Ogólnie mogę zgodzić się z poprzednikami.

Ale od początku: gdy dojechaliśmy pod halę było tak na oko niecały 1000 ludzi i zaczęły się tworzyć kolejki z dwóch stron. Mało kto pomyślał, żeby pogrubić główny nurt i stanąć z boku, więc jak już zaczęli wpuszczać to czekaliśmy tylko chwilę, choć jakoś specjalnie się nie spieszyliśmy. Kurtki do szatni i na płytę... Zajęliśmy strategiczne miejsce w okolicach 5-6 rzędu i czekaliśmy, komentując rodziców w kurtkach, pod barierką (i tak wytrzymali dłużej, niż się spodziewałem ;P).
Pain, co tu powiedzieć, nie znałem wcześniej, na rozgrzewkę było ok, dali radę.

W trakcie ich występu znalazłem się już w 2 rzędzie, aby na intrze Nightwisha położyć swą rękę na barierce (całościowo dobiłem na Amaranth, to był 4 czy 5 utwór).
Ogólnie występ Nightwisha bardzo mi się podobał, chociaż z poziomu tego, co było słychać momentami na barierce (szczególnie na końcu, tak zmasakrować Wishmastera...), to dźwiękowca powinni wywalić na zbity pysk, to samo było w Chorzowie w 2005. Cała oprawa wizualna mnie pozytywnie zaskoczyła. Kontakt zespołu z publiką po zmianie wokalistki też tak jakby lepszy. Anette podawała ręce (mam długie

, więc w tym uczestniczyłem). Gitarzysta czasem dawał kostki do ręki. Widać, że się dobrze bawią na koncertach i Anette nie znika ze sceny na długo, gdy nie śpiewa, jak Tarja momentami to czyniła. Na koniec dostałem pałkę (znów te długie ręce

) z ciekawym napisem "Who the fuck is Jukka???".

Uściski dłoni itp. i sobie poszli...

Ten kontakt z fanami z pierwszego rzędu całkiem przyjemny, wywołuje pozytywne emocje (Anette nawet zeszła ze sceny, żeby się wzdłuż barierki przejść). Widać było, że publika im się podobała. Głoś Anette, nie jestem ekspertem, wiadomo, że starych kawałków tak samo śpiewać nie będzie - jakoś specjalnie mnie to nie drażni.
Co do tych dzieci... Jeszcze takiego fanatyzmu na koncercie nie widziałem. Jeszcze znajomość wszystkich tekstów mogę zrozumieć, nawet podziwiać w pewnym stopniu (ja tam nawet wszystkich ich refrenów nie znam, to nie Maiden

), to pewne akcje mnie drażniły. Jeden gimnazjalista (chyba, max 1 klasa LO, ale wątpię) w każdej przerwie wydzierał się do członków zespołu, żeby mu coś dali, w sumie mu się nawet udało, bo dostał kostkę na koniec, ale gitarzysta chyba rzucił ją dla świętego spokoju.

Mnie to rybka co on tam chciał, czy dostał, czy nie, ale zagłuszał 'przemowy' Marco i tym mnie najbardziej wkurzał.

Innego knypka ochrzaniłem za smyranie mnie pieszczochą po ramieniu, trochę się chyba przestraszył nawet i najpierw myślał, że o jego mini flagę na patyku mi chodzi.

No i część ludzi wbiła się pod scenę nie mając pojęcia w co się pakuje (tych w kurtkach to już w ogóle nie mogę pojąć), choć wcale jakiegoś dużego kotła nie było.
Podsumowując, koncert mi się podobał. Dzieci trochę zaskakiwały, ale też wkurzały.
Wieczorem mogę Wam pokazać pałkę.
