Nigdy nie było mi po drodze na Wyspy Brytyjskie, więc gdy została ogłoszona kontynentalna trasa Wytch Hazel stwierdziłem, że trzeba skorzystać z okazji na ponowne spotkanie z zespołem. Miejsca były dość odległe, więc w poszukiwaniu towarzystwa zgłosiłem się do największego fana Wytch Hazel. @Cezi bez większych problemów namówił mnie na wspólny wypad do Austrii na festiwal Defenders of Steel. Dwudniowa impreza, w granicach 1000km (okolice Linz) z bardzo fajnym składem. Opróczy dwóch występów Wytch Hazel, na plakacie widniało The Night Eternal, a headlinerami miały być Enforcer i Demon. Obydwa na mojej koncertowej liście życzeń. Start wyjazdu @Cezi wyznaczył na piątek rano (6-6:30) z Katowic. Szybkie sprawdzenie opcji transportu upewniło, że nocne podróże komunikacją zbiorową w Polsce, to nie jest rozrywka dla mnie i trzeba będzie przenocować w Katowicach. A skoro i tak musiałem pojechać na południe kraju w czwartek, to stwierdziłem, że czemu by nie pojechać do tych Katowic przez Bochnię i nie zobaczyć Paula Quinna w kinie Regis.
7.05 Paul Quinn / Bochnia, Kino Regis
Bilety na koncert nie zeszły najlpiej, więc we wtorek bez problemu nabyłem miejscówkę na środek drugiego rzędu, w środę ogarnąłem transport i nocleg, a w czwartek wyrwałem się wcześniej z roboty, żeby wyruszyć na południe kraju. Niestety PKP postanowiło mi dość brutalnie przypomieć czemu nie znoszę kolei i unikałem jej całe lata. Już na 2 godziny przed przyjazdem na Dworzec Zachodni pociąg miał 45 minut opóźnienia. Ostatecznie z Warszawy wyjechałem z godzinnym opóźnieniem (w międzyczasie przez dworzec przejechał kolejny pociąg do Krakowa z @Johnnym i @Krusejderem na pokładzie), a do Krakowa dotarłem 70 minut po czasie. Na szczęście miałem spory zapas, a Koleje Małopolskie stanęły na wysokości zadania i sprawnie dowiozły mnie na miejsce. Zdążyłem jeszcze dołączyć w knajpie do chłopaków (w ekipie był jeszcze @Cezi) i coś zjeść zanim zameldowaliśmy się w kinie. Frekwencja słaba. Z 50-60 biletów może zeszło. Koncert... niezły, momentami dobry, ale widać i słychać, że Paul to już starszy pan. Jednak świetnie było usłyszeć klasyki Saxon w wersjach akustycznych. Najlepiej wypadły dla mnie Crusader, Strong Arm i Princess. Podobały mi się również zagrane numery The Cards mimo, że słyszałem je pierwszy raz w życiu. Do tego panowie zaserwowali nam Start Me Up i Ace of Spades (pełna setlista na wiadomym portalu). Towarzyszący Paulowi Harrison Young zagrał bardzo fajne partie basowe. Ma też kawał głosu, chociaż nie całkiem w moim typie. Do tego koncert przeplatany był anegdotkami z historii Paula oraz wspólnej historii obu panów. Cała impreza bardzo sympatyczna, a praktycznie od razu po koncercie obaj wyszli na signing/photo session. Zdecydowanie nie żałuję, że zdecydowałem się na ten dodatkowy koncert.
8.05 Defenders of Steel / Linz (Roadwolf, Wytch Hazel, Enforcer)
Po dość krótkiej nocy (spać poszedłem grubo po 1, a wstałem przed 6), @Cezi zgarnął mnie z Katawic, a po chwili dołączył do nas @Żelazny i wyruszliśmy do Austrii. W Linz byliśmy w miarę wcześnie, a koncerty pierwszego dnia zaczynały się dopiero o 20. Ogarnęliśmy nocleg, zgarnęliśmy @Dzosefa i mieliśmy jeszcze czas na spacer po mieście. Okazało się, że mają tam całkiem fajne bulwary na Dunajem, całkiem zatłoczone przez Austriaków korzystających z pięknej wiosennej pogody. Pod klubem byliśmy tuż przed czasem. Spory tłum prawdziwych metali okupował ławeczki przed lokalem z piwami w rękach. Do środka można było wejść, ale tylko do pubu. "Salę" koncertową otworzyli 5 minut przed pierwszym koncertem. "Sala" to określenie dużo na wyrost, była to dziurą z cyklu "klub wielkości mojego salonu", bez wentylacji, z sufitem praktycznie w zasięgu ręki, a na pewno w zasięgu gryfu gitarowego. Zdecydowanie nie wyglądała na miejsce, które może przyjąć wszystkich zgromadzonych przed klubem. Na szczęście nie wszyscy planowali wejść, bo i tak było mocno duszno. Dźwięk o dziwo dobry lub bardzo dobry, tylko trochę zbyt głośno biorąc pod uwagę rozmiar sali i ustawienie głośników. Na Roadwolf stałem 3 metry od ściany głośników i niestety dało się to odczuć. Dzień rozpoczął Roadwolf. Klasyczne granie w solidnej wersji. Numery w miarę chwytliwe, trochę się od siebie różniące. Widziałem ich wcześniej jeden raz. Wtedy było nieźle. Tym razem było lepiej. Mieli też swoją publiczność, a wokalista zdecydowanie wiedział jak do niej zagadać. Ja oczywiście nic nie rozumiałem, bo gadał w germańskim narzeczu. Po koncercie organizatorzy... wyprosili wszystkich z sali, żeby zrobić przepinkę i ustawienie Wytch Hazel (to samo powtórzyło się przed Enforcerem). Pierwszy raz spotkałem się z taką organizacją. Z drugiej strony było tak ciasno, że gdyby ludzie nie wyszli, cięzko byłoby przenosić instrumenty i sprzęt. Roadwolf skończył z 5 minutowym opóźnieniem, natomiast Wytch Hazel na starcie miało już 30 minut w plecy. Biorąc pod uwagę czasówkę nie była to dobra wiadomość. W sumie ciężko powiedzieć z czego wyniknął ten dodatkowy poślizg. Sam koncert Wytch Hazel dobry, ale chyba bardziej podobał mi się koncert w Odessie na Heliconie. Uprzedzę fakty i od razu napiszę, że to był lepszy z dwóch koncertów WH na Defenders of Steel - dłuższy set, fajny dobór utworów. Numery z ostatniej płyty wypadają nieźle na żywo. Podczas koncertu przeżyłem niespodziewaną kumulację zmęczenia. Najpierw zaczęły razić mnie światła i musiałem pochylać głowę lub przymykać oczy, co spotęgowało uczucie zmęczenia, aż w jakimś spokojnym momencie... usnąłem na stojąco. Taka odcinka na 1-2 s., z gwałtownym poderwaniem głowy do góry. Może część z Was zaznała czegoś takiego w długiej trasie za kierownicą. Od razu pobudziłem się, wprowadzając się w stan alertu, a po chwili dodatkowo poszedłem wypić butelkę cukru. Od tego momentu znowu byłem w "pełni sił". Po koncercie klasyczne out z sali i kolega Żelazny od razu zajął kolejkę do wejścia, a ja poszedłem po izotoniki

Na Enforcerze zajęliśmy miejsce na środku sceny. @Żelazny i @Dzosef w pierwszej linii, ja bezpośrednio za nimi. Co to był za koncert. Dawno mnie nikt tak nie wychłostał. Full speed przez prawie cały występ (z przerwą na Nostalgia). Jak się wydawało, że jest już ekstremalnie szybko i intensywnie, panowie dokładali do pieca. Pot spływał wiadrami. Za naszymi plecami regularne pogo. Kulturalnie, ale ze dwa razy chłopaki musieli się wesprzeć o scenę. Było też mini pływanko i stage diving. Cud, że zespół nie rozwalił nikomu głowy gryfem. Śmiesznie było, gdy Olof zapytał co byśmy chcieli usłyszeć. Każdy coś tam krzyczał. Dzosef wywoływał "High Roller" i po kilku krzyknięciach, dla podreśla rzucił "HIGH ROLLER KURWA". Na co Olof: "Kurwa? Are you from Poland?" Czy polski język jednak jest rozpoznawalny w Europie

Po Enforcerze zwinęliśmy się do apartamentu, ale nie bardzo chciało nam się spać, więc poodpoczywaliśmy jeszcze jakiś czas przy piwku.
9.05 Defenders of Steel / Wels (Vulture, Wytch Hazel, Mindless Sinner, The Night Eternal, Demon)
Drugi dzień rozpoczęliśmy od spaceru po Linz oraz złocistego izotonika. Do Wels dotarliśmy kolo 17. Festwial już trwał i na teren Alter Schlachthof weszliśmy idealnie na początek występu Vulture. Swoją drogą co Niemcy mają z tymi rzeźniami, że tak lubią w nich koncerty robić. Występ Vulture dobrze podsumował Dzosef. To był najbardziej progresywny koncert jaki w życiu widzałem. Zagranie w całości na żywo godzinnego utworu - szacun, trzeba mieć jaja ze stali

Po 15 minutach poszedłem odpocząć (przed salą też było dobrze słychać) i wróciłem na koniec występu. Wytch Hazel zagrał krótszego seta niż dzień wcześniej. Niestety trochę poleniuchowali i niewiele numerów wymienili. Początek seta i wszystkie nowe utwory były te same. To był dobry koncert, ale szczerze mówiąc liczyłem na więcej. Zwłaszcza na więcej zmian w secie. Hitem wśród publiczności było gość, który przyniósł do podpisu biblię. Mindless Sinner zagrał solidny koncert. Było dużo fanów na publiczności. Świetne przyjęcie. Teksty znane (nie tylko hitów), a We Go Together odśpiewali chyba wszyscy na sali. Nowe numery nie są zbyt dobre, ale te stare na żywo sprawdzają się bardzo fajnie. The Night Eternal widziałem drugi raz. Pamiętałem, że świetnie się bawiłem w Warszawie i tego samego oczekiwałem po austriackim koncercie. Chłopaki nie zawiedli oczekiwań, a wręcz dali jeszcze lepszy show. Stałem sobie po prawej stronie sceny i za moimi plecami rozkręciło się niezłe pogo. Nie agresywne, ale kilka razy panowie na mnie wpadli. Byłem zdziwiony taką ekspresyjną zabawą Austriaków, po czym po zakończeniu festiwalu okazało się, że połowa pogujacej ekipy była z Polski, a w dodatku @Żelazny zna część z nich. Świat metaluchów jest mały. Wreszcie o 23:05 na scenie pojawił się Demon. Nie będę ukrywał, że to był główny magnes ściągający mnie do Niemiec. Czekałem na okazję kilka lat. Co to był za występ. Nie był to oczywiście taki dziki pęd do przodu jak na Enforcer, ale... kurde. Póki co koncert roku dla mnie. Niesamowity flow. Nawet numery, które mniej lubię na żywo zażarły jak złe. Po 40 minutach koncertu przypadkiem machąłem zegarkiem przed twarzą i zauważyłem, że mamy za sobą już połowę koncertu. Szok, bo miałem wrażenie, że przecież to nie może aż tyle trwać. Przecież dopiero zaczęli. W ogóle nie czułem upływu czasu. Jak trafi się kolejna okazja, muszę się ponownie wybrać.
Ze śmiesznych sytuacji, na jednym z koncertów (może Żelazny lub Cezi pamiętają, na którym, bo uczesniczyli w uspokajaniu "wojownika"), w pierwszym rzędzie stała sobie młoda laska. Za nią stała inna laska i... obmacywała tą z pierwszego rzędu. Po gigu obmacywana obróciła się do niej z pretensjami i wtedy pojawił się on, bohater, rycerz metalu, chyba partner obmacującej i dzielnie stanął w jej obronie, wyskakując z pięściami do obmacywanej. Abstracja najwyższego poziomu. Dobrze, że obok stali chłopaki + jacyś lokali i odciągnęli krewkiego bohatera. Potem obsługa festu zabrała go na rozmowę i więcej go nie widziałem.
Podsumowując wyjazd bardzo udany i bardzo satysfakcjonujący. Fajne venue drugiego dnia, a ta nora pierwszego... też miała swój klimat. Poza jedną opisaną spinką sympatyczna publiczność. Typowe "najebane niemce". Jak będzie ciekawy skład chętnie powtórzę za rok. Teraz tylko odespać (to dlatego wczoraj nie skończyłem relacji). Pozdrowienia dla wyjazdowej ekpiy @Cezi, @Żelazny oraz @Dzosefa, @Johnnego i @Krusejdera. Wielkie podziękowania dla @Ceziego za ogarnięcie całej logistyki wyjazdu.