Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Pamiętam doskonale, że w latach '80 w Polsce tzw. środowisko dzieliło się na tych, którzy IM uwielbiali i tych, którzy z nich ... kpili. Tylko, ja pytam - gdzie dziś jest Maiden a gdzie te zespoły wychwalane przez owych prześmiewców? Po owocach ich poznacie...
-
Deleted User 5490
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Pamiętam, kiedy burasy z blokowiska na którym mieszkałem, takie typowe lumpenproletariackie wypierdki z robotniczych rodzin, tzw. prawomyślni metale, którzy rzadko kiedy bywali trzeźwi i logicznie myślący, wyżywali się na tej płycie bekając rozkosznie pomiędzy łykami jabola, że to komercha, bo w metalu nie może być klawiszy, syntezatorów itd. Niestety w latach 80 gra na instrumentach klawiszowych, syntezatorach kojarzyła się ciemnemu ludowi głównie z nurtem popu, z zespołami disco czy ambitniejszymi nurtami pop rocka, typu new romantic. Z zespołami począwszy od Modern Talking, poprzez AHA, skończywszy na np. Simple Minds. Prawomyślny aborygen z blokowiska brzydził się takich rzeczy niczym tolkienowski Gollum jedzenia przyprawionego i poddanego obróbce termicznej. 
Dla zapijaczonych chłopaczków z blokowiska taki skok epokowy jakim było pojawienie się Somewhere In Time, był nierealny. Nie nadążali intelektualnie. Pionierskie albumy, które przecierały nowe szlaki nazywali komercją.
Dla zapijaczonych chłopaczków z blokowiska taki skok epokowy jakim było pojawienie się Somewhere In Time, był nierealny. Nie nadążali intelektualnie. Pionierskie albumy, które przecierały nowe szlaki nazywali komercją.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Dokładnie! KREATOR, SODOM, DESTRUCTION, stara META to była "ich muza" - bynajmniej zawsze unikałem tej żulni. Dla mnie to byli "podludzie", to właśnie tacy jak oni psuli reputację tzw. metalowi. Jak mawiał Wój Crowley "Nie pochylam się nad niewolnikami, nigdy ich nie znałem, niech będą martwi i przeklęci - AMEN".
-
Deleted User 5490
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
W Polsce większość metalowców rozumuje tak:" im szybciej i brutalniej, tym lepszy stuff - wypijmy jabolka znów" Debile, już dawno nie utożsamiam się z tym środowiskiem (z żadnym się w pełni nie identyfikuję, bo jestem ponad to...) - co nie zmienia faktu, iż kilkanaście grup tzw. metalowych poważam, cenię ich za muzykę, nie koniecznie za konotacje gatunkowe.
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 18842
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Ciekawe, że właśnie te trzy płyty, na których rzekomo nie umieli grać są tymi najlepszymi, najbardziej wpływowymi... Co do Exumer i stwierdzenia, ze nie umieli grać nigdy rozkładam po prostu ręce . To samo samo jeżeli chodzi o DestructionPierre Dolinski pisze:Od zawsze nie lubiłem tego kwadratowego, prostackiego niemieckiego thrash metalu. Sodom musieli nagrać trzy płyty, żeby wreszcie nauczyć się grać. Exumer nie nauczyli się nigdy.
![]()
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
To było do przewidzenia , że na te prowokacje zaraz odpowie LukaSieka .
Non Stop - rec. Powerslave by Roman Rogowiecki.

Non Stop - rec. Powerslave by Roman Rogowiecki.

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Dokładnie albumy z tamtych lat są rewelacyjny ,,infernal overkill'' , ,,endless pain'' ,,persecution mania'' to miazga bez względu na ich poziom techniczny. Pamiętam jak te albumy kupowałem jeszcze na kasetach pirackich! A wracając do ,, somewhere in time '' to dla mnie najlepszy album iron maiden chociaż cenię sobie bardzo wszystkie albumy z tamtych czasów.LukaSieka pisze:Ciekawe, że właśnie te trzy płyty, na których rzekomo nie umieli grać są tymi najlepszymi, najbardziej wpływowymi... Co do Exumer i stwierdzenia, ze nie umieli grać nigdy rozkładam po prostu ręce . To samo samo jeżeli chodzi o DestructionPierre Dolinski pisze:Od zawsze nie lubiłem tego kwadratowego, prostackiego niemieckiego thrash metalu. Sodom musieli nagrać trzy płyty, żeby wreszcie nauczyć się grać. Exumer nie nauczyli się nigdy.
![]()
. Ja nie lubie takiego podejścia. Rozumiem je, ale nie lubię, bo według mnie można grać najprościej na świecie i grać przy tym dobrą i bardzo dobrą muzykę. Nie trzeba przebierać palcami jak Yngwie Malmsteen albo Steve Vai, żeby robić ciekawe rzeczy. Nie lubię tych prze produkowanych, sterylnych, syntetycznych rzeczy, które mają tyle wspólnego z Rock 'N' Rollem i Heavy Metal tyle co tak na prawdę nic. Nie negowałem nigdy zachwytu nad takim Megadefikiem, Metallicą czy innymi zespołami thrashowymi z USA, bo też lubię posłuchać rzeczy pokroju Exodus, Vio-lence, Forbidden, Testament czy Dark Angel. Tak samo nie negowałem nigdy "Somewhere In Time". Raczej wręcz przeciwnie. Jest to moja najlepsza płyta Iron Maiden nagrana z Dickinsonem. Jednak nie zmienia to faktu, że można przy tym jarać się prostszymi rzeczami pokroju Sodom, Destruction, Venom, D.R.I., Motorhead, Discharge , AC/DC, Ramones czy G.B.H. Według mnie nie ma w tym nic dziwnego czy tym bardziej złego, śmiesznego.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Roman Rogowiecki to nawet się pokazał w filmie dokumentalnym z pierwszej trasy po Polsce i innych krajach zza żelaznej kurtyny, to się pochlebnych słów spodziewałem 
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Było dużo pozytywnych recek IM w prasie, te z NON STOP - najgorsze... Kto dziś pamięta Non Stop a kto IM...
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Ja mimo tego, że jestem fanem artystów którzy stawiają na zdecydowanie bardziej skomplikowane formy niż wspomniane przez Ciebie kapele i wolę bardziej sterylne brzmienia oraz głównie wirtuozerskie albo progowe granie, to mam ciężki ubaw z osób z takim podejściem jakie tutaj było zaprezentowane odnośnie tego prostszego grania. Nie wiem, czy to wynika z chęci jakiegoś dowartościowania się (czym?) czy wywyższenia (czym?) - no, ale cóż. A do jakich "odkrywczych" i "mądrych" wniosków z obszaru socjologii tutaj niektórzy doszli na podstawie słuchanej muzyki... bardzo ciekawe rzeczyLukaSieka pisze: Ciekawe, że właśnie te trzy płyty, na których rzekomo nie umieli grać są tymi najlepszymi, najbardziej wpływowymi... Co do Exumer i stwierdzenia, ze nie umieli grać nigdy rozkładam po prostu ręce . To samo samo jeżeli chodzi o Destruction. Ja nie lubie takiego podejścia. Rozumiem je, ale nie lubię, bo według mnie można grać najprościej na świecie i grać przy tym dobrą i bardzo dobrą muzykę. Nie trzeba przebierać palcami jak Yngwie Malmsteen albo Steve Vai, żeby robić ciekawe rzeczy. Nie lubię tych prze produkowanych, sterylnych, syntetycznych rzeczy, które mają tyle wspólnego z Rock 'N' Rollem i Heavy Metal tyle co tak na prawdę nic. Nie negowałem nigdy zachwytu nad takim Megadefikiem, Metallicą czy innymi zespołami thrashowymi z USA, bo też lubię posłuchać rzeczy pokroju Exodus, Vio-lence, Forbidden, Testament czy Dark Angel. Tak samo nie negowałem nigdy "Somewhere In Time". Raczej wręcz przeciwnie. Jest to moja najlepsza płyta Iron Maiden nagrana z Dickinsonem. Jednak nie zmienia to faktu, że można przy tym jarać się prostszymi rzeczami pokroju Sodom, Destruction, Venom, D.R.I., Motorhead, Discharge , AC/DC, Ramones czy G.B.H. Według mnie nie ma w tym nic dziwnego czy tym bardziej złego, śmiesznego.
Odnośnie tej recenzji SiT to mam wrażenie, że facet miał niewielkie pojęcie o czym tak naprawdę pisał. Nie to, że krytykuje mój ulubiony album Maiden - ma do tego prawo, ale byłoby miło gdyby w jakiś konkretny sposób potrafił uzasadnić swoją opinię.
- AncientMariner
- -#Clansman

- Posty: 4870
- Rejestracja: sob lis 22, 2014 4:50 pm
- Skąd: Poznań
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
No właśnie. Mam wrażenie czytając te posty, ze co niektórych panów trochę poniosłoDejavu pisze:mam ciężki ubaw z osób z takim podejściem jakie tutaj było zaprezentowane odnośnie tego prostszego grania. Nie wiem, czy to wynika z chęci jakiegoś dowartościowania się (czym?) czy wywyższenia (czym?) - no, ale cóż. A do jakich "odkrywczych" i "mądrych" wniosków z obszaru socjologii tutaj niektórzy doszli na podstawie słuchanej muzyki... bardzo ciekawe rzeczy![]()
Sama płytka Somewhere in Time jest oczywiście świetna i jak ktoś napisał w tytule tematu - magiczna. Co raz częściej sięgałem przez ostatni rok po ten album i bardzo zyskały u mnie te "mniejsze" utwory. Po kilka razy cofam cd kiedy leci the Loneliness of the Long Distance Runner albo Deja-Vu. Bujają te utworki konkretnie
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Typowa paplanina snobistycznego wyznawcy art - rocka, który pomimo swych artystowskich aspiracji częstokroć popada w niezdrowy samozachwyt i pretensjonalnoś oraz egzaltację... Bardzo lubię klasyków art - rocka ale i masę innych stylów muzycznych. Puść kiedyś temu snobowi "Empire..." czy inny epik Maiden, zobaczymy, co powie ?
-
paulek
- -#Lord of the flies

- Posty: 3818
- Rejestracja: pn cze 07, 2004 8:22 pm
- Skąd: z narodu którego nie ma
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Akurat Empire... to bezbrzeżna nuda i nie ma że bolitypowa paplanina snobistycznego wyznawcy art - rocka, który pomimo swych artystowskich aspiracji częstokroć popada w niezdrowy samozachwyt i pretensjonalnoś oraz egzaltację... Bardzo lubię klasyków art - rocka ale i masę innych stylów muzycznych. Puść kiedyś temu snobowi "Empire..." czy inny epik Maiden, zobaczymy, co powie ?
-
Deleted User 5490
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki. Ja napisałem czego nie lubię, Ty napisałeś co lubisz. Amen. NIe musisz mnie rozumieć. Nawet się nie staraj. Szkoda Twojego życia. Nie musisz lubić mojego podejścia. Nie mieszkamy razem.LukaSieka pisze: Ciekawe, że właśnie te trzy płyty, na których rzekomo nie umieli grać są tymi najlepszymi, najbardziej wpływowymi... Co do Exumer i stwierdzenia, ze nie umieli grać nigdy rozkładam po prostu ręce . To samo samo jeżeli chodzi o Destruction. Ja nie lubie takiego podejścia. Rozumiem je, ale nie lubię, bo według mnie można grać najprościej na świecie i grać przy tym dobrą i bardzo dobrą muzykę. Nie trzeba przebierać palcami jak Yngwie Malmsteen albo Steve Vai, żeby robić ciekawe rzeczy. Nie lubię tych prze produkowanych, sterylnych, syntetycznych rzeczy, które mają tyle wspólnego z Rock 'N' Rollem i Heavy Metal tyle co tak na prawdę nic. Nie negowałem nigdy zachwytu nad takim Megadefikiem, Metallicą czy innymi zespołami thrashowymi z USA, bo też lubię posłuchać rzeczy pokroju Exodus, Vio-lence, Forbidden, Testament czy Dark Angel. Tak samo nie negowałem nigdy "Somewhere In Time". Raczej wręcz przeciwnie. Jest to moja najlepsza płyta Iron Maiden nagrana z Dickinsonem. Jednak nie zmienia to faktu, że można przy tym jarać się prostszymi rzeczami pokroju Sodom, Destruction, Venom, D.R.I., Motorhead, Discharge , AC/DC, Ramones czy G.B.H. Według mnie nie ma w tym nic dziwnego czy tym bardziej złego, śmiesznego.
Możesz mieć ciężki ubaw z takich jak ja. To nie jest zabronione. Na zdrowie. Jak Cię to jakoś dowartościowuje, to doskonale to zrozumiem.Dejavu pisze:Ja mimo tego, że jestem fanem artystów którzy stawiają na zdecydowanie bardziej skomplikowane formy niż wspomniane przez Ciebie kapele i wolę bardziej sterylne brzmienia oraz głównie wirtuozerskie albo progowe granie, to mam ciężki ubaw z osób z takim podejściem jakie tutaj było zaprezentowane odnośnie tego prostszego grania. Nie wiem, czy to wynika z chęci jakiegoś dowartościowania się (czym?) czy wywyższenia (czym?) - no, ale cóż. A do jakich "odkrywczych" i "mądrych" wniosków z obszaru socjologii tutaj niektórzy doszli na podstawie słuchanej muzyki... bardzo ciekawe rzeczy![]()
Poza tym jakoś specjalnie nie rusza mnie to co sobie o mnie myślisz.
W moich wynurzeniach nie było ani grama wniosków z obszaru socjologi. Po co takie górnolotne pierdoły? No ale zgoda. Chciałeś zabłysnąć. Niech Ci będzie.
Tak po prawdzie to były tylko zwykłe wspomnienia związane z moim podwórkiem w dzieciństwie, z ludźmi w których towarzystwie musiałem nauczyć się żyć i jakoś tam ich rozumieć, choć bardzo się różnili ode mnie. Większość z nich wyrosła na żuli, niektórzy już nie żyją. To nie ja się wywyższyłem, tylko oni się poniżyli. Dla mnie to żadna satysfakcja czuć się lepiej od zapijaczonego menela, który zmarnował sobie życie.
Odmawiasz mi prawa do wspomnień i własnych odczuć? Jakim prawem? Może wyjaśnij?
To tyle Panowie Sieka i i Dejavu.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Ciąg dalszy podróży w czasie - kolejny owoc poszukiwań - czytajcie , kto był niech wspomina , kto nie był niech żałuje.
http://imgur.com/a/2xYNo
http://imgur.com/a/2xYNo
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Mam ten numer!
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Super, mam nadzieję , że są tacy którzy widzą to pierwszy raz w życiu . Linkować ,czytać , pisać
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Dziękuję Ci za wrzucenie, ten i wszystkie artykuły które wrzuciłeś tutaj widziałem pierwszy raz. Ciekawa lekturafilip pisze:Super, mam nadzieję , że są tacy którzy widzą to pierwszy raz w życiu . Linkować ,czytać , pisać
-
Powerslave_Dś
- -#Ancient mariner

- Posty: 500
- Rejestracja: wt sty 19, 2016 6:42 pm
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Właśnie przez takie myślenie Polska będzie jednym z tych krajów w którym już zawsze będzie panował podział na "my pany" i "wy pany". Ten podział do którego komuna się bardzo przyczyniła .Po 1989 r. był konserwowany przez różne Unie Wolności, Platformy Obywatelskie i Gazety Wyborcze, które szermowały sobie prawo do bycia jedynym reprezentantem "inteligencji".Pierre Dolinski pisze: takie typowe lumpenproletariackie wypierdki z robotniczych rodzin
Jeśli chcesz wiedzieć podział na typowych robociarzy i inteligencję jest sztuczny, często ktoś pracujący fizycznie musi coś zeskanować, wpisać do komputera lub zwyczajnie pomyśleć logicznie. Często też pracownik biurowy musi użyć trochę mięśnia gdy przyjdzie mu np. podnieść karton z papierami lub danymi ważący 20 kg. Po co tworzyć takie głupie podziały?
Znałem kiedyś bezdomnego heavy-metalowca, kilka razy z nim piłem na torowisku we Wrocławiu gdzie spotykali się ludzie w weekendy i akurat on ten album uwielbiał podobnie jak Seventh Son of a Seventh Son. Więc nie wiem po co tworzyć jakieś takie dziwne zależności. Muzyka jest piękna dlatego, że wymyka się od takich typowych zależności. Mam rozumieć, że fani Killers i Number of the Beast codziennie walą 0,7 do obiadu albo wręcz jabola czy tam dwa czteropaki Tatry. Natomiast fani Somewhere in Time i Seventh Sona to wykształceni i zamożni właściciele mieszkań z ogródkiem za miastem?


