Udana impreza. Do Czech udało nam się dojechać koło 13, więc zaliczyliśmy prawie wszystkie przewidziane zespoły.
MONUMENT - nic nadzwyczajnego, ale grali porządnie i dobrze się ich słuchało.
BLACK PEAKS - koszmar. Ja tylko ich zobaczyłem podejrzewałem, że będzie źle, ale postanowiłem dać im szansę. Po minucie poszedłem coś zjeść i wróciłem na koniec.
LAST IN LINE - na Last In Line poszliśmy pod scenę. Kawał dobrego rockowego grania. Kawałki Dio przeplatane własnymi utworami. Wokaliście oczywiście daleko do Dio, ale nie miałem wielkich oczekiwań w tej kwestii, więc bardzo mnie nie raziło. Jak dla mnie mogliby zagrać nawet więcej swoich numerów. Z przyjemnością zobaczę ich jutro w Progresji.
RAGE - niestety Rage miał były spore problemy z dźwiękiem. Bardzo długo się ustawiali, co chyba wpłynęło na skrócenie setu. Pod sceną na początku w ogóle nie było słychać gitary, później trochę poprawili, ale i tak trzeba było się mocno wsłuchiwać, żeby ją usłyszeć. Mam nadzieję, że dzisiaj będzie lepiej pod tym względem. Ogólnie było nieźle, ale koncert przed Helloween na początku roku bardziej mi się podobał.
STEVE HARRIS BRITISH LION - bardzo pozytywne zaskoczenie. Wersje studyjne w ogóle mi nie podchodzą (wokalnie), natomiast na żywo brzmiało to całkiem nieźle. Bardzo energetycznie, mocno wyróżniony bas. Gdyby grali w Warszawie, to rozważyłbym ponowne przejście się. Widać było, że sporo osób przyjechało tam dla Harrisa. Czekali później z boku, gdzie pojawiali się muzycy, ale Steve chyba nie wyszedł (przynajmniej nie tam i nie przed końcem Gamma Ray), za to byli pozostali członkowie zespołu i chętnie podpisywali/robili zdjęcia.
OVERKILL - to trochę nie moja bajka, więc poszedłem odpocząć (zwłaszcza mając w perspektywie zespoły, które mnie najbardziej interesowały i podróż powrotną). Sam koncert mi się podobał i jeżeli będą grali w Warszawie, to pewnie się przejdę. Niestety znowu nie obyło się bez problemów z dźwiękiem - tym razem wysiadł mikrofon.
SAXON - na Saxon i Gamma Ray wróciłem pod barierki. Na szczęście obyło się już bez problemów technicznych. To był mój pierwszy Saxon, więc co by nie zagrali byłoby dobrze. Dobrze się wybawiłem i liczę na udaną powtórkę jutro (teraz wymagania co do setu rosną

) Jakieś większe podsumowanie będę mógł zrobić po porównaniu tych dwóch koncertów.
GAMMA RAY - gdyby to był jedyny koncert tego wieczoru, to i tak uznałbym, że warto było przejechać te 1200km i nie spać ponad dobę.
No i sama impreza. Organizacja dobra. Wejście/wyjście praktycznie bez kolejek. Wyjazd z parkingu bez kolejek. Wystarczająca ilość punktów z żarciem i piciem (jedynie do męskiego WC czasem robiła się kolejka). Cena - jak za darmo. Publiczność oczywiście spokojniejsza niż u nas (największy dym pod sceną robił narąbany Polak), ale dzięki temu bez problemu i przepychania można było stanąć w 2-3 rzędzie od sceny albo przy barierce z boku sceny. Średnia wieku mam wrażenie dużo wyższa niż u nas na koncertach. Jedyne co, to mogłoby być bliżej, bo w drodze powrotnej byłem mocno zmęczony (dzięki Krusejder za dotrzymywanie towarzystwa).