No siema!
Sporo minęło, bo prawie tydzień, ale dopiero nadrobiłem zaległości z forum i postanowiłem sam co nieco opisać.
Przede wszystkim: Pozdrawiam wszystkich Sanktuarian, których napotkałem we Wrocku w niedzielę, a zwłaszcza
sekcjazwlok z żoną, super było móc Was poznać i pogadać!

Byłem również w Liverpoolu jakoś tuż po 14 do około g. 15. Z paroma osobami z forum udało mi się spotkać i zagadać, oby było więcej takich okazji
Co do koncertu, to może opiszę lekko hasłowo:
Raven Age - nie słuchałem ich występu, gdyż w tym czasie gadałem z moim kumplem pod obiektem, ale w Berlinie mi pasowali nawet jako taki pierwszy support, więc dla mnie OK
Anthrax - miła niespodzianka dla mnie, ponieważ wcześniej nie znałem muzyki tej grupy, więc z zupełnie czystą głową podszedłem i muszę przyznać, że przypadli mi do gustu zdecydowanie mocniej od Slayera w Poznaniu
IRON MAIDEN - dla mnie występ - petarda!

Chłopaki, a zwłaszcza Bruce, nadal w świetnej formie. OK, może nie była ona tak idealna jak w Berlinie, wyczuwałem to w paru niuansach od czasu do czasu, lecz jak na ten etap tournee to i tak wyborna! Miałem też wrażenie, że zespół dużo lepiej bawił się niż w stolicy Niemiec, odczuwałem dużo więcej spontaniczności z ich strony. Gadki Dickinsona o komunie robią się jednak trochę nudnawe, ale w sumie wolę to niż pitu-pitu powtarzane na każdym innym koncercie, przynajmniej w Polsce sili się na coś innego i za to chwała. Rozbawił mnie "największy rock'n rollowy koncert w historii PL" myślę, że po prostu chodziło im o koncert Ironów, ale tak jakoś mu dziwnie się to wypowiedziało. Z 38 tyś. nie wierzyłem, bo Bruce lubi sobie podkolorować, tudzież Evil Nation podaje im takie kolorowe fakty, ale sądzę że te 32-35 na bank było.
Sto lat dla Nicko było spoko pomysłem, na pewno perkusiście było miło i to było widać

Co do utworów - jak dla mnie BoS jest świetnym albumem na koncerty. Co ciekawe, we Wrocku przekonałem się w końcu do TRatB !!

Tak jak na albumie go nie "czuję" i jest za długi, tak we Wrocławiu coś mi "pykło" i nawet przez ostatni tydzień sobie nuciłem. Tytułowy to oczywiście majstersztyk, to dla mnie Talisman tej trasy. If Eternity jest świetnym otwieraczem, zaś Speed of Light takim zwykłym drugim utworem, na tym samym poziomi co choćby El Dorado, nie ma szału ale jest dobrze

Niestety, co do dwóch pozostałych numerów z nowej płyty mam inne odczucia:
ToC mi pasuje, ale Coming Home było dla mnie 100 razy lepszym utworem-balladą. Zaś DoG jest według mnie pomyłką, to utwór tak toporny, na siłę grają go na koncertach i promują "małpie ruchy". Pewnie, na koncercie sam je wykonywałem, ale jakoś z poczuciem lekkiej żenady. Dla mnie Death or Glory jest fajnym kawałkiem na płycie, ale live się nie sprawdził kompletnie, nie ma tego koncertowego 'flow' według mnie.
Cieszy powrót Hallowed, jego wykonanie przez Dickinsona na tej trasie jest dowodem na to, że ten utwór nigdy nie powinien był opuszczać setlisty. Reszta klasyków również in plus

Fajnie wypada na tej trasie Powerslave, zdecydowanie Bruce daje w nim nadal radę

FotD to piękny moment koncertu, wyraźnie publika ożywiła się na ten utwór, podobnie jak z innymi klasykami.
No właśnie co do publiczności: widziałem te młyny z trybun, ale nie sądziłem że to aż taka masakra tam się dzieje, jak niektórzy opisują. GC na pół płyty jest dowcipem i ludzie w końcu powinni wystosować pozew zbiorowy. Ja wiem, że póki LN organizuje koncerty, póty GC nie kupię. Wspominam ze łzą w oku GC na Bemowie, gdzie w skali obiektu było takie, jakie być powinno, a ja z tyłu mogłem sobie spokojnie stanąć i delektować się występem ukochanego zespołu, będąc stosunkowo blisko sceny. Wracając do Wrocławia: żadnych ekscesów na trybunach nie odnotowałem. Co ciekawe, w porównaniu do Niemców publika w PL wypadła o niebo lepiej według mnie, jesteśmy bardziej aktywni i co dla mnie najważniejsze: nie było wkoło tylu palaczy, a jedyne osoby, które non-stop musiały wychodzić z sektora i wracać to byli jacyś kolesie zza granicy. W Berlinie to samo - ludzie wolą spędzić połowę koncertu w kolejce po następnego browara. Dla mnie to dziwne, ale co kto lubi. Póki mi bezpośrednio to mocno nie przeszkadza w odbiorze koncertu to ok. Także suma sumarum: polska publika >> niemiecka.
Co do akustyki to wypowiedziałem się w osobnym temacie, tu nie będę się powtarzał, poza stwierdzeniem, że było duuużo lepiej niż w Poznaniu, choć do ideału brakło
Zaś koncert, podsumowując, pierwsza klasa!

Super było w tym uczestniczyć, spotkać Was wszystkich i zobaczyć Ironów w znakomitej dyspozycji. Czy był to lepszy występ niż w Berlinie? Pod niektórymi względami tak, pod innymi nie. Jednak w moim sercu zajmie miejsce wyżej ze względu na atmosferę, która zawsze w Polsce jest wyjątkowa
Up the Irons!
