Woooo, poprawione, niezłe jajca. Teraz powinno być już dobrze. Niestety (spoiler!) więcej Davisa nie będzie, Skid Row też nie
42. Deep Purple - Fireball
Dla mnie to najlepszy album Mk. II, a jest prawdopodobnie też tym najmniej docenianym. Może to dlatego, że jest to materiał specyficzny. In Rock miało agresywne, brudne brzmienie i samo w sobie było naprawdę ostre, Machine Head jest już bardziej wygładzone i ma największy hit zespołu, a Fireball ma...Fools

Sam ten jeden numer pokazuje, jak bardzo inna jest to płyta od reszty starych albumów Purpury. Ale inność działa tu na korzyść, płyta jest najprawdę bardzo urokliwa i jedyna w swoim rodzaju, jeśli chodzi o katalog DP. Dużo tu wszystkiego, ale mnie to nie razi. Tytułowy numer to w chwili premiery była ekstrema, a po latach dalej świetnie się go słucha. Wspomniane już wcześniej Fools to numer unikatowy w katalogu Purpli, z bardzo ciekawymi partiami Ritchiego, które potem często wplatał w różne improwizacje koncertowe, chyba nawet na Made In Japan można to wychwycić. Najbardziej jednak lubię single z tej płyty: Demon's Eye i Strange Kind Of Woman. Mam z nimi dużo wspomnień, ale to po prostu znakomite utwory. Fireball można oceniać różnie, nie twierdzę, że każdy powinien stawiać go na pierwszym miejscu rankingów DP, ale chyba każdy się zgodzi, że był to naprawdę odważny album.
Ulubione numery: Fireball, Demon's Eye, Strange Kind Of Woman (te dwa ostatnie pochodzą z różnych edycji, ale oba pasują do płyty, a moja wersja posiada jeden z nich jako bonus)
41. Organek - Czarna Madonna
Przykład tego, że w Polsce można grać dobrze. Ale również tego, że można grać dobrze opierając się na starych patentach. Organek w swojej twórczości sięga do lat 70-tych i robi tu zupełnie jawnie, ale nie w chamski sposób. Słuchasz tej płyty i od razu zdajesz sobie sprawę, że Get It Right mogłoby wejść na któryś z albumów Deep Purple, jednakże Tomek nie stara się mówić "Hej, patrz jakim jestem geniuszem", tylko pod koniec stara się nawet piszczeć jak Gillan, czym jasno sugeruje swoje inspiracje. Tu nie ma nic nowatorskiego, ale właśnie ten krążek mi pokazał, że dzisiejsza polska scena muzyczna nie jest taka zła. Twórczość Organka może z początku wydawać się infantylna, ale po głębszym zapoznaniu się z nią docenia się pomysłowość, która charakteryzuje członków zespołu. Praktycznie każdy numer tutaj jest naprawdę dobry (punkowe HKDK mi nigdy nie siedziało do końca), spędziłem z tym wydawnictwem wiele chwil, niezapomnianych chwil i dzięki niemu zacząłem sięgać do źródeł. Tak, to dla mnie zdecydowanie ważna płyta. Szkoda, że Niemiłość tak pogrążyła ten zespół w moich oczach, ale cóż, czekam na pełny album.
Ulubione numery: Mississippi W Ogniu, Ki Czort, Czarna Madonna
40. Kat - Bastard
Najtrudniejszy w odbiorze album Kata. Tam jest tyle riffów, że można z tego było nagrać dwie płyty, ale zespół uparł się na jedną. No i jest. Gorzka, sarkastyczna, przesiąknięta nihilizmem i własnymi poglądami Kostrzewskiego. Z tego wszystkiego wyszła mieszanka wybuchowa - Bastard to dla mnie przejaw geniuszu prawie całego zespołu. Wielką rolę odegrał tu Jacek Regulski, nieodżałowany gitarzysta, który właśnie na tej płycie zadebiutował jako członek Kata. Razem z Luczykiem stworzyli piękną rzecz (

) : gitarowo ten album jest wykokszony. Roman napisał kilka tekstów, które można uznać za wyżyny jego liryki. Z jednej strony są proste i bezpośrednie ("pluję na prawo, bo kocham wolność"), ale z drugiej czasem idzie za nimi coś więcej. Nic dziwnego, skoro całkiem spora liczba jego tekstów czerpie z Micińskiego. Bastard to dzieło praktycznie idealne, które łoi niemiłosiernie, niczym Stachursky w Doskozzzie. Kończąca go Łza Dla Cieniów minionych już na zawsze zapisała się w kanonie polskich ballad, chociaż dla mnie jest jednym ze słabszych elementów płyty. Kacior to jednak była moc. Fajnie, że najnowszy Popiór miejscami mocno nawiązuje do Bastarda.
Ulubione numery: Ojcze Samotni, Bastard, W Bezkształtnej Bryle Uwięziony
39. Tomasz Stańko Quintet - Dark Eyes
Pierwsze, co mnie powala w przypadku Dark Eyes, to okładka. Ona jest wręcz banalna, ale ktoś, kto wymyślił, by wybrać to zdjęcie na grafikę zdobiącą ten album jest geniuszem. Uważam, że okładki powinny reprezentować muzykę, nawiązywać do niej klimatem, a ta wręcz idealnie koresponduje z tym, co Stańko pokazał na Dark Eyes. Ten album to dla mnie właśnie samotna noc, może odrobinę leniwa, może trochę nostalgiczna. Całość ma dość soundtrackowy charakter, stanowiłaby dobrą muzykę tła, ale nie jest to wada. Bez problemu można się w pełni skupić na zawartości płyty i pozwolić się zabrać na ciemne ulice Los Angeles lat czterdziestych. Dark Eyes to łatwa w odbiorze płyta i na tym poniekąd polega jej geniusz. Stańko wiedział już, że nie musi się ścigać z kimkolwiek, by pokazać, że dalej jest w formie. On proponuje tutaj stosunkowo proste rozwiązania, ale bardzo umiejętnie nimi żongluje, przez co krążek wciąga, chociaż jest dość długi. Od wielkich twórców zawsze wymaga się dużo, a on zdecydowanie takim był. Balladyna, Leosia - to są płyty, którymi zbudował sobie pomnik trwalszy, niż ze spiżu, a Dark Eyes można uznać za jego udekorowanie. @blackmailer, Tobie szczególnie polecam to wydawnictwo. Jak już przesłuchasz Kind Of Blue 10 razy i parę innych rzeczy, to definitywnie musisz sięgnąć po którąś z płyt Tomasza Stańko

Ilekroć słyszę tę muzykę, mam w głowie jedno zdanie. "Forget it, Jake, it's Chinatown".
Ulubione numery: Terminal 7, Grand Central, So Nice