Już po ogłoszeniu Soen jako headlinera wiedziałem, że nie mogę ominąć eventu. Soen w promieniu do 300 km od miejsca zamieszkania działa na mnie jak lep na muchę, a że lubię też Wija i Paradise Lost, nie mogłem się doczekać wydarzenia.
Dotarłem na miejsce, gdy grali Iron Head, od razu skierowałem się na oglądanie merchu.
Ojciec i wujaszek zakupili koszulki festiwalowe (po 60 zł) - ostatnie sztuki. Popyt zdecydowanie zaskoczył organizatorów (a może było to celowe, żeby były unikatowe?) i zanim skończył grać Iron Head - czyli ~~20 minut od rozpoczęcia, koszulek już nie było. Później ludzie chodzili i pytali, skąd te koszulki i że chętnie odkupią.

Merch Soen i Paradise Lost nie był jeszcze w tym momencie rozłożony, więc się zawinąłem coś zjeść. Opuściłem teren festiwalu z planem, by wrócić na Wija.
Wij - nie miałem przyjemności wcześniej zobaczyć ich na żywo, ale płyty w większym lub mniejszym stopniu lubię. Na żywo nie zawiedli, set mieszany, grali trochę utworów z nowej EP-ki i wypadły one dobrze, chociaż w przypadku Tui Szmaragd, wolę wokale czyste, bez growlu, co za tym idzie utwory starsze podobały mi się nieco bardziej. Najlepiej siadły "Oko" i "Poroniec", czyli można powiedzieć, że już klasyka Wija.
Po tym koncercie udało mi się wbić na barierkę po prawej stronie i tam zostałem już do końca dnia.
Khirki - no nie przekonali mnie do siebie jakoś bardzo. Pierwszy utwór nawet w porządku, ale czym dalej w las, tym gorzej, z drobnymi wyjątkami. Czasami bardzo dobrze brzmieli instrumentalnie, a czasami męcząco i nudno. Wokal taki sobie. Widziałem, że ludzie się bawili całkiem, całkiem. Było też trochę osób w ich koszulkach, więc dla festiwalu dobry strzał. Przesłucham jeszcze raz openera i "Your Majesty", bo te utwory najmilej wspominam.
Chwilę po Khirki odwracam się, żeby spojrzeć jak frekwencja, a tuż za mną stoi @pz z rodzinką (również pozdrawiam, miło było spędzić kolejny Soen razem.

) Chyba sanktuarianie mają na siebie jakiś magnes, bo na tyle miejsca i ludzi, akurat stanąć dosłownie miejsce za mną.. (do tej teorii pasuje też akcja ze Szparą na Mystic, o której opowiadali chłopaki, a w której osobiście nie brałem udziału).
1000Mods - przesłuchałem kilka utworów przed koncertem i byłem pozytywnie nastawiony, nie zawiodłem się. Może nie jest to kapela, na której koncert headlinerski bym poszedł, ale generalnie występ oceniam pozytywnie. No i oczywiście zagrali swój największy hit "Vidage", który "siadł" mi za pierwszym przesłuchaniem i na który nawet trochę czekałem.
SOEN - przed Soen mieliśmy obawy z @pz, że znowu będą za głośno, ale było idealnie. Możliwe, że to był najlepiej brzmiący Soen, na jakim miałem przyjemność się bawić. Set znałem już wcześniej (tak mniej więcej od 2 lat XD), już jakiś czas z @blackcocker i @Sardi się śmiejemy, jak można być młodym, wydaje się, że dość ambitnym zespołem, z naprawdę świetnymi instrumentalistami i tłuc to samo od tak długiego czasu.
Mimo wszystko nie miałem odczucia zmęczenia materiału, od pierwszego utworu było świetnie. Super, że Stefan Stenberg wrócił po przerwie na stanowisko basisty, bo jest między nimi jeszcze większa chemia na scenie, niż wcześniej. Stefan pasuje do zespołu lepiej, niż Zlatoyar.
Soen top1 festiwalu, wszystko zagrało jak powinno, koncert na wysokim poziomie z angażującym publikę kontaktem. A sama barierka jak na plaży, można było się położyć.
Po Soen zastanawiałem się czy zejść z barierki, ale jednak było już dość ciasno, więc zostałem. Przed PL publika wokół mnie się zupełnie zmieniła, do koncertu Szwedów otaczało mnie w większości młodsze towarzystwo, tuż przed Paradise Lost średnia wieku wzrosła jakoś do 60, więc się mogłem nasłuchać, że no dopiero teraz czas na prawdziwy metal.
Paradise Lost weszło z obsuwą, do tego na początku było strasznie głośno. Talerze perkusji do dzisiaj mi dzwonią w uszach, bass też był dziwnie w miksie, miałem wrażenie czasami, że to głośnik charczy, co by pasowało do opowieści z ich występu na Mystic i zresztą do tego, co słyszałem w Krakowie parę lat temu na własne uszy. Pierwsze poleciało Enchantment, czyli jeden z moich ulubionych utworów, więc mimo słabszego dźwięku, zareagowałem entuzjastycznie. Sam set dość przekrojowy, nie ma do czego się przyczepić. Dźwięk w okolicach 5-6 utworu się nieco poprawił. Nick w dobrej formie, bez wpadek. Wydawał się być wkurzony, ale on po prostu chyba taki jest. Momentami bardziej interesował się tym co się dzieje na przystanku autobusowym, który widział ze sceny, niż samym koncertem, ale mimo to, Paradise Lost zagrało dobry koncert, a z rozmów, jakie udało mi się usłyszeć po koncercie idąc w stronę wyjścia, wynikało, że fanom się podobało. Jakby im się chciało, to na luzie by mogli pocisnąć jeszcze 1-2 utwory, ale ten zespół też należy do tych bardziej leniwych.
Miejscówka - świetna. Oglądałem ją przed koncertem na google maps i miałem wątpliwości, ale miejsce naprawdę wyborne. Centrum miasta, wszędzie blisko, dobrze skomunikowane, a do tego scena była skierowana na zachód, dzięki czemu już na Wiju było sporo cienia. W okolicy sporo sklepów typu Żabka i inne Stokrotki, a jako, że można było opuszczać teren festiwalu po odebraniu opaski, sporo osób korzystało z tego przywileju, żeby kupić jednak coś tańszego, niż na miejscu.
Do tego otwarty był budynek CSK, gdzie był merch (kupiłem w końcu koszulkę Soen), WC, księgarnia i automat z przekąskami. Oprócz tego na placu sporo toi-toiów (duży plus, że zostały dostawione, bo WC w budynku się mocno kolejkowała).
Jedyny minus, że na sam plac koncertowy nie można było wnieść piwka, ale rozumiem z czego to wynikało.
Podsumowując, wypad udany, Soen strzał w dziesiątkę, pozostałe zespoły mniej lub bardziej na plus, miejsce bardzo fajne i trzymam kciuki za edycję numer #2. Dzięki @pz, @rodzinka pz za spotkanko.
@pucha, jak jeszcze czytasz forum, jak będą jakieś wnioski, podziel się tu z nami proszę.
