Re: Megadeth
: czw lut 20, 2020 8:58 am
Nawet sprzedał 
Później Mustaine miał ciśnienie żeby trafić ze stylem i muzyką Megadeth do większej publiki. Countdown było naturalnym zagraniem, "rozwojem" kapeli, które miało ich popchnąć w tym kierunku. Może gdyby nie jego paranoje i kompleksy odnośnie zespołu w którym grał wcześniej, dyskografia Megadeth wyglądałaby inaczej. A tak mamy sporo takich baboli w ich wykonaniu. Chociaż jak niektórzy mówią - środkowe albumy Megadeth to fajne rockowe płytyFelcio pisze: ↑czw mar 12, 2020 10:12 pmSporo w tym racji. Trzeba jednak Mustainowi oddać to że mimo swoich nałogów i licznych problemów potrafił nagrac na prawdę zajebiste krążki. Zdaję sobie sprawę że wielu nie lubi tego zespołu ze względu na specyficzny wokal. Mimo to bardzo lubię stare płyty Megadeth. Generalnie pierwsze cztery i według mnie nie ma się co do nich przyczepić. Nawet brzmienie Killing Is My Business przez wielu krytykowane jest jak najbardziej ok. Pasuje do tych numerów jak ulał. Jest tam wszystko co potrzebne było do nagrani agresywnego, wściekłego i hałaśliwego thrashowego debiutu przepełnionego młodzieńczym zapałem i pasją. Ale to co napisałeś odnośnie Megadeth po 1991 to niestety prawda.LukaSieka pisze: ↑czw mar 12, 2020 9:29 pmPierwsze płyty Bathory brzmią jak normalne black metalowe albumy. Wszystko na nich słychać. Gitare, wokal, bas i perkusje. Oczywistym to jest to, że jak ktoś takiej muzyki nie słucha, to dla niego wspomniany Bathory jest raczej asłuchalne z punktu. Za to wyżej wymienione płyty Megadeth są ubrane w to specyficzne mięciutkie brzmienie, które jest dobre dla dzieci ze szkoły podstawowej, i których dźwięk ma najwidoczniej nie zrazić do tej muzyki początkujący i weekendowych adeptów... Jako fan takiej muzyki nie cierpię tych produkcji i uważam, że jak na tego typu kapele, to takie brzmienie jest po prostu nie do przyjęcia. Z tym, że Megadeth w zasadzie już wcześniej w swojej muzyce przejawiał i przemycał elementy cipowatości, co ich trochę usprawiedliwia. Mimo kilku podejść, co kilka lat po prostu mnie mdli za każdym razem kiedy tego słucham. Do tego dochodzi ten wokal i maniera jakby rudy na okrągło marudził i miał przy tym z 90 stopni gorączki.... Trochę śmiesznie wyglądało na starych koncertach Megadeth promujących "Countdown To Extinction", kiedy naprężony facet po siłowni, twardziel napruty heroiną tak marudzi przez zęby do mikrofonu. Dave pozował na wielkiego rebelianta, a wyszedł z niego zwykły goguś, który grał sympatycznie brzmiące piosenki dla innych "buntowników" sądzących, że Megadeth to najbrutalniejsza i najniegrzeczniejsza muzyka świata.AncientMariner pisze: ↑czw mar 12, 2020 7:52 pm Oczywiste tak jak wspominałem dla fanów milutkiego grania spod znaku Countdown to Exctinction i Euthanasia. Albo dla takich co to za brudne i niegrzeczne uważają pierwsze albumy Metallicy
Ci to już dawno stracili swoją tożsamość. Wygląda na to że Jeff Waters ma zbyt wiele pomysłów na muzykę. Szkoda ze wszystko w zasadzie nagrywa pod jednym szyldem. Gdyby rozłożyłby to na różne projekty wyglądałoby to lepiej. Tak czy owak moda na stary thrash już dawno temu wróciła i stare zespoły na nowo cieszą się wielkim szacunkiem, a o ich wpadkach w latach dziewięćdziesiątych mało kto już pamiętaAncientMariner pisze: ↑czw mar 12, 2020 11:05 pm Zwłaszcza ubolewam nad Annihilator bo do poziomu ze starych płyt do tej pory nie mogą wrócić. Chyba za dużo zmian w składzie. Co skład to Jeff inny pomysł miał na muzykę Annihilator
"Killing Is My Business... And Business Is Good!" jest jedyną płytą Megadeth, którą mam w domu. Z resztą i do niej potrzebowałem wielu lat. Nie lubiłem Mustaine'a i jego zespołu. To był jeden z nielicznych zespołów thrashowych, których nie trawiłem. Zwłaszcza przez płyty nagrane po "Rust In Peace". Ale trochę spuściłem z tonu. Kiedy u znajomych leci "Peace Sells... But Who's Buying?" czy tam "So Far, So Good... So What!" nie siedzę z grymasem na twarzy. Kilka kawałków po latach nawet doceniłem. Ale przez lata miałem z Megadeth problem. Jedynka była pierwsza płytą, która mi w końcu weszła. O kolejnych dwóch płytach, choć raczej nigdy nie kupie, ani nie przegram, mogę powiedzieć z czystym sumieniem po ponad dwudziestu latach słuchania, że są dobre. "Rust In Peace" jest ok. Menza i Friedman wymiatają, ale ciągle drażni mnie ładniejsza produkcja i kawałek "Tornado Of Souls". Dalej to już tak jak pisałem. Jest na tych płytach, a zwłaszcza na "Countdown To Extinction" wszystko to czego nie cierpię w tej kapeli. Może to i zgrabnie zagrany thrash-rock, ale według mnie to początek końca tej kapeli. To taka płyta jak "Metallica" dla wiadomej kapeli.Felcio pisze: ↑czw mar 12, 2020 10:12 pmSporo w tym racji. Trzeba jednak Mustainowi oddać to że mimo swoich nałogów i licznych problemów potrafił nagrac na prawdę zajebiste krążki. Zdaję sobie sprawę że wielu nie lubi tego zespołu ze względu na specyficzny wokal. Mimo to bardzo lubię stare płyty Megadeth. Generalnie pierwsze cztery i według mnie nie ma się co do nich przyczepić. Nawet brzmienie Killing Is My Business przez wielu krytykowane jest jak najbardziej ok. Pasuje do tych numerów jak ulał. Jest tam wszystko co potrzebne było do nagrani agresywnego, wściekłego i hałaśliwego thrashowego debiutu przepełnionego młodzieńczym zapałem i pasją. Ale to co napisałeś odnośnie Megadeth po 1991 to niestety prawda.LukaSieka pisze: ↑czw mar 12, 2020 9:29 pmPierwsze płyty Bathory brzmią jak normalne black metalowe albumy. Wszystko na nich słychać. Gitare, wokal, bas i perkusje. Oczywistym to jest to, że jak ktoś takiej muzyki nie słucha, to dla niego wspomniany Bathory jest raczej asłuchalne z punktu. Za to wyżej wymienione płyty Megadeth są ubrane w to specyficzne mięciutkie brzmienie, które jest dobre dla dzieci ze szkoły podstawowej, i których dźwięk ma najwidoczniej nie zrazić do tej muzyki początkujący i weekendowych adeptów... Jako fan takiej muzyki nie cierpię tych produkcji i uważam, że jak na tego typu kapele, to takie brzmienie jest po prostu nie do przyjęcia. Z tym, że Megadeth w zasadzie już wcześniej w swojej muzyce przejawiał i przemycał elementy cipowatości, co ich trochę usprawiedliwia. Mimo kilku podejść, co kilka lat po prostu mnie mdli za każdym razem kiedy tego słucham. Do tego dochodzi ten wokal i maniera jakby rudy na okrągło marudził i miał przy tym z 90 stopni gorączki.... Trochę śmiesznie wyglądało na starych koncertach Megadeth promujących "Countdown To Extinction", kiedy naprężony facet po siłowni, twardziel napruty heroiną tak marudzi przez zęby do mikrofonu. Dave pozował na wielkiego rebelianta, a wyszedł z niego zwykły goguś, który grał sympatycznie brzmiące piosenki dla innych "buntowników" sądzących, że Megadeth to najbrutalniejsza i najniegrzeczniejsza muzyka świata.AncientMariner pisze: ↑czw mar 12, 2020 7:52 pm Oczywiste tak jak wspominałem dla fanów milutkiego grania spod znaku Countdown to Exctinction i Euthanasia. Albo dla takich co to za brudne i niegrzeczne uważają pierwsze albumy Metallicy
To mnie właśnie w tych zespołach najbardziej irytuje. W momencie kiedy thrash metal wrócił do łask, za sprawą głównie młodych zespołów oraz niemieckich kapel (Kreator, Destruction) wszyscy ci kolesie doszli do wniosku "ok, teraz znowu będziemy metalowcami, na nowo zapuścimy włosy, ubierzemy skóry i będziemy dla dzieciaków fajni jak kiedyś". Dla mnie to jest straszna kicha. Lepiej jakby te kapele się w odpowiednim momencie porozpadały, zamiast próbowali na nowo coś wskrzeszać, pokazać jacy to są thrasherscy. W latach 90tych większość z tych zespołów już pokazała jacy są. Szkoda, że tak mało ludzi pamięta jak te kapele wypięły się na metal, na starą szkołę, którą sami tworzyli i zaczęli romansować z nowomodnym i popularnym gównem. Równie dobrze mogli by grać w duetach z Dr. Albanem albo nagrywać z chłopakami z New Kids On The Block i nie byłoby zbyt wielkiej różnicy.