Hellhaim. Na nich pojechaliśmy i chłopaki nie zawiedli. Dobra sztuka. 5 numerów z Let the Dead i 5 ze Slaves. Wreszcie zero coverów. Zespół, który ma dwie dobre płyty + EPkę i sporo dobrych koncertowych strzałów nie musi się podpierać obcymi numerami. Dostaliśmy również, po ładnej owacji od skromnej publiczności, nowy numer: Czekam na znak. Zaskoczenie, że po polsku
Axe Crazy. Zaczęli jak wczoraj w Krakowie od Fuel for Life. Na drugim numerze wysypały się efekty jednemu z gitarzystów i zrobiła się przerwa. Wyszliśmy z sali i większość koncertu słuchaliśmy z oddalenia rozmawiając z Mateuszem. Wróciliśmy pod koniec pokrzyczeć "ANGRYYY MACHINES"
Roadhog. Set jak dzień wcześniej w Krakowie. Również z udziałem Mateusza w With Enemy by my Side. Publiczność bawiła się dobrze. Na koniec wykrzyczany bis, ale chłopaki mogli zaoferować tylko jeden z granych wcześniej numerów i padło na Run from the Devil. Ten numer w podstawowej części seta wypadł zresztą najlepiej.
Publiczności nie było zbyt wiele. Oceniłbym na ok. 30 osób, ale zabawa pod sceną była całkiem niezła na wszystkich trzech koncertach.
Z tego co dowiedziałem się od chłopaków, to klub nie był gotowy na metalowy koncert, ale udało się wszystko jakoś ogarnąć.
