Coraz bardziej przekonuję się do El Dorado. Tym bardziej, że z tego co widziałem w nagraniu na youtube, kawałek wypada fajnie na żywo, a Bruce w refrenie śpiewa zadziwiająco dobrze (chociaż szczerze mówiąć trochę wypadał z rytmu).
Jeżeli zaś chodzi o brzmienie, to już widzę, że będzie powtórka z AMOLADa, z czego jestem niezadowolony. Uwielbiam brzmienie BNW i (mimo iż narażę się
soulburnerowi 
) DOD, który, mimo iż najgorzej wypada ze wszystkich płyt Maidenów w kwestii głośności, brzmi lepiej od np. Death Magnetic.
Dlaczego? Ponieważ brzmienie tych płyt jest bardziej selektywne, w przeciwieństwie do AMOLADa, w stosunku do którego mam wrażenie, że był nagrywany na setkę (dla niewtajemniczonych - kiedy CAŁY zespół gra na żywo, w przeciwieństwie do oddzielnego nagrywania ścieżek gitarowych, perkusyjnych, wokalnych). I chyba niestety tak jest, bo nasi idole najwidoczniej się rozleniwili. Zresztą Bruce mówił o tym, że bodajże 60-70% jego wokali na AMOLADzie pochodzi z nagrywania na żywo (co przedstawił jako wielkie osiągnięcie, ja się tylko załamałem). Harris mówił, że chcieli, aby płyta brzmiała jak najbardziej 'live' i zespół potraktował to chyba zbyt dosłownie.
Dodatkowo, o czym któryś z Maidenów w wywiadzie przed lub po premierze AMOLADa powiedział, nie stosują już 'gigantycznych metronomów', a ja wręcz odnoszę wrażenie, że W OGÓLE ich nie używają (forumowi muzycy pewnie wyłapią to, że ten sam riff w Benjaminie Breegu od 3:20 jest grany szybciej niż w momencie po 2:02, i to nie ma nic wspólnego z Maidenowymi zmianami tempa).
Warto też dodać, że o tym że nagrywają na setkę (lub o niedbalstwie Shirleya) świadczy fakt, że w Benjaminie ok. 5:06-5:07 gitara rytmiczna w lewym kanale wybrzmiewa za długo (czy ktoś oprócz mnie to zauważył?). Oczywiście trudno im zarzucić niedociągnięcia w tej kwestii, bo zawsze powiedzą że to ich kompozycja i taki był zamysł, ale podejrzewam, że plan pierwotny był taki, aby następowały te krótkie pauzy między akordami bez takich właśnie wydłużeń dźwięków.
Nie to, że się czepiam, ale gdyby to nie było nagrywane na setkę (lub w procesie masteringu), to wspomnianego wydłużenia z pewnością by nie było (pomyłki zdarzają się przecież najlepszym gitarzystom) - innymi słowy zostałoby usunięte w procesie edycji. BNW i DOD zostały nagrane przez Shirleya, przy współpracy z Harrisem. Nie wiem czy patronat Harrisa ma na to aż tak olbrzymi wpływ, ale już brzmienie AMOLADa jest poprostu mniej selektywne, mam wrażenie, że
baza utworów, czyli część rytmiczna, nagrywana była na żywioł, na setkę, natomiast reszta wokali i melodii/solówek została dograna oddzielnie.
Bez wspomnianej selektywności i solidnej roboty producenta nie ma niesamowitego brzmienia, o którym napisał
mimski. Najważniejsza jest oczywiście wartość kompozycji, ale to właśnie dobry mix (oraz nagrywanie w towarzystwie metronomu!) powoduje, że mam ochotę wracać do płyty po jakimś czasie. I takie są właśnie płyty Bircha, dzięki któremu nawet No Prayer For The Dying słucha mi się przyjemnie.
P.S. Ponadto Shirley mówił, że już pierwszego dnia nagrali dwa utwory, i cały ten pośpiech nie jest dla albumu dobrym prognostykiem. Dlatego nie spodziewajmy się brzmienia w stylu Piece of Mind czy Powerslave (które moim zdaniem brzmią fantastycznie, jak wszystkie dokonania Bircha) tylko dlatego, że TFF nagrywali w legendarnym studio w Nassau.
Żeby nie było że tak bardzo po nich jadę, nie mogę doczekać się TFF. AMOLAD był pełen świetnych kompozycji i liczę na to, że teraz będzie podobnie.
P.S.2 - Jeszcze jedno - wkurzają mnie niesamowicie te poślizgi palcami po strunach (co słychać w lewym kanale w The Legacy z AMOLADa w riffie po 3:09). To jest niestety problem zdecydowanej większości nagrań metalowych (również Metalliki i innych gigantów), i te płyty, gdzie te poślizgi są najbardziej frustrujące, są pokryte najgrubszą warstwą kurzu spośród płyt z domowej kolekcji.
Chociaż teraz żałuję, że Wam o tym powiedziałem, bo od kiedy mój maestro gitary zwrócił mi na to odwagę, na pewne nagrania reaguję gorączką i uciążliwymi bólami głowy.
