03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Ja nigdy w Rzeszowie nie byłem, z tego co wiem grał tam Deep Purple chyba w 2006, ale nie pojechałem. A może to był inny rok? hmmm ale jak DT będą to się wybiore. Mnie się już Krk znudził. Wiem gdzie mieszkasz, bo masz napisane. Ja tak ściemniam z tą Zielona Górą, żeby mnie ktoś nie znalazł xDD ale cicho no
Zajzajer on the Road 2026:
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
No tak, co bedę ukrywał tutaj przed innymi gdzie mieszkam
Deep Purple byli w 2010 roku, chciałem nawet na ten koncert iść, ale rodzice mnie nie puścili, a ja do tej hali z 15 minut z buta mam, ehhhh xD Potem jeszcze był Jean Michel Jarre, chyba też Suzanne Vega i nie wiem czy jakieś gwiazdy tu w ogóle przyjeżdżały potem. I na Dream Theater bym nie liczył absolutnie. W zeszłym roku był Focus też w jednym teatrze o ile dobrze pamiętam, ale ja o tym miesiąc czy dwa po fakcie się dowiedziałem xDD
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
A ile wejdzie ludu do tej Hali? Purple mają większą publikę niż DT, to myślę że ci drudzy by pocisneli tam, ale pewnie to jakaś stara hala. Może DT będą teraz w gliwicach, bo teraz czas na południe polski.
Zajzajer on the Road 2026:
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
O ile się orientuję to na jakieś 5-6 tys ludzi to jest, ale Deep Purple w tamtym czasie jeszcze ze dwa inne koncerty w Polsce grało z tego co pamiętam, w tym jeden w Spodku bodajże.
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Well, na razie nie ma tragedii z frekwencją wstępnie tak po kolejce sądząc, ale w środku lepiej się to oceni xD
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
O chuj, scena na połowie płyty jest xDD
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Od początku wiedziałem że wtopią z kasą.
www.last.fm/user/darkfuneral18
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Przynajmniej mam fajny widok xD
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Nie, spoko całkiem póki co.
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
To i tak chyba dalej niż miała być, bo z mapki wynikało, że będzie w 1/3
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
może i w 1/3, ale w każdym wypadku, na początku płyty nie jest i spod budki nagłośnieniowej możesz w miarę dobrze wszystko zobaczyć o ile ktoś wyższy nie zasłoni widoku xD
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Ja nie wiem po co ten film przedkoncertowy jest, to po prostu kompilacja jakichś teledysków. Na chuj to komu, mógłby 2-godzinny set jebnąć zamiast dawać tę zapchajdziurę xDDD Arthur Brown mnie zaskoczył, ale była tylko ta jego najsłynniejsza kwestia I AM THE GOD OF HELLFIRE AND I'LL BRING YOU! i przeszło do jakiegoś telewizyjnego występu Shelley Duvall z jakimś gościem czy kto tam był, w każdym razie ta laska wyglądała jak ona xD
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Kupując bilet na Moza w drugiej połowie lutego nie spodziewałem się szczerze niczego nadzwyczajnego; ot, kolejny legendarny wokalista do odhaczenia, The Smiths w czasach pandemicznych naprawdę niemało słuchałem i się skusiłem na ten koncert chcąc spełnić marzenie sprzed paru lat, oczywiście wiedząc, że zespół ten z Marrem i innymi członkami klasycznego składu już nie wróci, lecz Morrissey nadal koncertuje i wydaje płyty, więc jego obiecywałem sobie zobaczyć jak będzie w Polsce. Z czasem upodobałem sobie inną muzykę, szukałem innej ekspresji, więc The Smiths i Morrissey zeszli z pola moich zainteresowań i jak wracałem do tych albumów to jakoś przechodziły obok mnie. Lecz i tak, teksty Morrissey'a nadal są poruszające i uwielbiam jego głos, wciąż przyjemnie się słucha tych rzeczy, w pewnym okresie to co wydał, czy to solowo czy z The Smiths, przede wszystkim tym drugim, trafiało we mnie na poziomie emocjonalnym, było mi bliskie. Tak więc, czemu się nie wybrać? Bilety były drogie w cholerę; wciąż nie tak drogie jak dzień późniejsze AC/DC, które mnie cenami właśnie zniechęciło ostatecznie i tym, że dodatkowo gra na powszechnie jebanym obiekcie, ale Angusa Younga z ekipą z niedużym bólem sobie odpuściłem, bo nigdy jakoś nie byłem fanem Australijczyków, szczerze to niedawno jakoś się do nich przekonałem, ale nadal nie na tyle, by aż 700 czy 800 zł za ich koncert dawać. Natomiast Morrissey czy The Smiths w pewnym czasie byli dla mnie dosyć bliscy, utożsamiałem się z wieloma rzeczami, o których Morrissey śpiewał, a AC/DC nigdy nawet w 1/5 nie było mi tak bliskie pod różnymi względami, więc te 380 zł przebolałem, ale jednak mając rezerwiczne oczekiwania co do tego występu.
Ogromnym plusem już jest to, że Morrissey w ogóle wyszedł na scenę, a jeszcze większym, że zagrał pełny set; przez samo to mogę uznać ten koncert za udany, a obawiałem się, że ten występ będzie odwołany albo że, właśnie, wokalista nie wyjdzie na scenę lub zejdzie z niej po 15 minutach. Oglądając kiedyś fragmenty jakichś jego koncertów sprzed paru czy nawet kilkunastu lat nie nastawiałem się na wysoką formę wokalną, na tych nagraniach jego głos nie brzmiał nawet zbyt dobrze, tak jakby zestarzał się i stracił moc, ale wczoraj ku mojemu zaskoczeniu Moz zaśpiewał naprawdę dobrze i o dziwo nawet falsety były w punkt! Nie cały koncert mi się podobał wokalnie, czasem miałem wrażenie jakby od niechcenia śpiewał, "I Know It's Over" czy "Everyday is Like Sunday" przykładowo, to drugie zostało w dodatku zagrane bez jakiejś mocy przez cały zespół ku mojemu rozczarowaniu, ale ogólne wrażenia co do jego formy mam naprawdę pozytywne. Lecz przyznam, że po "Everyday is Like Sunday" ten koncert przestał mnie interesować i czekałem na koniec, ale dwa ostatnie bisowe utwory wyszły znowu lepiej, "Irish Heart, English Blood" znowu wniósł trochę jakiejś energii w ten show i nieźle go zwieńczył; potem jednak znowu chciałem więcej, lecz to już był definitywny koniec.
Nie miałem dużych oczekiwań co do setlisty. Spodziewałem się tego, że połowy utworów nie będę nawet znał lub przynajmniej kojarzył z tytułów, bo swego czasu każdy album Morrissey'a co najmniej raz przesłuchałem, ale te cztery lata czy kiedy słuchałem całej jego dyskografii to już kawał czasu, a przed koncertem powtarzałem jego bardziej uznane płyty. Nie usłyszałem wszystkiego, co chciałbym usłyszeć, no ale to jest niestety taki urok koncertów, że niemożliwe jest to, by na jednym gigu usłyszeć wszystko co się chce, szczególnie jeżeli jakiś artysta ma dosyć dużą dyskografię. "You Have Killed Me" nie dostałem, "Alsatian Cousin" czy "I Don't Mind If You Forget Me" z debiutu też nie dostałem, również nie dostałem "Speedway" czy jakichś klasyków The Smiths pokroju "The Meat is Murder" czy "There Is a Light That Never Goes Out", ale za to dostałem "Suedehead" na sam start i w późniejszej części występu wspomniane wyżej "I Know It's Over" i "Everyday is Like Sunday", tylko szkoda, że te wykonania były nienajlepsze. Fajnie było usłyszeć też "How Soon Is Now?". Ale co może zaskakiwać, najbardziej podobały mi się wykonania utworów, których nie znałem, a nawet jak je gdzieś raz kiedyś słyszałem, to i tak wyparowały mi z pamięci, a mowa o "Life is a Pigsty" i z pewnością "I Wish You Lonely", rzeczywiście krótka kompozycja jak wokalista ze sceny zapowiadał, ale za to jaka! Tak, macie potwierdzenie, że jestem człowiekiem, który na setlisty nie patrzy, inaczej ja te wszystkie utwory do bólu bym wcześniej obsłuchiwał
Ale ja to robię po to, aby nie psuć sobie elementu zaskoczenia, nawet jeżeli to jest wykonawca, z którym naprawdę jakoś zajebiście się nie osłuchałem. I spodziewałem się tego, że nie będzie dużo utworów The Smiths, więc jakaś słaba reprezentacja piosenek tej legendarnej kapeli mnie nie rozczarowała. Na pewno chciałoby się więcej "Kowalskich" lecz jego solowa twórczość jest na tyle dobra, że z niej chciałoby się usłyszeć jeszcze trochę kawałków!
Spoza muzycznych kwestii, naprawdę dobry kontakt z publiką, Morrissey potrafi być świetnym frontmanem. I wciąż zdejmuje koszulkę i pokazuje piersi, z czym stary dziad naprawdę mógłby dać sobie spokój już
ale ludzie, zwłaszcza pewnie ta żeńska część, i tak byli zadowoleni. I politykowania jakiegoś nie było, zapowiedzi utworów były naprawdę krótkie, a nieraz naprawdę zabawne i z podejściem typu "I don't care" czy "It doesn't matter". I kto może się obrażać o nawoływanie do ochrony własnego języka i własnej tożsamości czy dbania o zwierzęta? To jest przekaz, który ja sam absolutnie aprobuję!
Krótko podsumowując, wczorajszy wieczór okazał się być lepszy niż tego oczekiwałem. Yep, nie był to jakiś ultra-zajebisty koncert, nieraz po prostu poprawny, nieraz nawet lekko rozczarowujący po tym co dostałem wcześniej, ale jak było świetnie to naprawdę było! Nie mam pojęcia czy kolejny raz się wybiorę na występ Morrissey'a, ale cieszę się, że ten jeden raz udało mi się go usłyszeć i zobaczyć, a widok miałem naprawdę świetny
Ogromnym plusem już jest to, że Morrissey w ogóle wyszedł na scenę, a jeszcze większym, że zagrał pełny set; przez samo to mogę uznać ten koncert za udany, a obawiałem się, że ten występ będzie odwołany albo że, właśnie, wokalista nie wyjdzie na scenę lub zejdzie z niej po 15 minutach. Oglądając kiedyś fragmenty jakichś jego koncertów sprzed paru czy nawet kilkunastu lat nie nastawiałem się na wysoką formę wokalną, na tych nagraniach jego głos nie brzmiał nawet zbyt dobrze, tak jakby zestarzał się i stracił moc, ale wczoraj ku mojemu zaskoczeniu Moz zaśpiewał naprawdę dobrze i o dziwo nawet falsety były w punkt! Nie cały koncert mi się podobał wokalnie, czasem miałem wrażenie jakby od niechcenia śpiewał, "I Know It's Over" czy "Everyday is Like Sunday" przykładowo, to drugie zostało w dodatku zagrane bez jakiejś mocy przez cały zespół ku mojemu rozczarowaniu, ale ogólne wrażenia co do jego formy mam naprawdę pozytywne. Lecz przyznam, że po "Everyday is Like Sunday" ten koncert przestał mnie interesować i czekałem na koniec, ale dwa ostatnie bisowe utwory wyszły znowu lepiej, "Irish Heart, English Blood" znowu wniósł trochę jakiejś energii w ten show i nieźle go zwieńczył; potem jednak znowu chciałem więcej, lecz to już był definitywny koniec.
Nie miałem dużych oczekiwań co do setlisty. Spodziewałem się tego, że połowy utworów nie będę nawet znał lub przynajmniej kojarzył z tytułów, bo swego czasu każdy album Morrissey'a co najmniej raz przesłuchałem, ale te cztery lata czy kiedy słuchałem całej jego dyskografii to już kawał czasu, a przed koncertem powtarzałem jego bardziej uznane płyty. Nie usłyszałem wszystkiego, co chciałbym usłyszeć, no ale to jest niestety taki urok koncertów, że niemożliwe jest to, by na jednym gigu usłyszeć wszystko co się chce, szczególnie jeżeli jakiś artysta ma dosyć dużą dyskografię. "You Have Killed Me" nie dostałem, "Alsatian Cousin" czy "I Don't Mind If You Forget Me" z debiutu też nie dostałem, również nie dostałem "Speedway" czy jakichś klasyków The Smiths pokroju "The Meat is Murder" czy "There Is a Light That Never Goes Out", ale za to dostałem "Suedehead" na sam start i w późniejszej części występu wspomniane wyżej "I Know It's Over" i "Everyday is Like Sunday", tylko szkoda, że te wykonania były nienajlepsze. Fajnie było usłyszeć też "How Soon Is Now?". Ale co może zaskakiwać, najbardziej podobały mi się wykonania utworów, których nie znałem, a nawet jak je gdzieś raz kiedyś słyszałem, to i tak wyparowały mi z pamięci, a mowa o "Life is a Pigsty" i z pewnością "I Wish You Lonely", rzeczywiście krótka kompozycja jak wokalista ze sceny zapowiadał, ale za to jaka! Tak, macie potwierdzenie, że jestem człowiekiem, który na setlisty nie patrzy, inaczej ja te wszystkie utwory do bólu bym wcześniej obsłuchiwał
Spoza muzycznych kwestii, naprawdę dobry kontakt z publiką, Morrissey potrafi być świetnym frontmanem. I wciąż zdejmuje koszulkę i pokazuje piersi, z czym stary dziad naprawdę mógłby dać sobie spokój już
Krótko podsumowując, wczorajszy wieczór okazał się być lepszy niż tego oczekiwałem. Yep, nie był to jakiś ultra-zajebisty koncert, nieraz po prostu poprawny, nieraz nawet lekko rozczarowujący po tym co dostałem wcześniej, ale jak było świetnie to naprawdę było! Nie mam pojęcia czy kolejny raz się wybiorę na występ Morrissey'a, ale cieszę się, że ten jeden raz udało mi się go usłyszeć i zobaczyć, a widok miałem naprawdę świetny
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
No dobra, ale o najważniejszym nie napisałeś: złapałeś jakieś artefakty? Bo to bardzo istotne na tym forum 
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9706
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Spokojnie, jeszcze się nauczy wspominać o najważniejszym w pierwszej kolejności 
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Nie, to powinno być na koniec. Najpierw budowanie napięcia, potem oczekiwany reveal 
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2002
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Nie, nie byłem na tyle blisko sceny, by apaszkę i koszulkę złapać, zresztą przepocone xD A ludziska o tę koszulkę jak pojebane walczyły z przodu xD Z tego co słyszałem i widziałem nawet przez moment to oni ją dosłownie rozrywali, zastanawiałem się o chuj chodzi, z czym oni się tam tak siłują, a potem ogarnąłem, że to ta koszulka pewnie xD Ze trzy osoby jeden kawałek szmaty tam ciągnęły.
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12640
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Hehe, aż mi się przypomniało jak złapałem ręcznik Dona Aireya w 2017 (względnie suchy) i babcia przerobiła go na szmaty do kuchni XDD
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9706
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 03/07/2025 - Morrissey - Kraków
Czemu oddałeś babci ręcznik Dona Aireya?

