Dzosef pisze: ↑pn kwie 02, 2018 9:22 pm
Ja np. naprawdę źle reaguję na metę, jakbym miał w jednym pokoju Zandberga, Clinton i Karła a tylko 2 kule w magazynku, to i tak obie poszłyby w duńską łajzę , natomiast popularność względem IM jest mi obojętna, wręcz nie lubię tego jak popularne jest IM
No przecież nikt nie zaprzecza, że Ciebie też piecze na wzmiankę o zespole na M.
Ale reakcje Ralfa są rzeczywiście mocno przesadzone w dwóch tematach - popularności M i zarzutów wobec IM. To się rzuca w oczy.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Dzosef pisze: ↑pn kwie 02, 2018 9:22 pm
Ja np. naprawdę źle reaguję na metę, jakbym miał w jednym pokoju Zandberga, Clinton i Karła a tylko 2 kule w magazynku, to i tak obie poszłyby w duńską łajzę
Nareszcie ktoś ma podobne antymetowe poglądy do mnie
Dzosef pisze: ↑pn kwie 02, 2018 9:22 pm
Ja np. naprawdę źle reaguję na metę, jakbym miał w jednym pokoju Zandberga, Clinton i Karła a tylko 2 kule w magazynku, to i tak obie poszłyby w duńską łajzę , natomiast popularność względem IM jest mi obojętna, wręcz nie lubię tego jak popularne jest IM
No przecież nikt nie zaprzecza, że Ciebie też piecze na wzmiankę o zespole na M.
Ale reakcje Ralfa są rzeczywiście mocno przesadzone w dwóch tematach - popularności M i zarzutów wobec IM. To się rzuca w oczy.
Nic mnie nie piecze
Lubie Iron Maiden i Megadeth
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
johnny_o pisze: ↑wt sie 18, 2026 9:50 pm
Jebać czarnuchów
Nigdy IM nie zabiegali o taką publikę, jak ma Meta - czyli w 75% ludzi nie słuchających metalu na co dzień, większość z nich akceptuje tylko jeden zespół. Cóż, gdybym kierował się 'popularnością' to idąc za ciosem w jeszcze większym stopniu krytykowałbym AC/DC (wiem, wiem - to hard rock) tylko, że mimo ostatnich jazd Angusa oni są dla mnie szczerzy i wiarygodni w tym, co proponują od 45 lat. Nie wciskają swoich produktów komu się da, nie robią ze siebie takich pajaców, nie zaprzeczają własnej historii i powiązaniom stylistycznym, nie nagrywają płyt pod koniunkturę gatunkową itd., itd. Porównywanie IM do Mety to trochę tak, jakby Deep Purple porównywać do Def Leppard, G'NR czy innego Bon Jovi - na pewno DP inspirowało tych muzyków, niemniej kierunek i definicja sukcesu w obu przypadkach była inna. Purple - od zawsze działający w tradycyjny sposób, obstający przy swoim charakterystycznym stylu, unikający przesadnej ekspozycji w mediach, tworzący raczej dla dookreślonego odbiorcy. W przypadku wszystkich pozostałych wykonawców - ich sława została zbudowana głównie na ekspozycji medialnej wizerunku/skandali + niebotycznej promocji we wszystkich muzycznych telewizjach świata. Słucham cięższej muzyki od 1984 roku, trochę się już widziało i poczytało. Wiesz, powiem krótko - jeśli ktoś nie ma tak silnego, heavymetalowego backgroundu jak ja i osoby z podobnym doświadczeniem, może nawet 'nie kumać' o co mi chodzi. Proszę, nie porównujcie grup t.j Black Sabbath, Maiden, Priest, Saxon, Megadeth (jednak), Testament, Exodus, Slayer, Pantera i wielu innych stricte metalowych załóg do Mety, jaką znamy od ćwierć wieku, bowiem ich muzycy zdecydowanie inaczej definiowali słowo sukces i żaden z nich (no może poza kilkoma wyjątkami) nie poszedłby na takie "kompromisy" (taaaa, sku***nie) jak Meta aby tylko poszerzać target i być na topie w mainstreamie. Już nawet nie chce mi się mówić o tym, iż IM gra zdecydowanie inaczej i nigdy nie zapomniał, skąd się wywodzi i dzięki komu (a raczej jakiego rodzaju słuchaczom) odnieśli sukces. Wiem, iż od 1995 roku Brytyjczycy obrali nieco inny kurs, naznaczony graniem klimatycznym z wpływami progresywnymi - nie każdemu styl ten się podoba. Przecież mogli nagle zacząć grać leciutki (hard ?) rock w stylu Leppard (Adrian Smith do tego dążył) albo pójść w kierunku nu tune i industrialu, bo to było modne. Wybrali, jako naturalny dla siebie - kompletnie inny kierunek, raczej nie gwarantujący zapełniania stadionów. Maideni nigdy nie starali się "kłaniać" jakiejkolwiek publiczności poza fanami klasycznego metalu i hard rocka, choć i tutaj nie można mówić o podlizywaniu się komukolwiek. Nawet ich merch - niby pod względem dywersyfikacji oferty, przez około 40 lat było tego tysiące, niemniej estetykę w jakiej zespół się porusza, raczej nie zaakceptuje nikt zupełnie przypadkowy, kto nie nabrał do niej dystansu i nie wyczuwa klimatu tego zespołu, celowego przerysowania formuły. Z resztą - ludzie, po co ja to piszę, przecież to oczywiste. Zestawianie Mety z Maiden to ignorancja, bo choć obie kapele przez muzykologów zaliczane są do nurtu "metal", to jednak wartości jakimi kierują się robiąc tzw. karierę, definiują zdecydowanie różnie. A ha, co do danych ilościowych. Średnia na ostatniej trasie IM to jakieś 23000 przy 117 koncertach - bardzo dużo, tym bardziej iż grają niemal zawsze rok w rok... Nie ma pięciu lat przerwy i "cudownego powrotu" czy zapowiedzi kolejnej "pożegnalnej trasy". Jeśli wziąć dane stricte ilościowe (merch, gadżety, sprzedaż płyt, utrwalenie wizerunku w popkulturze itd) to spośród stricte metalowych wykonawców właśnie IM odnieśli w ostatnich 40 latach największy sukces! Metallica pod względem ilościowym dystansuje Brytyjczyków, niemniej - ten zespół sam pozycjonuje siebie od lat jako wielka gwiazda muzyki/rocka nie zaś stricte metalu. Ktoś na forum pisał na ten temat, to bardziej gwiazda multimedialna i popkulturowa, niż metalowa. W tym kontekście słowa Urlicha nie powinny dziwić, oni na serio nie identyfikują się ze sceną thrashową, power, heavy czy inna tam metalową, z premedytacją odrzucili ową niszowość już ponad 20 lat temu. To im umożliwiło zdobywanie ogromnej rzeszy słuchaczy nie identyfikujących się z metalem, co dopiero z jego konkretnym podgatunkiem. Tyle, iż w przypadku grup metalowych owa "niszowość" (czy raczej tożsamość stylistyczna) od zawsze byłą etosem tegoż środowiska. Jak powiedział swego czasu Dickinson: "Jesteśmy niszowym zespołem, jednak ta nasza nisza jest cholernie szeroka. Gwarantuję Ci, iż niewiele jest w niej przypadkowych ludzi". Cholernie szanuję taka postawę i nigdy tego nie ukrywałem... Metallica może potrafi jeszcze "przywalić na pokaz", może i grają te stare numery, choć Hetfield śpiewa je z manierą kolesi z Green Day i Nickelbackco mnie strasznie drażni, jednak MENTALNIE i marketingowo ci ludzie zmienili się diametralnie - gwiazdorstwo i popularność nie jest miłym dodatkiem do muzyki, lecz celem samym w sobie. Być może to nie jest ich wina, może dali się omotać managerom, przekonać do zmiany punktu widzenia? Nie wiem. Tyle z mojej strony. Cholernie zmieniła się ta obecna publiczność, jeszcze 15 lat temu taki wpis byłby niepotrzebny, bowiem ludzie powiedzieliby "przecież to oczywiste". Dziś jak komuś nie wytłumaczysz "co masz na myśli" za żadne skarby nie załapie i dotyczy ten smutny fakt wielu dziedzin współczesnego świata, bynajmniej nie tylko świata audialnego. Znak Czasów!
pz pisze: ↑pn kwie 02, 2018 9:29 pmAle reakcje Ralfa są rzeczywiście mocno przesadzone w dwóch tematach - popularności M i zarzutów wobec IM. To się rzuca w oczy.
Uderz w stół i patrz powyżej
RALF pisze: ↑pn kwie 02, 2018 9:59 pmSłucham cięższej muzyki od 1984 roku, trochę się już widziało i poczytało. Wiesz, powiem krótko - jeśli ktoś nie ma tak silnego, heavymetalowego backgroundu jak ja i osoby z podobnym doświadczeniem, może nawet 'nie kumać' o co mi chodzi.
Słucham metalu od 1988 roku, więc to akurat nie ma nic do rzeczy. Podejrzewam, że jeśli chodzi o osłuchanie i "koncertowy dorobek" , to mam trochę więcej doświadczenia. I wciąż nie wiem o co Ci chodzi...
Odnoszę wrażenie, że za ten cały negatywny wizerunek zespołu i ból ralfowej dupy odpowiada tylko jedna wiadoma osoba. https://www.youtube.com/watch?v=BS0-aNXObmc
Jakoś nigdy nie widziałem Kirka, lub Jamesa egzaltujących w wywiadach swoją megalomanią, a ten drugi to chyba najbardziej ułożona osoba w całym rockowym światku. Ostatnie albumy też trzymają poziom. Może nie są to arcydzieła, ale przyniosły kilka świetnych utworów, prawdziwych natychmiastowych klasyków jak All the Nightmares Long, Spite out the Bones, czy Halo on Fire, więc chyba nie jest znowu tak źle z tą Metą.
Shedao Shai pisze: ↑pn kwie 02, 2018 11:49 pm
Ralf, powiedz co bierzesz bo też chcę trochę
Jeśli to jest do palenia to może i ja się skuszę? A tak poważniej to jazdy na Metę i w ogóle, ale koncertowo zjadają konkurencję. W Wiedniu Falco i Amadeus, u Pepikow Robert śpiewający Jozina z Bazin. Koncert to ma być przede wszystkim zabawa. Nigdy jakoś szczególnie nie rozkminialem tematu sztywnych setlist u Maiden, z czego to wynika? Tylko z lenistwa czy jest jakaś głębsza ideologia z tym zwiazana?
Shedao Shai pisze: ↑pn kwie 02, 2018 11:49 pm
Ralf, powiedz co bierzesz bo też chcę trochę
Nigdy jakoś szczególnie nie rozkminialem tematu sztywnych setlist u Maiden, z czego to wynika? Tylko z lenistwa czy jest jakaś głębsza ideologia z tym zwiazana?
myślę, że kolega nam za niedługo wyjaśni, że sztywne setlisty to jeden z największych plusów Maiden. Czemu? Nie wiem, nie biorę tego co on Może to jakoś powiązane z etosem heavy metalu? Czekam na wyjaśnienia!
Lars to od zawsze była bufonowata kreatura - podobno ludzie niskiego wzrostu tak mają, to się nazywa kompensacja. Ten facet powinien być managerem, nie zaś średniawym perkusistą. Twierdzę, iż Lars jest genialnym PRowcem i urodzonym kierownikiem, co jest niewątpliwym atutem i warto to docenić.
Ufff,no to mi się dostało za odmienność poglądów na cokolwiek - polskie... Dobra, nie hejtuje dla hejtowania, nie tworzę stronnictw za i przeciw, wypowiadam własne zdanie, do którego mam prawo. Cóż akurat w temacie setlisty IM - zgadzam się, w zasadzie w kontekście danej trasy ustalają jedną i raczej nie ma co liczyć na jakiekolwiek zmiany. Dochodzę również do wniosku, iż wykonawcy Brytyjscy z zasady maja taki patent - ustalamy przed trasą setlistę, może ze dwie zmiany w zanadrzu i jedziemy. Generalnie Amerykanie (np. Springsteen, Bon Jovi, GNR i inni) są pod tym względem o wiele elastyczniejsi... może Angole tak mają. Ja też bym wolał aby IM więcej kombinowali. Co do tych "przyśpiewek" - owszem zabawa, niemniej akurat ja na takie rzeczy kompletnie nie zwracam uwagi. Fajnie, niemniej - czy potrzebne... Jako wygłupy - moze i tak, gdyby zamiast "Jożina" walnęli cover Master's Hammer czy Root - to by było coś...
I jeszcze raz - nie krytykuję pewnych ruchów Mety w kontekście tego, co robi IM, porównywanie obu grup nie ma sensu - zbyt mocno się różnią na wielu płaszczyznach, generalnie takie zagrania mnie drażnią, czy to by robiła Meta, Maiden, KISS, Papa Dance czy Kombi(i) moja opinia byłaby dokładnie taka sama. Tyle w temacie.
Ale Master's Hammer kojarzyłoby pewnie z 7% publiczności, a tu jak już ktoś napisał, chodzi o zabawę.
Ostatnio byłem na koncercie Organka. Bardzo kameralny. Ale to był prawdziwy rock 'n' roll. Spontaniczne decyzje co do setu, dialogi z publiką, granie fragmentów cudzych utworów...Bo tak. Fajnie się to wszystko oglądało i słuchało, bo widać było, że ta zabawa była kluczowa.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
RALF pisze: ↑wt kwie 03, 2018 9:36 am
Lars to od zawsze była bufonowata kreatura - podobno ludzie niskiego wzrostu tak mają, to się nazywa kompensacja.
Jeśli o tę kategorię chodzi, to niejaki Bruce Dickinson dorównuje wzrostem pewnemu prezesowi - temu z Nowogrodzkiej w W-wie.
Aleś wymyślił, jednak charakter i poglądy "trochę inne", prawda... No i mi nie powiesz, że Bruce to odpychający, nadęty bufon i megaloman, prędzej taka gaduła bez umiaru!?
Tak, jak powiedziałem - z reguły brytyjscy wykonawcy są bardziej zachowawczy jeśli chodzi o repertuar. Nie wiem, czy interesowaliście się głębiej Pink Floyd (?) oj, co do zachowawczości setów to spokojnie mogliby z Maiden konkurować. Nawet Queen za Mercurego, też w tym kontekście jakoś nie szalał. The Rolling Stones zazwyczaj zmieniali coś na bis - bardziej spontanicznie. Oczywiście IM w latach 1976 - 1984 też potrafili coś poprzestawiać, dodać jakiś cover, nawet zaprosić gości na scenę. Odnoszę wrażenie, iż wraz z rosnącą sławą i oprawą sceniczną, setlista jakby skostniała. Muszę jednak przyznać, iż generalnie sety z lat 1990 - 1993 podobały mi się, dużo perełek się wówczas pojawiło.
RALF pisze: ↑wt kwie 03, 2018 10:59 am
Aleś wymyślił, jednak charakter i poglądy "trochę inne", prawda... No i mi nie powiesz, że Bruce to odpychający, nadęty bufon i megaloman, prędzej taka gaduła bez umiaru!?
Tyle warta była wcześniejsza projekcja niskiego wzrostu na wredne cechy charakteru, owa "kompensacja", co obaliłem pierwszym nasuwającym się przykładem. O ile obaliłem Aha, sam mam 189 cm, więc nie występuję w roli adwokata samego siebie.
Dzosef pisze: ↑wt kwie 03, 2018 11:02 am
Z teorią o spontanicznych Amerykanach sie nie zgodzę. Megadeth od 10 lat ma ta sama setliste i gra te same kotlety .
A ja z tezą o leniwych Brytyjczykach. Przykłady Saxon czy Venom Inc jej nie potwierdzają.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Zejdę z tematu... Wczoraj zagrali Jozina z Bazin w Czeskiej Pradze, jak myślicie, co zagrają w Krakowie? Obstawiacie jakąś legendę metalową? A może coś w innych klimatach?