Re: 01/12/2025 - Till Lindemann - Kraków
: wt gru 02, 2025 6:21 pm
Poszedłem se i napisałem se krótką relkę.
Rozważałem, czy w ogóle się wybierać, bo solowy Till to kilka półek niżej niż R+, no ale udało się dorwać bilet na płytę z drugiej ręki za 115 plnów (~340 normalna cena, GC też można było wyrwać prawie dwie stówki taniej), w dodatku koncert pod nosem więc “wypadało”.
Krótko przed 18 dotarłem pod Tauron Arenę i przeszedłem przez pierwszą bramkę. Tu się trochę zdziwiłem, bo sprawdzanie było dokładniejsze, niż zazwyczaj. Trzeba było rozpiąć kurtkę i pokazać co się pod nią ma, a każda wymacanie kieszeni powodowało pytania, co tam mam. Oczywiście po standardowych odpowiedziach typu czapka, portfel, słuchawki czy chusteczki nie byłem zmuszony do wyciągania wszystkiego i udowadniania, niemniej całkowicie inna sytuacja niż stadardowe sprawdzanie wyłącznie pod pachami. Stojąc w kolejce do wejścia, dowiedziałem się, że koncert będzie filmowany na potrzeby przyszłego DVD. Fajnie, bo nie byłem nigdy na koncercie, który został później wykorzystany do jakiegoś wydawnictwa. Dotarły do mnie info wysyłane mailem, że w trakcie koncertu mogą być rejestrowane materiały do wykorzystania promocyjnego. Założyłem, że chodzi tu raczej o jakieś krótkie nagrania wykorzystywane jako trailery tras, promowanie koncertów i inne takie. Bramy otworzyli dopiero około 18:20, zatem trochę nadmiarowego stania było. Głupio, że nie zorientowałem się wcześniej by pójść do dalszej szatni, gdzie były krótsze kolejki, ale w porę ktoś o tym poniformował. Zająłem miejsce z prawej strony na wysokości początku dźwiękowców.
Support ok. Ostatnio też byli oni. Rozważyłbym klubówkę jakby była w Krakowie.
Till “zagrał“ dobry gig. Bardziej mi się spodobał niż ten dwa lata temu. Dźwięk był ok. Chociaż te wałki nie-Peterowe trochę się zlewały w hałas. Najgorzej odśpiewane Engel Singen. Till gubił wersy. Dla mnie highlighty wieczoru to Schweiss, Altes Fleisch i Blut. Nie było bydła, można było sobie poskakać, pobujać się. Ludzie śpiewali, znali piosenki. Fajna atmosferka z kulturką.
Mam tylko nadzieje, że to DVD nie wyjdzie przed R+ z Meksyku.
Wracając, trafiłem na okropny tłok na przystanku od strony Alei Pokoju. Wsiadłem dopiero do trzeciego tramwaju, a i tak był okropny ścisk.
Wyjście na plus.
Rozważałem, czy w ogóle się wybierać, bo solowy Till to kilka półek niżej niż R+, no ale udało się dorwać bilet na płytę z drugiej ręki za 115 plnów (~340 normalna cena, GC też można było wyrwać prawie dwie stówki taniej), w dodatku koncert pod nosem więc “wypadało”.
Krótko przed 18 dotarłem pod Tauron Arenę i przeszedłem przez pierwszą bramkę. Tu się trochę zdziwiłem, bo sprawdzanie było dokładniejsze, niż zazwyczaj. Trzeba było rozpiąć kurtkę i pokazać co się pod nią ma, a każda wymacanie kieszeni powodowało pytania, co tam mam. Oczywiście po standardowych odpowiedziach typu czapka, portfel, słuchawki czy chusteczki nie byłem zmuszony do wyciągania wszystkiego i udowadniania, niemniej całkowicie inna sytuacja niż stadardowe sprawdzanie wyłącznie pod pachami. Stojąc w kolejce do wejścia, dowiedziałem się, że koncert będzie filmowany na potrzeby przyszłego DVD. Fajnie, bo nie byłem nigdy na koncercie, który został później wykorzystany do jakiegoś wydawnictwa. Dotarły do mnie info wysyłane mailem, że w trakcie koncertu mogą być rejestrowane materiały do wykorzystania promocyjnego. Założyłem, że chodzi tu raczej o jakieś krótkie nagrania wykorzystywane jako trailery tras, promowanie koncertów i inne takie. Bramy otworzyli dopiero około 18:20, zatem trochę nadmiarowego stania było. Głupio, że nie zorientowałem się wcześniej by pójść do dalszej szatni, gdzie były krótsze kolejki, ale w porę ktoś o tym poniformował. Zająłem miejsce z prawej strony na wysokości początku dźwiękowców.
Support ok. Ostatnio też byli oni. Rozważyłbym klubówkę jakby była w Krakowie.
Till “zagrał“ dobry gig. Bardziej mi się spodobał niż ten dwa lata temu. Dźwięk był ok. Chociaż te wałki nie-Peterowe trochę się zlewały w hałas. Najgorzej odśpiewane Engel Singen. Till gubił wersy. Dla mnie highlighty wieczoru to Schweiss, Altes Fleisch i Blut. Nie było bydła, można było sobie poskakać, pobujać się. Ludzie śpiewali, znali piosenki. Fajna atmosferka z kulturką.
Mam tylko nadzieje, że to DVD nie wyjdzie przed R+ z Meksyku.
Wracając, trafiłem na okropny tłok na przystanku od strony Alei Pokoju. Wsiadłem dopiero do trzeciego tramwaju, a i tak był okropny ścisk.
Wyjście na plus.