Re: Ogólnie o koncertach
: ndz lip 28, 2024 5:53 pm
Miło kam że byłeś i mnie wyręczyłeś w rozpisywaniu się, mogę więc podpisać się wszystkim co mam i rzucić tylko kilka słów od siebie.
Na Placebo zgodnie z planem miałem barierkę, ale na miejscu musiałem być przed 18.00 i przeżyć to co opisałeś. Żaden wykonawca niczego nie rzucał więc nie miałem czego łapać. Całe szczęście Brian w bardzo dobrym humorze i nie było groźby przerwania koncertu, bez porównania lepsza sztuka niż ta warszawska sprzed dwóch lat i mogłem się wydrzeć z niezagrożonym bananem na gębie.
Takiego zatrzęsienia szczucia cycem w wykonaniu wypindrzonych nastolatek doświadczyłem pierwszy raz z życiu, przez większość czasu czułem się jak entomolog zbierający kolejne okazy.
Generalnie jeszcze na Kukonie stwierdziłem że jednak Pierre ma rację i dla tego pokolenia nie ma ratunku, miałem ochotę wyrzygać z siebie całe boomerskie pierdolenie tego świata.
Krzysiu miał nawet spoko przyjęcie we fragmentach rapowanych, w pozostałych poza Męskim Graniem meh. U mnie sporo osób siedziało i miało kompletnie wyjebane. Widziałem go pierwszy raz i bardzo się cieszę że go zaliczyłem nawet w takich okolicznościach, bardzo dobry koncert. W moich okolicach zebrał gwizdy za wiadomą flagę, wcześniej i później słyszałem skandowanie pt. "Wojtek Gola jest biseksem". Rozumiem że to miała być obelga, ale tylko się skrzywiłem w obliczu gwiazdy wieczoru i doprawdy nie wiem co ci ludzie mają w głowach.
A potem... Na Pro8l3mie doświadczyłem całego tego szaleństwa już spod sceny. Ja rozumiem że znajduję się w warszawskiej, rockowo-metalowej bańce i czasem warto z niej wyjść, ale chyba nie w ten sposób bo może to być groźne dla słuchu i samopoczucia. Tysiące telefonów i małaloletnie cipki drące mi się do ucha o riki tiki, staniki i narkotyki, brrr... Jeszcze zielska się nawdychałem po wsze czasy. Rozumiem różnorodność ale można było dać Zalewskiego przed Placebo i byłoby pół biedy.
Zaliczyłem, doświadczyłem i nigdy więcej. W zeszłym roku odpuściłem Franz Ferdinand i żałowałem, w tym mimo Scorpionsów w piątek udało się zaliczyć całą sobotę więc mam nadzieję że nic fajnego w przyszłym roku nie zagra, żebym mógł już bez żalu odpuścić. Bo że fest się będzie odbywał w kolejnych latach to nie mam najmniejszych wątpliwości - jeszcze w zeszłym roku rozumiem okrągłą, 600. rocznicę a teraz wygląda to trochę groteskowo, ale jak sponsorzy wykładają (grubą) kasę... Jeśli ktoś ma konto w mBanku i nie skorzystał wczoraj z uroków Łodzi to może czuć się okradziony z ciężko zarobionych pieniędzy.
Raz i na krótko na scenie pojawiła się Hanna Z. i rozumiem że dzięki temu spędowi ma zapewnioną dożywotnią reelekcję za sprawą wdzięcznych młodych łodzian.
Przez spóźnienie rapujących chujków nie zdążyłem na Flixa więc do domu wróciłem o siódmej a nie o trzeciej, ale mimo wszystko warto było.
Na Placebo zgodnie z planem miałem barierkę, ale na miejscu musiałem być przed 18.00 i przeżyć to co opisałeś. Żaden wykonawca niczego nie rzucał więc nie miałem czego łapać. Całe szczęście Brian w bardzo dobrym humorze i nie było groźby przerwania koncertu, bez porównania lepsza sztuka niż ta warszawska sprzed dwóch lat i mogłem się wydrzeć z niezagrożonym bananem na gębie.
Takiego zatrzęsienia szczucia cycem w wykonaniu wypindrzonych nastolatek doświadczyłem pierwszy raz z życiu, przez większość czasu czułem się jak entomolog zbierający kolejne okazy.
Generalnie jeszcze na Kukonie stwierdziłem że jednak Pierre ma rację i dla tego pokolenia nie ma ratunku, miałem ochotę wyrzygać z siebie całe boomerskie pierdolenie tego świata.
Krzysiu miał nawet spoko przyjęcie we fragmentach rapowanych, w pozostałych poza Męskim Graniem meh. U mnie sporo osób siedziało i miało kompletnie wyjebane. Widziałem go pierwszy raz i bardzo się cieszę że go zaliczyłem nawet w takich okolicznościach, bardzo dobry koncert. W moich okolicach zebrał gwizdy za wiadomą flagę, wcześniej i później słyszałem skandowanie pt. "Wojtek Gola jest biseksem". Rozumiem że to miała być obelga, ale tylko się skrzywiłem w obliczu gwiazdy wieczoru i doprawdy nie wiem co ci ludzie mają w głowach.
A potem... Na Pro8l3mie doświadczyłem całego tego szaleństwa już spod sceny. Ja rozumiem że znajduję się w warszawskiej, rockowo-metalowej bańce i czasem warto z niej wyjść, ale chyba nie w ten sposób bo może to być groźne dla słuchu i samopoczucia. Tysiące telefonów i małaloletnie cipki drące mi się do ucha o riki tiki, staniki i narkotyki, brrr... Jeszcze zielska się nawdychałem po wsze czasy. Rozumiem różnorodność ale można było dać Zalewskiego przed Placebo i byłoby pół biedy.
Zaliczyłem, doświadczyłem i nigdy więcej. W zeszłym roku odpuściłem Franz Ferdinand i żałowałem, w tym mimo Scorpionsów w piątek udało się zaliczyć całą sobotę więc mam nadzieję że nic fajnego w przyszłym roku nie zagra, żebym mógł już bez żalu odpuścić. Bo że fest się będzie odbywał w kolejnych latach to nie mam najmniejszych wątpliwości - jeszcze w zeszłym roku rozumiem okrągłą, 600. rocznicę a teraz wygląda to trochę groteskowo, ale jak sponsorzy wykładają (grubą) kasę... Jeśli ktoś ma konto w mBanku i nie skorzystał wczoraj z uroków Łodzi to może czuć się okradziony z ciężko zarobionych pieniędzy.
Raz i na krótko na scenie pojawiła się Hanna Z. i rozumiem że dzięki temu spędowi ma zapewnioną dożywotnią reelekcję za sprawą wdzięcznych młodych łodzian.
Przez spóźnienie rapujących chujków nie zdążyłem na Flixa więc do domu wróciłem o siódmej a nie o trzeciej, ale mimo wszystko warto było.