Re: Dream Theater
: śr cze 12, 2019 2:39 pm
Dla mnie jest w formie
zresztą był po zatruciu pokarmowym ponownie, to też sporo zmienia.
super relacja,dzieki stary!Invader pisze: ↑ndz cze 30, 2019 12:48 am Czas na mini relacje:
Przed arena wraz z Killersem byliśmy ok 15 godziny jako pierwsi. Kilka godzin minęło na rozmowie z przypadkowymi fanami i jaraniem szlugów. Potem szybkie lanko i wpuszczamy, bieg do drzwi, potem okazuje się, że to nie te, biegniemy na prawo, tam jeszcze chwilę czekamy <bo jeden z supportów ma soundcheck> i bieg do barierek, zajęlismy miejsce centralnie naprzeciwko JP.
Czas na support:
- Andy Mckee - pierwszy raz spotkałem się z tym gitarzystą, koleś gra na akustyku, ma dosyć ciekawą technikę, sam John Petrucci przyglądał się temu koncertowi z boku sceny, a na ostatni wałek na scenę dołaczył sam Jordan, gdzie zagrał swoją partię, co spotkało sie z aplauzem publiki. 6,5/10 za Jordana i za to, że jest fanem DT.
- Vola - Duńczycy kojarzyli mi się trochę z Opeth, jak dla mnie najsłabszy support tego wieczoru, ale źle nie było imo. 5/10, też fani DT.
- Jason Richardson & Lukas Holland - Dziwnie się ogląda muzyków młodszych od siebie mających takie umiejętności, dla mnie najlepszy support tego wieczoru. Świetny klimat, granie w stylu Animals as Leaders <polecam jak ktoś lubi> zabójcze prędkości, to norma w ich przypadku. Jason zapowiedział ,że zaraz wystąpi najlepszy band swiata czyli oczywisce DT, a sam miał fajna dziare na ramieniu <Train of Thought> 7,5/10, bo trochę za krótko grali, i przez pierwszą cześć samego DT ten support był lepiej od nich nagłośniony.
Czas na danie głowne:
Nagłośnienie - 8/10
Ocena ogólna koncertu - 8/10
James LaBrie - miał lekkie niedociągnięcia, ale i tak 80 % całego koncertu wpatrywałem się w JP, więc za dużo się nie wypowiem, genialny High Note podczas As i Am <nie sądziłem, że James potrafi jeszcze wchodzić na takie rejestry> 7,5/10
John Myung - Solidna marka, jedna trochę schowany ze swoim basem na tym gigu - 7,5/10
John Petrucci - 12/10, brak słów, kontakt wzrokowy łapaliśmy ponad 10 razy, JP rzucił nam kostki po koncercie, niestety ochroniarz podał kobietom :> o samej grze nie ma co nawet mówić, wszystko na swoim miejscu.
Mike Mangini - Mike z trasy na trasę gra coraz lepiej, sound potężny, widać, że gra sprawia mu zabawę, jak dla mnie najlepszy od jakiegoś czasu muzyk live DT. 9/10 zaraz za JP oczywiscie.
Jordan Rudess - Jordan wydawał się jakiś taki nieobecny? trochę znudzony <ile razy można grać te same wałki> wiek też robi powoli swoje 6/10
Czas na kompozycje:
Untethered Angel - fajny otwieracz, muszę się z nim jeszcze obejść live, bo kilka gigów przede mną.
A Nightmare to Remember - Dalej uważam ten kawałek za jeden z najgorszych utworów DT, ale ta wersja mi wyjątkowo leżała, chyba nawet bardziej niż MP za garami.
Fall Into the Light - kapitalne wykonanie, mam smaka na więcej.
Peruvian Skies - Jeden z najpiękniejszych kawałków na koncercie <wiadome stare DT wymiata najbardziej> odpalenie zapalniczek, James miał tutaj trochę roboty, genialne solo JP, dobrze, że miałem pampersa![]()
Barstool Warrior - najlepszy moim zdaniem wałek z płyty, na gigu tak średnio mnie przekonał, może dlatego, że wtedy walczyłem trochę z bólem nóg, i pamiętam go troszkę słabiej niż resztę.
In the Presence of Enemies, Part I - Fajne wykonanie, ale słyszałem lepsze. Ten podest ze schodkami robi epickie wrażenie.
The Dance of Eternity - Jedyny instrumental, który troszkę mi się przejadł już live. Zagrany z chirurgiczną precyzją, ale najbardziej poza nowościami czekałem na...
Lie - mój 2 ukochany wałek z legendarnego Awake, James podołał wokalnie, ale zadyszka leciutka byłakilku maniaków szalało na całego, końcowe drugie solo to absolutny top koncertu, prawie się poryczałem, ale z obu stron miałem fanki koło siebie, więc nie chciałem wyjść na miękką fajkę
![]()
Pale Blue Dot - kosmiczny utwór, na żywo rozwala jeszcze bardziej niż na płycie, mam nadzieję, że kolejna wykonania, które za niedługo usłyszę będą jeszcze smaczniejsze.
As I Am - Trochę mi się przejadł już ten kawałek, jest tyle fajnych wałków na ToT które mogliby odkurzyć, a oni jadą na prawie każdej trasie z tym wałkiem, ale wykonanie bardzo mi się podobało, może dlatego, że nie było wplecionego Enter Sandman tym razem.
Z fantów nic nie wpadło, poza Tourbookiem. Na zespół nie czekaliśmy, z 3 względów; spotkałem ich już dziesiątki razy, i nie miałem wielkiego ciśnienia, wystarczy , ze JP puści mi oczko podczas gigu, byliśmy trochę styrani i nie tak duzo czasu do powrotnego autobusu. No i ostatnie nie wiadomo było ,czy wyjdą. Za niedługo kolejne gigi. Pozdrawiam mojego towarzysza podróży Killers54 - działo się
Z tym pampersem to żartowałem