Jestem w trakcie czytania autobiografii Bruca i muszę napisać, że straszliwie to słabe... Nie pamiętam kiedy ostatnio jakakolwiek książka tak mnie zmęczyła, że dosłownie zmuszam się do czytania... Więcej tu pisania o szermierce i lotnictwie niż o muzyce. A zdaje się, że pan Dickinson jest znany głównie jako muzyk, wokalista pewnego popularnego w pewnych kręgach zespołu metalowe, i raczej to tym tematem są zainteresowani czytelnicy. A tutaj przez początkowe rozdziały mamy szczenięce lata Bruca, które śmiało można by skrócić co najmniej o połowę, bo powiedźmy sobie szczerze - wiele ciekawych rzeczy tam raczej nie znajdziemy...
W końcu dochodzimy do sedna, czyli do dołączenia do IM i co dostajemy? Ciekawostki z nagrywania Numbera? Wrażenia z dołączenia do zespołu? Relacje z muzykami? Układy panujące w zespole? Nic z tych rzeczy, czytamy o szermierce. Nagrywamy Piece of Mind, czytamy dosłownie kilka zdań o studiu, hotelu, jakieś wtrącenia na temat komponowania dosłownie kilku utworów, a później co? Kilka stron na temat tego, jak to Bruce odkrywał kolejne kluby z szermierką.
Kolejne płyty, trasy, a czytelnik nie dowiaduje się w zasadzie nic na temat powstawiania albumów, jakichkolwiek anegdot (dosłownie kilka wtrąceń na temat Martina Bircha to zdecydowanie za mało...), czy w zasadzie czegokolwiek związanego z zespołem. Iskrzenia w grupie, inspiracje, wzajemne relacje - niestety. Można za to poczytać o tym, jak Bruce odkrył, że lepiej trzyma mu się szpadę w lewej ręce. Problemy po trasie Powerslave, trudności z komponowaniem numerów na Somewhere In Time, odejście Adriana - łącznie kilka kartek - za to cała masa treningów i zawodów szermierczych.
Sprawa ulega zmianie w okolicy nagrywania pierwszej płyty solowej i okresu Fear Of The Dark. O samej trasie nie ma w zasadzie nic, a o odejściu z Maiden? Dwa zdania! Dosłownie.

Za to mamy kilka rozdziałów na temat kiełkującej jeszcze miłości do lotnictwa i kilka nudnych anegdot z tym związanych. Potem jeszcze kolejny rozdział o zdawaniu licencji lotniczych i tak oto przechodzimy do kariery solowej. A co można tam znaleźć? Oczywiście nic na temat muzyki, ale np. całą, przydługą opowieść na temat wypadu do Sarajewa...
Zakończyłem czytanie w momencie zabierania się za Accident of Birth (ok.260 stron) i nie zamierzam kontynuować. Czas spędzony z tą książką uważam za czas stracony, nie polecam jej nikomu, bo niczego ciekawego się niej nie dowiecie. Oficjalna biografia Maiden, to przy tym istna kopalnia wiedzy. Bruce to grafoman, pisze co mu ślina na język przeniesie. Zabrakło dobrej korekty, kogoś, kto naprowadziłby autora na odpowiednie tory, poprzycinał dłużyzny i zaproponował co można ubarwić, co zainteresuje czytelnika. Bruce na siłę chce opowiadać o szermierce i lotnictwie, tylko ciekaw jestem ilu szermierzy albo pilotów sięgnęło po tę pozycję. Nie tędy droga.
Na koniec zostawiłem sobie rzecz, która mnie rozwaliła kompletnie i chyba nikt przy zdrowych zmysłach w to nie wierzy, a takich bzdur jest w książce niestety więcej. Otóż, Bruce stwierdza, że nigdy nie słuchał płyt nagranych przez Maiden po jego odejściu, bo to już nie jego zespół i nie chciał dawać pretekstów do wypowiadania się w tej kwestii, czy coś w tym stylu. Aha, na pewno nie słuchał.

Chociaż częściowo tłumaczyłoby to fakt notorycznego pomijania numerów z ery Blejza w secie - Bruce po prostu nie zna tych numerów.
Rada dla forumowiczów. Jeśli kiedykolwiek ktoś z Was zostanie gwiazdą rocka, to jeśli przyjdzie Wam potem do głowy pomysł spisania swoich wspomnień, to skupcie się na tym, za co pokochały Was miliony, a nie na swoich pasjach typu garncarstwo, szydełkowanie czy kolarstwo, bo to po prostu mało kogo interesuje.