Także po krótkiej przerwie przyszedł czas do zapoznania się z kolejna płytą NM pt.: „The Politics Of Ecstasy” . Podchodzę do tego krążka bardzo zdystansowany po usłyszeniu „Enemies Of Realisty” i „This Godless Endeavor” , które na kolana mnie jakoś nie powaliły, z tymże ta druga płyta zdecydowanie lepsza od pierwszej. Tak więc znów siadam wygodnie w fotelu, tym razem z kubkiem gorącej herbaty „Earl Grey”

i jestem bardzo ciekaw co zawiera w sobie płyta NM, która przyjdzie mi dziś przesłuchać. Zatem zaczynamy :
Jako pierwszy daje się słyszeć : „The Seven Tongues Of God” . Wstęp jest cudowny. Mocny, kopie dupe, pkazuje , że raczej na płycie nie będzie czasu na odpoczynek. Gitary wiernie odrgywają swoje partie, które wraz ze stopą znów tworzą takie charakterystyczne tło, jakie można zauważyć w muzyce NM. Utwór w miarę słuchania trochę wieje monotonią, ale to raczej przez, momentami momentami, spokojny śpiew wokalisty. Po 2 refrenie , przed samą solówką, zaczyna się znów się świetne grzanie

Solo robi wrażenie, jak już można było się zorientować, z przeciętniakami przeciętniakami NM nie ma się do czynienia :] [ Artur pewnie sobie oprawi to zdanie w ramkę

]. Piosenka bardzo poteżną, ale to też charakterystyczne dla NM. I jeszcze ten śmiech dziecka na końcu
Kolejna pozycja na płycie to „This Sakrament”. Te kompozycję otwiera świetny riff. Następnie daje o sobie znać niezwykle głębokie brzmienie basu. No riff jest cudowny

A refren to w ogóle świetny

Myślę, gdybym słyszał ten utwór na żywo to bym nie wystał w miejscu. Porywa jak nie wiem co. Rytm perki jest taki jaki uwielbiam, także mógłbym słuchać tego wszystkiego baaardzo długo

A takie momenty przed refrenem kojarza mi się z jakimś targiem żydowskim

Solówka tak samo

Mam przed oczyma właśnie jakiś plac zapełniony ludźmi ;] Nie no utwór mnie miażdży ! Świetny klimat klimat stylistyka utworu ! Oby więcej było na takiej płycie !

Miejmy nadzieję. W tym utworze jest to coś, czego mi w NM brakowało wcześniej. Nie wiem jak to określić, ale po prostu to czuję. Piosenka pozostawiła,mam nadzieję, trwały slad w mej pamięci a poprzeczka dla płyty została postawiona bardzo wysoko. Ale lecim dalej…
Utwór, jaki pojawia się po tym cudeńku, to „Next In Line”. Znów klimat jest taki…hmm… Ma się te dreszcze. Początek znów świetny, ale najlepsze jest to : „I taste the Fear”

Już od początku powala . Mój ulubiony utwór
Nie no…
Jakie cudowne brzmienie gitar ! Początek świetny, ale gdy wchodzi wokal to za bardzo nie wiem co się dzieje. W miarę rozkręcania się, utwór staje się coraz bardziej klimatyczny. Ten mroczny fragment od 1:15 jest świetny !

Widać tutaj bardziej progresywne granie NM niż w poprzednich utworach. W końcu wokalista pokazuje swe umiejętności i genialnie wpasowuje się w stylistykę utworu ! Następnie ciekawy jest ten moment, kiedy słychać jedną gitarę jakby zza ściany. To trochę usypia czujność słuchającego, aby następnie „obudzić” go wielką, spadającą ścianą dźwięku . Hmm. Nie rozumiem do końca urwania utworu, ale mnie ten motyw bardzo przypadł do gustu
Następnie wszystko płynnie przechodzi w chwilową ciszę w eterze, w której pojawia się subtelnie pulsujący puls. To znak, że nowy utwór się zaczął. A jest to : „Passenger” . Zaczyna się tak jak wcześniej wspomniałem pulsacyjnie bijącym pulsem

Oraz tajemniczymy dźwiękami płynącymi z syntezatora. Wnioskując po pierwszych dźwiękach gitary można powiedzieć, iż będzie to takie „uspokojnie” i chwila wytchnienia od całego krążka. W końcu mam chwilkę czasu, aby zamoczyc usta w mej jednej z ulubionych herbat :] Że tez krążek zdołał odwrócić mą uwagę tak bardzo dokładnie… Coś musi w tym być

Sam utwór nie jest zły, ale tutaj wokalista ma znów monotonny głos ;/ Chyba na tym utworze dokończe moją herbatkę

Jedynie refren zasługuje póki co na uwagę. Generalnie można by to uznać ze swego rodzaju wypełniacz, ale ze nie znam NM na tyle dobrze, więc tego nie robię ;] Solo piękne , melodyjne. Udowadnia nam, że gitarzysta nie tylko umie sweepować

ale też wydobywać wolno piękne dźwięki ze swojej gitary

Generalnie utwór zbyt wolny jak na mój gust. Na szczęście, że się już skończył
Czekałem z niecierpliwością na pierwsze dźwięki następnego utworu, bo już można było trochę przyspać na tym „Passenger” ;]
O proszę, utwór tytułowy

„The Politics Of Ecstasy”
Zaczyna się jakąś mową, a potem chłopaki jadą , ale tylko ciężko ;/ Nie ma jakiegoś kopa. Ale dobrze nie narzekam ;] Monotonny riff jest przeplatany różnymi godnymi uwagi „ozdobnikami” co też nie nadaje mu do końca takiej monotonii

Utwór bardziej chyba pasuje do jakiegoś filmu grozy swoim klimatem. Oooo, ale ciiii… Zaczyna się mieszanie na basie i w końcu coś szybkiego grają

Aaaaaa jest nawet progresywnie, mieszanie, to co lubię

Jednak II część utworu zdecydowanie lepsza niż I. Warto było się „męczyć” tę 1 część ::mrgreen: Przecież teraz to jest cudo

Jest moc, energia, mieszanie. No można się zachwycać tym, bo jest świetne

No i… flażolety przerwały to wszystko [ Zaczyna się solo, ale znów jest powrót do monotonnego main riffu ;[ Grryyyyyyyyyyyyy.. Why

Końcówka, równie tajemnicza :>
Ooo , nareszcie coś pod nogę
„Lost” zaczyna się świetnie. Gdy wchodzi wokal, aż czuć w tym utworze życie, czego w większości brakowało w poprzednik kawałku. Refren jest taki „wzniosły”, i znów słychać progresywne granie! Ładnie. Po 2:20 zaczyna się to co lubię

Takie schizowate fragmenty, nietuzinkowe, niebanalne, dziwne, że aż piękne:D Ach cudo, cudo , cudo !!! To zgranie gitary z perką znów daje piorunujący efekt

Utwór bardzo ciekawy.
Następna pozycja to „The Tiananmen Man” . Zaczyna się miażdżącym riffem. Następnie, gdy wchodzi szybka perka, można się pokiwać do rytmu

mrgreen sumie ciężko mi określić stylistyke utworu. Znów widzę w tym utworze „to coś”, co daje świetne emocje podczas przesłuchiwania tego utworu. Refren taki hmm.. z ciekawą linią melodyczną :] I te wstawki gitar świetnie pasują do całości. Widać, że rytmiczna gotara miażdży riffami podczas gdy solówki tną w najlepsze !

I pierwsza partia unisono jaką słyszałem na tej płycie

W sumie szkoda, że dopiero w tym utworze, bo NM ma świetnie partie unisono. I znów na „polu bitwy” zostaje sam bas, który jest wspomagany perką. Ciekawe te zabiegi , nie powiem. Następnie wszystko przechodzi w niezwykle elektryzujący koniec utworu .
„Precognition (Instrumental)” – Utwór zaczyna się tak ciekawie, że od razu mi przywołuje skojarzenia z Hiszpanią, gorącymi dziewczynami , nocami, winem, oraz Zorzo

Bardzo fajna instrumentalna. Akustyczna, krotka, aczkolwiek ciekawa.
A to co się stało po tym spokojnym utworze, to przechodzi ludzkie pojęcie. Zmiotło, zmiażdżyło, sponiewierało mnie

No utwór cudo od pierwszych dźwięków

A co to jest takie cudowne… „42147” No, no… Nawet nie wiecie jak panowie zapunktowali zapunktowali mnie tym utworem

Już nawet się nie będę czepiał tych nieszczęsnych sweepów, których wyjątkowo mało jest na tej płycie

Początek jest cudowny, nie wiem czy już to pisałem !:D Taki porywający. Riff otwierający miażdży. Świetne partiw unisono znów tworzą niezwykła otoczkę wokół całego muzyczne potasu

Różnorodność klimatów mnie zadziwia !

Zdumiewa. Na pewno jedna z najlepszych piosenek na tej płycie. Następnie zwolnienie daje nam odetchnąć chwilkę i w pełni poczuć niezwykłość klimatu tego niezwykłego utworu. Przecież tu jest prawie wszystko. Świetna harmonia [ jedna z moich ulubionych ], progresywne momenty są świetne. Następnie zwolnienie i znów coś nowego, cudownego . A myślałem, że mnie już mało co może zaskoczyć na tej płycie

shock na końcu znów powrót do tego cudownego riffu z samego początku i akustyczna koncówka ! Panowie dają czadu a herbata stygnie

Ale nawet się nie chce sięgać po nią gdy się słucha takiego kawałka cudownej muzyki

Przecież to raptem ok. 4,5 min. Muzyki a było tu prawie wszystko. Moc, energia, pomysłowość, geniusz muzyków, zarówno instrumentalny, techniczny jak i kompozytorski. Skopany na maxa oczekuję ostatniego utworu.
„The Learning” - zaczyna się piękns gitarką z dealey’em. Następnie wchodzi parę dxięków na gotarce, przesterowanej dziwnym efektem

Bardzo fajny klimat tworzy całe użyte instrumentarium. Początek bardzo ciekawy. Wsłuchując się bardzo uważnie w kolejne dźwięki zespołu niezmiernie oczekuję następnych. Ciekawe jak ta akcja się rozwinie. Linia wokalu bardzo mi się podoba tutaj

Ooo jacie. Jest ten dawno wyczekiwany moment. Wchodzą gitary przesterowane. Specyficzny klimat utworu jakby wciągał słuchacza, działa jak swego rodzaju narkotyk, którego użycie „grozi” uzależnieniem. Jest cos takiego w tym utworze, co pozwala nam płynąc razem z nim. To uczucie jest piękne :] Następnie różnorodność klimatów sprawia, że jeszcze bardziej oddalamy się od rzeczywistości na rzecz świetnej dawki muzyki, jaką serwują nam panowie z NM. Świetne partie gitarowe od razu wpadają w ucho. Cała ta lekkość przyjmowania tego utwory, pozwala gładko przebrnąć przez fale melodii. W środku znów zwolnienie, pojawiają się akustyczne motywy, lecz i nie na długo. NM nie daje nam odpocząć, bo oto zaraz pojawia się melodia, oparta znów na świetnej harmonii. Zresztą, kto by chciał odpoczywać podczas tego utworu. Potem jest pewien zabieg, którego do końca nie rozumiem ani nie rozumiem w jakim celu został zastosowany. Mianowicie chodzi o wszechobecną ciszę podczas końcowych minut utworu. Ostatnie dźwięki jakby podkreślają całość albumu, który jest świetny

I jak dotąd najlepszy krążek NM jaki słyszałem. W końcówce słychać dziwne dźwięki, nadające tajemniczość, oraz wokal, który wzmaga dla mnie niesamowitą atmosferę, którą wytworzył we mnie ten album. Czuje jakby główny temat płyty został zmącony, obalony wręcz przez te ostatnie dźwięki. To stwarza ten album jeszcze bardziej zagadkowym, takim, nad którym trzeba posiedzieć, bo na pewno jego geniuszu nie jest się w stanie ogarnąć za pierwszym razem.
Reasumując : Album cudo

Chylę bardziej czoła dopiero teraz przed NM, bo krążek jest bardzo dobry. Klimat utworów, ich drapieżność, świeżość, oraz tajemnicze zakończenie płyty sprawia, że pewnie jeszcze nie raz powrócę do tego albumu z wielką przyjemnością dla ucha i samego siebie
Ocena : 10/10