Re: Metallica
: ndz sty 18, 2015 11:49 am
To nie zakrawa. To jest przecież herezja.Mikojaski pisze:ja rozumiem że opinie na temat mety, jej twórczości, komercji itp są podzielone, ale dawanie black albumowi 2/10 zkrwawa o herezję![]()
To nie zakrawa. To jest przecież herezja.Mikojaski pisze:ja rozumiem że opinie na temat mety, jej twórczości, komercji itp są podzielone, ale dawanie black albumowi 2/10 zkrwawa o herezję![]()
Kiedy płyta ujrzała światło dzienne fani Metallicy podzielili się, wielu znienawidziło ten zespół i spisało kapele na straty. Dzisiaj tylko z perspektywy czasu może się wydawać dziwne ocenianie tej płyty na 2/10, bądź też dziwacznie może to wyglądać dzisiaj w oczach ludzi, którzy słuchają wszystkiego "jak leci". Tą płytą bez wątpienia Metallica w dużym stopniu zniszczyła wiele w oczach starych fanów, których przecież jak wiadomo było co nie miara, ale też przy tym zyskała sobie nowych. Zabieg z punktu widzenia zyskanej popularności jak najbardziej udany, bo przecież na płycie jest dużo o wiele bardziej przystępnych, dużo prostszych kawałków, łatwiejszych w odbiorze aniżeli na płytach poprzednich, po które sięgali również ludzie nie zainteresowani pierwszymi czterema wydawnictwami i thrash metalem. Bo Metallica przecież była stawiana po tym 1991 roku na piedestale przez fanów grunge'a jak i popu czy jak pamiętam z podstawówki nawet disco.FaithNoMore pisze:To nie zakrawa. To jest przecież herezja.Mikojaski pisze:ja rozumiem że opinie na temat mety, jej twórczości, komercji itp są podzielone, ale dawanie black albumowi 2/10 zkrwawa o herezję![]()
Fani grunge'a słuchali Mety! Nawet ci słuchający popu i disco! No tragedia. Słucham często Figo Fagot, może od razu wykreślmy z kanonów klasyki Maiden czy Priestów, bo taki bluźnierca jak ja ośmielił się położyc na nich swoje brudne łapyMetallica przecież była stawiana po tym 1991 roku na piedestale przez fanów grunge'a jak i popu czy jak pamiętam z podstawówki nawet disco
Trudno mi nawet cokolwiek odpowiedzieć, bo patrze i oczom nie wierze, ale trudno opinia jak dupa, kazdy ma swoją.wraz z wypuszczeniem na świat materiału zawierającego "Enter Sandman", "Don't Tread On Me", "Nothing Else Matters", "The Unforgiven" czy "Sad But True" Metallica dała ciała
Nie chodzi oczywiście o porównanie z innymi zespołami tylko płytami, które wydali wcześniej, to jak one brzmiały, jaką miały (thrashową) wymowę, jak było zbudowane. Dziwne, że tego nie zrozumiałeś. Bo co to za porównanie Joy Division do Metallicy...Mikojaski pisze:Nie słucham rzeczy jak leci, ale i tak mnie to niezmiernie zadziwia..... Kawałki na black albumie są prostsze, i bardziej przystępne. No i? Ma to być wyznacznikiem jego jakości? Życzę powodzenia. Od razu spiszmy takie Joy Division na straty, bo gdzież tam znajdzie wysublimowane solówki, czy ryki Schuldinera. W ogóle cały połowa rock'a to badziew, bo taki przystępny
![]()
Wiem, że większość ludzi dzisiaj o tym nie pamięta, bo zatarły się pewne szlaki, które by na to wskazywały, ale niegdyś była ogromna, na prawdę zaj*biście wielka przepaść miedzy heavy metalem, a resztą muzyki. Metalowcy nienawidzili disco, popu, mieli niezły wylew z Michaela Jacksona (wielu tak jak min Venom, Metallica, Slayer, Tankard, Sodom, Exodus, Kreator i masa innych w tamtych czasach śmiali się z Van Halen i jego poczynań z Michaelem. Wystarczy poczytać wywiady w starych numerach Metal Forces, Rip, Powerline, kanadyjskim magazynie - Metal, skateboardowym Thrasher, Metal Mania, Pit, World Metal Report.....), jeszcze większy z Madonny, Modern Talking i tym podobnych głupot. Nie mówiąc już oczywiscie o punkowcach z pod znaku Sex Pistols, Discharge, G.B.H.... W tekstach wyśmiewali dyskotekowców, marzyli o świecie bez dyskoteki i tym podobnych pierdołach. A sama muzyka była niczym ścieżką dźwiękową do anihilacji, do unicestwienia tych wszystkich kolorowych rzeczy. Oczywiście nie dosłownie........Mikojaski pisze:Fani grunge'a słuchali Mety! Nawet ci słuchający popu i disco! No tragedia. Słucham często Figo Fagot, może od razu wykreślmy z kanonów klasyki Maiden czy Priestów, bo taki bluźnierca jak ja ośmielił się położyć na nich swoje brudne łapy![]()
dependo pisze:Problem popularności Metalliki po czarnym albumie to rzecz niejednoznaczna w ocenie. Niby fajnie, że nawet dyskotekowcy mogli zetknąć się z metalem, ale... tak właściwie, po co? Jeszcze całkiem niedawno znajomi, którzy z metalem nie mieli nic wspólnego, mówili mi coś w stylu "Ballady Metalliki są świetne, a szczególnie Nothing... Taki metal to rozumiem." Co można powiedzieć po czymś takim? Gdyby słuchanie czarnej płyty miało być wstępem do większej i głębszej przygody z metalem, to ok., można powiedzieć, że płyta spełniła swoją rolę. Ale tak się nie stało. Thrash już nigdy nie wrócił do łask, został zmieciony przez grunge i przez... Metallike właśnie. Dlatego Metallikę uważam za szkodnika muzyki metalowej... Niestety, tak to widzę.
Nawet jeśli porównywać je do poprzedniczek - nie uważam żeby przez swoją prostotę była gorsza. Tyle co chciałem powiedzieć, nie jest to dla mnie wiążące kryterium do oceny tego czy innego dzieła. Stąd odniesienie do Joy Division.LukaSieka pisze:Nie chodzi oczywiście o porównanie z innymi zespołami tylko płytami, które wydali wcześniej, to jak one brzmiały, jaką miały (thrashową) wymowę, jak było zbudowane. Dziwne, że tego nie zrozumiałeś. Bo co to za porównanie Joy Division do Metallicy...
Nie mam prawa o tym pamiętać, bo mnie jeszcze wtedy na świecie nie było, aczkolwiek nie przekonuje mnie cała ta gadka o metalowcach, takim a nie innym sposobie ubierania się, kosach z tymi czy tamtymi. Nie żebym bronił ,,Modern talking, madonny czy tym podobych głupot". Ale tak jak mówię, nie przeżyłem tego więc nie mam prawa oceniać.LukaSieka pisze:Wiem, że większość ludzi dzisiaj o tym nie pamięta, bo zatarły się pewne szlaki, które by na to wskazywały, ale niegdyś była ogromna, na prawdę zaj*biście wielka przepaść miedzy heavy metalem, a resztą muzyki. Metalowcy nienawidzili disco, popu, mieli niezły wylew z Michaela Jacksona (wielu tak jak min Venom, Metallica, Slayer, Tankard, Sodom, Exodus, Kreator i masa innych w tamtych czasach śmiali się z Van Halen i jego poczynań z Michaelem.
Być może po prostu muzyka przestała być medium do wyrażania siebie, dzisiaj pewnie jest nim już coś innego. Szczerze to nigdy na to nie zwracałem uwagi. Nie mam problemu z tym że ktokolwiek, nawet zatwardziały disco polowiec z krwi i kości, będzie odnajdywał coś fajnego w black albumie niczym ja to czynieLukaSieka pisze:Kiedyś albo się słuchało Metalu albo Michaela Jacksona. Tak tez sie ludzie ubierali, słuchałeś tego albo tego. Wygląd do tego definiował człowieka. Nosiłeś białe adidasy, obcisłe dżinsy, na grzbiecie skóra, miałeś długie włosy to wiadomo było ze jeździłeś po koncertach i słuchałeś rzeźni czy szarpidrutów (tak jak to fani popu i disco polowcy określali), jak byłeś odziany w baseballówke czy co innego to było wiadomo, że słuchasz Rapu czy byłeś jakiś Depeszowcem....
Dzisiaj się trochę pozmieniało (tzn. pojeb*ło) i nawet jakiś magisterek w swetrze, w okularach i fajką może sobie tam całe skandynawskie podziemie metalowe ze wczesnych lat 90tych mieć w jednym palcu Co z jednej strony mnie irytuje, a z drugiej troche mniej .
LukaSieka pisze:Kolesie, którzy patrzyli jeszcze niedawno na mnie jak na idiotę i jakiegoś wariata, odszczepieńca, dziwadło pytali mnie czy moich starszych kumpli czy mam jakieś fajne metalowe kapelki na kasetach co grają podobnie do tych co Metallica "Nothing Else Matters" i Guns 'N' Roses "Don't Cry", które leciały na dyskotekach.
Nie wiem co jest takiego śmiesznego w tym, że świetny gitarzysta, nagrał u świetnego wokalisty bardzo dobre solo. Bo co, inny gatunek muzyczny? To rzeczywiście straszne i godne wyśmianiaLukaSieka pisze:Metalowcy nienawidzili disco, popu, mieli niezły wylew z Michaela Jacksona (wielu tak jak min Venom, Metallica, Slayer, Tankard, Sodom, Exodus, Kreator i masa innych w tamtych czasach śmiali się z Van Halen i jego poczynań z Michaelem.
A nie uważasz, że to właśnie jest świetna sprawa? Że taki koleś którego na pierwszy rzut oka nie posądzałbyś o słuchanie danego gatunku może być jego znawcą. Znowu te wizerunkowe kwestie - co ma do rzeczy wizerunek, wygląd? Można sobie wyglądać jak się chce, jeśli tylko słucha się muzyki z autentycznego zamiłowania do niej, a nie bo akurat jest modna i na fali.LukaSieka pisze: Dzisiaj się trochę pozmieniało (tzn. pojeb*ło) i nawet jakiś magisterek w swetrze, w okularach i fajkąmoże sobie tam całe skandynawskie podziemie metalowe ze wczesnych lat 90tych mieć w jednym palcu
Co z jednej strony mnie irytuje, a z drugiej troche mniej
.
Trafiłeś w sedno. Dziadki tu pierdzielą... a za moich czasów to nie do pomyślenia było... Jak to czytam to mnie smiech ogarnia.Dejavu pisze:Mam takie wrażenie panowie, że kierujecie się bardzo mocno sentymentami i jakąś nie do końca zdefiniowaną "prawdziwością" (albo brakiem tej "prawdziwości") czy wizerunkiem danych zespołów a nie do końca oceną muzyczną.
Z tym, że Iron Maiden NIGDY nie nagrali tak odmiennej płyty, tak różniej od poprzedniej jak to było w przypadku "Metallica" względem "...And Justice For All".tomtomala pisze:I ten ciągły kompleks Mety. Ciągły. Co by nie zrobili - to źle. Sprzedali się. A jak IM wyciąga kasę od ludzi na prawo i lewo (reedycje reedycji, trasa wspominkowa itd). to jest ok. Jak Meta to robi - blee, komercha.
Napisze jeszcze raz. Dla tego typu ludzi, dla takiego, a nie innego środowiska, gdzie zaczęło kwitnąć metalowe podziemie czy jak kto woli underground, zaczęto poważnie interesować się tą muzyką oraz rzeczami z nimą związanymi, taki zabieg był po prostu zabawny i dla niektórych na pewno żenujący, zły. To tak jakby w okresie świetności Slayera i thrash metalu w ogóle, w jakimś 1989 czy 1990 Tom Araya wystąpił i zaśpiewał z jakąś CC Catch albo DJ Bobo. Na okładce Bravo później znalazłaby się jego uśmiechniętą fotka z równie zadowolonym Dr. Albanem i MC HammeremDejavu pisze:Nie wiem co jest takiego śmiesznego w tym, że świetny gitarzysta, nagrał u świetnego wokalisty bardzo dobre solo. Bo co, inny gatunek muzyczny? To rzeczywiście straszne i godne wyśmiania![]()
Kwestia podejścia, nic poza tym. Tak jak pisałem wcześniej, dzisiaj wiara słucha wszystkiego "jak leci", bez krytycznie, bez jakiejkolwiek refleksji.... I tak np. najbardziej skrajna, najszybsza, bezkompromisowa kapela Black Metalowa dla kogoś może być tak samo fajna jak Mrozu, Rafał Brzozowski czy Ewelina Lisowska... Sory, ale dla mnie to jest groteskowe.Dejavu pisze:Mam takie wrażenie panowie, że kierujecie się bardzo mocno sentymentami i jakąś nie do końca zdefiniowaną "prawdziwością" (albo brakiem tej "prawdziwości") czy wizerunkiem danych zespołów a nie do końca oceną muzyczną. Oczywiście Black może się nie podobać, czy to ze względów kompozycyjnych, czy brzmieniowych - sam też nie jestem fanem tej płyty, ale większość waszych rozmów na niektóre tematy (właśnie np. Metallica jest dobrym przykładem) kończy się na gadkach jak to było kiedyś i który zespół się sprzedał a który nie. To nie ma nic wspólnego z muzyką. Z drugiej strony może to kwestia wieku i rzeczą naturalną jest, że się wspomina.
No grzech nieziemski po prostu. Lepiej by było, jakby siedzieli dalej w tej konwencji, w której się dusili i nie mieli zamiaru nagrywać kolejnych, skomplikowanych utworów jak na Justice. Naprawdę grzech straszny. Jak to czytam to nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Zrozumiałbym jeszcze, gdyby po ...And Justice nagrali album disco polo albo hiphopowy. To rzeczywiście byłaby odmienność na maxa, której by pewnie nikt nie zaakceptował.LukaSieka pisze: Z tym, że Iron Maiden NIGDY nie nagrali tak odmiennej płyty, tak różniej od poprzedniej jak to było w przypadku "Metallica" względem "...And Justice For All".
Problem właśnie w takim myśleniu tkwi. Chłopie, nie dostrzegasz tego, że te podziały były mega sztuczne i nie do utrzymania? Ta "wojna" między metalem a innymi formami muzyki, to jedynie zabieg czysto marketingowy. To sprytni managerowie wmówili fanom, że jest jakaś "wojna" po to aby swój umocnić na rynku i sprawić, to żeby fani metalu zamiast kupić jakąś wiodącą płytę np. popową, kupili płytę jakiegoś zapomnianego już dziś zespoliku metalowego. Wszystko to z chęci zysku. To, że dzisiaj nikt się nie stygmatyzuje poprzez słuchaną muzykę i nie zamyka w obrębie jednego gatunku, świadczy o tym, że ludzie zmądrzeli.LukaSieka pisze:Metalowcy nienawidzili disco, popu, mieli niezły wylew z Michaela Jacksona (wielu tak jak min Venom, Metallica, Slayer, Tankard, Sodom, Exodus, Kreator i masa innych w tamtych czasach śmiali się z Van Halen i jego poczynań z Michaelem. Wystarczy poczytać wywiady w starych numerach Metal Forces, Rip, Powerline, kanadyjskim magazynie - Metal, skateboardowym Thrasher, Metal Mania, Pit, World Metal Report.....), jeszcze większy z Madonny, Modern Talking i tym podobnych głupot. Nie mówiąc już oczywiscie o punkowcach z pod znaku Sex Pistols, Discharge, G.B.H.... W tekstach wyśmiewali dyskotekowców, marzyli o świecie bez dyskoteki i tym podobnych pierdołach. A sama muzyka była niczym ścieżką dźwiękową do anihilacji, do unicestwienia tych wszystkich kolorowych rzeczy. Oczywiście nie dosłownie........
Więc w takim razie teraz ludzie są zdecydowanie bardziej wolnymi jednostkami niż wtedy, skoro definiował ich wygląd. Szufladkowanie muzyki jeszcze jakoś rozumiem, ale szufladkowanie i definiowanie siebie przez pryzmat gatunku muzycznego już nie jestem w stanie zrozumiećLukaSieka pisze:Wygląd do tego definiował człowieka.
Co w tym jest złego?Dzisiaj się trochę pozmieniało (tzn. pojeb*ło) i nawet jakiś magisterek w swetrze, w okularach i fajkąmoże sobie tam całe skandynawskie podziemie metalowe ze wczesnych lat 90tych mieć w jednym palcu
Co z jednej strony mnie irytuje, a z drugiej troche mniej
.
Haha. Po pierwsze to, kto zaczął od Harrego, ten czyta i inne rzeczy. Po drugie, to co złego jest w serii HP? Bardzo fajne, pobudzające dziecięco/młodzieżową wyobraźnie powieści, które przyczyniają się do rozwoju nawyku czytania.dependo pisze:Czarny album przypomina mi trochę... proszę się nie zdziwić... Harrego Pottera. Dzieciaki nagle zaczęły czytać, wszędzie widać było książki w łapkach, ale... nic więcej z tego nie wynikało. Nie przypominam sobie takich przypadków, że jakiś młody analfabeta poruszony owczym pędem po przeczytaniu iluś tam tomów Pottera z zapałem zabrał się potem za inne książki. Jeśli ktoś czytał wcześniej - HP był tylko epizodem - potem ktoś taki czytał inne książki. Jeśli wcześniej nie czytał - może do dzisiaj HP pozostaje jedynym przykładem namiętnie czytanej książki. Mnie to bardziej smuci niż weseli. Trudno...
To że może się komuś nie podobać, czy wydawać śmieszne - ok, rozumiem to. Ale żenujące, złe? To brzmi jak jakieś sekciarstwo. Świetny gitarzysta nagrywa utwór ze świetnym wokalistą ze sceny pop. I to jest złe? Powtórzę - rozumiem, że może się nie podobać, też nie słucham Jacksona, ale litości, porównywanie go do jakiegoś DJ Bobo czy czegoś w tym stylu to jest jakieś nieporozumienieLukaSieka pisze:taki zabieg był po prostu zabawny i dla niektórych na pewno żenujący, zły.
Prawda, ale to nic nowego. Ludzie zawsze byli bezkrytyczni. Różnica jest taka, że tutaj (szczególnie w tym temacie) można zaobserwować bezkrytyczność w stosunku do czasów minionych, a nie do tego co jest wydawane dzisiaj.LukaSieka pisze: Tak jak pisałem wcześniej, dzisiaj wiara słucha wszystkiego "jak leci", bez krytycznie, bez jakiejkolwiek refleksji....
Nie znam tego Mroza i Brzozowskiego. Lisowska to ta od reklamy jakiegoś sklepu? Jeśli tak, to fakt, słuchanie black metalu i takiej wokalistki jest mocno groteskowe, ale nie wiem skąd ten przykład - znasz taki? Bo do wspomnianego Jacksona też chyba się to nijak maLukaSieka pisze:I tak np. najbardziej skrajna, najszybsza, bezkompromisowa kapela Black Metalowa dla kogoś może być tak samo fajna jak Mrozu, Rafał Brzozowski czy Ewelina Lisowska... Sory, ale dla mnie to jest groteskowe.
+1FaithNoMore pisze: No grzech nieziemski po prostu. Lepiej by było, jakby siedzieli dalej w tej konwencji, w której się dusili i nie mieli zamiaru nagrywać kolejnych, skomplikowanych utworów jak na Justice. Naprawdę grzech straszny. Jak to czytam to nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Zrozumiałbym jeszcze, gdyby po ...And Justice nagrali album disco polo albo hiphopowy. To rzeczywiście byłaby odmienność na maxa, której by pewnie nikt nie zaakceptował.
Raczej ogłuchliThe Burczax pisze:To, że dzisiaj nikt się nie stygmatyzuje poprzez słuchaną muzykę i nie zamyka w obrębie jednego gatunku, świadczy o tym, że ludzie zmądrzeli.
No środowisko metalowe zawsze było, chciało być i w sumie w pewnym stopniu jeszcze jest - bardzo hermetyczne, zamknięte. To było (i myślę jeszcze dalej) coś zupełnie innego. Heavy Metal był zawsze muzyką ostrzejszą, głośniejszą, drapieżniejszą, dla wielu szokującą, mocno kontrowersyjną, wręcz zakazaną. Muzyką, której w tamtym czasie nikt przy zdrowych zmysłach nie postawił nigdy obok miłego i fajnego Michaela Jacksona, Limahla albo MC Hammera. Kiedyś dla ludzi grających w zespołach, dla fanów, którzy na te koncerty chodzili to było coś wyjątkowego, coś co nie będzie kolejnym marketingowym produktem, coś co będzie konkretne na całej jego szerokości, na całej linii, od początku do samego końca. Nie jakaś głupotą. Ludzie o wiele bardziej angażowali się w to, wchodzili w to poprzez ubieranie się, pewną postawę i styl życia tak na prawde. W latach 70tych czy 80tych o to było baardzo widoczne. Jak jednak powszechnie wiadomo znajdą się prędzej czy później ludzie, którzy wpadną na pomysł, ze i na tym można zarobić. Niestety....Dejavu pisze:Ale żenujące, złe? To brzmi jak jakieś sekciarstwo.
Ja pamiętam wiele takich sytuacji z moim czy innych kumpli udziałemAdrian S.O.S. pisze:LukaSieka pisze:Kolesie, którzy patrzyli jeszcze niedawno na mnie jak na idiotę i jakiegoś wariata, odszczepieńca, dziwadło pytali mnie czy moich starszych kumpli czy mam jakieś fajne metalowe kapelki na kasetach co grają podobnie do tych co Metallica "Nothing Else Matters" i Guns 'N' Roses "Don't Cry", które leciały na dyskotekach.Tylko pozazdrościć
Mnie nikt w szkole nigdy nie zaczepił i nie chciał ode mnie płyt Running Wild, Iron Maiden, Black Sabbath albo Thin Lizzy
![]()
![]()
W ogóle aż dziw mnie bierze, że kiedyś ludzie byli ciekawi takich rzeczy. Dzisiaj, aż trudno wyobrazić mi sobie sytuacje gdzie osoba mógłaby podejść i zapytać czy w muzyce metalowej są też takie fajne utwory jak te, które lecą na klubowych imprezach