Hm, mialem pisac wczoraj o 1.00 w nocy, ale nie mialem sily wlaczyc kompa, bylem zmeczony tak bardzo, ale rowniez szczesliwy i wzruszony...
Mam 20 lat, urodzilem sie w 1987 roku, kiedy oni nagrywali juz okolo 20 plyte dlugograjaca, mieli za soba zycie barwne jak piora papuzki falistej... Moglem przezyc cos, czego nigdy nie zobacze na zadnym koncercie, nigdy, przenigdy nie doswiadcze takiego czadu, luzu i szczerosci. Nie pamietam calego setu, glupota bedzie, jesli powiem, ze "czegos brakowalo", hm, ale czekalem na "Let's spend the night together", ale coz, wiem, ze graja sety zaleznie od humoru, wiec mozna rowniez zrozumiec brak "Symphaty For The Devil".
Dali mi to czego chcialem, na co czekalem od dawna, bo Stonesow slucham zawsze, od 'malego'... marzylem by zobaczyc ich na zywo, ich wystep w Chorzowie ogladalem w TV (dzieki Polsat ;P), ogladalem setki filmow, ksiazki, gazety. Slowem wszedzie Kamyczki.
Nie bede sie rozpisywal co do setu. Powiem tylko, ze forma wyborna, lata leca ale u nich czas sie zatrzymal. Zadny, powtarzam - Z - A - D - N - Y zespol mianujacy sie 'zespolem rockowym' nigdy im nie dorowna. Sa po prostu Bogami. Przybyszami z innej planety. Sa kims tak nieosiagalnym, choc rowniez tak bliskim dla wszystkich, ktorzy przyjda zobaczyc ten kosmiczny, mega cyrkowy wystep Micka, Ronniego, Charliego i Keitha. Oczywiscie, sa i muzycy towarzyszacy, jak chocby Boby Keyes, ktory na saxie gral m.in. na "Sticky Fingers". Niesamowity Darryl Jones na basie i sexowna jak zwykle, z poteznym glosem pienkna Lisssaa Fisshheerr.... ;P
Nie bede rowniez pisac o organizacji koncertu. Nie bede pisac ze z wyjsciem byly male problemy, zrobil sie lekki zator na jezdni, Smurfy sobie troche nie radzily z takim morzem ludzi. To wszystko niewazne.
Wazne bylo to ze uczestniczylem w tym rock n rollowym show, wzruszylem, poczulem, ze zycie chyba naprawde jest piekne... Zwlaszcza gdy Keith spiewal jedna z moich ulubionych piosenek - "I wanna hold you" z pieknym tekstem, takim szczerym i autentycznym - moze ta milosc nie jest 'ladna' bo wiadomo ze mieli mase dwuznacznosci w tekstach ale chcialbym zaspiewac ja mojej dziewczynie... choc nie mam takiego warsztatu jak Keith, i z pewnoscia ja 'poloze'...
Podsumowujac, ludzie sie rodza i umieraja. Kochaja i nienawidza. Zmieniaja sie prezydenci i zmieniaja sie warunki atmosferyczne. Zmienia sie caly swiat a ONI nadal się tocza, bawia i z pewnoscia rozdaja karty w rock n rollowym show-buisness'ie.
PS. Pozdro dla Herkiego (znow sie spotkalismy

) hehe...
IT'S ONLY ROCK N ROLL ... BUT I LIKE IT.
I niech tak zostanie.