No i Praga zaliczona, zatem pozwolę sobie ją opisać w tym temacie. Potężny organizator Live Nation CZ wrzucił rozpiskę godzinową na kilka godzin przed eventem, więc dzień trzeba było rozplanować ekstrapolując godziny rozpoczęcia koncertu z innych krajów. Na szczęście rozpiska jest stała, więc i tu się pokryło. Przyjechałem prosto pod halę o godzinie 18:15. Support zdecydowałem się pominąć, w zamian poświęcając czas na zaliczenie jednego z browarów na obrzeżach miasta. W urokliwej, małomiasteczkowej dzielnicy Dolní Počernice znajduje się od 2016 roku browar Počernický Pivovar (kreatywność 100%). Jest to ok. 20 minut autobusem z okolic O2 Areny plus kolejne 10 spaceru z przystanku, przez przyjemny park, koło kościółka, do browaru. Na miejscu zmierzyłem się z trzema ichniejszymi piwami (svetla 8, svetla 11 i tmava 13) - wszystkie smaczne. Cieszę się, że tam się wybrałem. To i tak syzyfowa praca, te praskie browary, one powstają prędzej niż jestem w stanie je zaliczać. No ale próbować trzeba.
Obok mnie siedział starszy pan z pieskiem na kolanach. Piesek zerkał w moją stronę i się oblizywał, nie wiem czy na widok mnie czy mojego piwa. W drodze powrotnej naszedł mnie głód, a wprawdzie nie wiem jakie są ceny gastro w O2, ale podejrzewam, więc poszedłem obczaić ofertę czeskiego Orlenu. Na miejscu rozczarowanie, nie mają w lodówkach Trzy Korony Mocne, a na dobrą sprawę to w ogóle nie mieli polskich piw. Patrzcie, tak to nas reprezentują za granicą. Zjadłem hot doga (taki sam jak w Polsce) za 14,55 zł (nie tak samo jak w Polsce), zaszedłem po drodze jeszcze do wietnamskiego sklepiku gdzie mieli całą półkę pełną wielkich pluszowych gęsi (super cool) i ok. 20:30 dotarłem pod O2 Arenę. Przed wejściem zero kolejek, wszyscy byli już w środku.
W środku odpalił mi się Shedao Polaczek i korzystając z kompletnej wyjebki pilnującego ochroniarza wbiłem na sektor najbliżej sceny, a na Ticketmasterze sprawdziłem które miejsca są wolne i jedno z takowych zająłem. Takim sposobem kupując najtańszy bilet na najodleglejsze trybuny za 120 zł, siedziałem w trzecim rzędzie, mając do sceny kilkanaście metrów. Dobry widok, bardzo fajnie.
Ludzi było sporo, na płycie - dużo, niższe sektory - zapełnione każdy w ok. 80-90%. Nie wiem, jak było w tych wyższych, bo były słabo oświetlone i zwyczajnie nie widziałem, ale podejrzewam że to tam były największe pustki. Ogólnie, do sold outu dalekawo, ale ludzi było zadowalająco.
Disturbed zaczęli punktualnie o 20:45 i najpierw poleciało całe "The Sickness". Potem 20 minut przerwy i sekcja greatest hits. Taka setlista to wg. mnie właściwie "ultimate Disturbed experience", nie jestem w stanie wymyśleć czego jeszcze oczekiwałbym od zespołu. A więc wybrałem dobrą trasę na swój pierwszy (i zapewne ostatni) koncert tego zespołu. Do tego dźwięk - żyleta, chłopaki w dobrej formie, ten występ nie miał właściwie minusów. Trochę nie podobała mi się ilość coverów (3 - "Shout", "Land of Confusion", "The Sound of Silence"), no ale taka to uroda tego zespołu, że jeden z ich największych hitów... nie jest ich. Wersja "The Sound of Silence" od Disturbed mi się nie podoba, uważam że to nie piosenka na tę stylistykę, a głos ich wokalisty zupełnie tam nie pasuje. No ale jestem w miażdżącej mniejszości, to była zdecydowanie najgoręcej przyjęta piosenka wczorajszego wieczoru. Tak więc tak tylko sobie marudzę. Poza tym, to był bardzo dobry, równy występ. Jeśli ktoś lubi ten zespół, na pewno nie był rozczarowany. Jeśli ktoś się jeszcze waha nad Krakowem, to polecam.
Skończyli o 22:50, wyjście z hali było bardzo sprawne, jakieś 20 minut później już byłem w drodze do domu. O 3 położyłem się w łóżku, o 7 wstałem i teraz tak sobie dogorywam w pracy. Był to dobry wypad
