiman który jest jebana kurwa. Na plus też Ellefson, zasluguje ten chlop na dużą scene i docenienie, skoro Rudy tego nie umie zrobić. Kim jest yungblud nie wiem, wyglada jak pedał ale głos ma dobry i dostał Changes, więc tu publika mogła się wykazac.
Alice in Chains nie słucham, ale zrobili na mnie dobre wrazenie. Gojira pokazała się ze swietnej strony, cover wybrali bardzo ciekawy i chyba pierwszy raz widziałem jak Joe gra solo ale...
... tu bym chciał poruszyc duży problem tej imprezy, czyli sety. Po co te zespoły wpadając na 15 minut graja dwa totalne kotlety i jeden cover? Na takim gigu można byłoby się pobawic, pograc same covery, zrobić jakieś crossy miedzy sobą... zabrakło mi tego.
Breaking the Law mi się podobało, fajne docenienie Priest jako pochodzących z Birmingham. KK zebral mega owacje i jego pojawienie bardzo podpaliło publikę, fajnie, należy mu się. Casus Ellefsona. Natomiast łysy na wokalu kawalek ten zmasakrował, drugi najgorszy wystep. Hagar mieszane uczucia, bo z jednej strony to sceniczne zwierze i natychmiast przejął scene, ale po co tam był cover Montrose? Kogo to obchodzi? Jeśli o scenicznych zwierzetach mowa, to na drugim biegunie był Tobias, szwedzki zlodziej zlapal minusowa aurę kiedy pytał publikę "are you ready to bark for me?", ale kiedy zaczął spiewac to trzeba przyznać, że wypadl bardzo dobrze.
Następnie jeden z highligtow całego dnia i coś czego mi zabrakło wczesniej, czyli niespodziewane połączenie Rona Wooda i Tylera. Dwie supergwiazdy klasy A, do tego w fajnym połączeniu, bez zapowiedzi. Tyler pozamiatał, facet był królem sceny, szkoda tylko że zamiast Walk This Way nie pokusił się o cover Sabbath.
Pantera - nie szanuje tego co robi Anselmo, ale Walk robi na żywo ogromne wrażenie, a do tego ciekawy dobor coverow. Solidny wystep. Tool nuda. Nie zasługują na nic więcej.
Druga część relacji pewnie za godzinę dwie
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 2:22 am
autor: Deleted User 8263
Po Toolu na scenie zameldowała się załoga, na którą poza Sabbath czekałem zdecydowanie najbardziej. Zbyt wcześnie Slayer zakonczyl kariere, miałem ogromny niedosyt z powodu tylko jednego gigu na ostatniej trasie i dobrze, że Zabojca wraca. Koncert na Villa Park też był spod znaku cover+szlagiery, ale w ich przypadku można to wybaczyć. Publika w końcu ożyła, zaczelo się porzadne pchanie i spiewanie, wcześniej jakiekolwiek życie wywołał tylko BtL. Generalnie publika bardzo mieszana, ludzie z całego swiata (przynajmniej na barierce i w jej okolicach). Za mną np był Ukrainiec z Odessy, który obecnie mieszka w Izraelu. Oby chlop nie planowal wyprowadzki na Tajwan xD . Niemniej publika baaaardzo telefonowa, każdy nagrywal wiekszosc setow, kilka osób bardzo emocjonalnie reagowalo, był też koło mnie jeden thorgalopodobny zawodnik. Ale wracajac do Slayera, nieprawdopodobna intensywność. Oby regularnie wracali na kilka gigow.
Gunsnroses widzialem na żywo raz i Wyszedłem zażeniwany. Trzeba im oddać, że naprawde postarali się z setem, bardzo dobry przekrój tworczosci Sabbs, w tym Sabbath Bloody Sabbath. Szkoda tylko, że Axl nie ma głosu i czego by nie spiewal brzmi to strasznie. A szkoda, bo nawet w zespole mają goscia, który spiewac potrafi. Niemniej za seta szacun, dużo lepiej było sluchac sredniego Never Say Die niż Halestorm, albo jakiegoś kotleta Toola.
Mete pomijam, nie lubię, nie polubię, dwa covery ale imo zmaltretowane, brzmialo to jak reszta numerow mety które zagrali. Muszę jednak przyznać, że cały stadion znal teksty dwoch ostatnich numerow mety i tak głośno nie było nawet na Sabbs.
Slowko o tym co miedzy zespołami - było sporo filmików, od pozdrowien od muzyków nieobecnych, przez zabawne animacje, montaze Ozza z The Beatles, South Park itd. Był też Tribute dla Randy'ego.
No i zaczęło sie po Mecie wielkie oczekiwanie. Nagle dwa metry ode mnie zaczyna wyjezdzac tron z Ozzem. Widać było po Osbournie z jednej strony wielki wysilek, ale i radosc z bycia na scenie. Wokalnie Osbourne się obronił, jak na jego wiek i zdrowie zaprezentował się naprawdę dobrze. Wylde nie pajacowal, gral jak trzeba. Najlepszy zdecydowanie Mama Im Coming Home, na Crazy Train Ozz już lekko nie domagał w końcówkach wersów, tu mi zabrakło kilku gosci na scenie i jakiegoś wspolnego spiewania, wydłużania numerow. Ale rozumiem, że miał być Ozz set. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał, że fajnie byłoby żeby doszlo do reunionu - chociaz na jeden numer - Jake'a i Osbourne'a. Nie mówię już o jakims symbolicznym wyróżnieniu pozostałych muzyków, którzy dołożyli cegiełkę do sukcesu Ozzy'ego. Dlaczego k...a nikt nie zaspiewal Hellraisera żeby przy okazji oddac hold Motorhead i Lemny'emu, który był blisko z Ozzem?
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 7:40 am
autor: nugz
Nuno to kot, chłop miał zdecydowanie najdłuższy czas na scenie. Zawodnik gra wszystko, z każdym
Sid Wilson oświadczyl się Kelly podczas koncertu.
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 11:14 am
autor: remi
\Stream jeszcze działa, pytanie - co dalej? YT konsekwentnie wszystko usuwa. Ciekawe, czy dogadali się, co do wydania tego zapisu.
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 11:41 am
autor: live_evil
W sieci, na zufanych stronach krąży już zapis całego streamu.
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 11:47 am
autor: Deleted User 8263
Kolega prosi o link
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 11:50 am
autor: Sadek
$haron pewnie nigdy by się nie zgodziła na wspólny występ Jake'a z Ozzem. A szkoda wielka, bo to był idealny moment na reunion i wspólne zagranie czegoś z The Ultimate Sin albo Bark at the Moon.
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 12:16 pm
autor: nugz
live_evil pisze: ↑pn lip 07, 2025 11:41 am
W sieci, na zufanych stronach krąży już zapis całego streamu.
Rozumiem, że chodzi o sieć sklepów Torrent?
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 12:42 pm
autor: live_evil
nugz pisze: ↑pn lip 07, 2025 12:16 pm
live_evil pisze: ↑pn lip 07, 2025 11:41 am
W sieci, na zufanych stronach krąży już zapis całego streamu.
Rozumiem, że chodzi o sieć sklepów Torrent?
Tak. Widziałem na prywatnych trackerach, ale na tpb też można znaleść.
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 3:43 pm
autor: remi
Ja mam wspomnienia utrwalone niczym paste bin. Zajmują 5 giga w mojej pamięci i tylko ostatnie 1,5h ale za to pamiętam jakby było w full hd.
Re: Black Sabbath
: pn lip 07, 2025 5:36 pm
autor: Zajzajer
Ozzy w teleexpresie (nie oglądam tv, ale dostałem od kogoś cynk) - nie wiem co tam gadali
Re: Black Sabbath
: wt lip 08, 2025 11:01 am
autor: live_evil
Na raz chyba tego nie obejrzę.
Re: Black Sabbath
: śr lip 09, 2025 12:57 am
autor: Deleted User 8263
No dobra, to odkopujemy się z zaległych relacji.
Po secie Ozza nadszedł czas na główne danie. Było już ciemno, czerwone światła rozświetliły Villa Park, rozległy się syreny i na scenie pojawiło się czterech wspaniałych. Stałem idealnie na przeciwko Iommiego i byłem tak niesamowicie szczęśliwy, że tam jestem. Ozzy wykrzyknął "We Are Black Sabbath" i tyle wystarczyło, żeby podpalić tłum. Ze śpiewaniem tekstów publika nie miała żadnego problemu, Ozz oddawał sporo linijek na początku War Pigs. Oczywiście, można się przyczepić do przejść Warda, który jest w wieku i formie, która pewnie uniemożliwiłaby mu granie na perkusji regularnie, ale czy to miało jakieś znaczenie? No nie miało. Znaczenie miało to, że muzyka Sabbath ma niesamowitą moc i słuchało się jej wiedząć, że to ostatni raz kiedy jest grana przez jej twórców. Geezer i Iommi świetna forma, wykonawczo wszystko było jak trzeba, obaj wyglądają jakby mogli spokojnie zagrać trasę i dalej być aktywnymi muzykami. Zresztą też nie ma co robić z Warda jakiegoś wraku człowieka, miał sporo dobrych momentów a i Ozzy wokalnie dowiózł temat. N.I.B. to był świetny wybór, spotlight na Geezera, w pełni zresztą zasłużony. Zawsze oczywiście go szanowałem jako świetnego basistę, ale Sabbs to dla mnie zawsze był przede wszystkim Iommi, a przecież sekcja rytmiczna Sabbs to top topów i ten N.I.B. dobrze mi o tym przypomniał. Na Iron Manie duzo sie już zrobiło telefonów, ja przyznam ze Sabbs to był jedyny zespół tego dnia, kiedy nie nagrałem nawet sekundy- chciałem po prostu chłonąć atmosferę i każdą nutkę Iommiego, skoro z wydarzenia mam teraz na dysku świetne nagranie i milion filmików publiki, to wolałem skupić się na obserwowaniu mistrza (napisałbym dwóch mistrzów, ale Geezera trochę zasłaniał mi wybieg).
Kiedy Ozzy zapowiedział ostatni numer i Tony uśmiechął się lekko... kurcze, jeden z mocniejszych momentów w moim koncertowym życiu. Świadomość, że oglądam z tak bliska absolutnego mistrza świata, tytana gatunku kiedy po raz ostatni gra tego nieśmiertelnego klasyka... nie płakałem jak Pasiak, ale na pewno poczułem sporo pozytywnych emocji, że jednak tak poprowadziłem swoje życie, ze mogłem tam być i mam tyle skillsów, żeby faktycznie zrobić to z pierwszego rzędu. Wykon nie był perfekcyjny, Billowi i Ozzowi było już ciężko, Osbourne zresztą problem miał nawet z mówieniem, publika paradoksalnie nie wypadła na tym numerze jakoś wybitnie, chyba każdy poza mną i kolumbijczykiem był już skupiony na nagraniu dobrego instastory na koniec.
Tak jak wspominaliście wcześniej, zabrakło jakiegoś wspólnego ukłonienia się czy chociaż pomachania publice, Iommi bardzo szybko zszedł ze sceny, Ward wyglądał z bliska na wkurwionego, tylko Geezer dłużej postał przy Ozzym, a potem przyniósł mu tort. Łyżeczka dziegciu w beczce miodu.
Sam event oceniam tak wysoko jak tylko się da. Pewnie, dobór zespołów nie był pode mnie, sam Morello moim zdaniem słabo to wszystko poplanował, a setlisty mogły być lepsze, ale dalej - to był event jedyny w swoim rodzaju, pewnie już nigdy nie potwórzy się takie wydarzenie na taką skalę, celebracja muzyki, kultury, zasłużonych postaci. Marzy mi się, żeby kiedyś na jakimś Wacken odbył się taki metalowy all-star, gdzie po prostu różni tytani gatunku graliby razem.
Ze spraw najważniejszych: złapałem dwie kostki Slayera. Kerry i Tom.
Re: Black Sabbath
: czw lip 10, 2025 10:59 am
autor: remi
Piękna relka, tak było. Dodam od siebie, że miałem wrażenie, że aż do Mety włącznie był to po prostu metalowy fest (troszkę śpiewania, pogo, moshpity) - standarcik. Ale gdy wjechał Ozzy zrobiło się dziwnie cicho i ludzie zachowywali jakby "to oglądali/doświadczali" niż typowo bawili się do muzyki na żywo. Oczywiście Ozzy wchodził w interakcje i były momenty aktywnego udziału (Crazy Train czy śpiewanie Mamy), ale mimo wszystko czuć było w tym taką nutkę "że dzieje się coś wielkiego/uczestniczymy w czymś nadzwyczajnym".
Gdy BS wyszli na scenę - przynajmniej ja - non stop w sercu kibicowałem by nie było jakiejś wyjebki. I im dalej w gig, byłem pod tym względem spokojniejszy. Zaskoczyli mega pozytywnie, każdy czuł niedosyt...
Dżosef- najbliższa taka okazja zjazdu all-star to zakończenie działalności Mety - szykuj się na barierkę w odpowiedniej koszulce xD
Re: Black Sabbath
: czw lip 10, 2025 11:20 am
autor: Schizoid
Będzie memoriał Ozzy'ego na pewno. Sharon ma już ogarnięty schemat, także nic tylko działać.
Re: Black Sabbath
: czw lip 10, 2025 12:57 pm
autor: Recit The Thornographer
Czy Metallica zrobi podobną imprezę? Możliwe. Tylko to jednak inna skala, niczego im nie ujmując. Tutaj wszyscy byli w pewnym sensie artystycznymi dziećmi Black Sabbath, w przypadku Metalliki tak nie jest.
Re: Black Sabbath
: czw lip 10, 2025 1:04 pm
autor: Schizoid
No właśnie, co do tych "dzieci Black Sabbath"... Dlaczego zabrakło ich równolatków? Przecież z tej grupy odliczył się w zasadzie tylko KK Downing i Steven Tyler. Nie rozumiem, dlaczego w Birmingham nie pojawiło się Blue Oyster Cult, Uriah Heep, Deep Purple i Pentagram. Przecież to by miało sporo sensu. Tak samo dziwi mnie pominięcie bezpośrednich dziedziców Sabbath w postaci Candlemass, St. Vitus, Trouble, Electric Wizard czy ludzi z Kyuss. Uwzględnienie czołowych reprezentantów sceny DOOMOWEJ wydawałoby mi się jednak posunięciem naturalnym. Jednocześnie wleciały jakieś osobistości z zupełnie innego świata. Nie wiem, czy ktokolwiek potrzebował tam łysego z The Smashing Pumpkins, Żymianin to pomyłka, ale tutaj w grę wchodziły pejsy i pochodzenie Sharon, więc znajduję na to jakieś niemerytoryczne uzasadnienie.
Re: Black Sabbath
: czw lip 10, 2025 1:10 pm
autor: Deleted User 8263
Mysle, że to kwestia tego, że z jednej strony Sharon raczej dystansowała Ozza od angielskiej sceny, robiac z niego amerykańska gwiazde, stąd brak brytyjskich legend.
Z kolei Candlemass, Electric Wizard... nie sądzę żeby Morello wiedział co to za nazwy. Ten cały yungblud czy blondynek Watt też znaleźli się tam przez znajomosc z Ozzym lub jego otoczeniem.
Re: Black Sabbath
: czw lip 10, 2025 1:23 pm
autor: Żelazny
Schizoid pisze: ↑czw lip 10, 2025 1:04 pm
No właśnie, co do tych "dzieci Black Sabbath"... Dlaczego zabrakło ich równolatków? Przecież z tej grupy odliczył się w zasadzie tylko KK Downing i Steven Tyler. Nie rozumiem, dlaczego w Birmingham nie pojawiło się Blue Oyster Cult, Uriah Heep, Deep Purple i Pentagram. Przecież to by miało sporo sensu. Tak samo dziwi mnie pominięcie bezpośrednich dziedziców Sabbath w postaci Candlemass, St. Vitus, Trouble, Electric Wizard czy ludzi z Kyuss.
Cały ten festiwal to od początku był Ozzfest-core pod Amerykańską publiczność, z tych nazw to maks Purpli tam kojarzą
Edit - Plus to co Dżozef napisał
Re: Black Sabbath
: czw lip 10, 2025 4:18 pm
autor: Sardi
Dzosef pisze: ↑czw lip 10, 2025 1:10 pm
Ten cały yungblud czy blondynek Watt też znaleźli się tam przez znajomosc z Ozzym lub jego otoczeniem.
Watt to mu zrobił przeciez dwie ostatnie płyty. Można kwestionować ich jakość, ale to nie była kwestia tylko "znajomości"