No to skoro już zarówno przez Raffa jak i Opre zostałem wywołany do spłodzenia tutaj kilku zdań to chyba musze to zrobić
Generalnie koncert wyśmienity moim zdaniem, Moonspell potwierdził, że koncertowo są jednak znakomici, o czym mogłem się drugi raz przekonać
Z supportów widziałem tylko Darkside, na Darzamat nie zdążyłem bo i nie spieszyło mi się specjalnie. Sam Darkside niczym mnie nie zainteresował, po raz kolejny przekonałem się, że fanem death metalu nie zostanę (choć to pewnie jakaś 2 albo i 3 liga tego gatunku). Ciekawostką może być fakt, że zespół jest z Austrii, natomiast w składzie poza dwoma obywatelami tego kraju są jeszcze dwaj Słowacy oraz Włoch. Jeden utwór zadedykowali ś.p. Docentowi. Znali go bo kiedyś z Vaderem na trasie byli.
Mniej więcej równo o 21 wszedł na scenę Moonspell i się zaczęło misterium

Brzmienie mieli naprawdę dobre, jedynie wokalu czasem w ogóle nie słyszałem. Basik trochę "pierdział", no ale przynajmniej był słyszalny :laugh Sam basista miał na sobie t-shirta Venom (coś dla Herkiego ;] ). Ale np. gitary w zasadzie perfect, a solówki Ricarda były odegrane perfekcyjnie, w zasadzie brzmiały jak z płyty. Pedro oczywiście naprzemiennie - raz gitara, raz klawisze kiedy utwór ich bardziej wymagał. Sam Ribeiro widać, że był zadowolony z przyjęcia fanów, złapał z nimi (nami

) dobry kontakt. Gdzieś tak po 3-ech utworach udało mi się wbić pod same barierki i tam też spędziłem resztę koncertu

Prawie naprzeciwko Fernando. Dzięki temu pierwszy raz na koncercie udało mi się coś złapać; tym czymś była wspomniana przez Raffa set lista, a ściślej mówiąc jej część , bo złapałem ją równocześnie z jakąs dziewczyną i żeby się nie kłócić to ją przerwaliśmy, umownie na pół. Umownie bo tak po prawdzie to ja mam prawie calą kartkę

Jeszcze prawie załapałem pałeczkę Gaspara, ale niestety gościu obok mnie miał więcej siły i mimo że złapaliśmy równocześnie to on mi ją wyrwał :laugh Notabene fajni z nich goście, cienia poza, zarówno w trakcie jak i po koncercie wbili przed barierki i przybijali każdemu 5. Niby szczegół, ale lubię takie coś. W trakcie koncertu Fernando coś wspomniał o EURO (jak mówiła Opra), przed "Mephisto" coś o tych warszawskich durniach.
Set lista:
1. In Memoriam
2. Finisterra
3. Memento Mori
4. Blood Tells
5. Opium
6. Awake!
7. Ruin & Misery
8. Proliferation
9. Upon The Blood Of Men
10. Everything Invaded
11. Nocturna
12. Vampiria
13. Alma Mater
14. Full Moon Madness
---------------------
15. From Lowering Skies
16. Mephisto
17. Capricorn At Her Feet
Kilka słówek komantarza - materiał z "Irreligious" wydaje się być nieśmiertelny, bo to z reguły najlepsze momenty koncertu, zespół jest podobnego zdania bo zagrał aż 5 utworów z tego albumu. Przedstawiciele "Wolfheart" również zostali odegrani bardzo zacnie, acz szkoda że były to jedynie 2 utwory. Bardzo liczyłem na "Wolfshade" (a w zasadzie w ciemno zakładałem, że zagrają to), po cichu również na "Love Crimes" (marzenia) i "An Erotic Alchemy", a przynajmniej jeden z nich. Szkoda , że zupełnie pomijają materiał z "Sin/Pecado" i "The Butterfly Effect" bo to świetne płyty, lepsze niż choćby "Darkness And Hope", który swojego przedstawiciela w postaci "Nocturny" miał. Swoją drogą jedna z większych niespodzianek to dla mnie była, o ile nie największa. Aż 3 utwory z "The Antidote" udowadniają , że to jedno z najlepszych wydawnictw Moonspell, wszystkie wyszły znakomicie, ze wspaniałym "From Lowering Skies" na czele. No i te solówki w "Everything Invaded" i "Capricorn At Her Feet"

Materiał z "Memorial" wyszeł na pewno dobrze, aczkolwiek na początku koncertu jeszcze brzmienie nie było doskonałe i się troszkę zlewało. Tym niemniej "Memento Mori" czy "Upon The Blood Of Men" powaliły.
Cały koncert trwał mniej więcej 1,5h jak to już zostało chyba powiedziane.
Co do niespodzianek: na pewno "Nocturna", poza tym "Ruin & Misery" i "Mephisto", a także "Everything Invaded". "Capricorn..." też pewnie byłby dla mnie niespodzianką gdyby nie to, że spojrzałem kątem oka na set listę, którą wkleił Raff

No i niespodzianką, ale nieszczególnie miłą był jednak brak "Wolfshade". Chyba też "Upon The Blood Of Men", bo sądziłem, że zabrzmi "Once It Was Ours".
Tak czy siak - warto było iść, bo koncert przedni i oczywiście nawet złotówki nie żałuję. Jak przyjadą za 2-3 lata to pewnie znowu się przejdę ;]
W zasadzie więcej pisał nie będę, bo to chyba wszystko

Tak czy siak - piękny koncert. Mam nadzieję, że go nie odwołali Warszawiakom ;]
No i pozdro dla Raffa i Opry, którą miałem okazję poznać
