02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Info o koncercie? Zlocie? Imprezie? Patrz tutaj

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12640
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: blackcocker »

To może trójkącik nad wadżajnem
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12640
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: blackcocker »

No Linkin Park zrobiło naprawdę piękną imprezę - rozpierdol. Haczyk przy kolejnej kapeli z młodych lat, ale nie taki, że spoko - zaliczone i chuj. Jest ochota na więcej :D
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9704
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: johnny_o »

Tej kapeli z młodych lat już nie ma... :(
Awatar użytkownika
Max323
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 4702
Rejestracja: sob maja 26, 2018 8:58 pm

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: Max323 »

Solowa sztuka za rok na Tauronie, to może i ja bym się wybrał.
A
B
C
D
E
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12640
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: blackcocker »

Oj byłoby pięknie. Choć zależy dużo od cen, bo za granicą są zabójcze...
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Awatar użytkownika
Shedao Shai
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6366
Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
Skąd: Wrocław

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: Shedao Shai »

Przecież to była najlepsza możliwa okazja do zobaczenia LP w Polsce. Jak już LN im ogarnie koncert na hali, zobaczymy ceny, zesramy się i tyle będzie z koncertu.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 10023
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: Zajzajer »

Max323 pisze: ndz lip 06, 2025 11:44 am Solowa sztuka za rok na Tauronie, to może i ja bym się wybrał.
Skąd info?
Zajzajer on the Road 2026:
Awatar użytkownika
Max323
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 4702
Rejestracja: sob maja 26, 2018 8:58 pm

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: Max323 »

Zajzajer pisze: ndz lip 06, 2025 11:58 am
Max323 pisze: ndz lip 06, 2025 11:44 am Solowa sztuka za rok na Tauronie, to może i ja bym się wybrał.
Skąd info?
To nie jest info. Ja sobie tak gdybam.
A
B
C
D
E
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12640
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: blackcocker »

johnny_o pisze: ndz lip 06, 2025 7:35 am Tej kapeli z młodych lat już nie ma... :(
Nawet nie będę tego komentował :D no nie ma... Jest nowa inkarnacja, bo Padington się wylogował i cisną dalej po latach. Robią totalny rozpierdol, nie odcinają kuponów tylko promują mocno Emily (która rozjebała wbrew temu co pierdoli Kusy na KwP) i nową płytę. A klasyki brzmią w chuj dobrze
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 11570
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: nugz »

Laska ewidentnie daje radę.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 10023
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: Zajzajer »

I nie taka brzydka
Zajzajer on the Road 2026:
Awatar użytkownika
Max323
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 4702
Rejestracja: sob maja 26, 2018 8:58 pm

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: Max323 »

FB_IMG_1751798553122.jpg
A
B
C
D
E
Awatar użytkownika
kam
-#Weekend Warrior
-#Weekend Warrior
Posty: 2627
Rejestracja: pt gru 02, 2011 5:27 pm
Skąd: Stolica

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: kam »

Bilet jednodniowy na NOS Alive Festival: około 356 zł (84 Euro)
Bilet jednodniowy na Mad Cool Festival: około 415 zł (98 Euro)
Bilet jednodniowy na Rock Werchter: około 580 zł (137 Euro)
Bilet jednodniowy na Roskilde: około 780 zł (1330 DKK)

Wszystkie ceny zawierają już fee.

Bilet jednodniowy na Open'era, gdzie lineup każdego jednego dnia jest gorszy niż z festiwali wyżej wymienionych to 555 zł (ostatnia pula). To cena na stronie, a potem jeszcze się okazuje, ze jest 5% opłaty serwisowej. Wychodzi wtedy 582 zł.
https://www.last.fm/user/kamooo
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12640
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: blackcocker »

Alter Art to strasznie drogie ma te bilety. Opener swoją drogą, ale Nick Cave, QOTSA... Ceny z dupy
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: pz »

blackcocker pisze: ndz lip 06, 2025 12:10 pm
johnny_o pisze: ndz lip 06, 2025 7:35 am Tej kapeli z młodych lat już nie ma... :(
Nawet nie będę tego komentował :D no nie ma... Jest nowa inkarnacja, bo Padington się wylogował i cisną dalej po latach. Robią totalny rozpierdol, nie odcinają kuponów tylko promują mocno Emily (która rozjebała wbrew temu co pierdoli Kusy na KwP) i nową płytę. A klasyki brzmią w chuj dobrze

Dobrze piszesz. Byłem w 2007, byłem teraz. Rozwalili na całego. Emily sztos. Nowe numery świetne na żywo. Stare świetnie zagrane. Chętnie pojadę gdzieś ponownie.


Organizacyjnie plus za pity. Duży minus, że nie potrafili ogarnąć wody na polu od soboty. Duże przestrzenie. Mocno się nachodziliśmy.

Sam festwial muzycznie nie dla mnie. Po prostu nie rozumiem "grania" muzyki na żywo z taśmy. No nie czaję. Do tego te wszystkie produkty dla młodzieży są takie nijakie i bezpłciowe. Tragedia. Na szczęście oba zespoły, na które się wybrałem dowiozły powyżej oczekiwań. No i towarzystwo pierwsza klasa.

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12640
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: blackcocker »

A wczoraj (dzisiaj) podobno ludzie mieli mega problemy z wyjściem, że zamknęli orgowie bramy, trzeba było dymać na około? Nie znam szczegółów, ale to co widziałem opiszę w relacji :D
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: pz »

blackcocker pisze: ndz lip 06, 2025 2:02 pm A wczoraj (dzisiaj) podobno ludzie mieli mega problemy z wyjściem, że zamknęli orgowie bramy, trzeba było dymać na około? Nie znam szczegółów, ale to co widziałem opiszę w relacji :D
Też coś skrobnę. Konar zasługuje na kilka słów wspomnienia. Podobnie te raperki. Ale najpierw muszę dotrzeć do domu i chyba odespać, bo dzisiaj w nocy 4h spania z przerwą i za kierownicą oczy się zamykały.

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12640
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: blackcocker »

Bezpieczeństwo przede wszystkim, szef. Ja właśnie wsiadłem do auta, żona prowadzi, więc mogę naskrobać parę słów o moim pierwszym (i mam nadzieję ostatnim Openerze).

Po zobaczeniu rozpiski na Opka, z której wynikało, że Muse i Linkini zagrają dzień po dniu w weekend, nie było w sumie innej opcji, żebym się nie pojawił na OF25. Dodatkowo mogłem to połączyć z wizytą u teściów, a żona wyrażała chęć, żeby wybrać się tylko na sobotę, bo "gejki" w piątek jej nigdy nie grzały. Jak żona chce na koncert, przecież nie mogę jej zawieść :mrgreen:
Zatem czaiłem się na jakieś tanie bilety z drugiej ręki, bo Alter Artu nie lubię i nie chciałem im dokładać do wora niemałej sumy. Nie spieszyłem się tym bardziej, że miałem spanie stosunkowo niedaleko i byłem elastyczny. Dla żony jednodniówkę udało się kupić za 287.5, więc cebula na pełnej, a ja trochę speniałem i karnet weekendowy dla siebie kupiłem w czwartek za cenę i tak niższą niż w oficjalnej dystrybucji, ale nie na tyle, żeby się tym jakoś wybitnie chwalić. Zresztą nie ma co narzekać, na Mystika wszedłem za 150 zł, teraz mogłem pozwolić sobie na trochę szaleństwa finansowego, a odchodził mi też przecież koszt spania :D dodatkowo na weekend miał pojawić się też pz z małżonką, więc towarzystwo zapowiadało się wybitnie.
Gdy jechałem w piątek do Gdyni, trasa z planowanych przez Google 1.5h wydłużył się do 2.5... byłem niesamowicie wkurwiony. Nie dlatego, że jakoś zależało mi na pierwszych koncertach, ale po prostu bałem się, że nie dam rady się nigdzie zatrzymać za friko przy festiwalu, jeśli ruch już jest tak gigantyczny. Tym bardziej, że nie znałem w ogóle tego terenu, gdzie wejście, ile się idzie itp. Mapki na ich stronie robił chyba ktoś kto zdecydowanie kończył design grafiki, a nie geografię czy jakąś inną ścisłą dziedzinę, bo były totalnie niepraktyczne i rozczytanie się co i jak sprawiło mi niemałą trudność :lol: ale może to problem ze mną :D
Tak czy siak, szczęśliwie odstałem w korkach swoje i zaparkowałem pod Rossmannem niedaleko głównej bramy (jakieś 5 min z buta). Zaopatrzyłem się w pobliskiej Biedrze w słony wypiek i coca colę zero, bo o linię trzeba dbać, żeby się zapchać i nie dorzucać Alter Artowi niepotrzebnie do wora ;) a wiemy ile kosztuje festiwalowa szama. Przeszedłem elegancko przez bramę i okazało się, że jeszcze z 15 min szedłem, żeby wejść przez właściwą bramę festiwalu. Strasznie słabo pomyślane jest to wejście, idzie się i idzie. Dopiero potem dowiedziałem się, że ten dystans można przejechać busem festiwalowym, ale już chuj. Przespacerowałem się, bo o linię trzeba dbać, a te autobusy to i tak różnie z nimi, ale o tym później.
Tent Stage widziałem już z daleka i idąc w kierunku bramy, miałem wrażenie, że w ogóle się nie zbliżam :lol: ostatnie stresy związane z wymianą karnetu, bo w końcu ktoś mógł mnie oscamować (wszystko poszło gładko) i w końcu wszedłem. Pierwsze co, to zaskoczyła mnie wielkość terenu. Gigantyczne to jest - bardzo duży minus pod kątem zaliczania wielu koncertów w różnych miejscach na terenie festu - ale z tego co zauważyłem, to tam ludzi raczej nie chodzą słuchać wyłącznie muzyki. Dodatkowo organizatorzy dbają, żeby nie było na co chodzić bez przerwy :lol: ale łatwo mi tak mówić, bo nie jestem targetem tego festu zdecydowanie.
Od razu wskoczyłem do Alter Stage, gdzie swoje ostatnie kilkanaście minut miała Mela Koteluk. Widziałem ją ostatnio 7 lat temu z przypadku na Męskim Graniu w Krakowie, gdzie dorabiałem sobie po studencku jako służba informacyjna i wyrdy było tak samo - po prostu ok. Beznamiętny polski pop, bez jakiś porywających melodii. Na plus żywy zespół i śmieszne wdzianko Meli. Wszem i wobec wiadomo, że lubię popik, szczególnie damski, ale tutaj nie poczułem nic więcej poza zimnymi powiewami wiatru na łydkach. No bo właśnie pogodowo nie było wyśmienicie. Bez bluzy byłoby ciężko. Dobrze o tyle, że do tego wszystkiego jeszcze nie było jakiejś ulewy.
Wychodząc z Meli spotkałem się z pztem i jego lepszą połówką i wyruszyliśmy obejrzeć kilkanaście minut warszawskiego zespołu Metro, który zaprezentował naprawdę przyjemny występ. Takie delikatne alt rockowe granie, może z domieszką post-punku. Gdyby byli gdzieś supportem przed interesującą mnie gwiazdą, mógłbym się wybrać do klubu wcześniej (zresztą praktycznie zawsze to robię).
Zostaliśmy w tej "namiotowej" części festiwalu i poszliśmy na koncert Mother Mother, którego pierwsza część bardzo mnie pozytywnie zaskoczyła. 2 kobiece wokale, energiczny zespół, takie indie rockowe granie. Naprawdę przyjemnie się tego słuchało, ale im dalej w las, tym bardziej nużyło i chyba najlepsze kawałki dali faktycznie na sam początek, bo po jakimś 30 min to wyszliśmy, ale koncert ogólnie na plus, jak na to, że nie znałem ani pół ich kawałka wcześniej.
Następnie spacer po festiwalu, żeby zobaczyć co on oferuje. No dużo atrakcji dla osób, które chcą tam się taneczno-alkoholowo pobawić. Praktycznie w każdej strefie DJ i mini klub z dyskoteką. Moim faworytem była strefa Żubrówki, która wyglądała całkiem elegancko, szczególnie w porównaniu z moimi studenckimi wspomnieniami, gdy żubrówa to była jedna z najgorszych wódek, które można było wypić na imprezie, ale była chociaż tania (przynajmniej do czasu pandemii). No tak jak mówię, jak się jest ekipą i można sobie pozwolić na napicie się i potańczenie to pewnie spoko. Ale no, wolałbym iść chyba do klubu u siebie w mieście niż wydawać gruby hajs na karnet i zamiast słuchać koncertów - pić na dyskotece, tym bardziej że wóda przecież nie jest wliczona w cenę i trzeba za nią na festiwalu zapłacić cenę co najmniej klubową. Ale rozumiem, że to chyba raczej na zasadzie - idę na rapera, który trenduje na tik toczku a resztę dnia dyskoteki w strefie Żubrówki, Heinekena czy innego Desperadosa. Spoko, zazdroszczę zasobnego portfela, albo bogatych rodziców.
Strzeliłem sobie Białego Żywca 0, bo przecież prowadzę auto, no i... o linię trzeba dbać :lol: naprawdę przyzwoity jest ten browar. Lubię bardzo alkoholową wersję, a tej zerowej smakowo niczego nie brakuje. Zauważam, że coraz więcej jest takich piwek 0, bardzo to cieszy. Inna sprawa, że zbrodnicze 19 zł za 0.4l, ale znając życie - mogło być drożej. Czy jest jakaś granica?
Z trunkiem w ręku ruszyliśmy na Main Stage, którego zobaczyłem pierwszy raz. No kurewsko jest to daleko od namiotów. Akurat "grała" Little Simz. Rapująca murzynka, całkiem ładna. Muzyka totalnie nie dla mnie, ale nie było tragedii. Całkiem fajnie zagadywała do publiki i dobrze się bawiła. No ale właśnie. Występ na żywo to powinien być występ na żywo. Pani Simz (o której usłyszałem dopiero jak pojawiłem się pod sceną XD) cały podkład muzyczny miała puszczony z taśmy. Czasem dołączała do niej basistka i klawiszowiec i wtedy brzmiało to nieco lepiej i bardziej grooviaście i funkowo. Ale żeby tego było mało, wiele jej wersów leciało z taśmy, a ona w tym czasie robiła jakieś okrzyki w kierunku publiki XD no kurwa - wychodzisz na scenę, puszczasz sobie muzyke z laptopa i jedyne co masz robić to rapować, a nawet to często robisz z taśmy XD no może to taka konwencja, bo ludzie pod sceną machali łapami i skakali. Ponownie - czemu nie iść na dyskotekę, albo urządzić taneczną domówkę i puszczać sobie to z laptopa, dość że sama Little Simz robiła to samo, ale przynajmniej zarobiła na tym pewnie kupę szmalu XD no nic, przynajmniej była dość ładna :lol:
Obejrzeliśmy trochę klubowego setu Neil Frances, pobujaliśmy się. No nie wiem co mógłbym o tym napisać - było rytmicznie i mogłem się pobujać, ale no chłopaki po prostu puszczali muzę z komputerów xD
Dean Lewis z pełnym żywym zespołem zaserwował trochę folkowo-popowo-indie kawałków i było to po prostu neutralne. Ale zwróciłem mocno uwagę na backdrop, który imitował jakby pogniecioną kartkę z jakimś tesktem napisanym ręcznym pismem. Bardzo fajnie się to prezentowało, szczególnie, gdy światło padało tak, że podkreślało trójwymiarową fakturę pogniecionego listu na pergaminie.
Nadszedł czas, żeby uderzyć na Maina i zająć jakieś sensowne miejsce na Muse.
Koncert zaczął się 4 minuty przed czasem od świeżego singla, który jest całkiem niezły, choć ja nie lubię dźwięku tak niskich gitar, a tu Matt gra chyba na 8-strunówce. Zaczęło się naprawdę intensywnie, z dobrym, masywnym dźwiękiem. Za moment Chris wyszedł na koniec wybiegu i zapierdolił intro Hysterii. Kawałek monument i żelazny hicior Muse, wyskakałem się tak, że już po nim miałem dość. A zaraz dokładka Stockholm Syndromem. Naprawdę, te początkowe kilkanaście minut to była taka młucka, jakiej się nie spodziewałem. Trochę spokojniej się zrobiło na Won' Stand Down i Thought Contagion. Potem wjechało intro do Psycho, który mi się przejadł studyjnie mocno, ale jaka to jest koncertowa kosa. Mamuniu... Problem był taki, że Matt śpiewał ten numer z końca wybiegu i baaaardzo słabo było go słychać, momentami totalnie zanikał pod tłustymi warstwami instrumentów. Nadszedł czas na ostatnich przedstawicieli najnowszej płyty Brytyjczyków - Kill or Be Killed i Compliance. Szczególnie do tego drugiego od samej premiery płyty mam niesamowitą słabość. Uwielbiam go, no. Choć wiem, że może brzmieć mega kiczowato, szczególnie intro i refreny z tym wiejskim brzmieniem klawisza, no nic nie poradzę :lol:
Nie spodziewałem się, że Madness na żywo tak pozamiata. Uwielbiam ten Queenowy vibe w Muse, a w tym kawałku czuć go nad wyraz dobrze - w tych harmoniach wokalu i świetnej solówce w stylu Maya. Po chwili spokoju znów wpierdol w postaci kolejnego ultra hiciora, czyli Plug in Baby. Ogólnie było zimno, ale nad publiką musiało parować. Ja byłem już na tym etapie tak zgrzany, że mógłbym rozmrażać pod koszulką piersi z kurczaka zamrożone na skałę. Po kolejnych 2 spokojniejszych kawałków nadszedł czas na arcyseksowny Time Is Running Out. To intro i wokale są tak zmysłowe, że ja pierdole, aż mi się chce :lol: a przypominam, że obok był JM A - więc ciężko było się powstrzymać. Dodatkowo nieco melancholijna melodia w refrenie i ja jestem kupiony. Fantastyczny kawałek, po którym jak do siebie wpierdolił się Supermassive Black Hole. O ludzie! Kolejny cios, tym bardziej, że to pierwszy kawałek Muse jaki usłuszałem w życiu w spiraconej FIFIE 07, którą jakimś cudem załatwił mi tata :D no i abstrahując od sentymentów - to zwyczajnie totalny sztos numer i ciężko, żeby wyszedł z głowy :D musiał jednak ustąpić miejsca arcybangerowi, który nie wiem czy nie jest moim ulubionym numerem Muse w zasadzie odkąd go usłyszałem w Guitar Hero: Warriors of Rock. Uprising to jebany hymn. Fantastycznie zabrzmiał na setki gardeł w mojej okolicy.
No i znów doświadczyliśmy problemów technicznych, bo Chris na końcu wybiegu grał na harmonijce intro do Knighta of Cydonia, ale nie było go słychać w ogóle - przynajmniej ja nie słyszałem. Mniejsza o to - kolejny klasyk i znów świetna zabawa.
Bisy były już bardzo spokojne. Matt występował na nich w kozackiej świecącej kurtce z naprawde dużą ilością LEDowych kwadracików, które pozwalały na tworzenie fajnych wizualizacji na froncie i plecach muzyka :D Całość zamknęło bardzo poruszające wykonanie Starlight, podczas którego dotknął mnie smuteczek, że to już koniec tej fantastycznej mjuzowej imprezy, która zleciała mi w mgnieniu oka. Ale mimo cienia smutku, byłem niesamowicie nasycony i zadowolony, że zobaczyłem ich na żywo. To nie są moi muzyczni idole, ale ich muzyka towarzyszy mi już naprawdę długo i lubię wracać do ich twórczości, która równa nie jest, ale to co jest dobre, jest kurwa po prostu wybitne i mają takie hiciory, że głowa mała.
Rozszedłem się z JM Adminem i poszedłem na Tenta posłuchać koncertu St Vincent. Wszedłem w trakcie pierwszego kawałka, który kojarzyłem po przesłuchaniu jej nowej płyty kilka godzin wcześniej. Brzmiało to zaskakująco potężnie i dużo mniej sterylnie niż na płycie. Po kilku minutach dało się poznać, że zespół Annie to totalne kozaki i profesjonaliści. Szczególnie gitarzysta, który świrował z liderką niejednokrotnie podczas dzikich solówek. W sumie nie wiem co mogę powiedzieć o tym koncercie. Nie miałem żadnych oczekiwań - raczej na zasadzie, że kojarzę nazwę i że wiem, że to coś co może mi się spodobać, ale o chujecku. Genialny był to koncert i ze względu na to, że twórczości nie znam (JESZCZE) praktycznie w ogóle, nie będę się rozpisywał. Ale Annie, jej zespół, jej gadki, jej dzikość porwali mnie i zaserwowali ponad godzinną sztukę, podczas której myślałem o Gabrielu, Cavie, Bjork, z których wyraźne inspiracje czerpie Annie - a przynajmniej takie miałem odczucia po rzuceniu swoim amatorskim uchem :D fantastyczna sprawa.
Jako że do domu miałem godzinę drogi, nie chciało mi się wracać gigantyczny kawał do Maina na Justice'a, bo potem i tak musiałbym wracać cały teren festiwalu. Oczywiście idiotyczne jest pomyślany ten teren i obszedłem Tenta od nie tej strony jak się okazało i musiałem znowu go obchodzić XD skorzystałem z busa, który mnie zawiózł od bramy do wyjścia - poszło całkiem sprawnie i koło 3 byłem w łóżku :D
Drugiego dnia zależało mi, żeby być od początku, bo o 17 dzień zaczynał Fisz Emade Tworzywo. Od kilku lat co roku widzę FET co najmniej raz do roku i fajnie podtrzymać tradycję, bo ominąłem headlinerską trasę w kwietniu. Set złożony głównie z nowej płyty, której jeszcze nie słuchałem. Niektóre numery spoko, niektóre to już taki typowy ostatnio Fisz, więc trochę mogło być nudnawo, ale ja uwielbiam głos i teksty Fisza, więc dla mnie mógłby po prostu wyjść i opowiadać o swoich refleksjach na tematy różne :D zasmucił brak jakiegokolwiek przedstawiciela z mojego ulubionego Radaru, ale nowy album jest i trzeba go promować i ja to rozumiem.
Następnie poszedłem na Doechii z rekomendacji, ale totalnie mi nie siadło. Kolejna czarna raperka (już nie taka ładna), której muzykę puszczała DJka. Totalnie nic wartego uwagi, a nawet te kawałki wydawały mi się bardziej chwytliwe w przypadku Little Simz dzień wcześniej. Tak czy siak - muzyka na żywo puszczana z komputera to nie jest coś dla mnie. Potem od żony się dowiedziałem, że ta kobita ma jakieś piosenki na tik toku, więc już zrozumiałem las machających rąk. Tzn... nie rozumiem tego, ale wiem w jakich czasach żyjemy, więc zrozumienie było związane z pojęciem samego mechanizmu, a nie jego sensu.
Kilkanaście minut na koncercie wariatów z Trupa Trupa dało mi niezłego kopa dopaminy - przefajnie się ich oglądało słuchając muzyki wyrywającej się konwenansom i zaskakującej ciągłymi zmianami kontekstu. Raczej nie jest to grupa do słuchania w niedzielę do szklanki whiskey, ale na kilkanaście festiwalowych minut czy jako support - gra to bardzo dobrze.
Poszliśmy napić się Tymbarka, który miał swoje strefy i załapaliśmy się chcąc nie chcąc na kilkanaście minut Kubana. No zwyczajne gówno, tu już nie będę owijał w bawełnę. A Tymbark wiśniowy z serii "po prostu" (chyba) całkiem smaczny - nie tak słodko jak zwykły napój wiśniowy tejże firmy.
Molchat Doma na Alter Stage zaserwowało bardzo przyjemną zimnofalową dyskotekę. Lubię takie granie po prostu, a tu kawałki są naprawdę dobrej próby i dobrze spędziłem kilkadziesiąt minut.
Wyszliśmy w trakcie występu Białorusinów na coś do jedzenia, uzupełnić energię przed odstaniem w picie przed Linkin Park, bo ludzi w merchu było naprawdę srogo najebane i mieliśmy obawy, czy potem dogryziemy się do fajnej miejscówki, a jednak LP było priorytetem tego dnia (a w zasadzie to kolejnego, bo zaczynali już po północy :lol:). Po obaleniu Żywca Bez&Jabłko (tzw. bziaża), który jest ostatnimi czasy moim ulubionym ze smakowych Żywców, ruszyliśmy ekipą do pita, żeby przestać koncert, który jeszcze miał się odbyć o 22. Nie wiedziałem co to za koncert i w sumie myślałem, że pewnie jakieś rapsy, żona pzta powiedziała, że Conan Gray - oczywiście nikogo nie zaskoczę, gdy powiem, że pierwszy raz słyszałem tą nazwę i gdyby mi ktoś 5 min wcześniej powiedział, że taki gość gra na festiwalu, na którym jestem to bym się głęboko zdziwił. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy poczytałem i okazało się, że typ nie jest raperem, a na Spotku ma nawet kawałek z ponad 2mld odtworzeń. Jakiś pop chłop gra. Na scenie była scenografia z jakimś statkiem i falami - ok. Będą popowe szanty. Po instrumentalnym intro (żywy zespół, tylko dęciaki z klawisza (no E Street Band to to nie jest)), po którym zgodnie z pztem stwierdziliśmy, że perkusistka jest niezła i potrafi przypierdolić, zaczęło się najdłuższe 57 minut mojego życia. Ja pierdole. Chłop przebrany za marynarza wyskoczył spod pokładu tego statku i zaczął swoim zniewieściałym głosikiem wyśpiewywać swoje nudne pioseneczki. Śmialiśmy się, że leżał tam od godziny XD Jakby... Chyba każdy tu wie, że jestem ostatnią osobą, która obrażałaby się na pop. Uwielbiam dobre piosenki i dopóki wykonawczo i muzycznie jest git, a do tego jeszcze przebojowo, to ja to biorę. Ale gość jest uosobieniem najgorszego męskiego popu z lat 00 rodem z Disney Channel. Jeśli Jonas Brothers czy High School Musical to był dla was szczyt żenady, zniewieszczenia, to Conan przebija ich wielokrotnie. Ja pierdole. I tu nie chodzi, że facet to ma być męski i najlepiej niech śmierdzi i drze mordę. Po prostu gość jest uosobieniem tego co można nazwać tworzeniem produktu dla nastolatek. I to naprawdę aż karykaturalnym, a biorąc pod uwagę, że on te hihitki, machanie rączkami i durne teksty robi na poważnie, no to mamy obraz krytycznego przykładu... Nie wiem czego nawet, spierdolenia chyba po prostu. Ale dziewczynom się podobało, laska za nami śpiewała absolutnie wszystko, szanuje. Miałem bekę okrutną jak przed brzmiącym naprawdę mrocznie kawałkiem The Cut That Always Bleeds, Conan pytał coś tam kto jest heartbroken, kto się z tego podniósł itp XD no i w trakcie tego numeru ziomki trochę na prawo od tej laski za nami coś tam gadali, że "no i wiesz, on jest teraz smutny", takim mega poważnym głosem, a ta laska zaczęła się na nich wydzierać, żeby zamknęli mordy i wróciła do śpiewania głosem bardziej męskim i mniej słodkim niż Conana. Jakby, dobrze im powiedziała, bo to mega buractwo tak gadać na koncercie, ale że też miałem bekę z Conana, to mnie ta sytuacja rozbawiła XD chujek na szczęście zagrał pełne 57 minut, żeby się za bardzo nie spocić. Zostało więc 1h15 czekania w totalnym ścisku, bo gdy fanki Barbarzyńcy sobie poszły, dość mocno się zsardynkowaliśmy. Oczekiwanie nie było tak miłe jak przed Conanem, ze względu na ścisk i to że nie staliśmy w takiej fajnej grupce tylko trochę bardziej wzdłuż, ale już nie było odwrotu. Przeżyliśmy (ledwo Conana), przeżyjemy i to.
Przed gigiem LP odpalono 10 minutowe odliczanie. Gdy zegar wybił 0, odpaliło się intro z fragmentami Castle of Glass i czaderskim laserem celującym w środek sceny w rytm niektórych dźwięków. Od pierwszego koncertu po reunion, gdy go oglądaliśmy z Sardim i Żelaznym podczas SDLa, cholernie mi się podobała oprawa na tą trasę. Lasery, fajne efekty cząsteczkowe na ekranach, bardzo przyjemne to wszystko dla oka i jedyne co mi się nie podobało to filtr nałożony na obraz z kamer, gdzie pokazywano muzyków.
Zaczęło się Somewhere I Belong. Morze telefonów i kartek "Welcome Back". Od razu totalny rozpierdol, ale czy może być inaczej przy takim wałku? W tej części seta poleciały jeszcze dwa numery z nowej płyty, w tym świetny Emptiness Machine, który zyskał na żywo jeszcze więcej mocy. Zresztą tak jak każdy inny numer z From Zero. Poza świeżynkami genialny Lying From You. Samo gęste.
Atmosfera była od razu bardzo zabawowa na publice. Ludzie mnóstwo śpiewali i skakali i było czuć, że będzie dobra zabawa, tym bardziej, że zespół brzmiał potężnie.
Już mi się nie chce pisać o odbiorze każdego kawałka, bo mnie palce bolą od tego nakurwiania w telefon, więc opiszę absolutne hajlajty tego koncertu:
The Catalyst z Burn it Down, pięknie mi siadło, bardzo sentymentalna podróż. Two Faced totalny rozpierdol. Pojawiły się pierwsze większe pity. Kusiło, żeby wskoczyć do jednego przed nami, ale jakoś się jeszcze powstrzymałem i bawiłem się w miejscu. Rozwałka. One Step Closer to chyba mój ulubiony kawałek LP. Chyba od zawsze. No i jak wjechał to już nie było odwrotu. Na części z SHUT UP tylko skinęliśmy na siebie z pztem i przedarliśmy się do sporego rozniaru kółeczka i zaczęliśmy harce z innymi uczestnikami koncertu. Tym samym przybliżyliśmy się znacznie do sceny :D początek kolejnego aktu trochę przymulił, ale trzeba było odpocząć. Za to końcówka aktu trzeciego w postaci kolejno Numb, In the End i Faint to było zniszczenie. Tak się zwyczajnie nie robi :lol: po anihilacji nadszedł czas na bis, który miażdżąco rozpoczął Papercut przechodzący w Heavy Is the Crown, na którym była taka imprezka, że ja pierdole. Na sam koniec Bleed it Out, którego zażynałem we wcześniej wymienionym Guitar Hero :lol:
Genialny koncert, genialna Emily i malkontentom chuj do dupy, bo Chestera nikt nie wyrzucił, a z czegoś trzeba żyć. Tym bardziej, że jak pisałem - kuponów nie odcinają. 7 kawałków z nowej płyty i co najmniej bardzo dobrze wkomponowały się w do seta z nieśmiertelnymi już klasykami, chemia pomiędzy Majkiem Shimano a Emily jest zajebista.
Festiwalowa organizacja do dupy - oddawanie kubków trwa długo, wyjazd z parkingów jak widziałem to o ja jebie. Ludzie jeszcze po 4 pisali w komentarzach, że stoją w korku XD chore, brak koordynacji totalny. Kolejka do autobusu gigantyczna, zdecydowaliśmy się dymać z buta. Mam nadzieję, że już nic mnie nie skusi na ten fest :lol:
Towarzystwo wybitne, koncerty wybitne. Amen. Przesiadam się za kierownicę :lol:
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: pz »

blackcocker pisze: ndz lip 06, 2025 7:09 pm Bezpieczeństwo przede wszystkim, szef. Ja właśnie wsiadłem do auta, żona prowadzi, więc mogę naskrobać parę słów o moim pierwszym (i mam nadzieję ostatnim Openerze).

Nie no, zawsze można wypić bziaża, przyspieszyć do jakiejś nieusypiającej prędkości i pośpiewać z żoną Pointer Sisters - od razu odechciewa się spać :mryellow:


blackcocker pisze: ndz lip 06, 2025 7:09 pm Jak żona chce na koncert, przecież nie mogę jej zawieść :mrgreen:
Wtedy należy ją zawieźć :D

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Awatar użytkownika
Shedao Shai
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6366
Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
Skąd: Wrocław

Re: 02-05/07/2025 - Open'er Festival - Gdynia

Post autor: Shedao Shai »

blackcocker pisze: ndz lip 06, 2025 7:09 pmRozwałka. One Step Closer to chyba mój ulubiony kawałek LP. Chyba od zawsze. No i jak wjechał to już nie było
Kurwens, ale cliffhanger
ODPOWIEDZ