100 ulubionych utworów - Vorgel

Zbiór ankiet i Waszych opinii dotyczących innych zespołów.

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Deleted User 2259

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

Może zrobię listę top 100, ale bez Dream Theater i ich projektów pobocznych.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Vorgel »

20. Back Door Man (The Doors). Morrison powiedział do chłopaków z zespołu przed nagraniem tego numeru "wyobraźcie sobie, że w upalny dzień jedziecie drogą wśród kalifornijskich stepów, wieczorem dojedziecie do hotelu (a może burdelu?) i wtedy się zabawicie". To kawał mięsistego rocka z jedynym i niepowtarzalnym klimatem. Oczywiście ma ten do bólu seksualny drive, bo stary blues taki był, to numer Williego Dixona tak na marginesie. W wersji the Doors nabrał rumieńców.

19. Desperado (Alice Cooper). Utwór poświęcony zmarłemu w roku wydania płyty Killer Jimowi Morrisonowi. Ma klimat płyty L.A. Woman Doorsów, choć generalnie jest bardziej hard rockowy. Cooper nie tylko był fanem Morrisona, był też jego przyjacielem.

18. South Side of the Sky (Yes). Najlepszy na Fragile. W ogóle im bliżej do top 10 tym coraz więcej wątpliwości co powinno być wyżej od czego. O samym utworze mogę napisać to co o innych wybranych przeze mnie kawałkach Yes. Jest genialny zarówno pod względem wykonawczym jak i kompozytorskim. To drugie rzadko spotyka się z pierwszym, jeśli spotyka się tylu indywidualistów grających na tak kosmicznie wysokim poziomie. Im się udało.

17. Supper's Ready (Genesis). Jeden z ulubionych albumów Steve'a Harrisa jest też jednym z moich ulubionych. Opus Magnum Foxtrot to oczywiście Supper's Ready, czyli rockowa apokalipsa na 9/8. Absurdalny angielski humor miesza się z biblijnymi tematami. Trochę jak w późniejszym A Passion Play Jethro Tull, jednak Gabriel jest nieco poważniejszy od Andersona i porusza temat niby banalny, ale z którego żartów nie ma. Miłość. Oczywiście nie ma tutaj nic o...a właściwie jest o kwiatkach, o pszczółkach z tego co pamiętam, nie.

16. Yesterday (The Beatles). Najpiękniejsza ballada świata, w dwie minuty. Pierwsza w zasadzie tak popularna i zrobiona w stylu nie-swingowym, nie nawet takim jak Love Me Tender Elvisa. Użyto po prostu innej skali. Paul McCartney zaśpiewał ten utwór w takiej tonacji, że każdy da radę zaśpiewać, może o to chodziło, Macca miał najlepszy głos w Beatlesach i potrafił wyciągnąć bardzo wysoko, tutaj śpiewa oszczędnie, jednak słychać w głosie charyzmę za milion dolców. Próbowałem to oczywiście śpiewać i przy McCartneyu brzmię jak śledź przeciskający się przez dziurę w beczce. Pomyśleć, że roboczy tytuł tego kawałka brzmiał "Scrambled Eggs".

15. Childlike Faith in Childhood's End (Van Der Graaf Generator). Rozmach z jakim zrobiono ten utwór może nie jest zaskoczeniem, to przecież Van Der Graafi. Ale na co powziął się Hammill tak i wokalnie, jak i tekstowo. O ile wcześniej jak wrzasnął to się robiło nieco histerycznie, o tyle tutaj jest podniośle. I tym niemal wrzeszczącym głosem śpiewa rzeczy nieprawdopodobne. Rozlicza całą ludzkość i kończy słowami "śmiercią zwykłych ludzi zacznie się życie". Ale wcześniej jest też taki fragment, który bardzo mi się podoba i jest tam taki przeskok na organach Hammonda, kiedy Peter śpiewa "przez stulecia postępu, który nie zaprowadził nas za daleko." Co tu się dużo rozpisywać. Genialne 12 minut niesamowitych przeżyć.

14. Paperback Writer (The Beatles). Utwór z 1966 ale nie pojawił się niestety na albumie Revolver. Bardzo nowatorskie podejście do sekcji rytmicznej, nikt tak oczywiście wtedy nie grał, ale dużo z tego przeniknęło do nagrań późniejszych wykonawców, nie tylko rytmicznie. Mamy tutaj też pierwsze eksperymenty stereo, czyli rozdzielanie kanałów w sposób raczej mało rozsądny. Słychać to zwłaszcza dobrze, jak się słucha na słuchawkach. Zastanawiałem się czy może nie dać Eleanor Rigby, bo przecież to się wydaje takie oczywiste. Mógłbym dać cały album Revolver, dla mnie to arcydzieło muzyki rockowej. Aha, tekst wyjątkowo nie o miłości. Ciotka McCartneya chciała by napisał o czymś innym i napisał o facecie, który czuje niepohamowaną potrzebę pisania książek. Temat dobry jak każdy inny.

13. Steven (Alice Cooper). W zasadzie to i Years Ago poprzedzający i The Awakening zaraz po tym numerze też zasługują na wspomnienie, bo się łączą z tym utworem. Najbardziej przejmujący, ponury, smutny utwór na Welcome to My Nightmare. O wiele smutniejszy niż Only Women Bleed. Tytułowy Steven zostaje przywołany zza światów. Oczywiście to kolejny z jego koszmarów. Zarówno tekst i melodia nie pozostawiają złudzeń, miało być bardzo, a to bardzo ponuro.

12. Celebration of the Lizard (The Doors). Wersja studyjna tego utworu jest obecna na zremasterowanym wydaniu Waiting for the Sun oraz na składance Legacy, koncertowa na Absolutely Live. Z tego 17 minutowego eposu wycięto utwór Not to Touch the Earth i umieszczono na płycie Waiting for the Sun jako regularną kompozycję. Ponoć Morrison chciał by cały Lizard znalazł się na płycie, ale pozostali członkowie zespołu sprzeciwili się temu pomysłowi. Szkoda, wielka szkoda. Studyjna wersja jest w zasadzie obrobiona na tyle, by ją można było spokojnie zamieścić. Może chodziło o czas trwania krążka? No ale przecież dłuższe płyty się już nawet wtedy nagrywało. Ten numer to jest niezła schiza, Morrison taki, jakim chciał by go postrzegano.

11. Atom Heart Mother (Pink Floyd). Co tu dużo mówić, najlepszy utwór Floydów. Co ważne, nie ma w nim tekstu, więc nie muszę się zastanawiać, jaką Waters akurat palnął głupotę. Ale tak bardziej poważnie, pamiętam, że kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z tym kawałkiem, znałem Floyd z zupełnie innej strony. Ta jednak po latach wygrywa z wszystkimi innymi. Ostatnio jechałem rowerem za miasto i zobaczyłem wypasające się krowy. Przypomniał mi się oczywiście ten krążek. No i przede wszystkim ten utwór.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Vorgel »

10. A Hard Day's Night (The Beatles). Ten pierwszy akord jest niesamowity. Dokładnie w tym samym stylu uderzyli Rush w utworze rozpoczynającym Hemispheres. Oczywiście ten beatlesowski akord jest czysty, bez żadnych efektów, jednak warto sobie zdać sprawę, że to był rok 1964. 1964! Utwór A Hard Day's Night wyprzedził swoją epokę, nie tylko dzięki temu akordowi. Progresja wokalna, kiedy wchodzi Paul jest absolutnie nie z tej epoki. To jest utwór Lennona, ale Paul zaśpiewał trudną dla Lennona partię, gdzie potrzeba było wspiąć się wyżej. Tego rodzaju podejście do wokali prezentowali później wokaliści hard rockowi. I jeszcze ta czysta końcówka quasi-akustyczna, te progresje też były wówczas nowością. Tak wówczas nie grał nikt i nawet nie chodzi o beatlemanię, to był fenomen popkulturowy, takie rzeczy się przecież zdarzają co jakiś czas (może nie na taką skalę, ale jednak).Ale to, że oni inspirowali muzyków, którzy zrobili wielkie kariery jest czymś znacznie ważniejszym, niż te miliony fanek.

9. The Sleepwalkers (Van Der Graaf Generator). Nie byłbym fanem tego zespołu, gdyby nie Sleepwalkers. To od tego utworu zaczęła się moja przygoda z VDGG. W tamtym czasie było tak, że progresywny kawałek zazwyczaj na początku mnie zaciekawiał (albo nie), dopiero później ewentualnie stawałem się fanem. Tutaj od pierwszych dźwięków wiedziałem, że to jest granie absolutnie dla mnie i że ten zespół będę uwielbiał. Tak się oczywiście stało. Zawsze kiedy go słucham, wyobrażam sobie lunatyka wychodzącego ze swojego łóżka, później z domu, zmierzającego ku przepaści. W którymś momencie trąca go ręka z ciemności i lunatyk zatrzymuje się, po czym wraca do łóżka. I wtedy sen się kończy. Wszystko to tak naprawdę jest ukryte w tekście za mniej lub bardziej gęstymi metaforami. Wokalnie Hammill przechodzi samego siebie, David Jackson, najlepszy saksofon ever. Oni tutaj po prostu obaj rządzą.

8. I Dream in Infrared (Queensryche). Oczywiście jest ten wolny riff pełen pentatonicznej mięsistości przeplatany balladowym, nastrojowym graniem. Jest nastrój erotycznej tajemniczości, coś, co trudno uchwycić słowami. Generalnie do tego utworu mam bardzo osobisty stosunek, wypełniał mi kiedyś romantyczne wieczory z moją Panią, ale tak naprawdę nie jest on zbyt romantyczny (no może trochę). Dominuje tutaj melancholijna tęsknota za czymś nieskończonym połączona z erotycznym klimatem. Coś w tym rodzaju. To mroczny utwór. Solówka też idealnie oddaje klimat. Perfekcyjne 4 minuty muzyki rockowej.

7. Halo of Flies (Alice Cooper). Alice tłumaczył długość tego kawałka tym, że chcieli zrobić coś w stylu King Crimson, że oni też tak potrafią itd. Oczywiście poza czasem trwania (ponad 8 minut), który może przykrywa co krótsze utwory Crimsonów, nie ma tutaj nic z King Crimson i chyba dobrze. Za to muzycy momentami zbliżają się do czegoś, co w przyszłości będzie nosiło nazwę heavy metal. Utwór jest wielowątkowy, tzn. bez specjalnego przedłużania konkretnych sekcji, ale różnią się one na tyle, iż śmiało można go uznać za progresywny. W przeciągu 8 i pół minuty dzieje się tutaj naprawdę wiele i ta genialna heavy rockowa końcówka. Pierwsza klasa.

6. The Gates of Delirium (Yes). W kategorii ilość różnych dźwięków na jeden utwór Yes we Wrotach są bezkonkurencyjni, ale przecież nie o to chodzi, by grać dużo dźwięków. Muszą mieć one sens i z tej naprawdę totalnej nawałnicy jakimś cudem udało się stworzyć spójną, genialną kompozycję. Utwór momentami przypomina wygibasy ELP, ale mam wrażenie, że Yes chcieli pójść jeszcze dalej. Może po Oceanach, które znudziły Wakemana i sprawiły, iż opuścił zespół, grupa z nowym klawiszowcem Patrickiem Morazem (trenowanym w jazzie), chciała dać więcej ognia? Tak czy owak wyszło coś niepowtarzalnego, unikalnego i naprawdę ekscytującego. Nie wiem czy zostałbym fanem twórczości Yes z lat 70, gdyby nie ten utwór. Przez jakiś czas Relayer był moją ulubioną płytą Yes. Obecnie dalej jest w ścisłej czołówce, nie tylko Yes, w ogóle całego rocka progresywnego.
Deleted User 2259

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

Dwa z 5 myślę, że obstawie są to:


Close to the Edge
Hempispheres
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Vorgel »

Dziwne, że tylko dwa Ci przyszły do głowy.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Vorgel »

5. Strawberry Fields Forever (The Beatles). Utwór napisany przez Johna Lennona z zamiarem umieszczenia go na płycie Sgt Pepper's Lonely Hearts Club Band. Wytwórnia płytowa chciała jednak widzieć go jako singiel, a oni wówczas singli nie dawali na płyty. Ostatecznie owo nagranie nie znajduje się na najlepszej płycie Beatlesów. Można je za to znaleźć na wydanym w tym samym roku albumie kompilacyjnym Magical Mystery Tour (zapis ścieżki dźwiękowej do filmu plus kilka nowych singli). Wersja, która ostatecznie została opublikowana, została zmontowana z dwóch różnych nagrań utworu. Ponieważ oba były w zupełnie innej tonacji, trzeba było jedno przyspieszyć, a drugie zwolnić. Niedługo przed śmiercią Lennon powie, że utwór został źle nagrany i obwini o sabotowanie projektu... Paula McCartneya. Tymczasem to, czego w finalnym miksie dokonał George Martin jest istnym majstersztykiem edytorskim. W tamtych czasach po prostu cięło się taśmę i ją sklejało, ba, ja pracując w radiu i robiąc edycje na taśmach antenowych, robiłem tak jeszcze w latach 90. Martin musiał dodatkowo popracować nad tonacją i wyrównać wszystkie parametry sposobem na chybił trafił. Samo tylko nagranie utworu zajęło 45 godzin. Był to najbardziej skomplikowany numer jaki do tamtego momentu zrobili. W sumie wybrałem 5 utworów Beatles do setki, z czego 3 McCartneya. Za to dwa Lennona są w top 10. Albumu Sgt Pepper nie mam sumienia dzielić na kawałki, on gra jako całość, choć wielu fanów Beatles wymieniłoby A Day in the Life, który jest na płycie zaraz po zamknięciu występu zespołu Sierżanta Pieprza.

4. Cygnus X-1, Book II: Hemispheres (Rush). W 1980 roku Rush tłumaczyli reporterowi robiącemu z nimi wywiad, dlaczego postanowili zagrać nieco prościej niż na poprzednim krążku. Geddy odparł, że z tamtej formuły wycisnęli dokładnie wszystko. Ale to był cel Rush jako zespołu od początku. Alex Lifeson w tym samym wywiadzie stwierdził "poszliśmy zobaczyć Yes w 1975 kiedy pracowaliśmy nad Caress of Steel, po czym nie chcieliśmy już kończyć albumu". Skończyli i nawet byli zadowoleni, ale fani nie bardzo kupili ten album (W końcu po latach osiągnie status złotej płyty w USA i Kanadzie). Było oczywistym, że tamto komercyjne niepowodzenie ich nie zrazi, bo pół roku później nagrywali już 2112. Ale to było mało, oni chcieli grać jak Yes. Nie spoczniemy, dopóki nie zagramy tak dobrze. W końcu się udało, w 1978 roku nagrali coś tak dobrego jak Yes (Przedsmak był już na A Farewell to Kings, gdzie trenowali powiększone instrumentarium). I to by było na tyle progresywnego Rush. Ja ich twórczość z dalszych lat też bardzo lubię, ale Rush pomimo sporych chęci nie byli jak Yes, a próba bycia Yes kosztowała ich sporo nerwów, wypalenie, przerwę w nagraniach i ogólne rozbicie emocjonalne (nagrywali wtedy w Walii, z dala od swoich rodzin). Oczywiście druga część Cygnusa jest tym momentem krążka, gdzie dzieje się najwięcej. Generalnie album inspirowany Relayerem bo czym innym (np. bitwa z Delirium).
Deleted User 2259

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Deleted User 2259 »

Vorgel pisze: śr lip 03, 2019 9:30 am Dziwne, że tylko dwa Ci przyszły do głowy.
Serio nie mam pomysłu co tam jeszcze mogłeś dać. Z trójki, która została obstawiam dalej Close, coś Tull. Ostatnia pozycja 0 pomysłów.
Awatar użytkownika
Sardi
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 7679
Rejestracja: sob sty 23, 2016 11:06 pm
Skąd: Born in the BZ Land

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Sardi »

Ja chyba wiem co będzie tym trzecim, ale nie chcę mówić ;)
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Vorgel »

3. Close to the Edge (Yes). Wybór oczywisty, tytułowy numer z najlepszej płyty Yes. Bill Bruford nie mógł znieść reżimu narzuconego przez zespół i go w końcu opuścił jeszcze w roku 1972. W wywiadzie dla BBC powie "W Yes trwała niekończąca się debata nad tym jak co ma zostać zagrane, czy organy wysunięte do przodu, czy wręcz przeciwnie". W dodatku jak już zaczęto pracować nad płytą, perkusista dalej był niezadowolony. Uważał za wariactwo kręcenie dwoma gałkami w kontrolce przez parę godzin tylko po to, by ustawić właściwe brzmienie gitary basowej. Ale brzmienie Yes mieli wówczas najlepsze. Wszystkie instrumenty świetnie słychać, są wyważone i idealnie oddają klimat samej kompozycji. Wysokie dźwięki poszczególnych instrumentów nie zlepiają się ze sobą, bas idealnie rzeźbi niskie tony. Yes bardzo dbali o to, by ich płyt (jeden krążek) nie trwały dłużej niż ok 40 minut (po ok 20 minut na stronę). Powód był dość oczywisty, tylko do takiej długości na winylu udaje się uzyskać optymalną jakość nagrania, bez cięcia basów. Cóż dodać, wybitny skład, świetna muzyka. Najlepsza.

2. Thick as a Brick (Jethro Tull). W tym samym roku co Yes wydali Close to the Edge, Jethro Tull wydali swój koncept album idąc po całości. Bo całość albumu to jeden utwór podzielony na dwie części z racji wymogów jakie stawiała płyta winylowa. Jest to jedna z czterech kompozycji, która uczyniła mnie fanem tego zespołu, pozostałe też są na liście, to Nothing to Say, Wind Up i Heavy Horses (dodałem jeszcze Baker St. Muse i A Passion Play, to przez jakiś czas były moje ulubione utwory Jethro). Jak pisał swego czasu Stanisław Cat-Mackiewicz, Brytyjczycy czują wręcz pogardę do dziennikarzy, a prasę traktują z dużym dystansem i szukają w niej taniej sensacji. O tym jest ten album, choć nie tylko. To po prostu przekrój angielskiego społeczeństwa lat 70, Ian bardzo mocno drwił z przywar Anglików i chyba nie tylko dlatego, że sam jest Szkotem. Po prostu żył w Anglii od 1959 roku, kiedy przeprowadził się wraz z rodzicami ze stolicy Szkocji Edynburga i to i owo przeżył. "Szorowałem kible" mówił z prowokacyjną dumą. Ale swoje osiągnął i zdobył uznanie jako wybitny artysta.
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Vorgel »

1. Second Coming (Alice Cooper). Można mieć świetnych muzyków i genialne pomysły na 10 czy 20 minutowe kawałki. Jak się jest np. takim Yes, można grać wszystko. Ale czasem wystarczą jedynie 3 minuty. Oczywiście Second Coming to nie jest skomplikowany utwór. Dysonansowo brzmiący kawałek w poetyce marsza żałobnego, tak naprawdę dotyka wrażliwej kwestii wiary i życia po śmierci. Mimo, iż wieje z niego ponurym pogrzebowym klimatem, tekst nasączony nieco tęsknotą za czymś wiecznym kończy się dość optymistycznym przesłaniem. Oczywiście, jeśli kogoś to nie interesuje, pozostaje sama muzyka. Te 3 minuty dzielą się niejako na dwie części. Pierwsza z nich to dysonansowe twiny przeplatane fortepianowym graniem. Alice śpiewa spokojnie to, co w dalszej części utworu zaśpiewa już w zupełnie inny sposób (kilka wersów). Mniej więcej w połowie utworu zmienia się praca sekcji rytmicznej, mamy typowo marszowe tempo i ponurą żałobną muzykę. Kiedy utwór się kończy następuje płynne fortepianowe przejście do Ballad of Dwight Fry poprzedzone głosem dziecka mówiącego "mamusiu, gdzie jest tatuś, nie ma go już długo, czy myślisz że kiedykolwiek wróci do domu?". W sumie szkoda, że ten fragment nie zawiera się w Second Coming. No cóż, to by było na tyle.
Obrazek
Awatar użytkownika
Vorgel
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 8097
Rejestracja: śr sty 27, 2016 5:26 pm

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Vorgel »

Dołożyłem jako 101 KISS Love Gun, powinien był się znaleźć w setce, ale nie będę robił już żadnych zmian. Poza tym oczywiście mogłem dać więcej niż jeden numer KISS, zespół bardzo urósł w moim prywatnym rankingu. Na pewno Is That You, What Makes the World Go Round, I Was Made for Loving You, I Stole Your Love, Shock Me, Save Your Love...jest tego więcej. W sumie 3 ulubione płyty: Love Gun, Dynasty, Unmasked. Ostatnio się w Hotter też wkręcam.

Z wykonawców, których całkowicie pominąłem HM, bez kolejności

Cold - The Cure
Easy Meat - Frank Zappa
Sacrifice - Venom
Material World Paranoia - Kreator
Feed the Lohocla - Tankard
Perish in Flames - Dark Angel
Desperate Cry - Sepultura
If the Truth Be Known - Napalm Death
Emotion No. 13 - Suicidal Tendencies
Crystal Eyes - L.A. Guns
Mirror, Mirror - Candlemass
Alison Hell - Annihilator
Cause of Death - Obituary
Mortal Watch the Day - Paradise Lost
I'm the Mystic - Acid Drinkers
One Rode to Asa Bay - Bathory
Evelyn - Entombed
We Came to Rock - Pretty Maids
He Man Woman Hater - Extreme
Master of the Universe (Live) - Hawkwind
Rain Dance - Herbie Hancock
Nine Feet Underground - Caravan
Deleted User 7649

Re: 100 ulubionych utworów - Vorgel

Post autor: Deleted User 7649 »

Jak na razie się wkręciłem w ten utwór Alice Coopera. Słuchałem już ze 30 razy.
ODPOWIEDZ