30/07/2024 - Korn - Katowice
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
-
Deleted User 4876
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Koncert się wyprzedał i zostały już tylko platinium....
ROTFL 
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
WOW! Szybko poszłothorgal_30 pisze: ↑sob gru 16, 2023 9:04 pm Koncert się wyprzedał i zostały już tylko platinium....ROTFL
![]()
Ależ to jest chamskie nabijanie się z klientów.
www.MetalSide.pl
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Jeszcze bardziej dranie podniosły ceny tego platinum. Czyli prawdopodobnie te bilety po prawie osiem stówek były kupowane. Bo chyba nie podnosi się ceny czegoś, co nie schodzi.
A
B
C
D
E
B
C
D
E
- Saimon1995
- -#Moderator

- Posty: 9659
- Rejestracja: wt cze 18, 2013 2:37 pm
- Skąd: Będzin
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
W końcu udało mi się zobaczyć Korna na żywo. I żałuję, że... tak długo zwlekałem z tą decyzją. Koncert w Spodku: bardzo dobry i konkretny (1,5h). Energia, energia i jeszcze raz energia. Setlista bardzo pode mnie, czyli "greatest hits", bez większych niespodzianek. Jedynie mógłbym się lekko doczepić do nagłośnienia. Miejscami wokal Davisa "ginął". Poza tym: bawiłem się świetnie.
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Na górnych trybunach nagłosnienie brzmiało tragicznie
Miejscami było słychać tylko bas a pozostałe tony były jedna papka z których ciężko było wyciągnąć dźwięk gitar a często zrozumieć słowa
Na Spiritboxie było ok, problem pojawił się jak na Kornie dowolono nagłośnienie na max
Ogólnie setlista na plus, z mojej perspektywy - niedzielnego słuchacza Korna, byłem pierwszy raz, nie powiem że znam każdy każdy kawałek więc setlista złozona z samych "klasyków" dla mnie weszła jak najbardziej
Co mi się nie spodobało jeśli chodzi o sam zespol - pewnie to moje subiektywne odczucie - słaby kontakt Davisa z publika. I nie do końca kupuje produkcję sceniczna z kurtyną ekranów LED która odgradza zespół od publiki. Fajne na początku ale później gdy co chwile ona zjeżdżała góra dół to robiło się to i wtórne i niepotrzebne. Na prawdę lepiej by wyglądało gdyby użyli prawdziwego miotacza ognia niż nałożyli na zespół półprzezroczysty ekran (z widocznymi kratami) który wyświetliła ogień
Ale to tak przy okazji
Ogólnie nie można zespołowi zarzucić braku energii- chciałbym powiedzieć coś o grze ale z powodu nagłośnienia ciężko czasem było rozróżnić dźwięki. Wydaje mi się że gitary miały tu dużo do powiedzenia, szkoda że nie mogłem usłyszeć.
Jeżeli tak wyglądają wszystkie koncerty na trybunach w Spodku to już nie wrócę tam w to miejsce
Miejscami było słychać tylko bas a pozostałe tony były jedna papka z których ciężko było wyciągnąć dźwięk gitar a często zrozumieć słowa
Na Spiritboxie było ok, problem pojawił się jak na Kornie dowolono nagłośnienie na max
Ogólnie setlista na plus, z mojej perspektywy - niedzielnego słuchacza Korna, byłem pierwszy raz, nie powiem że znam każdy każdy kawałek więc setlista złozona z samych "klasyków" dla mnie weszła jak najbardziej
Co mi się nie spodobało jeśli chodzi o sam zespol - pewnie to moje subiektywne odczucie - słaby kontakt Davisa z publika. I nie do końca kupuje produkcję sceniczna z kurtyną ekranów LED która odgradza zespół od publiki. Fajne na początku ale później gdy co chwile ona zjeżdżała góra dół to robiło się to i wtórne i niepotrzebne. Na prawdę lepiej by wyglądało gdyby użyli prawdziwego miotacza ognia niż nałożyli na zespół półprzezroczysty ekran (z widocznymi kratami) który wyświetliła ogień
Ale to tak przy okazji
Ogólnie nie można zespołowi zarzucić braku energii- chciałbym powiedzieć coś o grze ale z powodu nagłośnienia ciężko czasem było rozróżnić dźwięki. Wydaje mi się że gitary miały tu dużo do powiedzenia, szkoda że nie mogłem usłyszeć.
Jeżeli tak wyglądają wszystkie koncerty na trybunach w Spodku to już nie wrócę tam w to miejsce
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Znalazłem wreszcie czas i chęci, by napisać krótką relację z mojej wycieczki do Katowic na Korna. W pierwszym, drugim oraz czwartym akapicie opisałem małe przygody, jakie miałem z transportem oraz kwestią bagażu, więc jeśli ktoś jest ich ciekawy, a nie interesuje go relacja stricte z koncertu, to może darować sobie akapit trzeci. Oczywiście relacja jest trochę chaotyczna, ale taki już mam styl pisania relacji. Nie jestem przecież redaktorem, a tylko zasłużonym sanatorianinem
Standardowo przy koncertach na terenie śląskiej metropolii staram się wrócić po koncercie nocnym flixem z katowickiego dworca autobusowego. Zwykle koszt takiego busa to około 4 dyszek, tym razem byłem zaskoczony, bo owe 40 złotych musiałbym wyłożyć na bus o 2:35, co oznaczało 4:00 na Krakowskim dworcu. Standardowy bus 1:20 -> 2:30 podrożał do ~70 plnów. Wolałem oczywiście wyłożyć trochę pieniądza, ale wrócić wcześniej do domu, nawet jeżeli powrót wcześniejszy wymuszał korzystanie z bolta (o 4 już złapałbym autobus). Niestety, dzień przed wyjazdem jakoś po 13, wszedłem sobie we flixa coś sprawdzić w bilecie i na moich oczach zmieniły się godziny odjazdu/przyjazdu na te późniejsze. Sekundę później dostałem powiadomienie na maila o bilecie oraz smsa, że musieli przełożyć mi kurs. Spróbowałem zmienić bilet na ten pierwotny termin, ale apka się zwieszała. Po którejś z rzędu próbie kurs o 1:20 zrobił się niedostępny (brak miejsc). Uderzam więc do pomocy klienta, z zapytaniem czemu tak jest. Dostałem zwrotkę, że na ten kurs oddelegowano mniejszy bus, niż był w planach i trzeba było przenieść część klientów. Pytam więc o jakiś refund różnicy, bo jakby nie patrząc, wybrałem droższy przejazd, ale wcześniejszy, a przy takim obrocie spraw, zostałem z tym droższym oraz późniejszy. Dostałem tylko odpowiedź, że nie mają wglądu w to, jakie ceny obowiązywały w momencie kupna i nie mogę dostać zwrotu. No i chuj no i cześć. Jednakże kilka godzin później pojawił się wreszcie plan gigu. Według niego Korn miał zacząć grać o 20:45. Wiedziałem, że ich gigi nie trwają dłużej niż 1h20, przypomniałem więc sobie o pociągu do Krakowa o 23:08, który zazwyczaj był dla mnie nieosiągalny (Megadeth, Gojira). Ze spodka pokazywało chyba poniżej 20 minut piechotą. Kosztował mnie bilet na pociąg niewiele ponad 20 złotych, tak więc kupiłem bilecik i się lekko uśmiechnąłem, bo wiedziałem, że mimo sprzyjających warunków, będzie trochę adrenaliny. Trochę sobie wspomnianą adrenalinę wykrakałem.
Dotarłem do Katowic po 17 i poszedłem szukać szafek (drogie są, ale i tak wyjdzie taniej niż flix). No i zonk. Zajęte. Rozglądam się wokół i nie widzę innych. Uderzam więc do informacji i pytam o szafeczki. Gościu poinformował mnie o szafkach pod starym dworcem kolejowym. W kierunku peronów i potem tunelem. Oczywiście żadnych szafek nie znalazłem, do tego trafiłem na jakiś strzeżony teren i laska wylazła z budki, by zawołać do mnie z pytaniami, co ja tu robię itp. Nic o szafkach się od niej oczywiście nie dowiedziałem. Było coraz bliżej otwarcia bram, a ja wciąż na dworcu z plecakiem, z którym nie wiem, co robić. Szukałem coś na necie o przechowalniach, ale dowiedziałem się tylko, że bagaż zostawić można w informacji turystycznej, zamykanej o 18. Stwierdziłem więc, że nie ma co stać, bo nic innego nie wymyślę i skierowałem się na dworzec autobusowy. Tam są również szafki, nawet darmowe. Jako że w mistrzostwach w overthinkingu, przesadnym analizowaniu i martwieniu się na zapas byłbym losowany z pierwszego koszyka, to po drodze tworzyły mi się przeróżne czarne scenariusze, które mogłyby się ziścić, na wypadek gdyby nie było żadnej szafki dostępnej. Na szczęście była jedna puściutka, dosłownie jakby czekała specjalnie na mnie. Wrzuciłem plecak i skierowałem się pod spodek. Na plus to, że zaoszczędziłem 18 złotych na skrytkę, na minus, że trochę nerwów straciłem. Taka już moja natura. Gdy dotarłem na miejsce i zacząłem szukać odpowiedniej kolejki, spojrzałem na zegarek na telefonie. Było lekko po 18. Pomyślałem, że skoro szukanie szafek, ponowne szukanie w tunelu, powrót na dworzec, zaniesienie plecaka na dworzec autobusowy oraz dotarcie pod spodek zajęło mi około godziny. To trasa spodek - skrytka - peron, powinna być na spokojnie zrobiona w połowę tego czasu.
Supportu nie znałem, więc nie będę się spuszczał. Koło mnie stał gościu, którego głos mi kogoś przypominał. Po jakimś czasie wreszcie sobie przypomniałem, o kogo mi chodzi. Mateusz Rokuszewski. Ale to nie był on. Przed koncertem nie sprawdzałem seta, ani filmików z koncertów. Tak więc nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Korn wpadł znowu na ten pomysł, z opuszczoną ścianą zbudowaną z ekranów. Jest to trochę przeźroczyste, ale wyświetlały się tam różne grafiki. Podczas intra był to napis KORN, a później jakieś pierdoły. Według mnie jest to głupie i niepotrzebne. Wiedziałem, że wykorzystywali ten patent kiedyś u jankesów, ale u nas dopiero zaliczył debiut. Set był taki sobie, było kilka półkotletów, których nigdy nie słyszałem na żywo - Clown, Rotting oraz Good God. Zadowolony byłem w szczególności z tego ostatniego, jeden z moich ulubionych wałków Korna, co więcej jeden z tych, od których zacząłem słuchanie tej kapeli ileś lat temu. Wszedł jak złoto. Na minus, że poza tymi kawałkami w secie były same kotlety, albo półkotlety, które w ostatnich latach grane są prawie zawsze. Jedyną perełką był Divine z debiutu. Jest to dla mnie niezrozumiałe, bo przecież w ciągu ostatnich pięciu lat potrafili wyjąć u jankesów jakieś deep cuty (Victimized, Dirty, Ass Itch, Transistor, Spike), wałki z Nothing, które przez pandemie nie doczekało się u nas trasy promującej (Idiosyncrasy, You’ll Never, Can You Hear Me) albo nawet z tej nieszczęsnej najnowszej płyty (Let’s the Dark, Forgotten, Lost). Jeśli chodzi o dźwięk to raczej słabo. Gitary często zlewały się w ścianę hałasu, dla kontrastu wokal był za cicho. Momentami ledwo słyszałem JD. Zaskoczyła mnie też bardzo biedna konferansjerka Davisa. Przerwę na gadanie zrobił sobie chyba tylko raz, na wspomnienie o 30leciu kapeli, pod koniec głównej część koncertu. Jeśli chodzi o publikę, to była mniej ostra niż w Torwarze 22. Nie trzeba było walczyć o życie. Był jeden dziwny gościu, który niemalże od początku próbował się wbić na crowdsurfing, ale mieliśmy problem, by go wynieść. Ciężki był trochę skurwyl. Widziałem później, że pływał. ale chyba się wywalił, bo nie odnotowałem żadnego ochroniarza, który by go zdejmował. No i najważniejsze. Fanty. Nic nie złapałem, chociaż miałem wrażenie, że coś mi przeleciało po włosach. Rozglądałem się wokół, ale nic nie znalazłem. Zacząłem kierować się do wyjścia i usłyszałem entuzjazm jakichś dwóch lasek. Jedna podniosłą coś z ziemi, obejrzała z kumpelą i wyrzuciły z siebie ostry pisk wbijający się w bębenki. Taka właśnie ze mnie pierdoła jeśli chodzi o fanty. No, ale przynajmniej Kornowe fanki się ucieszyły trochę. Tak się pocieszam. Teraz szybko do wyjścia.
Wyszedłem ze Spodka jakoś koło 22:10-22:15 i cisnę długą w kierunku dworca autobusowego. Oczywiście moje zamartwianie się było bezpodstawne. Bez problemu dotarłem szybko do dworca, pomimo wejścia w ślepą uliczkę, a potem nawet na czyjąś posesję. Na dworcu głównym nawet zahaczyłem do Mcdonalda, bo dostałem ostatnio przypomnienie, że 300+ punktów mi przepadnie. Więc dodatkowo wpadł Chicker. Z lekkim opóźnieniem pociąg wjechałna peron, a ja zająłem swoje miejsce w przedziale, anulowałem bilet na flixa, założyłem słuchawki i oddałem się lekturze historii zaginięcia Iwony Wieczorek. W Krakowie byłem jakoś lekko po północy. Tak więc ostatecznie miałem przejazd, nie dość, że tańszy, to jeszcze wcześniejszy. Szybki bolcik i do domku, bo o 9 siatkówka.
Tak więc podsumowując, wyjazd zaliczam zdecydowanie na plus.
Standardowo przy koncertach na terenie śląskiej metropolii staram się wrócić po koncercie nocnym flixem z katowickiego dworca autobusowego. Zwykle koszt takiego busa to około 4 dyszek, tym razem byłem zaskoczony, bo owe 40 złotych musiałbym wyłożyć na bus o 2:35, co oznaczało 4:00 na Krakowskim dworcu. Standardowy bus 1:20 -> 2:30 podrożał do ~70 plnów. Wolałem oczywiście wyłożyć trochę pieniądza, ale wrócić wcześniej do domu, nawet jeżeli powrót wcześniejszy wymuszał korzystanie z bolta (o 4 już złapałbym autobus). Niestety, dzień przed wyjazdem jakoś po 13, wszedłem sobie we flixa coś sprawdzić w bilecie i na moich oczach zmieniły się godziny odjazdu/przyjazdu na te późniejsze. Sekundę później dostałem powiadomienie na maila o bilecie oraz smsa, że musieli przełożyć mi kurs. Spróbowałem zmienić bilet na ten pierwotny termin, ale apka się zwieszała. Po którejś z rzędu próbie kurs o 1:20 zrobił się niedostępny (brak miejsc). Uderzam więc do pomocy klienta, z zapytaniem czemu tak jest. Dostałem zwrotkę, że na ten kurs oddelegowano mniejszy bus, niż był w planach i trzeba było przenieść część klientów. Pytam więc o jakiś refund różnicy, bo jakby nie patrząc, wybrałem droższy przejazd, ale wcześniejszy, a przy takim obrocie spraw, zostałem z tym droższym oraz późniejszy. Dostałem tylko odpowiedź, że nie mają wglądu w to, jakie ceny obowiązywały w momencie kupna i nie mogę dostać zwrotu. No i chuj no i cześć. Jednakże kilka godzin później pojawił się wreszcie plan gigu. Według niego Korn miał zacząć grać o 20:45. Wiedziałem, że ich gigi nie trwają dłużej niż 1h20, przypomniałem więc sobie o pociągu do Krakowa o 23:08, który zazwyczaj był dla mnie nieosiągalny (Megadeth, Gojira). Ze spodka pokazywało chyba poniżej 20 minut piechotą. Kosztował mnie bilet na pociąg niewiele ponad 20 złotych, tak więc kupiłem bilecik i się lekko uśmiechnąłem, bo wiedziałem, że mimo sprzyjających warunków, będzie trochę adrenaliny. Trochę sobie wspomnianą adrenalinę wykrakałem.
Dotarłem do Katowic po 17 i poszedłem szukać szafek (drogie są, ale i tak wyjdzie taniej niż flix). No i zonk. Zajęte. Rozglądam się wokół i nie widzę innych. Uderzam więc do informacji i pytam o szafeczki. Gościu poinformował mnie o szafkach pod starym dworcem kolejowym. W kierunku peronów i potem tunelem. Oczywiście żadnych szafek nie znalazłem, do tego trafiłem na jakiś strzeżony teren i laska wylazła z budki, by zawołać do mnie z pytaniami, co ja tu robię itp. Nic o szafkach się od niej oczywiście nie dowiedziałem. Było coraz bliżej otwarcia bram, a ja wciąż na dworcu z plecakiem, z którym nie wiem, co robić. Szukałem coś na necie o przechowalniach, ale dowiedziałem się tylko, że bagaż zostawić można w informacji turystycznej, zamykanej o 18. Stwierdziłem więc, że nie ma co stać, bo nic innego nie wymyślę i skierowałem się na dworzec autobusowy. Tam są również szafki, nawet darmowe. Jako że w mistrzostwach w overthinkingu, przesadnym analizowaniu i martwieniu się na zapas byłbym losowany z pierwszego koszyka, to po drodze tworzyły mi się przeróżne czarne scenariusze, które mogłyby się ziścić, na wypadek gdyby nie było żadnej szafki dostępnej. Na szczęście była jedna puściutka, dosłownie jakby czekała specjalnie na mnie. Wrzuciłem plecak i skierowałem się pod spodek. Na plus to, że zaoszczędziłem 18 złotych na skrytkę, na minus, że trochę nerwów straciłem. Taka już moja natura. Gdy dotarłem na miejsce i zacząłem szukać odpowiedniej kolejki, spojrzałem na zegarek na telefonie. Było lekko po 18. Pomyślałem, że skoro szukanie szafek, ponowne szukanie w tunelu, powrót na dworzec, zaniesienie plecaka na dworzec autobusowy oraz dotarcie pod spodek zajęło mi około godziny. To trasa spodek - skrytka - peron, powinna być na spokojnie zrobiona w połowę tego czasu.
Supportu nie znałem, więc nie będę się spuszczał. Koło mnie stał gościu, którego głos mi kogoś przypominał. Po jakimś czasie wreszcie sobie przypomniałem, o kogo mi chodzi. Mateusz Rokuszewski. Ale to nie był on. Przed koncertem nie sprawdzałem seta, ani filmików z koncertów. Tak więc nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Korn wpadł znowu na ten pomysł, z opuszczoną ścianą zbudowaną z ekranów. Jest to trochę przeźroczyste, ale wyświetlały się tam różne grafiki. Podczas intra był to napis KORN, a później jakieś pierdoły. Według mnie jest to głupie i niepotrzebne. Wiedziałem, że wykorzystywali ten patent kiedyś u jankesów, ale u nas dopiero zaliczył debiut. Set był taki sobie, było kilka półkotletów, których nigdy nie słyszałem na żywo - Clown, Rotting oraz Good God. Zadowolony byłem w szczególności z tego ostatniego, jeden z moich ulubionych wałków Korna, co więcej jeden z tych, od których zacząłem słuchanie tej kapeli ileś lat temu. Wszedł jak złoto. Na minus, że poza tymi kawałkami w secie były same kotlety, albo półkotlety, które w ostatnich latach grane są prawie zawsze. Jedyną perełką był Divine z debiutu. Jest to dla mnie niezrozumiałe, bo przecież w ciągu ostatnich pięciu lat potrafili wyjąć u jankesów jakieś deep cuty (Victimized, Dirty, Ass Itch, Transistor, Spike), wałki z Nothing, które przez pandemie nie doczekało się u nas trasy promującej (Idiosyncrasy, You’ll Never, Can You Hear Me) albo nawet z tej nieszczęsnej najnowszej płyty (Let’s the Dark, Forgotten, Lost). Jeśli chodzi o dźwięk to raczej słabo. Gitary często zlewały się w ścianę hałasu, dla kontrastu wokal był za cicho. Momentami ledwo słyszałem JD. Zaskoczyła mnie też bardzo biedna konferansjerka Davisa. Przerwę na gadanie zrobił sobie chyba tylko raz, na wspomnienie o 30leciu kapeli, pod koniec głównej część koncertu. Jeśli chodzi o publikę, to była mniej ostra niż w Torwarze 22. Nie trzeba było walczyć o życie. Był jeden dziwny gościu, który niemalże od początku próbował się wbić na crowdsurfing, ale mieliśmy problem, by go wynieść. Ciężki był trochę skurwyl. Widziałem później, że pływał. ale chyba się wywalił, bo nie odnotowałem żadnego ochroniarza, który by go zdejmował. No i najważniejsze. Fanty. Nic nie złapałem, chociaż miałem wrażenie, że coś mi przeleciało po włosach. Rozglądałem się wokół, ale nic nie znalazłem. Zacząłem kierować się do wyjścia i usłyszałem entuzjazm jakichś dwóch lasek. Jedna podniosłą coś z ziemi, obejrzała z kumpelą i wyrzuciły z siebie ostry pisk wbijający się w bębenki. Taka właśnie ze mnie pierdoła jeśli chodzi o fanty. No, ale przynajmniej Kornowe fanki się ucieszyły trochę. Tak się pocieszam. Teraz szybko do wyjścia.
Wyszedłem ze Spodka jakoś koło 22:10-22:15 i cisnę długą w kierunku dworca autobusowego. Oczywiście moje zamartwianie się było bezpodstawne. Bez problemu dotarłem szybko do dworca, pomimo wejścia w ślepą uliczkę, a potem nawet na czyjąś posesję. Na dworcu głównym nawet zahaczyłem do Mcdonalda, bo dostałem ostatnio przypomnienie, że 300+ punktów mi przepadnie. Więc dodatkowo wpadł Chicker. Z lekkim opóźnieniem pociąg wjechałna peron, a ja zająłem swoje miejsce w przedziale, anulowałem bilet na flixa, założyłem słuchawki i oddałem się lekturze historii zaginięcia Iwony Wieczorek. W Krakowie byłem jakoś lekko po północy. Tak więc ostatecznie miałem przejazd, nie dość, że tańszy, to jeszcze wcześniejszy. Szybki bolcik i do domku, bo o 9 siatkówka.
Tak więc podsumowując, wyjazd zaliczam zdecydowanie na plus.
A
B
C
D
E
B
C
D
E
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12642
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Nie pomyślałbym, że z ciebie taki stresior i overthinker
dobra relacja, fajnie, że wypad się udał. Szkoda tylko tego seta, tym bardziej jak już kiedyś byłeś, to trochę słabo z tymi kotletami 
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Max, dzięki za ostatnią linijkę, dobry z Ciebie chłop 
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9751
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Kolejna fantastyczna relacja, jak ja to lubię czytać!
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Max, a Fieldy w ogóle jeszcze ma zamiar pojawić się w K?
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Dziękuję za miłe słowa Koledzy Sanatorianie.
Ciężko powiedzieć. Na odwyku już trzy lata i nie słyszałem żadnych nowinek w jego sprawie. Osobiście liczę, że kiedyś się pojawi.
A
B
C
D
E
B
C
D
E
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Fajna relacja, jak widać w lipcu po prostu nie dało się wrócić normalnie bezstresowo do domu XD
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
Re: 30/07/2024 - Korn - Katowice
Te akcje z tymi skrytkami na dworcu aż przypomniały mi tripa Kra-Wro (BS-Maiden). Przez to ominął mnie prawie cały Wąglik przed IM :/
