Parę słów ode mnie, ale nie będę się bardzo rozpisywać

koncerty fenomenalne, Steve zmontował bardzo fajną ekipę przesympatycznych panów, którym przebywanie na scenie sprawia niesamowitą radość i czuć między nimi chemię. Repertuar... nie wiem czy mógłby być lepszy (no chyba, że dwie poprzednie płyty Marillion, ale o tym za moment)

dwa wspaniałe albumy oryginalnie nagrane z Rybim i mimo że uważam CAS za najsłabszy z pierwszych czterech Marillionów to bawiłem się wyśmienicie. Sam Steve... co tu dużo mówić

geniusz, cudny sound i moc przepięknych dźwięków. Mimo że to była impreza sygnowana jego nazwiskiem, na równi z nim postawiłbym pana Martina, wokalistę, który rozjebał absolutnie system. Barwę ma dość podobną do Fisha i genialnie wypadał w tych numerach. Na szczególne pochwały zasługuje za finish The Last Straw, który można usłyszeć u krusejdera na kanale (dzięki za tą wrzutkę, na pewno będę wracał do tego wykonu

), no po prostu wyjebał mnie z kapci i one chyba gdzieś tam dalej leżą na progresyjnej posadzce

co do publiki to na pierwszym dniu była chyba trochę fajniejsza i głośniejsza, ale w obydwa dni odbiór był bardzo dobry i widać było, że Steve zadowolony

wspomniał, że w przyszłym roku może uda się zrobić trasę weekendów z dwoma pierwszymi albumami Marillion, a chyba nie muszę mówić, że to w chuj grube info, a że poziom wykonawczy jest na bardzo wysokim poziomie, to już mi ślinka cieknie i czekam na ogłoszenie trasy. Ciężko mi uwierzyć, żeby po takim przyjęciu opuścili Polskę w ew. przyszłorocznej rozpisce
PS. Jebać Collage, jeszcze trochę i otworzę lodówkę i wyskoczy na mnie ten mizerny wokalista i zacznie męczyć swoją nędzną konferansjerką. Są totalnie wszędzie, chyba na każdym większym feście.progowym w tym roku grali, naprawdę nie ma nikogo innego? Jeśli nie no to bardzo świadczy o naszej rodzimej scenie progowej.
Dzięki Sardi za piękne chwile
Kto nie był, a mógł ten trąba